RSS
poniedziałek, 23 maja 2016
Niedziela w Krakowie

Truśka z Milą kochają się ogromnie, może bardziej niż niektóre siostry. Jak się spotkają, to nawet ubrania starają się dobrać podobne. Śpią razem, zamykają się w pokoju, zwierzając ze swoich dziewczyńskich tajemnic, wymyślają kreatywne zabawy i nigdy się nie kłócą. Z żadną koleżanką nie ma Trusia tak bliskiej relacji.

Tym razem do dziewczyńskiej sypialni wkradła się też Hera:

Jak bliźniaczki- "bo przecież nie zawsze bliźniaczki muszą być identyczne";-)

Cóż, dwie dziurki w nosie i spotkanie weekendowe skończyło się. Mam nadzieję, że następne niebawem:-)

17:14, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 maja 2016
Sobota w Ojcowie

Jedna z naszych ulubionych corocznych imprez, czyli Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego, właśnie trwa. W ubiegłym roku trochę ją zaniedbaliśmy, w tym postanowiliśmy się chociaż ociupinę zrehabilitować. Pojechałyśmy więc z babskim składzie w okolice Ojcowa, gdzie do zwiedzania zaproponowano dwa obiekty, związane z wodą- jako, że tematem tegorocznych Dni jest właśnie woda. Na początek na kilka godzin zaparkowałyśmy w osadzie młyńskiej Boroniówka. Sielsko było- strumyk szemrał, trawka się zieleniła, ławeczki i nasz własny kocyk piknikowy zapraszały do poleniuchowania. Jak do tego dodać jeszcze prowiant własny i pyszną kawę miejscową ze świeżutkim sernikiem albo szarlotką, a na obiadek lepione na miejscu pierogi, to warunki na piknik okazały się idealne. Oczywiście zwiedziłyśmy młyn, posłuchałyśmy, jak gospodarz opowiada o jego historii, o tym, jak mieli się mąkę i tnie drzewo na deski- żeby nie było, że z Dni Dziedzictwa tylko piknik nam był w głowach;-) I wszystkie cztery, a nawet pięć (Hera też spróbowała;-) malowałyśmy rozmaitymi technikami na tkaninach.

Po kilku godzinach błogiego lenistwa wymieszanego z dobrą zabawą kreatywną przegoniłyśmy towarzystwo do drugiego obiektu, czyli kaplicy pw św. Józefa "Na Wodzie".

I jeszcze kawałeczek do ruin ojcowskiego zamku. 

Pięknie było, bo i miejsca oba urocze i otoczenie przepiękne. I tylko żal, że aparatu nie zabrałam, więc zdjęć mało i tylko z komórki:-(

18:09, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 maja 2016
Nie piszę, bo...

Bo Trusia pojechała na zieloną szkołę, zatem główny bohater bloga pozostaje chwilowo poza moim zasięgiem (tęsknię, na szczęście jutro wraca:-))

Bunia z rodzinka pływają z żółwiami wokół wyspy Zakynthos, zatem Lulin jako temat na bloga też wypadł.

W domu rezyduje jeden pies, który zaanektował kanapę w tzw. salonie oraz dwa koty, które przejęły pokój zwany dumnie gabinetem mężowskim. Jeden rezyduje na sofie, drugi mieszka pod nią, wyłazi tylko wieczorami. Przy okazji wczorajszego objawienia się Paskudy oczom śmiertelników dowiedziałam się, że mam na stanie psa obronnego. Chciałam się z kotem przywitać, on być może ze mną też, więc namiauczał na mnie rozgłośnie. Na to Hera zeskoczyła ze swojej kanapy w celu sprawdzenia, czy aby nie należy kota za zbyt głośne miauczenie na ukochaną panią pogonić. Być może kierowała nią nie tylko chęć obrony, ale tez ociupinkę zazdrość o moje względy;-)
Poza powyższym koty i pies nie wchodzą we wzajemne relacje, udają, że nie nawzajem nie dostrzegają, mijają się bez słowa, nie zaszczycając się nawet spojrzeniem (no chyba, że rzuconym prawie niedostrzegalnie  spode łba).
Pożytku z kotów nie ma żadnego- ani ich pomiąchać się nie da, bo się odsuwają, nie przywitają człowieka (w przeciwieństwie do Hery, która za każdym razem, jak do domu wracam cieszy się tak, jakby mnie co najmniej rok  nie widziała), co najwyżej z daleka można popodziwiać grację kocich ruchów. Tylko kuwetę im sprzątać trzeba, żwirek rozrzucony po całym pokoju zamiatać, pilnować, żeby jedzonko smaczne w miseczkach było  i kichać z powodu latających kocich kłaczków. Cóż, kot taki już jest...

Za to pies potrafi melancholię przywołać w sobie w mgnieniu oka, wzrok pełen żałości na człowieka skierować i wyrzut na pysku zaprezentować- "No jak to, znowu sobie idziesz ode mnie? Do pracy znowu? A ja sama tu siedzę". na szczęście Truś wraca już jutro, zaś koty wyprowadzą się z powrotem do siebie za tydzień!

PS
Trusia zanim wyjechała zdążyła "sprzedać" swoje wirusy. Ona zdrowiutka bawi się dobrze w górach (oczywiście całe szczęście, że zdrowiutka i dobrze się bawi), ja tymczasem kicham, kaszlę i najchętniej zaległabym w domu. Niestety, taka opcja nie istnieje:-( Dyżur we wtorek, dziś praca do wieczora, jutro znowu dyżur, plus zastępstwo w przychodni za "spamującą się" koleżankę- a Ciech wczoraj zapytał, co robimy z taka ilością wolnego czasu- bo przecież najmłodsze dziecko wyjechane- ha, ha ha!

16:34, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 maja 2016
Czarymary, abrakadabra

Truśka czyta Harrego Pottera już drugi raz, właśnie kończy ostatni tom. Filmy oglądała też kilka razy. Hmm, może uczy się na pamięć...
Przy okazji wyjścia do kina na "Księgę Dżungli" (animacja genialna) natrafiliśmy na magiczną wystawę w galerii handlowej. Szkoda, że tylko moja komórka była dostępna:-(

Trochę upiorne- głowa Truśki na stole. Gdzie się podziała reszta?

Stolik zamiast balonika;-)

Takiego monstrualnego królika wyskakującego z również monstrualnego cylindra można się przestraszyć. A może kapelusz i królik są normalnej wielkości, tylko Trusia ktoś zmniejszył do rozmiaru krasnoludka?

19:11, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Trochę Hery

Jako najmłodsza stażem w naszej rodzinie jest chwilowo najbardziej obfotografowywana. Zresztą, przyznać trzeba całkiem obiektywnie;-), że jest też niezwykle fotogeniczna. A że towarzyszy nam, gdzie tylko można z psem się udać, to czasem na zdjęciach i my się znajdziemy;-)

Taak, te oczęta na pewno nie kłamią;-) Czasem tylko udają bezdenną melancholię;-)

Można spać tak jak wyżej- pod warunkiem, że większość domowników znajduje się w tym samym pomieszczeniu, co śpiący jamnik.

Jak domownicy wskakują do swojego wyrka, to ich wierny Przyjaciel nadal im próbuje towarzyszyć- w nocy sypia z Truśką.

Rowery z Herą też już wypróbowaliśmy- spokojnie daje radę:-)

Wiewióry- mroczny przedmiot Herzego pożądania;-)

O ile z psami Hera przyjaźnić się wciąż nie zamierza, koty traktuje olewająco, na szczurka niechcący zapolowała, o tyle z wiewiórkami bardzo by się chciała zakumplować i zupełnie nie rozumie, gdzie one tak szybko znikają;-)

15:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 11 maja 2016
Czytanie ekstremalne

To już chyba nie pierwszy wpis o podobnej treści. Truś czyta- w każdych możliwych i niemożliwych warunkach- przy jedzeniu, w wannie, na kibelku, na huśtawce, w łóżku, na podłodze... Najrzadziej chyba w normalnych warunkach umoszczona na kanapie lub na fotelu. 
Ostatni przyłapałam ją na czytaniu w takiej oto pozycji:

Twierdziła, że jest jej całkiem wygodnie. No cóż- może...

A poza tym WRESZCIE zainaugurowaliśmy sezon rowerowy. Wiosna już mocno zaawansowana, a nasze jednośladowe rumaki wciąż pokrywał zimowy kurz. Ale nadszedł w końcu ten dzień, kiedy wypuściliśmy je na zewnątrz. Czekaliśmy na odpowiednią pogodę;-)

Czyli jak już zacząć sezon rowerowy, to też choć trochę ekstremalnie;-)

No i nowość- Truśka wreszcie dostała wymarzone rolki. A jakie wypaśne! Z mięciutkimi silikonowymi kółeczkami, a do tego świecące. Grzesiek z Lulinem i Herą wybierali. Mamy zatem nową popołudniową rozrywkę- Truśkę na rolkach z Herą;-)

Czyli nie tylko zalegamy z książką, ale i ruszamy się:-)

21:08, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 maja 2016
Jeszcze komunijnie, chociaż już mniej poważnie

Pod koniec Białego Tygodnia część Trusiowej powagi i "świętości" się już ulotniła i atmosfera z podniosłej i poważnej  stała się luźniejsza, czego dowodem są poniższe zdjęcia ;-)

Zdjęcie poniżej zrobiła moja koleżanka po środowej mszy i majówce i jest to chyba jedno z moich ulubionych komunijnych zdjęć Truśki:-) Rywalizuje z nim to uśmiechnięte z chlebkiem.

I tak oto, po pełnym religijnych przeżyć tygodniu- poza dniem pierwszej komunii i mszami oraz nabożeństwami majowymi Białego Tygodnia była jeszcze sesja pokomunijna z fotografem i czwartkowa pielgrzymką do Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej- powoli wracamy do normalności. Zaledwie tydzień taki zwyczajny będzie, bo po kolejnym weekendzie Truś wybywa do Soli koło Żywca na zieloną szkołę. Wydawać by się mogło, że taki tydzień bez Najmłodszej Latorośli to gratka wielka dla jej rodziców. Ale dla nas niestety nie będzie to gratka i luz, albowiem jednocześnie Bunia z rodzinką lecą na wakacje, zatem przybędzie nam domowników- na dwa tygodnie zamieszkają z nami dwie Bunio-Grześkowe kotki. Jak na razie w żaden konflikt z Herą nie wchodziły w czasie Herowych odwiedzin u Buni, ale nie wiadomo, jak się ułożą wzajemne stosunki w innym miejscu. Wraz z Bunią tracimy na dwa tygodnie nasze " Herowe pogotowie awaryjne" w razie naszej dłuższej nieobecności w domu. Cóż, trzeba będzie może Ciecha jako dog/cat-sittera zaangażować;-)

Pośród radosnych wydarzeń ostatnich dni zdarzyła się też rzecz smutna- do Szczurzego Nieba przeniósł się nagle Nosek, biały szczurek Trusi i to w dość tragicznych okolicznościach. Niestety częściowo za jego nagłe odejście odpowiada Hera, w które znienacka obudził się instynkt łowcy. Na jej usprawiedliwienie trzeba jednak dodać, poza tym, że ja powinnam była bardziej uważać i przewidzieć podobną sytuację, że po całym zdarzeniu bardzo jej było przykro i przez pół dnia smutna leżała w łazience na dywaniku (w łazience tragedia się rozegrała) albo pod klatką z pozostałym szarym szczurkiem:( Mam nadzieję Noseczku, że jest ci dobrze tam gdzie jesteś:(

16:00, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2016
Jak opadły nieco emocje duchowe...

to czas nadszedł na strawę dla ciała, a po niej na trochę ruchu. Restaurację na swój pokomunijny obiad Truśka wybrała sobie sama i oczywiście musiała to być Mięta. Ponieważ my też Miętę lubimy- jedzenie niezłe, położenie fajne- w centrum, ale nie przy samym Rynku, wnętrze przyjemne i ceny do przełknięcia, to wybór naszej Najmłodszej zaakceptowaliśmy.

"Czy te oczy mogą kłamać?" ;-)

 

Torty były od Sowy- Chrupiąca Malina dla Trusi:

i mój ostatni tortowy faworyt, czyli przepyszny tort pomarańczowy dla Buni, która dzień wcześniej miała urodziny (zauważcie, że kolorystycznie pasował do Buniowego koloru włosów- przy okazji jest to też jej ulubiony kolor)

 Po rozkoszach stołu trzeba się było trochę poruszać, co też skwapliwie uczyniliśmy. Przy okazji spaceru Trusia i Tola zdobyły polskie flagi i były w pełni gotowe do świętowania Dnia Flagi dzień później;-)

Podobno Dziewczyny koniecznie chciały sobie z łuku postrzelać... Cóż, każdy pretekst jest dobry do wytłumaczenia własnej zachcianki;-)

Ale i Dziewczyny postrzelały:

16:00, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 maja 2016
W ramach przerywnika- "Powiadały jaskółki, że niedobre są spółki"

Albo jakoś podobnie ćwierkały;-)

U nas zawiązała się, w opozycji do powyższego cytatu, spółka idealna.Główni (i jedyni) wspólnicy to Hera i Luliś. Przedmiotem uwspólnienia jest psia piłeczka na smakołyki- idealna zabawka dla niemowlaka. Bo nieduża, mieści się w małej łapce, lekka, sprężysta, z nierówną powierzchnią, przeźroczysta, z dwiema dziurkami,  w które można wsadzić paluszki, a w środeczku grzechoczą na dodatek psie przysmaczki. Jako psia zabawka też się dobrze sprawdza- pies turla ją po podłodze próbując wytrząsnąć przysmaczka, w psiej mordzie też się nieźle mieści. Wydawałoby się, że może tu nastąpić konflikt, gdyż zarówno mały ludzik jak i psiak bardzo tej zabawki pożądają. Ale nic z tego, żadnej kłótni, warczenia ani dziecięcych wrzasków, pełna harmonia i zgoda. Hera grzecznie oddaje piłkę Lulisiowi (po poza wymiernymi korzyściami wynikającymi z tegoż, jest też niezwykle uprzejmym psem) i obserwuje potrząsającego zabawką niemowlaka. Jak wypadnie mini-kosteczka, to Hercia pałaszuje smakołyk. Luliś co prawda też chciałby spróbować, ale pies ma jednak zwykle lepszy refleks;-)

Inne psie zabawki także okazały się idealne dla niemowlaka;-)

Myślę że i psie legowisko mogłoby być spokojnie zaadoptowane na niemowlęce gniazdko.
Gdyż, jak powszechnie wiadomo, naturalnym środowiskiem jamnika jest łóżko;-)

Każdy jamnik w pościeli prezentuje się bardzo wytwornie;-)

12:10, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Jeden z najważniejszych dni w życiu

Chciałabym,  żeby ten dzień był jednym z najważniejszych w Trusiowym życiu, żeby go pamiętała do końca swoich dni, żeby stanowił pewien przełom, kamień milowy w rozwoju jej wiary. Czy tak będzie? Czas pokaże...

Jej wysokość (a może jej "świętość" ?- bo w końcu takie świeżo wyspowiadane dzieciaki, z radością i ufnością w sercach, z wiarą w Boga najprostszą, jeszcze bez wątpliwości i pytań, o swiętość przez moment zahaczają) Pierwszokomunistka:-)

Myślę, że był to piękny dzień- chociaż rano powitał nas zimny wiatr, chmury, a nawet lekka mgła. W otoczeniu najbliższych- pewnie, niektórych zabrakło, ale Trusia zrozumiała, że nie mogli w tym dniu przyjechać. Trusia przejęta- na pewno najważniejsza była pierwsza spowiedź, którą bardzo przeżywała i oczywiście przyjęcie po raz pierwszy komunii.
Prezenty? Na dalekim planie- nawet do końca nie wiem, co moja Panna dostała, zapoznam się jak już emocje opadną i życie wróci do normalności. Cieszę się, że nie zdominowały tej uroczystości.

Ciąg dalszy, ku pamięci, jeszcze nastąpi:-)

09:16, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 152