RSS
czwartek, 31 lipca 2014
Puste gniazdo

Moje domowe gniazdko opustoszało. Cisza i spokój w nim panujące są wręcz przeraźliwe i zupełnie nienormalne. P. już we wtorek odleciał służbowo, Ciech od jakiegoś czasu uczy się żeglować na Mazurach (wersja dla Trusi- Ciech jest na obozie pirackim). Paweł, choć nie mieszka już z nami, to wpada na obiadki, ale i on wybył gdzieś do Czech na koncerty. A dziś rano wpakowałam Trusia do autokaru, który wywiózł ją wraz jej szkolno-przedszkolną koleżanką na obóz taneczny pod Łysą Górę (wersja dla Trusia- W trakcie Hokus-Pokus Dance będa się uczyli latać na miotłach- temat akurat na czasie, albowiem Truś właśnie zapoznał się w Harrym Potterem- na razie w wersji filmowej, po wakacjach zaczniemy czytanie). Buniś wiadomo uwił sobie własne gniazdeczko, chociaż przejęta losem matki- słomianej i dodatkowo "osieroconej" wdowy obiecał zapewnić rodzicielce rozrywki w sobotę, żeby z tęsknoty samotnie nie usychała;-) Co prawda ja jeszcze dziś do pustego domu nie zaglądnęłam, ale sama świadomość, że nikogo w nim nie będzie oprócz mnie aż do niedzieli jest wystarczająco przerażająca;-) Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz podobna sytuacja się wydarzyła i czy w ogóle kiedyś miała miejsce!- przeważnie trudno jest znaleźć się w naszym mieszkaniu sam na sam ze sobą choćby przez godzinę.
Jak na razie chłopaki od czasu do czasu wysyłają SMS-a z informacją, że żyją- w tego typu lakonicznych info Ciech osiągnął perfekcję- 22.07.- "Żyję jak coś.", 24.07. "Dalej żyję.", 25.07. "Wciąż bez zmian." (znaczy się szczęśliwie żyje;-)), 27.07. "Dla odmiany wciąż żyję, chociaż babcia do mnie dzwoniła, że się martwi" (hmm, czyżby telefon od babci miał być groźny?;-)), 30.07. "Dalej żyję." I tym sposobem czuję się należycie poinformowana o tym co porabia moje trzecie z kolei dziecko- ŻYJE :-)))

Truś przed wyjazdem na obóz wyprosił własną komórkę, co poskutkowało już dwoma krótkimi telefonami- w pierwszym poinformowała mnie o tym, ze są na miejscu, w drugim, że zjadła już obiad i przeprowadziły się z Kingą do innego pokoju. Kolejny telefon przewiduję na dobranoc.

A tak oto, bynajmniej nie łzawo, prezentował się Truś chwilkę przed wyjazdem:

Powyżej to już chyba wprawki taneczne ;-)

PS
Wróciłam do domu i okazuje się, że samotność nie jest mi chyba przeznaczona, albowiem na balkonie zadomowił się jakiś gołębi wypłosz- tak na oko wyrośnięte i prawie opierzone pisklę, które jednakowoż niezbyt pewnie czuje się w lataniu i zamierza u mnie przynajmniej przenocować. Utworzył już sporą kupkę gołębiego guana, co nie wzbudziło do niego mojej szczególnej sympatii. Zaś na sugestię z mojej strony, że mógłby sobie znaleźć inne miejsce na nocne kupanie spojrzał na mnie żałośnie i z odrobiną oburzenia. Cóż, taka karma...

20:31, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2014
Weekend W Drzewach

Nie będzie wielu słów, będzie za to wiele obrazów. Kolejne marzenie się spełniło- pojechaliśmy spędziliśmy trzy noce w domku na drzewie. A w domku takim jest pięknie. Mogłabym tylko siedzieć na tarasie, patrzeć na drzewa, słuchać szumu wiatru i śpiewu ptaków. Tylko tyle. Ale jeszcze byli przemili gospodarze, co rano wiklinowy kosz ze śniadaniem, po południu świeże domowe ciasto i kawa na tarasie, wycieczka do Kazimierza Dolnego, spacer po Nałęczowie, pyszny obiad w Patataj.... Nic więcej już nie potrzeba:-)

A jeśli kiedyś zawitacie w te strony, odwiedźcie Drzewa koniecznie. Można się zakochać.

Pierwszy wieczór:

Pierwsze śniadanie:

Kazimierz Dolny:

Stateczkiem po Wiśle:



Podwieczorek na tarasie:

Nałęczów:

Wieżą Ariańska w Wojciechowie:

Drzewa raz jeszcze:

Było cudnie.

22:09, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 24 lipca 2014
Pożegnanie z Bakker made with love

Niestety, pierwsze sygnały docierały do mnie od połowy pierwszej klasy. Truś, początkowo dumny ze swojego tornistra, jako pełna zapału uczenniczka-neofitka, po paru miesiącach zaczęła dostrzegać różnice. Tornistry koleżanek były bardziej kolorowe, z nadrukami kucyków, Monster High, slodkich szczeniaczków, Hello Kitty czy przynajmniej motylków, kwiecia lub podobnych. A u Trusia tylko czerwona "pepitka". Nie pomogły kolorowe przypinki z Endo- tornister Trusi za bardzo odstawał od przyjętego wzorca, zatem jego Właścicielka zaczęła narzekać. A z końcem szkolnego roku stanowczo zapowiedziała, że w klasie drugiej MUSI mieć nowy tornister, bo stary jest brudny, za mało kolorowy i bez nadruku- no brzydki po prostu. Czyszczenie tornistra niestety nie pomogło, a nawet zaszkodziło jego urodzie w oczach Truśki,  albowiem po próbie wyprania Bakker stał się jeszcze bardziej "oldskulowy" gdyż częściowo wyblakł i zrobił się "poprzecierany". Zatem wczoraj udałysmy się na zakupy- Truśka cała w skowronkach, ja w duszy roniąc łzy nad ukochanym Bakkerem i "modląc" się, by Córka wybrała raczej mniejsze niż większe okropieństwo. Gotowa byłam zresztą walczyć z najgorszą paskudą i twardo negocjować warunku zakupu.
Tymczasem Truśka jednak stanęła na wysokości zadania, odrzuciła Violetty, Monster High, kucyki i Barbie, zaś wybór jej padł na dzikie koty. Odetchnęłam z ulgą- "twarz" bodajże tygrysa to co prawda nie mój ukochany, z miłością wykonany Bakker, ale lepiej niż różowo-świecące paskudztwo. A stary tornister Truśki zostawię sobie na pamiątkę. Może się zresztą nada jako torba na laptopa...

A tak przy okazji- wczoraj Truś wybrał, ostatnio dośc dla siebie niezwykły, look hipiski.

Kwiecista spódnica na Truśce awansowała na to stanowisko z sukienki i jest najdłużej posiadanym i noszonym przez Córkę ciuchem. Wygląda na to, że jeszcze trochę posłuży. Zaś kolorowe warkoczyki sa pamiątką po kolonii i jak na razie Truś nie zamierza się z nimi rozstać.

13:04, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 lipca 2014
A dziś Etnomania

Etnomania w Wygiełzowie dzisiaj odbyła się po raz czwarty. Dla nas był to drugi raz. Po zeszłorocznej z niecierpliwością oczekiwałam tegorocznej edycji, Na szczęście akurat niedzielę mieliśmy wolną i mogliśmy pojechać już przed południem udać się do skansenu w Wygiełzowie. A tam, mimo obezwładniającego upału, świetnie spędziliśmy czas. Truśka plotła rybkę na wiklinowej wędce, na kole garncarskim stworzyła glinianą miseczkę, wszyscy wyszywaliśmy kwiaty na rozpiętej między drzewami tkaninie (tegoroczny projekt Żywej Pracowni), rzucaliśmy szyszkami do celu, czyli do koszy "trzymanych" przez szmaciane manekiny, piknikowaliśmy na kocykach w cieniu, popijając pyszną zimną kawę z rowerowej kawiarni i delektując się sernikiem ze skarmelizowanym cukrem, lawendową tartą i tartą cytrynową- niebo w gębie, serio. Słuchaliśmy opowieści o pszczołach- niektórzy (Truś) nie wytrzymali nerwowo nadmiernej bliskości kłębiących się na plastrze miodu pszczół, które co prawda uwięzione były za szybką, ale i tak budziły strach. No i podziwialiśmy kolorowe stragany z rękodziełem oraz ich twórców w trakcie pracy. Spędziliśmy wspaniały dzień:))) Szkoda, że następna Etnomania dopiero za rok...

20:47, dsmiatek
Link Komentarze (9) »
piątek, 18 lipca 2014
Powrót do przeszłości;-)

Jak to mówią- "nadzieja jest matką głupich". My na przykład mieliśmy nadzieję, że wyjazd Trusia na 12 dni poskutkuje rozszerzeniem diety i zapoczątkowaniem (wreszcie!) ery zasypiania i przesypiania nocy we własnym pokoju i własnym łóżku. Jesli o dietę chodzi, to pojęcia nie mam, jak jest, bo główne posiłki Córka jada z Pasią. Twierdzi, że na wyjeździe poznała smak nowych potraw mięsnych, ale jakich, tego już sprecyzować nie potrafiła.
Pierwszej nocy zasnęła co prawda w swoim łóżku, ale chyba tylko przez zapomnienie i zmęczenie po podróży. Wczoraj wieczorową porą nastrój Trusi wyraźnie zaczął się psuć i rozpoczęły się stare negocjacje dotyczące miejsca nocnego spoczynku. Argumenty padały mocne "Bo w waszym pokoju mam już swoją książkę na półce, i macie większe i wygodniejsze łóżko, bo moja poduszka też jest u was i jesteście cała noc blisko i jest mi taj miło i ciepło, a u siebie jestem taka saaaaaama, buuuuuuu" (w tym miejscu łzy się polały tak na wszelki wypadeki dla wzmocnienia argumentacji). Jedynym naszym mocnym argumentem było, że przecież umówiliśmy się, że po kolonii przestanie z nami spać. Tu jednak Córka wykazała się refleksem i dowcipem odpowiadając "Ale ja nie powiedziałam wcale po której kolonii!"

Kurtyna, oklaski. Tą noc Truś spędził w naszym łóżku.

10:16, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 16 lipca 2014
Wróciła, wróciła :)))

Właśnie nacieszamy się świeżo przybyłą Trusią. Uśmiechniętą, zadowoloną, pełną pozytywnych wrażeń i energii. Kolonia nad morzem się udała, Dzieć bawił się dobrze i nie zraził do samtnych wyjazdów.
No to wracam do cieszenia się moją wytęsknioną Trusią.

19:51, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 lipca 2014
Roszpunka

Przypomniała mi się taka scenka z Prowansji. Otóż Truś bardzo nie lubi się czesać, a zwłaszcza nie lubi być czesaną. A że włoski ma wciąż cienkie i plątliwe, sama czesze się tak bardziej "po wierzchu", zaś na wakacjach co rusz moczyła je w basenie i suszyła słońcem, to istniała obawa, że mimo mycia szamponem i stosowania odżywki, do końca urlopu mogą się przekształcić w dredy lub kołtuna. Od czasu do czasu musiałam więc gonić Córkę ze szczotką (oczywiście tą nieszarpiącą typu Tangle Teezer) i zniewalać ją do czesania. Zdarzeniom tym towarzyszyły naturalnie stosowne wrzaski i jęki. Chcąc załagodzić nieco dramatyzm sytuacji, zaproponowałam Trusi, żebyśmy się zabawiły w Roszpunkę, zachwalając przy okazji jej złociste kędziorki. Truś wciąż wściekły rzucił przez ramię "to może mam ci jeszcze zaśpiewać!"- po czym zanucił piosnkę, którą Roszpunka śpiewała swojej macosze w czasie czesania (tą z Zaplątanych, których Trusia zna na pamięć), Ja tam od razu poczułam się odmłodzona, chociaż ciągle nieudobruchany Struś oglądając się przez ramię wysyczał, że wcale nie zrobiłam się młodsza.

A oto obudzony świeżo wakacyjny Truś, jeszcze przed zabawą w Roszpunkę, więc nie bardzo zły, ze swoją szmacianą Pipi zakupioną w Orange.

Na wakacyjnym blogu regularnie pojawiają się nowe wpisy- zaglądacie?

23:33, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lipca 2014
Pierwsze pozdrowienia z wakacji i zaległe świadectwo

W piątek wydobyłam ze skrzynki kartkę od Strusia. Jej pierwszą samodzielnie wysłaną i napisaną kartkę z kolonii, zatem upamiętnienie jej to po prostu mus. Z rybkami z rafy koralowej w trójwymiarze- na pewno wybrała najpiękniejszą, jaka była;-) A na odwrocie:

Odpowiedzieliśmy natychmiast- rankiem w sobotę pobiegłam na pocztę wysłać priorytetem nasze pozdrowienia na Najmłodszej Córki. Mam nadzieję, że poczta stanie na wysokości zadania i nasza kartka dotrze do Trusi przed jej wyjazdem z Niechorza.

Ze zgrozą uświadomiłam sobie, że wcale nie pochwaliłam się publicznie Trusiowym świadectwem, z którego Córka tak bardzo była dumna. No to rehabilituję się teraz:

Truśka puchła z dumy, jak je odebrała i co chwilę pytała, czy jesteśmy z niej dumni. No pewnie, że jesteśmy, jakże mogłoby być inaczej! :)

22:15, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 09 lipca 2014
Nowy blog

Dziś powstał wpis pierwszy z naszych tegorocznych prowansalskich wakacji- jeśli jesteście ciekawi Orange, to zapraszam:
http://prowansja2.blox.pl 
Link jest w zakładkach w folderze "Nasze wakacje".

A na zdjątkach poniżej Truś na swojej ulubionej huśtawce z prowansalskiego kempingu, an której zresztą i ja bardzo lubiłam się bujać:

Tymczasem nowych wieści od Trusia brak, ale podejrzewam, że niebawem znowu naciągnie Panią Wychowawczynię na telefon;-)

22:08, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 lipca 2014
Jest dobrze

Dziecko dzwoni codziennie- to znaczy zadzwoniło w niedzielę i wczoraj. Zadowolone- Bałtyk bardzo jej się podoba, widziała rybki, jest mnóstwo muszelek, przeczytała ogłoszenie, że uciekła foka, koleżankę napadła meduza, w pokoju mają telewizor (a to atrakcja nie lada, bo w domu takiego sprzętu nie mamy), spróbowała jakieś mięsko i bardzo jej smakowało, koleżanki super. I w ogóle jest fajnie. Cieszę się. A tymczasem napawamy się wolnością (tęskniąc oczywiście skrycie). Wczoraj spędziłam popołudnie z Przyjaciółką- wybrałyśmy się na obiad- z powodu burzy wylądowałyśmy znów w Ed Red, bo był najbliżej, ale jedzenie znowu pyszne. A po obiedzie spontanicznie wyruszyłyśmy w drogę powrotną z Rynku do Huty piechotą wzdłuż Wisły. Nic to, że dziś parę pęcherzy na stopach, grunt, że było bosko- i nigdzie nie trzeba się było spieszyć.
Dziś dyżur, a jutro przedpołudnie z Bunią. Czwartek praca do 20.00, piątek dyżur i znowu weekend. A po weekendzie jeszcze tylko trzy dni i Truś będzie z powrotem.
Powoli oswajam nową pracową rzeczywistość- z powodu braku Dziecka nie jest najgorzej, ale boję się, że jak już powróci, to będzie ciężko. Żal w sercu do tych, co ustawę uchwalili w tej formie i do Prezesa szpitala, że nie dał nam najmniejszych szans na negocjacje sprawia, że coraz mnie lubię swój szpital....

10:40, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 130