Blog > Komentarze do wpisu
Z powrotem

Szybko minęło- ale tydzień, to w końcu dość krótki czas jak na wakacje. Szczęśliwie od jakiegoś czasu wykształciłam w sobie umiejętność wakacyjnego totalnego resetu- wsiadam w samochód, obieram kierunek wakacje i natychmiast zapominam o pracy i domu. Na ogół ten stan utrzymuje się do ostatniego dnia urlopu. Dzięki temu tydzień magicznie się wydłuża i po powrocie patrzę na swoje zwykłe domowo-pracowe otoczenie zupełnie nowymi oczami.

A jak było? No fajnie oczywiście. Północne i zachodnie europejskie kierunki zaczęły mnie bardziej pociągać niż południe- choć pewnie niebawem zatęsknię za krajobrazami Toskanii i szmaragdową wodą w morzu w Chorwacji. Ale póki co na tapecie Skandynawia.
Już w ubiegłym roku przekonałam się, że Dania, to kraj, który jest w "moim" stylu, a tegoroczny pobyt jeszcze mnie w tym przekonaniu utwierdził. Już tęsknię za tą zielonością dookoła, za dniem, który trwał do 22-giej, za deszczem, wiatrem i chłodem. Zupełnie mi nie przeszkadzało, że temperatury w czasie naszego pobytu dochodziły ledwie do 20 stopni- w końcu sweter i ciepła chusta zamotana na szyi też się nieźle prezentują;-) A co do deszczu- na szczęście nie padało non stop, bo gdyby kapać z nieba nie przestawało, to pewnie aż tak bardzo bym się tymi wakacjami nie zachwycała.

Nasz namiot- najpiękniejszy, jaki widziałam- wolę go od domków i hoteli. W rankingu miejsc do spędzenia wakacji plasuje się zaraz za domkami W Drzewach.

Kemping- chyba typowo duński, pozornie wcale nie luksusowy, na "zadupiu", przy bliższym poznaniu same plusy- mnóstwo zieleni, miejsc do zabawy dla dzieci, Truśka chwaliła baseny (moja noga tam nie postała, bo baseny były odkryte, a woda niepodgrzewana- co prawda lubię, jak powietrze nie jest zbyt gorące, ale w kwestii ciepłoty wody mam zdecydowanie odwrotne preferencje). Morze tuż za plecami- piękny klif, na plażę schodziło się stromymi drewnianymi schodkami. Codziennie przepiękny zachód słońca- można było podziwiać z namiotowej werandy.

Legoland- dla mnie trochę rozczarowujący, ale w końcu to rozrywka dla dzieci, a dziewczyny bawiły się świetnie. Zresztą my też nie najgorzej.

Zachwycający skansen w Aarchus, kurhany i runiczne kamienie w Jelling- pamiątki po pierwszych władcach Danii, urocze Ribe z małymi szachulcowymi domeczkami, zaskakujące Morze Wattów, bardzo fajne Muzeum Andersena w Odense, tropikalne zoo, oceanarium nad cieśniną Kattegat- na więcej zabrakło już czasu.

Minusy- na poranne bułeczki (po dwie na łeba, czyli w sumie sztuk 10) dziewczyny wydawały codziennie prawie 100 koron- najdroższe bułki świata!
Utrata obu tablic rejestracyjnych, które ukradziono nam na parkingu- spory kłopot, zapoznaliśmy się przy okazji z duńską policją w osobie baaardzo wysokiego pana policjanta na posterunku w Randers.
Nędzne zaopatrzenie kempingowego sklepiku- najszerzej były w nim reprezentowane lody oraz żelki i inne słodziuchy. Jeśli chodzi o tzw normalne jedzenie, to było kiepsko. A już zielenina to był prawdziwy dramat- w warzyw dwa gatunki cebuli i czosnek, czasem objawiała się marchewka, udało mi się upolować sałatę i paprykę oraz ogórka, reprezentacja owoców była jeszcze uboższa- czasem bywały cytryny i zielone jabłka na sztuki. Oczywiście, można było zrobić zakupy w porządnym sklepie, ale wciąż nam było nie po drodze do większego marketu.

Więcej minusów nie pamiętam, więc pewnie ich nie było, a z tych, co były tylko strata tablic jest naprawdę dotkliwa- bo bułeczki rekompensowały cenę pysznym smakiem, a na główce sałaty, ogórku i papryce jakoś dało się ten tydzień przetrwać;-)

Szczęśliwie dotarliśmy do domu na naszych tablicach "domowej roboty" nie niepokojeni przez policję- innego wyjścia nie mieliśmy. Jutro czeka mnie załatwianie nowych. A dziś- dyżur.
Trusia w domu nie spędziła nawet doby- dziś rano wyruszyła do Warszawy, skąd jutro jedzie dalej- na Mazury. Wyobraźcie sobie, że moje, światowe w końcu, Dziecko, po raz pierwszy dziś właśnie jechało pociągiem!

poniedziałek, 31 lipca 2017, dsmiatek

Polecane wpisy

  • Inne przyjemnostki na jesień

    Zanim nastanie zima i otworzą się lodowiska, trzeba sobie wynajdować inne przyjemności. Wakacje trwały dla nas w tym roku jakby dłużej, z powodu wypadu do Sztok

  • To były tylko trzy dni

    Trzy dni i trzy noce W Drzewach- mało, ale na naładowanie akumulatorów na jesień wystarczy. I Nie tylko same domki i ich otoczenie są ważne, nie tylko do nich c

  • Jesienny reset

    Może tak trochę ni w pięć ni w dziesięć, o porze o tyle nietypowej, że w środku tygodnia, w dodatku przy kolejnym odwróceniu pogody ze złotej polskiej jesieni w

Komentarze
2017/08/01 11:21:45
Skandynawia ciągle przed nami. Moje młodsze dzieci też w tym roku będą jechały pierwszy raz w życiu pociągiem i drugi raz tramwajem. A to wszystko zadzieje się w październiku, kiedy po 5-letniej przerwie przylecimy do Polski :).