|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Warszawa
Było fajnie, ale za krótko. Za krótko, żeby się z każdym nabyć do syta, nagadać o wszystkim, nacieszyć, że takich fajnych Przyjaciół mamy dzięki blogowi. Cóż, dwa dni to nawet nie dwie doby, a trzeba jeszcze wygospodarować czas na sen. I tak byłam z Truśki dumna, że śpiąc mniej niż zwykle, będąc w zupełnie nowym miejscu i z nowymi ludźmi, zachowywała się wyjątkowo poprawnie. Wróciła zadowolona, pełna wrażeń- o spotkaniu z Syrenką w Kalimbie- razem z Izą i Helenką, o odwiedzinach Nuli, wspólnym obiedzie w hinduskiej knajpce, o pobycie w domu Batorysi, zabawie z Milą i poznaniu Tadzia (trochę ją zawiódł, bo "Tadzio nie tadziował tylko ryczał"- co miała na myśli licząc na "tadziowanie" nie wiem), spacerze po Starówce z Madzią i ciocią Talulą oraz wspólnym obiedzie w pierogarni ("Madzia niciego nie zjadła"-Truśka trochę była tym faktem zmartwiona). Bardzo Wam wszystkim dziękujemy za poświęcony nam czas, za to, że w ogóle chcieliście się z nami spotkać, że staraliście się nam zorganizować czas najmilej, jak się da. Przepraszamy, za sprawione zawody, za to, że może nie wszystko się udało, że nie każdemu mogliśmy poświęcić tyle czasu, ile by chciał, ale naprawdę trudno było to inaczej zorganizować. Pierwsza była Nula z Rodzicami- przyszli nas przywitać już w piątek wieczorem. Ale jakoś tak się zgapiłam, że nie wyjęłam aparatu :( Drugie były Iza z Helenką- przyjechały po nas na Krochmalną i zabrały nas na Żoliborz do Kalimby. Bardzo nam się tam spodobało- zarówno w samej kawiarni, jak i w parku naprzeciwko.
Do Kalimby przyszła w południe Syrenka, którą dzieci z zapałem portretował. A Syrenka w międzyczasie gadała, gadała, gadała... Bo to była bardzo rozmowna Syrenka ;-)
Potem był krótki spacer z Nulą, Ewą i Robertem oraz wspólny obiad w Bolywood- bardzo smaczny, chociaż Trusia z hinduskiej kuchni preferuje frytki ;-)
Nula też ybrała frytki i dziewczynki wymieniały wspólnie poglądy na temat frytek po indyjsku ;-) Potem była krótka wizyta u Batorysi- Mila i Truśka całkiem fajnie się bawiły. Trusia wcale nie trzymała się maminej spódnicy, tylko poszła z Milą do jej pokoju. A jak one fajnie gadałay ze sobą ;-)
I kazały sobie uczesać kucyczki, z którymi wytrwały dzielnie do końca wizyty. I prawie się przy tym nie kłóciły ;-) A w niedzielę spotkałyśmy się z Madzią i ciocią Talulą- najpierw w Domu Spotkań z Historią na ormiańskim baby-parkingu. Dziewczyny dzielnie "ubrały" naszkicowane lale w prawie ormiańskie szaty:
a potem podążyły spacerkiem na Starówkę:
A na koniec dowód, że to faktycznie w Warszawie było:
Jeszcze raz kochani wielkie dzięki za wszystko :)
niedziela, 18 października 2009, dsmiatek
Komentarze
2009/10/19 08:43:04
Dzieki tobie widac jak wyrosła Batorysiowa Mila :) to tak leciutko złosliwie :)
A poza tym, to ja takich spotkań strasznie wam zazdroszcze. Bo kurcze znamy się juz bloxowe całe lata (tak tak) a tzw real to jednak uważam, ze jest fajniejszy na spotkania "interpersonalne" 2009/10/19 15:23:56
Aj, ale Wam zazdroszczę, oczywiście tak bez cienia zawiści, tak sympatycznie.
Super, że wyjazd się udał. 2009/10/19 16:02:22
Dorotko,
bardzo żałuję, że i my nie mogliśmy się z Wami spotkać, ale akurat wyjechaliśmy do Luksemburga, na urlop do rodziny. Mam nadzieję, że następnym razem...buziaki! 2009/10/20 21:57:46
Talula- Było świetnie i bardzo się cieszę, że Cię w prawdziwym świecie poznałam- w końcu jesteś moją najdłuższą blogową znajomością i pierwszą czytelniczką, a więc Kimś szczególnie ważnym:)
Kika- Ja wciąż liczę na Twój służbowy wyjazd na południe Polski i wypad do Krakowa. Bo mija wyprawa w Wasze strony może nastąpi na wiosnę na kolejne warsztaty z mammografii, ale na razie to jeszcze nic pewnego... Ingutko- Ja też żałuję, że was nie było, ale mam nadzieję, że kolejnym razem się uda. Na razie planuję w cichości ducha wypad do stolicy wiosną. Kasiu- Wyjazd faktycznie bardzo się udał. A teraz czekamy na spotkanie z Wami, bo bardzo się już stęskniłyśmy:) 2009/10/21 08:18:49
Fajnie że wyjazd Wam się udał, ja w weekend również byłamw stolicy ale na maraton specjalnie się wybrałam
|
Dorotko, to ja Wam powinnam dziękować - szczegolnie za to usypianie Madzi do 22.10 bo ta wreszcie zaczęła wszystko przeżywać anonsując - kochana ciocia Dorotka była, książeczkę dała (a podziękowałaś cioci - wtręt męzyka), Tak, nie, mama podziękowała, a Madzia cichutko. Potem ja wartowałam przy gadule - Trusia kochana była, włoski jasne miała, mama dorotka ciemne włoski miała.....(myśli)... i krótkie. Nie jadła Madzia i Trusia zupki, zupka niedobra, z sosikiem była :-) I tak ciurkiem, więc siedzę do tej pory i staram sie zapóźniony artykuł napisać. Ściskam Was mocno i ciągle się wstydzę, że to w końcu Wy nas ugościliście!!!