RSS
piątek, 29 maja 2015
Ostatni dzień w Sztokholmie

Poniedziałek też powital nas pochmurny, na szczęscie deszcz powoli odpuszczał i dało się przejśc gdzieś dalej bez groźby całkowitego przemoczenia. Wróciliśmy zatem na wyspę, na której spędziliśmy pierwszy dzień, ale tym razem do Muzeum Vasa. Wydawało mi się, że moze się ono okazać nudnawe, zwlaszcza dla Truśki, gdyż jest to muzeum w całości poświęcone jednemu tylko eksponatowi, wielkiemu żaglowcowi, który zatonął natychmiast po wypłynięciu z portu pod koniec XVIIw. Smaczek w tym jest taki, że akurat kraj nasz przeżywał potop szwedzki i okręt ów miał popłynąć do Polski wspomóc szwedzką armię, a tymczasem ledwo wystartował od razu przewrócił się i zatonął. Rzeczywistośc jednak zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. wcale nie było nudno ani nawet nudnawo. W centrum budowli stał przepiękny drewniany majstatyczny żaglowiec, ozdobiony rzeźbami, zaś dookoła niego na kilku piętrach przedstawiono historię jego budowy, hipotezy na temat przyczyny katastrofy, zrekonstruowane na podstawie szkieletów osoby, które wypłynęły w tragiczny rejs. Jest kilka salek, w których można obejrzeć filmiki, między innymi z wielkiego przedsięwzięcia wydobycia statku z dna morskiego i jego konserwacji. Spokojnie da się tam spędzić kilka godzin bynajmniej nie ziewając z nudów. Truśka była pod wrażeniem:-)

To jeszcze nie Vasa, to dopiero droga do.

A to już Vasa.

Truska pozuje z grupką XVII-wiecznych mieszczan oglądających, jak wspaniały okręt idzie na dno.

Próbuje się tez wczuć w rolę nurka sprzed lat- w takim oto ustrojstwie jakiś czas po zatonięciu Vasy spuszcano pod wodę ludzi w celu odzyskania przynajmniej części broni, która poszła na dno wraz z okrętem (nota bene wynalazek działał i odzyskano podobno całkiem sporo).

Cóż, nawet najciekawsze miejsce trzeba kiedyś opuścić, zwłaszcza jak się musi zdążyć na samolot:(

Na kiedyś zostało Nordiska Muzeum i bajkowe Junibacken

Po drodze jeszcze rzut oka na sztokholmskie atrakcje:

I już trzeba było wracać:( Zdecydowanie za krótko. Na szczęście wcale nie tak daleko:)

20:23, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 maja 2015
Dzień drugi w stolicy Szwecji

No cóż, dzień drugi udał się mniej. Przeglądając w samolocie przewodnik i w drodze do Skansenu ostrzyłam sobie ząbki na włóczenie się po malowniczej sztokholmskiej starówce na Gamla Stan. Niestety, niedzielny poranek obudził nas deszczem i deszcz ten towarzyszył nam aż do samego wieczora. I żeby to jeszcze była jakaś mżaweczka, to nie byłoby aż tak źle, bo na mżaweczkę czy lekki deszczyk byliśmy przygotowani. Niestety opad poszedł na całość i chwilami lało intensywnie, parasole nie dawały rady. Do tego wiało i było nieprzyjemnie zimno. Ukryliśmy się zatem w Pałacu Królewskim- na szczęście pałac jest duży i można w nim spokojnie spędzić kilka godzin, podziwiając prywatne apartamenty królewskie, pokoje dla gości, kolekcję orderów, skarbiec, muzeum Tre Konor i Muzeum Rzeźby Antycznej. Truś się nie nudził, snuł nawet rozważania, jak świeżo przybyła do pałacu księżniczka (np kandydatka na żonę następcy tronu) trafiała na śniadanie (był specjalny pokój śniadaniowy), czy ktoś ją na nie zaprowadzał czy też dostawała mapę. Powstała nawet wizja, że śniadanie księżniczka dostała do łóżka wraz z GPS-em i "adresem" miejsca, gdzie odbędzie się obiad, następnie ubierała dres i sportowe buty i wraz z nawigacją udawała się truchcikiem na poszukiwania sali obiadowej. Moja wizja zakładała scenariusz bardziej dramatyczny- biedna książęca narzeczona gubi się w labiryncie pałacowych komnat i zostaje znaleziona w nieżywa z głodu kilka tygodni później;-)

W czasie zwiedzania Pałacu Królewskiego aparat przejęła Trusia, zatem zdjęć jest niewiele, albo może inaczej- jest ich wiele, ale mało dobrych, bo ciężki aparat w rączkach Truśki, na dokładkę bez możliwości użycia flesza, poruszał się z naciśnięciem migawki, zatem większość Truśkowych dzieł jest nieostra.
Ale co tam- pałac jak pałac...

Istniało zagrożenie, że Truś, chociaż wcale nie jest księżniczką, też padnie nam z głodu w czasie zwiedzania. Od śmierci uratował ją złoty czekoladowy dukat, zakupiony w sklepiku z pamiątkami.

Polski akcent- prezydent Lech Wałęsa dostał swego czasu najwyższe odznaczenie Szwecji, nadawane tylko przedstawicielom rodów królewskich i głowom państw, Order królewski Serafitów. Osoba odznaczona powinna zdaje się posiadać swoją tarczę herbową i oto tarcza naszego byłego prezydenta:

Podobno Kawalerem i Komturem Orderu Jego Królewskiej Mości (takie miano nosi odznaczony) jest też jeszcze obecnie "panujący" prezydent Bronisław Komorowski, ale jego tarczy nie wypatrzyliśmy.

Załapaliśmy się na uroczystą zmianę warty:

 

Przymiarki do książęcej korony:

Próbowaliśmy oczywiście spaceru po starówce, ale zimno i deszcz skutecznie nam owe próby zniweczyło- jedynym marzeniem było coś ciepłego do picia i jedzenia. Wylądowaliśmy zatem w pospolitym McDonaldzie (wiem, w Szwecji zapewne istnieje lepsze jedzenie, ale ceny w knajpach są jednak powalające, zwłaszcza, że i tak w perspektywie mieliśmy marudzącą i głodną Trusię z obrzydzeniem spoglądającą na to, co owe "elegantsze" niż McDonald miejsca mogły jej zaoferować. Zaglądnęliśmy też do paru sklepików, odkrywając w nich rozmaite cudeńka. I prawie bezskutecznie poszukiwaliśmy normalnego spożywczaka, w którym można by się zaopatrzyć w pieczywo. W centrum takowe sklepy albo nie istnieją albo są skutecznie ukryte;-)

A starówkę muszę zobaczyć za następnym pobytem, bo ten jeden szybki rzut oka spod parasola mi nie wystarczył- kolejny powód, żeby znowu zawitać do stolicy Szwecji.
Dla was jednak jest parę zdjęć urokliwego Rynku i uliczek Gamla Stan- Mąż szczęśliwiec zostawał przecież dłużej i zobligowałam go do odwiedzenia tych miejsc w moim imieniu.

A przed nami jeszcze tylko jeden dzień.

19:45, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 maja 2015
Dzień pierwszy część trzecia

Fajnie było nauczyć się chodzić na szczudłach i zobaczyć jak piecze się chrupki chlebek. Skansen to przyjemność dla całej rodziny! I zobaczyliśmy zwierzaki i stare domki. Przeszliśmy przez targowicę (czytaj ulicę ) główną. Wracając oglądaliśmy statki.

Zosia

21:39, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Dzień pierwszy część druga

W sztokholmskim skansenie spędziliśmy wiele godzin, a pewnie moglibyśmy jeszcze więcej, ale już zamykali. To naprawdę świetne miejsce do zwiedzania z dziećmi- na pewno dzieciaki nie będą się nudzić, a i dorośli znajdą coś fajnego dla siebie.

Dla dzieciaków jest na przykład mini-zoo, w którym, ku wielkiemu naszemu zdziwieniu, zobaczyliśmy przedziwną machinę. Dokładna analiza wykazała, że jest ona dedykowana maluchom korzystającym ze smoczków i ma na celu pomoc w pozbyciu się nałogu ssania- przychodzi sobie taki szkrab, wrzuca smoczek do maszyny, potem ów smoczek przesuwa się na taśmach, jedzie małym wózeczkiem, żeby w końcu wylądować w wielkim koszu pełnym "współbraci" , stojącym w pokoju, w którym mieszka prawdziwy kotek. Zdjęcia machiny jednak brak:( Jest tylko Truśka w jajku i na wielkiej żabie- małe żywe żabki też oczywiście były.

Można też było pogłaskać skórę niedźwiedzia (w innych miejscach także żubra, dzika, wilka),

Obok była zjeżdżalnia-rura w kształcie węża:

Miałam wrażenie, że niektóre dzieci z wężowych czeluści nie powracają, bo kolejka chętnych do zjechania  przesuwała się bardzo niemrawo. Truśka zniecierpliwiona postanowiła pozjeżdżać wierzchem;-)

Napotkaliśmy też maxi wersję popularnych skandynawskich drewnianych koników:

Oczywiście konik w wersji mini został zakupiony na pamiątkę:-)

A ja na pamiątkę przywiozłam sobie drewnianego liska, który dynda teraz przy moim plecaczku:

Spacerowaliśmy dalej, odkrywając wciąż nowe architektoniczne perełki:

Dotarliśmy też do szkoły, w której dzieci mogły przymierzyć fartuszki- takie same pewnie nosiły dzieci z Bullerbyn.
Oto Trusia z Bullerbyn;-)

Nie zabrakło też naszych ukochanych wiatraków:-)

 

Z armaty Truś tęsknie spoglądał na mrożące krew w żyłach(moich naturalnie, bo Trusia krew jeszcze żywiej krążyła na ich widok) karuzele wesołego miasteczka Grona Lund Tivoli (jest to najstarsze wesołe miasteczko w Szwecji):

Ja tam wolałam mniej ekstremalne widoki;-)

Czyżby moi dzielni towarzysze padli ze zmęczenia? 
Nieee, zaraz zaczęli tradycyjną zabawę w potwory, tym razem w wersji "na przepiórczych jajkach";-)

 

Truś próbował też woltyżerki na owcy:

Do miejskiej części Skansenu dotarliśmy zdecydowanie zbyt późno- może kiedyś to nadrobimy...

Niestety, zbliżała się godzina zamknięcia Skansenu i trzeba było wracać do wyjścia:(

A takie budki telefoniczne (bez telefonów) spotkaliśmy nie tylko w Skansenie:

Gdy u nas już wiosna powoli się kończy, w Sztokholmie właściwie dopiero się zaczęła- może dlatego jest tam tak pięknie.

Dzień drugi i trzeci nastąpią niebawem:-)

21:19, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2015
Sztokholm dzień pierwszy

Ci co zgadywali rzeczywiście zgadli- poprzedni weekend spędziliśmy w Sztokholmie. Przy okazji mężowskiego wyjazdu służbowego załapałyśmy się z Trusią na wycieczkę. Spokojnie jednak- Mąż zaczynał swoje pracowe obowiązki dopiero we wtorek, zatem nasze trzy dni w stolicy Szwecji absolutne na nie negatywnie nie wpłynęły. Po prostu taki pomysł wpadł nam do głowy, że skoro i tak będzie musiał lecieć w poniedziałek, to możemy wszyscy wybrać się już w piątek wieczorem. Dla Truśki była to pierwsza podróż samolotem, zatem podniecona była niezwykle, a latanie bardzo się jej spodobało. Widać także ona nie odziedziczyła moich genów niechęci do wzbijania się nad ziemię. Z całej rodziny tylko ja jedna wolę twardy grunt pod nogami, a latanie śni mi się w koszmarach sennych.

Dolecieliśmy późno, bo koło 23-ciej, a na miejscu niespodzianka- niebo wciąż wyglądało tak, jakby dopiero zaszło słońce. 

Sobotni poranek powitał nas pięknym słońcem i błękitnym niebem- wyjrzałam przez okno hotelu i od razu się zakochałam. A jak na zewnątrz okazało się, że w wielkim mieście można oddychać pełną piersią i poczuć się jak na szczycie Alp (tak czyste było powietrze- dla mieszkanki Krakowa był to prawdziwy szok!), to pomyślałam, że mogłabym tu zamieszkać na zawsze.

Tu mieszkaliśmy.

A z okna widzieliśmy to:

Wyruszyliśmy spacerkiem wzdłuż wody (rzeki? kanału? morskiej odnóżki?- cały czas nie bardzo wiem, jak właściwie nazwać tą wodną wypustkę) do Djurgarden, pod drodze podziwiając to, co było dookoła:

na przykład Pałac Królewski an Gamla Stan:

I tak nie spiesząc się, gapiąc na piękne domy i stateczki, po godzince dotarliśmy przez most Djurgardsbron na wyspę Djurgarden. Jedyną ryską w tej sielance było ceny mrożące krew w żyłach- no cóż Skandynawia tania nie jest, ale żeby gałka lodów kosztowała 15 zł!!! Dobrze, że w niedzielę i poniedziałek się pogoda popsuła i nie musieliśmy wydawać koron na lody- za to Truś odkrył mrożone jogurty;-)

Celem naszego spaceru był Skansen- podobno pierwsze na świeicie muzeum tego rodzaju, gdzie można zobaczyć nie tylko wiejskie zagrody, ale też zrekonstruowane miasteczko,zobaczyć, jak się piecze szwedzki chrupki chlebek i dowiedzieć przy okazji, dlaczego właśnie taki rodzaj pieczywa wypiekano w tym kraju. Są tu też place zabaw, można się też pobawić tak, jak zapewne robiły to Dzieci z Bullerbyn, jest zoo z miejscową fauną, ryneczek ze szwedzkimi smakołykami, placyk z orkiestrą przygrywającą do tańca...

Zmęczeni, osłabieni lub po prostu zbyt leniwi by wchodzić pod górę mogą wwieźć się na nią starą szynową kolejką, trochę podobną do tej na Gubałówkę tylko mniejszą i bardziej nobliwą:

Po cały parku spacerują sobie takie chyba gąski (a może jednak duże kaczki??):

Pooglądaliśmy jak się powstaje chlebek chrupki- do wałkowania go na cienkie placuszki używa się takich fajnych wałków z wypustkami i rowkami:

Oczywiście świeżo upieczone pieczywko natychmiast było zjadane przez zwiedzających:-)

Truś i P. przymierzyli się do szczudeł- chodzenie na nich wcale nie jest łatwe, chociaż pozornie wydaje się niezbyt skomplikowane:

Truśka koniecznie chciała poskakać w worku, ale akurat były zajęte przez inne dzieciaki.

Wyruszyliśmy dalej:

W końcu dotarliśmy części ze zwierzętami, na samym początku spotykają oczywiście renifery:

Były też łosie, niedźwiedzie, rosomaki, wilki, żubry, foki, wydry, rysie i wiele innych- całe towarzystwo na pięknych dużych wybiegach.

I tu chyba przerwę relację z dnia pierwszego, obawiam się bowiem, że większa ilość zdjęć mogłaby być niestrawialna- a z samej tylko soboty mam ich przygotowanych jeszcze drugie tyle. Mogłabym oczywiście duużo więcej, ale blox by takiej dawki nie wytrzymał;-)

Zatem CDN :-)

20:44, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 maja 2015
Właśnie wróciłyśmy

z nielegalnie przedłużonego weekendu, który spędziliśmy między innymi tak:

To był dla Truśki niezapomniany dzień imienin.

Chociaż późne przybycie na miejsce poskutkowało tym:

Na szczęście warunki spania i tymczasowego mieszkania zaraz się poprawiły;-)

Widok z okna:

A byliśmy tu:

Na obiad ;-) :

i na deser:

Zyć nie umierać na takiej diecie;-)

Niestety, wszystko co piękne kończy się zdecydowanie za szybko:(

Ktoś zgadł, gdzie byliśmy przez ostatnie trzy dni?

Dalszy ciąg i więcej, mam nadzieję lepszych, zdjęć oczywiście nastąpi. Jak tylko z wojaży powróci duży aparat wraz ze szczęśliwcem P, który mógł (czy też w swoim mniemaniu musiał) zostać dłużej. Zatem wypatrujcie obszerniejszej relacji.

22:12, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
wtorek, 12 maja 2015
Jej styl, czyli Truśkowe szkolne"stylizacje" z kapeluszem w roli głównej

Nie, nie zamieniam się w modowego bloga, nie będę robić konkurencji lepszym od siebie. Ale od jakiegoś czasu pstrykam Truśkę w drodze do szkoły, a pstrykam dlatego, że bardzo mi się podobają jej stylizacje. Truś najwyraźniej stworzył swój styl ubierania, są rzeczy, które lubi szczególnie, a należą do nich nakrycia głowy. W przeciwieństwie do swojej rodzonej matki, która nie cierpi nosić niczego na głowie, Trusia z upodobaniem zakłada na siebie wszelakie czapki, kapelusze itp. Jedyną rzeczą, która jej nie pasuje jest kask rowerowy i jak jedziemy na dłuższe wycieczki, muszę ją bardzo przekonywać, żeby go założyła.

Zatem obserwuję tak sobię tą moją Truśkę, pstrykam fotki - niestety tylko komórką, bo jest to jedyny sprzęt zawsze dostępny pod ręką i po cichu myślę, że sama chętnie założyłabym jej ciuchy- no, może nie każdy, ale większość na pewno;-)

Ciekawe, jak ten jej styl będzie dalej ewoluował. Kiedy nastąpi moment, że za nic na głowę niczego nie zaloży, że tylko czarne ciuchy, glany, mroczny makijaż i kolczyk w nosie....

Ale na razie jest jeszcze kolorowo i z pewną fantazją:-)

Ot taki ubierankowy wpis mi się dziś przydarzył;-)

PS
Poza szkołą też rządzą kapelutki:-)

Albo przechwycony od któregoś z braci kaszkiet sygnowany przez nasz ulubiony Cirque du Soleil (który nawiasem mówiąc niebawem zawita do krakowskiej Areny- bilety już mamy zakupione:)). 

20:42, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 maja 2015
W weekend

Gdy nie ma Dziecka:

Śliwkowe wino i kolacja w Tao

Przepiękne mydlane bańka na Rynku:

A gdy się Dziecko odnajdzie, do tego z "superatą":

Wiecie co one piją? Lemoniadę pokrzywową! Myślałam, że po pierwsyzm łyku zaczną pluć i parskać, a tu niedpodzianka- smakowało!

22:06, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 maja 2015
Święto Kwitnących Azalii bez azalii;-)

Bez azalii pewnie przez ich spóźnienie, bo w zamkowym parku w Mosznej krzewów azalii i rododendronów jest sporo, ale w tegoroczny pierwszy majowy weekend jeszcze nie kwitły. Udało się wytropić tylko żółto kwitnące azalie- pewnie są jakieś wcześniejsze. Park zamkowy nawet bez azalii był piękny, trawnik koło zamku doskonale się nadawał na mały piknik, zaś do zamku w Mosznej mam osobisty sentyment- w dzieciństwie spędziłam tam wiele weekendów z przyjaciółmi rodziców i ich dziećmi. Moja osobista Mama przez parę tygodni "odgrywała" nawet zamkniętą na wieży księżniczkę, ucząc się w spokoju do egzaminów specjalizacyjnych. Do dziś pamiętam szczeniaki bassetów biegnące przez trawnik i potykające się na własnych uszach- w owych zamierzchłych czasach w stadninie jej ówczesny Dyrektor był miłośnikiem tej rasy. Pamiętam konia,który grał w filmie Karino (starsze pokolenie może pamięta film oraz białego czy może szarobiałego konia, który podkradał wódkę swojemu opiekunowi- to był właśnie ten) i na stałe mieszkał w tutejszej stadninie. Oj, tyle pięknych wspomnień wiąże się z tym miejscem. A nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz tu byłam...

A sam zamek wygląda jak z filmów Disney'a:

 

W sadzawce z fontannami kiedyś dawno temu mieszkały traszki- teraz ich nie dostrzegłam, ale może gdzieś się jednak kryją...



O, jest jedyna kwitnąca azalia:

W stadninie można było pooglądać koniki, przejechać się bryczką i wierzchem, zwiedzić mini zoo ze stadkiem sympatycznych ostronosów.

18:47, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 maja 2015
Na dowód, że nie było aż tak źle pozytywnych zdjeć parę z tegorocznej majówki

No bo wiecie- ponarzekać sobie można, ale nie było tylko źle. W końcu pogoda zrobiła psikusa nam i prognozom i, przynajmniej na południowym zachodzie Polski, była całkiem przyjemna. Poza tym spędziłam sporo czasu z moją Mamą, a to też bardzo cenne, Trusia zaś pointegrowała się z ukochaną kuzynką (chociaż tu nie obyło się bez małych zgrzytów, na szczęście krótkotrwałych). Pies Pawła jakoś przeżył, jego rozliczni opiekunowie też, straty materialne spowodowane przez Zmorę są stosunkowo niewielkie (dwie pary starych klapek, moje- co prawda jeszcze niestare i przyzwoite, ale nieulubione- buty wiosenne i wiekowe adidasy Ciecha), a dzięki nim zwolniło się miejsce na półce z butami- czyli są i pozytywy goszczenia w domu Niszczycielki;-) No i Syn Starszy chyba jednak dojrzał do tego, żeby psa zapisać na szkolenie. Po wielu, wielu latach odwiedziliśmy miejsce, w którym jako dziecko bywałam bardzo często- zamek w Mosznej. Zatem nie było źle, ogólny bilans majówki jednak jest dodatni :-)

ZOO- w oczekiwaniu na statek dziewczyny próbują puszczać kaczki na Odrze:

Popłynęli:

W zoologu udało im się dorwać drewniany wózek i powrócić do wczesnego dzieciństwa:

Pilnowanie zdobycznego wózka zajmowało im zresztą sporo czasu;-)Ale parę zwierzaków też zdołały zobaczyć, a nawet sfotografować;-)

Jakieś lody też udało im się upolować;-)

Na koniec relacji z zoologu zagadka-co to jest?

Nadmienię, że Mąż mój jest z tego zdjęcia bardzo dumny;-)

 

 

14:36, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 140