RSS
piątek, 24 czerwca 2016
Już wakacje???

Niby wiedziałam, że już, ale czuję się zaskoczony. No bo jak to, kiedy minął czerwiec? Dopiero co była końcówka maja, a tu już prawie po czerwcu? Nie rozumiem, kiedy to się stało. Na dokładkę już jutro jedziemy na wakacje- czuję się zupełnie nieprzygotowana na ten fakt. Nie wiem, czy zdążę się z ta myślą oswoić i zaprzyjaźnić przed powrotem, bo właściwie za tydzień powoli będziemy pakować nasze bambetle i zbierać się do powrotu. I czas znowu przyspieszy:-(

Do niedawna myślałam sobie, że zostawienie Hery na tydzień pod opieką Buni i Grześka oraz zakochanej w jamorze Lulisi jest pomysłem dla jamnika optymalnym, a teraz zaczynam powoli za nią tęsknić, chociaż jeszcze śpimy razem.

Wiem, że z Bunią będzie jej dobrze, ale mam też świadomość, że będzie tęsknić. Z drugiej strony wielogodzinna podróż i zamknięcie w domku na kempingu czy też włóczenie się po zatłoczonej Wenecji, to też nie są wymarzone wakacje dla psa. Odbije to sobie w sierpniu na Słowacji, hasając po górkach.

Truś za to przygotowany na wyjazd w każdym aspekcie. Lista rzeczy do spakowania- bardzo szczegółowa, z podaniem ilości par majtek, skarpetek i T-shirtów oraz biżuterii- gotowa na laptopie już od dawna.

A tymczasem ja pierwszy raz w życiu zakisiłam ogórki! Bardzo jestem dumna ze swojego wyczynu i już dziś miałam ochotę ich spróbować, tak ładnie wyglądają. Ale obawiam się, że od wczoraj nie zdążyły się jeszcze zakisić.

10:06, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 czerwca 2016
Roczek Lulisi -obchodów dzień drugi

Już tylko z kronikarskiego obowiązku kilka fotek z drugiego dnia imprezowania weekendowego, kiedy to w ramach integracji przybyli do nas rodzice Grześka i zagarnęli Lulisię dla siebie. Prezenty od nich przebiły te z soboty i znowu wielokrotnie przewyższyły wagę i objętość Obdarowanej. Hitem była papuga, powtarzająca całe zdania i podrygująca do tego. Luliś jakby się jej trochę bał. Papużysko po skończonym przyjęciu znalazłam u nas na łóżku Trusi- hmm, czyżby strategicznie została? Wcześniej Łucja próbowała ją sobie na Truśkowego Pifa wymienić- Jednakowoż Truś też wołał Pifa od gadającego ptako-gada (ptako-gada, bo ogon ma bardziej dinozaurzy niż papuzi, łapy też takie bardziej gadzie;-))

Dziadkowie poczuwający się do tej roli i doskonale się w niej odnajdujący, oprócz pak z prezentami przytargali prawdziwy urodzinowy tort wielkości koła od traktora;-)

I jeszcze drugi, specjalnie dla dzieci.

Dziecko Lulin się załapało i nawet próbowało samo pałaszować.

Z prawdziwym Dziadkiem:

I jeszcze Luliś przedpołudniowy, pokościelny, pałaszujący rożka pomazanego perskimi lodzikami.

Następna taka impreza za rok. Ufff! ;-)

18:50, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Parę fotek mojego osobistego Pisklaczka- coby zazdrosny nie był;-)

Żeby Łucji nie było za dużo na raz, trochę mojego Pisklątka, któremu skrzydełka rosną i machać nimi zaczyna coraz śmielej i mocniej. Ale na szczęście wciąż w rodzinnym gnieździe mu dobrze:-)

Mydlane bańki cieszą w każdym wieku- fascynują niemowlaki, "prawie dorosłe" Panienki i dorosłych- przynajmniej takich jak ja. Uwielbiam:-)

Taki to był ostatni weekend tej wiosny- prawdziwie letni. Już za chwileczkę, już za momencik moje Pisklątko skończy trzecią klasę, wkroczy w trudniejszy etap. Trochę mi się serce ściska- bo coraz mniej będzie tej dziecinnej beztroski. Ale póki co cieszmy się chwilą:-) Jak plany się zawalą to już za tydzień będziemy spacerować po Wenecji:-)

15:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
To już rok!

Rok i parę dni temu uznałam, że należy skończyć prowadzenie bloga, albowiem Truś się zestarzał, ja się zestarzałam, a na świat przyszło Nowe Pokolenie. Jednak okazało się, że Truś nie jest jeszcze wystarczająco stary, żeby opiścić blogosferę, a poza tym z racji tego, że jest bohaterką bloga, czuje się kimś wyjątkowym. Zatem na prośbę Trusi blog trwa nadal i ma się chyba dobrze:-)

A skoro było to rok temu, to znaczy, że Nowe Pokolenie szczęśliwie przeżyło swój pierwszy roczek i dzielnie wkroczyło w roczek drugi:-)

Obchody tego jakże ważnego jubileuszu trwały dni kilka- ciągnęły się od czwartku, kiedy to atrakcje swojej Pierworodnej zafundowali jej osobiści Rodzice w postaci wyprawy do zoologu. Potem zjechały się Prababcie i nasz dom zamienił się w miejsce nieustannego imprezowania aż do niezielnego wieczoru. Dlaczego akurat nasze mieszkanie było sceną główną uroczystości? Bynajmniej nie dlatego, że zakochani w Lulisi postanowiliśmy poświęcić weekend z życia na jej uszczęśliwienie;-) otóż nasza Pierworodna uznała, że ich mieszkanie na taką ważną uroczystość jest po prostu za małe;-)

Tak więc weekend minął nam nie wiadomo kiedy, ale przynajmniej wiadomo jak;-)

Solenizantka dostała prezenty, które wielokrotnie przekraczały jej wagę! Pomysłem Trusi na prezent dla Siostrzenicy była psia smycz, albowiem Luliś bardzo lubi prowadzić Herę na smyczy. Odwiodłam ją od tego pomysłu, może niesłusznie, bo jak widać smycz Hery zajęła Lulisia na dłużej;-)

Pierwszy tort nie wyglądał co prawda reprezentacyjnie, za to był przepyszny. Osobiście przywiozłam go rowerem z cukierni Sowy, dokładając wszelkich starań, by beza jeszcze bardziej nie popękała. Trusia upiekła Lulisi brownie, ale zanim wyjęłam aparat, z brownie zostały okruszki:-)

Nie byłabym sobą, gdybym nie nabyła Buniowej Córeczce szmacianej lali;-) Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnią. Ja w każdym razie chętnie sama bym taką przygarnęła.

Niektóre prezenty spodobały się bardziej Lulisiowym Rodzicom niż Obdarowanej;-)

Wieczorkiem spontanicznie zorganizował się jeszcze mały pikniczek w Ciechowym ogródeczku.
Kamyczki i trawka zdawały się Roczniaczkę radować nie mniej, a może nawet bardziej, niż wszystkie wypaśne prezenty.

I na tym skończyły się obchody sobotnie. CDN

08:57, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 14 czerwca 2016
Zwykły weekend- niedziela

Żeby nie skatować bloga nadmierną ilością zdjęć w jednym wpisie podzieliłam swój "zmałpowany" projekt-weekend na dwa odcinki. Dziś odcinek drugi.

NIEDZIELA

Ten widok o poranku i wieczorem wciąż mnie rozczula, chociaż stópka już nie taka maleńka, a właścicielka już dziesiąty rok przeżywa swoją przygodę zwaną życiem. Chyba jestem fetyszystką- dziecięce stópki, nawet te w rozmiarze 33/34 ciągle mnie wzruszają.

Truskawki atakują- są wszędzie- w kobiałkach na kuchennym blacie, bulgoczą na patelni, szczerzą się ze słoików z gotowym dżemem lub nalewką. W końcu sezon truskawkowy w pełni:-)

Na przekór atakującym truskawom, pankejki śniadaniowe zapodałam z malinami i amerykańskimi borówkami- a co!

Przejazd rowerem do kapucynów, odkąd Truśka ma rower w dorosłym rozmiarze, zajmuje nam coraz mniej czasu i wymaga mniej wysiłku. A jakie to przyjemne w niedzielny ranek popedałować sobie do miasta:-)

Po mszy lody- miały być na Placu Wolnica, ale ostatecznie wylądowaliśmy u Irańczyków na naszym ulubionym krakowskim placu:

Przy okazji natrafiliśmy na małą wystawę rysunków Bohdana Butenki:

Napotkane w kościele Najmłodsze Pokolenie też okazuje się miłośnikiem perskich lodów:-)

I naszej ulubionej fontanny:-)

Wizyta na Placu Szczepańskim bez zamoczenia spodni byłaby nieważna;-)

Ja tam wolę się po prostu pogapić- tak rzadko mam czas na luksus nicnierobienia

W drodze do domu wpadłyśmy do Ogrodu Botanicznego zobaczyć rosiczki- dawno już tu nie zaglądaliśmy, a to też fajna krakowska miejscówa.

Pokłosiem tej wizyty jest małe stadko owadożernych roślinek na naszym parapecie- strzeżcie się robale! ;-)

Potem była rodzinna pizza i spotkanie w kinie z Kapelusznikiem i Alicją- ale zaniedbałam swoje obowiązki fotoreportażysty. 

Wieczorem relaks w domowym z pierwszą częścią Alicji - Herą w charakterze poduszki pod plecami;-)

I po weekendzie:-( Ale już za parę dni następny- szczęśliwie weekendy to mają do siebie, że regularnie co tydzień powracają;-) 

No cóż, nie udało mi się przedstawić codzienności tak pięknie jak dziewczynom na Ładnym Bebe- ale może jeszcze kiedyś znowu spróbuję...

21:05, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 czerwca 2016
Jeden zwykły weekend w obrazkach

Pozazdrościłam Ładnemu Bebe i postanowiłam "zmałpować" ich pomysł. A pomysł Ładne Bebe miało taki, żeby fotografujące mamy, testując przy okazji pewien aparat, przygotowały rodzaj fotoreportażu z jednego zwykłego dnia swojej rodziny. Ja niestety przez portal zaproszona nie zostanę, bo zwykły ze mnie "żuczek", a nie żaden fotograf, zdjęć też nie umiem robić szczególnie pięknych, żeby się do lifestylowego portalu nadawały, ale co mi szkodzi zorganizować sobie samej podobny projekt;-)

Zatem sobota rano- śniadanie typowe dla Truśki- tosty francuskie z dżemem ekstra gładkim- ale dżem świeżutkiej domowej produkcji;-) Truśka oczywiście z książką.

Oto dowód, że dżem własnej produkcji;-)

Niby sobota to dzień bez pośpiechu, ale na 11.00 trzeba było zdążyć do teatru, a tu Truś jak zwykle zaspany, ubiera się niemrawo:

Wreszcie na Alejach:

Gdyby zapytano mnie o mój top 10 książek, to Mały Książę znalazłby się tam na wysokiej pozycji. Przedstawienie piękne. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak wiele mądrości jest niemal w każdym zdaniu z tej króciutkiej opowieści.

Trusi na koniec popłynęły łezki. To piękne, że potrafi się wzruszyć, przeżyć coś tak głęboko.

W samochodzie łzy już trochę obeschły:

Polne kwiatki przyniosłam z południowego spaceru z Herą- gdzieniegdzie się ostały na nieskoszonych i jeszcze nie zabudowanych kolejnymi betonowymi blokami trawnikach A ja tak je lubię..

Obiad bardzo na szybko, bo zaraz Truśka jedzie na imprezę urodzinową koleżanki- zatem improwizacja z truskawkami w roli głównej;-)

Trochę wygłupów przez wyjściem:

Wreszcie gotowa- można ruszać:

Na imprezie:

Dobranoc, pchły na noc;-)

I po sobocie:-)

16:44, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 czerwca 2016
Plusy i minusy codzienne

Tak to jest, w każdym prawie zdarzeniu są plusy dodatnie i plusy ujemne;-)

I tak jest i u nas. Plusem jest na przykład to, że już za dwa tygodnie będziemy się pakować do Wenecji, minusem- że tylko na tydzień, a tu droga długa. Ale znowu plusem, że przecież nie tak długa jak do Rzymu czy do Hiszpanii- do Wenecji dotrzemy migusiem, a ponieważ trasa znana, to prawie z zamkniętymi oczami;-) No i chociaż tam tylko na tydzień, to potem przed nami jeszcze po tygodniu w innych miejscach.

Plusem jest wyprowadzka kotów z naszego mieszkania do ich własnego domku nieopodal, a minusem- że troszkę szkoda, bo taki kot ładnie się na fotelu, stole czy podłodze prezentuje- bardzo jest ozdobny;-)

Za to wreszcie książkę P. może spokojnie poczytać, bo kociszony wieczorami bardzo namolne były- szczęśliwie (tu dla mnie plusik) preferowały męskie kolana;-)- no ale to dziewczyny w końcu są:-)

Plusikiem jest niewątpliwie raczkujący (wreszcie!) i gaworzący Luliś, do którego nie sposób się nie uśmiechnąć. Ale taki Luliś wymaga niestety 100 % uwagi osoby aktualnie się nim zajmującej, a to minusik, zwłaszcza, że pozostawiony w naszym domu zdecydowanie preferuje moją osobę, Trusię ewentualnie akceptuje, zaś na widok P. się rozżala ostatnimi czasy (nie bez powodu przezywam P. "strasznym dziaduniem";-)).

Taki Luliś to stworzonko do schrupania- a największym plusikiem w "posiadaniu" Lulisia jest fakt, że jak się "znudzi" to spokojnie można go jego własnym rodzicom oddać;-)

Przed nami weekend- znowu plus. I chyba dość wolny, tzn zagospodarowana jest tylko sobota- przed południem Mały Książę w Teatrze Stu ( to już drugie podejście, pierwsze bilety oddaliśmy znajomym, bo po Herę jechaliśmy do Bielska), a po południu Truś imprezuje w plenerze, a my mamy kilka godzin wolnego! Niedziela jeszcze jakby niezaplanowana- może wreszcie będzie można ponicnierobić:-)

Czyli dodatnie plusy chyba przeważają;-)

13:24, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 08 czerwca 2016
Sezon na przyjemności

To mój ulubiony czas w ciągu roku. Letnie upały jeszcze nie nastały, dzień jest taki rozkosznie długi, aż chce się rankiem wcześnie wstać i wyjść z Herą na spacer, a wieczorem szkoda iść do łóżka. Pierwsze trawokosy już poczynione, na szczęście trawka po koszeniu wciąż zielona. Na osiedlu po zapachu bzów nastał czas na jaśmin i akacje. No i truskawki na okrągło- na śniadanie, obiad, kolację i podwieczorek- w każdej możliwej formie.

Ciasto z truskawkami- niby nic, ale to wersja ciasta na kefirze, z dodatkiem soku i skórki z cytryny, więc oprócz tego, że pachnie i smakuje truskawkowo, to jeszcze ten piękny cytrynowy aromat... Mniam.

"Mamo, zrobisz mi grysik na kolację" Właściwie czemu nie. Tu też niechcący zakradły się cytryny, bo zamiast cukru waniliowego wsypałam cytrynowy. Z truskawkową ciapą smakował genialnie:-)

Zaś  ciapa okazała się tak dobra, że Truśka piła ją prosto z dzbanka.

Powolutku zaczyna się też sezon na czereśnie:-)

Wiecie, co Truśkę najbardziej ucieszyło z prezentów na Dzień Dziecka? Pierwsza rzecz była pewniakiem- zestaw do samodzielnego robienia perfum- teraz psikam się co rano kompozycją stworzoną przez Córkę, pachnie bardzo fajnie i jest całkiem trwała.
Drugą była absolutnie przepiękna pościel w motyle. Już wcześniej przyuważyłam ją w Las i Niebo, ale miałam wątpliwości, czy Truśka, która owady stara się omijać z daleka, da radę spać w towarzystwie takich wielgachnych motyli. Nie tylko daje radę, ale też nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie nowa pościel w jej łóżku zagości:-)

Sezon na rower i rolki w rozkwicie. W tym roku na razie rolki wygrywają o Trusi z rowerem- jak nie może wyjść na dwór, to próbuje jeździć w domu. Szczęśliwe nasz od lat planowany remont podłogi wciąż pozostaje w planach, więc ewentualne rysy mi nie straszne. Zresztą rolki Trusi są tak wspaniałe, że śladów nie zostawiają.  Wynalazłam wreszcie w piwnicy rolki dla siebie- tylko czasu nie ma dogodnego, żeby wyjść razem z Trusią- bo wózek ze śpiącym Lulisiem, Truś na rolkach, często jeszcze Hera oplątująca całokształt smyczą, to zupełnie wystarczające elementy, żeby popaść w mały obłędzik. Rolki na moich osobistych odnóżach skończyłyby się w takiej sytuacji co  najmniej kalectwem;-)

A co do Hery, to coraz w niej więcej jamniczych cech się ujawnia. Wieczorem, jeśli uzna, że spacerowania ma już dość, to na ostatnie sikanie trzeba ją wywlekać spod łóżka.

Jej socjalizacja z przedstawicielami własnego gatunku nadal w powijakach- na widok innego psa albo robi w tył zwrot i zmienia kierunek spacerowania, albo kryje się za mną, spuszcza głowę i stara się nie nawiązywać z innym psem kontaktu wzrokowego. Natomiast na Zmorkę warczy i próbuje ją ugryźć, gdy ta zanadto się zbliża. Musimy wciąż nad tym pracować.

09:31, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 czerwca 2016
Na Zabłociu

Jest taka dzielnica w Krakowie, która powoli chyba staje się modna, jako kolejna po Kazimierzu i Podgórzu, które też wcześniej były zaniedbane i zapomniane. Kazimierz "obudził się" jako pierwszy i już od lat wielu przewalają się po nim tłumy. Parę lat temu przyszła kolej na Podgórze, w którym powstały fajne knajpeczki, sklepiki, działa Targ Pietruszkowy, no i jest tu oczywiście jeden z moich ulubionych krakowskich  budynków, czyli Cricoteka. Zdaje się, że teraz zaczyna przeżywać swój renesans Zabłocie, za sprawą MOCAK'u i Fabryki Schindlera. Na Zabłociu nie bywaliśmy, bo nie było po co tu bywać, co najwyżej przemykaliśmy się tranzytem na jego obrzeżach. Wczoraj i na nas przyszła kolej, żeby się w to miejsce udać, gdyż Struś miał w Centrum Szkła i Ceramiki warsztaty w ramach Uniwersytetu Dzieci. I dzięki temu poznaliśmy nowe miejscówki w Krakowie (swoją drogą do MOCAK'u wypadałoby się wreszcie wybrać, już od pewnego czasu noszę się z tym zamiarem), a tajniki wyrobu szklanych przedmiotów zgłębiła nie tylko Trusia, ale także jej Tatuś. P. tak się w owo zgłębianie zaangażował, że choć zajęcia Truśki dawno się skończyły, to on dalej zgłębiał. Twierdził potem, że gdyby tylko miał 20 lat mniej, to by go chętnie do pracy na dmuchacza szkła przyjęli- niestety w swoim zaawansowanym wieku już nie rokuje i jego kariera w tej dziedzinie nie może się rozwinąć. Trzeba było pomyśleć 30 lat temu i zamiast chemią zająć się szklarstwem ;-)

Jakbyście chcieli, to też możecie w takim pokazie wziąć udział, bo w Centrum Szkła są one w normalnej ofercie. A przy okazji można odwiedzić MOCAK- tam też organizują fajne warsztaty dla dzieciaków- tzn chyba fajne, bo w natłoku zajęć jeszcze się na nie nie wybraliśmy, mam nadzieję, że bo wakacjach spróbujemy.


No i na Wisłę można spojrzeć z innej niż zwykle perspektywy- my na ogół Wisłę oglądamy od strony przeciwnej niż Zabłocie.

Wracając spotkaliśmy Mańka;-)

No i obeszliśmy wreszcie 21-wsze (JUŻ ???) urodziny Ciecha- Dzień Dziecka sobie wybrał na opuszczenie mojego brzucha:-)
I przy okazji Dzień Dziecka świętowaliśmy:-) I dawno niewidzianego Lulina zobaczyliśmy- Lulin z Rodzicami w Grecji wczasował:-) W międzyczasie dorobił się dwóch nowych zębów i z posiadanymi wcześniej dwiema górnymi  dwójkami ma ich już całe cztery. Z tymi sterczącymi dwójeczkami, przy braku górnych jedynek, wygląda jak mały wampirek:-)

Jakiś tam dalszy ciąg naszych "przygód" nastąpi, bo ostatnio się trochę dzieje.  Miłej niedzieli:-)

PS
Wczoraj kupiłam Truśce wypaśne okulary od słońca (Babiators). Czy ktoś wie, co ja z nimi zrobiłam? Mają taką specjalną promocję, że jeśli się zniszczą lub zgubią w przeciągu roku, to firma przysyła nowe- trzeba się tylko po zakupie zarejestrować u nich na stronie. Ja się zarejestrować nie zdążyłam, a już je zgubiłam. W dodatku na pewno gdzieś w domu! Poza miejscami oczywistymi przejrzałam też te mniej prawdopodobne- okularów nie znalazłam ani w lodówce, ani w śmietnikach, ani w łazience, ani w szafkach z jedzeniem. Gdzie ja je mogłam wsadzić??? Może ktoś wie?

09:36, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2016
Szkolny Dzień Bajki

Chyba każde dziecko tak ma, i każda placówka edukacyjna, że od czasu do czasu muszą zaskoczyć niczego nie spodziewającego się rodzica. Żyje on sobie w przeświadczeniu, że przed nim już tylko zakończenie szkolnego roku i można zacząć wakacyjną gehennę. Gromadzi zatem siły i pomysły na to, co począć z nieletnim dzieckiem przez dwa miesiące z haczykiem. A tymczasem los płata mu figielka w postaci- "Mamusiu, jutro w szkole jest Dzień Bajki i mam się za jakąś bajkową postać przebrać!"

Na ogół jednak rodzić, zgrzytając zębami, stara się sprostać zadaniu.

Przerobiliśmy Trusię na Pippi:-)

 

Wydawało mi się, że trochę poszliśmy na łatwiznę, tymczasem w szkole nie było drugiej Pippi i wszyscy chcieli się się ponoć z Truśką fotografować. Za to roiło się od Elz, księżniczek, wróżek, Kotów w Butach. To może jednak dobrze wymyśliliśmy...

22:08, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 153