Blog > Komentarze do wpisu
Torcello

Ostatnie wysepka, na której byliśmy bardzo różni się od pozostałych miejsc. Domki są tu pojedyncze, dużo (jak na małą wyspę) zieleni, o którą w Wenecji, na Murano czy Burano raczej trudno, sklepiki pojedyncze, parę niezatłoczonych knajpek, tłumu turystów też nie ma (może dlatego, że byliśmy przed południem?). Ci co tu przypływają (w tym i my) odwiedzają dwa stare kościoły- katedrę Santa Maria Assunta ozdobioną przepięknymi mozaikami i Santa Fosca. Oba z XI/XII wieku, zachowały urok surowych, nie przeładowanych zbędnymi ozdobami świątyń. O takie perełki w Wenecji trudno. Jest jeszcze muzeum ze znaleziskami archeologicznymi usytuowane obok kościołów w XIV-wiecznym pałacyku, a na placu przed nim "Tron Atylli"- kto na nim zasiądzie, w ciągu roku zmieni stan cywilny. Truśka oczywiście zasiadła, zatem niebawem uprzejmie doniosę o zaręczynach;-)

Mieliśmy dodatkowo szczęście, że Torcello zwiedzaliśmy prawie sami, a dodatkowym bonusem na koniec był statek, który przywiózł młodą parę i ich gości na uroczystość zaślubin. Bonusem między innymi dlatego, że zarówno młoda para jak i ich goście różnili się dość znacznie od standardu obowiązującego u nas. Panna młoda na bosych stopach miała płaskie skórzane brązowe sandały, sukienkę bardzo prostą, ale za to z koronki z Burano, w krótkie i nieufryzowane włosy wpięty biały kwiatek, a pan młody lekko wygniecioną biała lnianą koszulę i szare spodnie. Podobne nieformalne stroje miała też większość gości. Bardzo mnie ten ich niezobowiązujący styl zachwycił. Żałowałam, że nie pstryknęłam im fotki, ale jakoś tak głupio było fotografować obcych ludzi....
A zatem- Torcello:

Jeśli śledzicie nasze wakacyjne blogi, to pewnie domyślacie się, że Torcello to jedno z miejsc, które "tygrysy lubią najbardziej" ;-)

I tyle z weneckich wakacji na "Gertrusi". Mocno trzymam kciuki, żeby udało mi się stworzyć dla nich specjalnego bloga, albowiem P. zrobił dużo pięknych zdjęć, którymi warto się podzielić.
A póki co ostatni dyżur przed kolejnym wyjazdem- Dania czeka:-) W mym zabieganiu, pewnej niefrasobliwości w planowaniu oraz, nie da się niestety tego ukryć, ignorancji, dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że w Danii nie płaci się euro tylko koronami, zaś na miejsce musimy częściowo odbyć drogę promem, bo lądem jest bardzo okrężnie. Cóż, człowiek uczy się całe życie...

środa, 13 lipca 2016, dsmiatek

Polecane wpisy

  • Nasza majówka

    Wyjątkowo długi był tegoroczny majówkowy weekend, czy raczej week;-) Niestety, nie każdy mógł sobie wygospodarować aż tyle wolnego, Nam udało się wyrwać na czte

  • Nadganiam zaległości

    Mam nadzieję, że zła passa przedmajówkowego tygodnia już za nami, a przed nami same radości. za nami też radości wiele, albowiem wiosna na dobre się rozgościła,

  • Nie chwal dnia...

    Taaak, nie należy się głośno chwalić, że życie z samych (pozornie oczywiście) przyjemności się składa. Jak tylko coś takie napiszesz, to od razu los płata niemi