RSS
czwartek, 05 maja 2016
Jak opadły nieco emocje duchowe...

to czas nadszedł na strawę dla ciała, a po niej na trochę ruchu. Restaurację na swój pokomunijny obiad Truśka wybrała sobie sama i oczywiście musiała to być Mięta. Ponieważ my też Miętę lubimy- jedzenie niezłe, położenie fajne- w centrum, ale nie przy samym Rynku, wnętrze przyjemne i ceny do przełknięcia, to wybór naszej Najmłodszej zaakceptowaliśmy.

"Czy te oczy mogą kłamać?" ;-)

 

Torty były od Sowy- Chrupiąca Malina dla Trusi:

i mój ostatni tortowy faworyt, czyli przepyszny tort pomarańczowy dla Buni, która dzień wcześniej miała urodziny (zauważcie, że kolorystycznie pasował do Buniowego koloru włosów- przy okazji jest to też jej ulubiony kolor)

 Po rozkoszach stołu trzeba się było trochę poruszać, co też skwapliwie uczyniliśmy. Przy okazji spaceru Trusia i Tola zdobyły polskie flagi i były w pełni gotowe do świętowania Dnia Flagi dzień później;-)

Podobno Dziewczyny koniecznie chciały sobie z łuku postrzelać... Cóż, każdy pretekst jest dobry do wytłumaczenia własnej zachcianki;-)

Ale i Dziewczyny postrzelały:

16:00, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 maja 2016
W ramach przerywnika- "Powiadały jaskółki, że niedobre są spółki"

Albo jakoś podobnie ćwierkały;-)

U nas zawiązała się, w opozycji do powyższego cytatu, spółka idealna.Główni (i jedyni) wspólnicy to Hera i Luliś. Przedmiotem uwspólnienia jest psia piłeczka na smakołyki- idealna zabawka dla niemowlaka. Bo nieduża, mieści się w małej łapce, lekka, sprężysta, z nierówną powierzchnią, przeźroczysta, z dwiema dziurkami,  w które można wsadzić paluszki, a w środeczku grzechoczą na dodatek psie przysmaczki. Jako psia zabawka też się dobrze sprawdza- pies turla ją po podłodze próbując wytrząsnąć przysmaczka, w psiej mordzie też się nieźle mieści. Wydawałoby się, że może tu nastąpić konflikt, gdyż zarówno mały ludzik jak i psiak bardzo tej zabawki pożądają. Ale nic z tego, żadnej kłótni, warczenia ani dziecięcych wrzasków, pełna harmonia i zgoda. Hera grzecznie oddaje piłkę Lulisiowi (po poza wymiernymi korzyściami wynikającymi z tegoż, jest też niezwykle uprzejmym psem) i obserwuje potrząsającego zabawką niemowlaka. Jak wypadnie mini-kosteczka, to Hercia pałaszuje smakołyk. Luliś co prawda też chciałby spróbować, ale pies ma jednak zwykle lepszy refleks;-)

Inne psie zabawki także okazały się idealne dla niemowlaka;-)

Myślę że i psie legowisko mogłoby być spokojnie zaadoptowane na niemowlęce gniazdko.
Gdyż, jak powszechnie wiadomo, naturalnym środowiskiem jamnika jest łóżko;-)

Każdy jamnik w pościeli prezentuje się bardzo wytwornie;-)

12:10, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Jeden z najważniejszych dni w życiu

Chciałabym,  żeby ten dzień był jednym z najważniejszych w Trusiowym życiu, żeby go pamiętała do końca swoich dni, żeby stanowił pewien przełom, kamień milowy w rozwoju jej wiary. Czy tak będzie? Czas pokaże...

Jej wysokość (a może jej "świętość" ?- bo w końcu takie świeżo wyspowiadane dzieciaki, z radością i ufnością w sercach, z wiarą w Boga najprostszą, jeszcze bez wątpliwości i pytań, o swiętość przez moment zahaczają) Pierwszokomunistka:-)

Myślę, że był to piękny dzień- chociaż rano powitał nas zimny wiatr, chmury, a nawet lekka mgła. W otoczeniu najbliższych- pewnie, niektórych zabrakło, ale Trusia zrozumiała, że nie mogli w tym dniu przyjechać. Trusia przejęta- na pewno najważniejsza była pierwsza spowiedź, którą bardzo przeżywała i oczywiście przyjęcie po raz pierwszy komunii.
Prezenty? Na dalekim planie- nawet do końca nie wiem, co moja Panna dostała, zapoznam się jak już emocje opadną i życie wróci do normalności. Cieszę się, że nie zdominowały tej uroczystości.

Ciąg dalszy, ku pamięci, jeszcze nastąpi:-)

09:16, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 kwietnia 2016
Hera

Chociaż jest z nami dopiero tydzień, to już czuje się pełnoprawnym członkiem naszego rodzinnego stada. A i "stado"  w pełni ją zaakceptowało i pokochało. Zwłaszcza, że jest to pies idealny do kochania. Prawie wcale nie szczeka, jest delikatny i łagodny, uwielbia być głaskana i pieszczona. Nie szarpie na spacerach, nie jest namolna, zagląda człowiekowi głęboko w oczy i zupełnie tym swoim spojrzeniem rozbraja. Nie da się przejść obok niej obojętnie, po prostu musi się ją głasknąć, miźnąć, przytulić- zupełnie tak jak niemowlaka- też dłoń sama wędruje, żeby poczochrać puchatą główkę, a usta układają się w dzióbek do całowania.

Pytanie, gdzie nocami śpi piesek jest, jak każdy chyba się domyśla, pytaniem retorycznym. Piesek, jak każdy jamnik, sypia oczywiście w łóżku. Kolejny raz udowodnione zostało, że zakup psiego legowiska (jak również kociego oraz niemowlęcego łóżeczka;-)) był całkowicie zbędny. Legowisko pieczołowicie wybrane przez Trusię służy do przechowywania psich zabawek, zaś pies wyleguje się w piernatach, a w przypadku pościelonego łóżka spoczywa wygodnie wśród poduszek na kanapie lub fotelu. Jak na razie, w przeciwieństwie do Kluchy, która dążyła do ułożenia się pomiędzy nami z łebkiem na naszych poduszkach i przykryta kołderką, Hera nieśmiało zwija się w kłębek w nogach u nas lub u Trusi i śpi spokojnie przez cała noc. Na początkowe sugestie P., żeby może usadowiła się w swoim mięciutkim i cieplutkim legowisku, reagowała całkowitym niezrozumieniem;-) Chyba już P. spasował i nie będzie namawiał psa do spania w samotności (słowo samotność oznacza tu tylko spanie w pojedynkę, ale przecież nie z poza naszą sypialnią).

Ponieważ Hera jest bardzo spokojnym stworzeniem, a poza tym nie chcemy, żeby niepotrzebnie siedziała sama w domu, to jak tylko można ją ze sobą zabrać, to nam towarzyszy. Tak było też wczoraj, kiedy P. i Trusia wieczorem doglądali Lulisia, a Lulisiowi Rodzice poprawiali kondycję jeżdżąc na wrotkach dookoła Błoń, zaś ja spędzałam pracowicie czas na dyżurze. Pora nie była wczesna, zatem Truś i jej psia przyjaciółka usnęły w kuchni na narożniku, co ilustruje zdjęcie powyżej:-)

Hera na spacerze- wreszcie dotarłyśmy na psi wybieg i mogłam psiaka spuścić ze smyczy- jak na razie boję się to zrobić na zwykłych spacerach, żeby gdzieś nie pobiegła i się nie zgubiła. Co prawda jest zaczipowana, ma też adresówkę przypiętą do obroży, ale i tak wolę nie kusić losu. Musimy się jeszcze siebie nauczyć, Hera musi zapamiętać drogę do domu i, co najważniejsze, musi uwierzyć, że nasz dom, to także jej dom już na zawsze.

Mimo specjalnych psich zabawek w domu, najlepsze są zabawki najprostsze- sprawdza się to u małych dzieci i, jak widać też u psów. Zaś patyk im był dłuższy tym atrakcyjniejszy. Krótkie patyki Hera wyraźnie olewała.

Dwie kumpelki- już bardzo zaprzyjaźnione:

Ciąg dalszy zdjęć i wieści o Herze niewątpliwie nastąpi;-)

20:36, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 kwietnia 2016
Dobrze mi, ach dobrze mi...

Aż się trochę boję i odpukuję w niemalowane drzewo, żeby nie zapeszyć.

Dobry czas teraz mamy. Chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak zwyczajnie szczęśliwa- bez uniesień i wielkich emocji. Wreszcie zaczęłam doceniać to dobro, które mam- wspaniałe dzieci, cudownego męża, najfajniejszego Lulisia, od paru dni przytulaśnego psa. Lubię siębie, zwłaszcza od kiedy tajemnicza waga w moim nowym fitness klubie pokazała, że ubyło mi 3 kg;-). Energii mam w sobie tyle, że może nawet biegać zacznę- jak tylko stopa przestanie mnie boleć, skontuzjowana na jednym z pierwszych spacerów z Herą, kiedy to spanikowała ona na widok przedstawiciela swojej własnej rasy. I rower można by wreszcie po zimie obudzić...

Przede mną pierwsza komunia Najmłodszej, okazja do wzruszeń, pozytywnych emocji i spotkania z rodziną. Potem maj- najpiękniejszy miesiąc w roku. Może wyjazd  na "bożocielny" weekend z lubianymi osobami i zdobywanie Babiej Góry... Potem zaraz wakacje- pod koniec czerwca Wenecja, w lipcu Dania, w sierpniu nasza ukochana Słowacja:-) I jeszcze wyprawa Trusia za ocean!

Długie dni- aż chce się wstać rano z łóżka i biec z Herą na spacer. Na balkonie zaczyna być kolorowo- posadziłam sobie moje ulubione bratki, niezapominajki, wykiełkowały nam dwa nowe kasztanki:-)

Nawet swoje niedoskonałe mieszkanie lubię i z radością do niego wracam- mimo, że sprawa remontu wciąż nie domknięta i, kto wie, może odwlecze się na czas bliżej nieokreślony. A może się jednak uda...

Moja kochana Mama wojażuje w Japonii- wróci i będzie opowiadać:-) Bardzo ją podziwiam- w wieku 76 lat wciąż jej się chce jechać tak daleko:-) Mam nadzieję, że ja w tym wieku też będę miała tyle energii. I przestanę się wreszcie bać latania;-)

Dobrze jest. I niech tak zostanie- najlepiej na zawsze.

A- i jeszcze tyle fajnych nowych ciuchów dla Trusia z wiosennych kolekcji ulubionych marek. I dla Lulisia też;-) Okazja do wydawania pieniędzy;-)

Trwaj chwilo!

08:19, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
wtorek, 19 kwietnia 2016
Inne rozrywki wyjazdowe- Zoom Natury

Pani Małgosia, nasza gospodyni W Drzewach, bardzo dba o to, żeby jej goście się nie nudzili, zostawia zatem w domkach rozmaite mapy, przewodniki i informacje o tym, co fajnego można robić w okolicy. W ten sposób dowiedzieliśmy się na przykład o Muzeum Rowerów. Zaś w trakcie tego pobytu wybraliśmy się do Janowa Lubelskiego do parku Zoom Natury. Z powodu niesprzyjającej aury i nierozpoczętego jeszcze sezonu nie wszystko było czynne- parki linowe dopiero budziły się po zimie, na plaży można było li i jedynie postać i pogapić się na wodę, plac zabaw dla maluchów jeszcze się nie rozłożył. Ale Laboratoria Wiedzy zwiedziliśmy i bardzo się nam podobały.

W największym laboratorium można było pooglądać przez lupy owadożerne roślinki, a na filmikach zobaczyć, jak one te owady zżerają, w dwóch mrówkariach dało się podglądnąć sekretne życie mrówek, były trójwymiarowe slajdy z roślinami i owadami janowskich lasów, quiz o zwierzętach, informacje o warstwach gleby, "winda" do wnętrza ziemi oraz kilka akwariów.

W kolejnym laboratorium, przeznaczonym dla młodszych zwiedzających, dało się posłuchać i pooglądać na monitorkach filmik o życiu mrówki, świerszcza, pszczoły, zająca czy łosia. Były wiadomości o rozmaitych nasionach, grzybach jadalnych i trujących, można było powąchać, jak pachnie kwiat lipy, malina, żywica sosny, świerk itp oraz poznać proces fotosyntezy.

W Laboratorium Awifauny i Troposfery dużo jest informacji o ptakach zamieszkujących okolicę, można posłuchać ich głosów i zobaczyć jajka. Jest też "winda" przez atmosferę ziemską oraz sporo o rodzajach chmur i zjawiska atmosferycznych.

Ostatnie Laboratorium Recyclingu poświęcone jest różnym źródłom energii, jest też stanowisko z mikroskopami i sporo preparatów do obejrzenia.

Jak widać wcale się nie nudziliśmy. A najfajniejsze jest to, że sporo nam jeszcze zostało w okolicach Nałęczowa do zobaczenia, zatem możemy już planować kolejny pobyt W Drzewach:-)

18:18, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Piecuszenie W Drzewach i nowy Członek naszej Rodziny:-)

Ponieważ pogoda chwilowo się popsuła, w Krakowie leje i szanse na słońce niewielkie, to okazja jest w sam raz na popiecuszenie. Oczywiście będą to niestety tylko wspomnienia o wylegiwaniu się w łóżku do późna, czytaniu do oporu, planszówkach i kolorowankach sprzed tygodnia, ale jak nie można tego wszystkiego robić w chwili obecnej, to chociaż powspominajmy:-)

Tydzień temu weekend nie był pogodowo łaskawy, zatem nie żal było trochę dłużej w pościeli się powylegiwać- tym bardziej, że na co dzień zwykle czasu na to nie ma, a jak jest, to go szkoda.

Poczytajmy- Truśka jednoczasowo czyta kilka rzeczy na raz. Aktualnie po raz kolejny zagłębia się w świat magii Harrego Pottera, przeplatając go Kronikami Archeo i czymś wypożyczonym  z biblioteki szkolnej.

U mnie "w czytelni" Liza Marklund- przyznać muszę, że mam słabość do skandynawskich kryminałów. W Drzewach wybieram wybieram 2 w 1- lekturę i ptasie koncerty:-)

 

Znacie antystresowe kolorowanki? Ba, któż ich nie zna, rozpleniły się w księgarniach i niektóre rzeczywiście są piękne. Co prawda mieszane mam uczucia, co o ich odstresowującego działania- bywa, że rysunek do pokolorowania jest tak precyzyjny, że walczę ze sobą, żeby się nie wkurzyć, tym bardziej,  że ledwie widzę te cieniutkie linijki i detaliki. Na kolorowanie też w domu czasu nie ma, za to W Drzewach wieczorkiem kredki i obrazki sprawdzają się doskonale.

Planszówki- czasem udaje się zagrać w domu, ale najlepiej nam to wychodzi na wyjeździe. W drzewnych domkach planszówki czekają na chętnych, więc nie trzeba zabierać własnych, Truś jednakoż na wszelki wypadek zapakował do swojego bagażu mini-farmera i Kruka.

I to, czego w domu nie mamy, albo mamy w bardzo ograniczonym zakresie- prasie trele i las dookoła:

O innych rozrywkach w okolicach Nałęczowa jeszcze jeden osobny wpis będzie, a teraz pozwólcie, że przedstawię Wam naszego nowego Domownika.

Ta dam- oto piękna Hera:-)

Serce skradła mi dokładnie w Wielki Piątek, kiedy zupełnie przypadkiem weszłam na stronę Jamniki Niczyje. Jej historia jest smutna- mieszkała w pseudohodowli w Puszczykowie, nikt jej nie kochał i nie dopieszczał. Zamknięta w klatce  miała tylko rodzić kolejne szczeniaczki. Została stamtąd zabrana wraz z malutkimi, ślepymi jeszcze dziećmi, odkarmiona, wyleczona. Jej piękne szczeniaczki znalazły szybciutko swoje rodziny- ich tatą jest najpewniej cocker spaniel, maluchy są rzeczywiście przepiękne, więc chyba nie było obaw co do ich przyszłości.
Hera ma prawdopodobnie nie więcej niż dwa lata, jest jamorem średniowłosym, być może z domieszką krwi spaniela (ja skłaniam się jednak do tego, że miała jamniczych rodziców- krótko- i długowłosego). Jest spokojna, delikatna, przytulaśna i zdecydowanie kanapowa.  Myślę, że jak się zadomowi, to trochę bardziej się ośmieli- na razie bardzo nas pilnuje, zwinięta w kłębek na  fotelu lub kanapie od czasu do czasu czujnie łypie, czy ma kogoś z nas w zasięgu wzroku. 

N0 i spacerujemy od wczoraj ponadnormatywnie;-)

Mam nadzieję, że będzie z nami szczęśliwa, a my z nią.

10:18, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
sobota, 16 kwietnia 2016
Drzewa, Drzewka, Drzeweczka na początku kwietnia 2016

Pięknie jest tu zawsze, jak przyjeżdżamy. Nie wiem, czy wolę Drzewa kolorową jesienią, kiedy jednak ptaki już nie koncertują, czy latem, kiedy nawet Wisła wydaje się zapraszać do kąpieli, a przez bujne liście trudno dostrzec niebo, czy właśnie wiosną, gdy ptaki od świtu wyśpiewują swoje radosne piosenki, a listeczki nieśmiało się zielenią. Nie wiem, czy wolę je w słońcu, czy deszczu- bo deszcz wcale nie jest taki zły,  w deszczową pogodę domki wydają się jeszcze przytulniejsze i wcale nie chce się wychodzić na wycieczki, tylko piecuszyć pod kołdrą, czytać, rysować, grać w planszówki- czyli robić to wszystko, na co w we własnym domu zwykle czasu brakuje...

Taaak, Drzewa są moim wypoczynkowym azylem zawsze- jeszcze tylko zimą ich nie wypróbowałam- ale może i na zimę nadejdzie kiedyś czas. Marzy mi się powitanie W Drzewach nowego roku, z mnóstwem śniegu dookoła i mrozem, przy którym skrzypią deski tarasu przy Sośnie (tak, tak, podobno ten taras w mroźne dni hałasuje!). Może kiedyś....

A póki co było dzisiaj, albo raczej było tydzień temu- wczesna jeszcze wiosna, ptaszęta śmigające w gałązkach- ale bardzo niechętne do pozowania- i drące dzioby do zmroku. Trochę deszczu, trochę chłodu i wiatru. Pusto w Kazimierzu.
Spacer pod parasolem do Wąwozu Korzeniowego- króciutki to wąwozik, ale jakże piękny. I powrót nad Wisłę Wąwozem Norowym, trochę śliskim po deszczu, pachnącym wilgotnymi liśćmi, z niesamowicie zielonym mchem i małym strumyczkiem, który nam towarzyszył.

a CDN :-)

 

21:42, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Rodzina nam się powiększy:-)

I to już jutro:-) Jeśli żadna kolejna kłoda pod nogi nam nie wpadnie i wszystko pójdzie zgodnie z planem, to od jutra zamieszka z nami nowy członek rodziny. Żeby nie zapeszać o konkretach napiszę już po fakcie dokonanym. A póki co wszystko na jej przyjęcie gotowe. Rano jedziemy:-)

Mam nadzieję, że będzie nam razem dobrze:-)

18:00, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 kwietnia 2016
Zanim będzie o Drzewach trzeba skończyć Warszawę

Nie ma rady, kolejność musi być zachowana. Przed relacją z wiosennych Drzew muszę zakończyć wizytę w stolicy- ot, kronikarski obowiązek.

A zatem- co jeszcze było w Warszawie? Muzeum Polin- "ostrzyliśmy sobie na nie ząbki" już od jakiegoś czasu, ale dzieci wolały Centrum Kopernik. Tym razem się nie poddaliśmy dziecięcej presji i wyciągnęliśmy towarzystwo na spotkanie z ponadtysiącletnią historią Żydów w Polsce. Nie zauważyłam, żeby młodsze pokolenie się w Polin nudziło. Wręcz przeciwnie- zaopatrzeni w audioprzewodniki słuchali, oglądali, klikali, czytali- dwie godziny zleciały szybciutko. Dopiero przy holokauście wymiękli i stwierdzili, że to już dla nich za dużo.
Nadmienię jeszcze, że mój rodzony Mąż po dwóch godzinach wciąż tkwił w epoce Jagiellonów... Cóż, ten typ tak po prostu ma.

Więcej zdjęć z Muzeum nie mamy, albowiem wnikliwie studiujący historię Narodu Wybranego Mąż wraz z aparatem został mocno w tyle. A poza tym- po co komu zdjęcia z muzeum- to po prostu trzeba zobaczyć i to, jak doświadczenie jednorazowe wskazuje, nie za jedną wizytą.

Po historii Żydów wiele już czasu nam nie zostało, trzeba było myśleć o powrocie. Jeszcze tylko obiadek w pizzerii na Spokojnej- w scenerii dość nietypowej, w sąsiedztwie cmentarza. Za to nazwa ulicy jak najbardziej adekwatna- było cicho i sielsko. A dzieciaki zajęły się produkcją pizzowych placków- cały zapasik zabraliśmy na wynos;-)

I tyle z Warszawy.
Za nami już relaks W Drzewach- prawdziwy odpoczynek, bez spinki, wielkich planów zwiedzaniowych, bez pośpiechu- wyjazd daleko od domu (jakby nie było do Nałęczowa z Krakowa jedzie się ponad 4 godziny), w piękne i przyjazne miejsce, do wspaniałych ludzi, z którymi czuję się już zaprzyjaźniona. Wyspaliśmy się, pooddychaliśmy świeżym powietrzem, pospacerowaliśmy, posłuchaliśmy ptaków, najedliśmy się pyszności i ,mam nadzieję, nabraliśmy sił do czekających nas w najbliższym czasie zadań- już 1 maja Pierwsza Komunia Trusi- oj, to bardzo niedługo!

09:11, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 151