RSS
czwartek, 18 października 2018
Energylandia

W czasie pobytu w Eurodisneylandzie postanowiłam, że musimy wypróbować nasz rodzimy park rozrywki. W porównaniu z tym pod Paryżem okazał się o niebo lepszy- nie wspominając już, że wielokrotnie tańszy! Trafiliśmy na piękną jesienną pogodę, dyniowe dekoracje z okazji zbliżającego się Halloween, sprzyjał nam też fakt, że pojechaliśmy już po sezonie, a nawet chyba tuż przed jego zakończeniem- nie doczytała się co prawda do kiedy działają karuzele, ale raczej zimą chyba park nie funkcjonuje..

Ja osobiście fanką kręcenia, wytrząsania, szybkich przyspieszeń i hamować oraz swobodnych spadków w dół nie jestem- zwykle próby zniesienia takowych doświadczeń kończą się migreną, co i tym razem się wydarzyło, ale mój przychówek i współmałżonek nic przeciwko wrażeniom ekstremalnym nie mają. Wyszalał się zatem Pan Mąż wraz z Córką Młodszą i jej koleżanką, a ja rozkoszowałam się słońcem, od czasu do czasu dałam się namówić na spokojniejsze rozrywki, pilnowałam im plecaków i próbowałam robić  zdjęcia. I też całkiem fajnie dzień spędziłam. Tylko potem ta trzydniowa migrena:-(

Tak, na tym też jeździli. A ja była szczęśliwa, że nie muszę- jak to czasem niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba;-)

Dynie, duchy, czarownice, pająki, ozdobne czaszki czyhały na każdym kroku. Dzięki temu było jeszcze słoneczniej i radośniej:-)
Zresztą-do naszego domu też już dynie się wprowadziły- co prawda to jeszcze nie inwazja, na razie nieśmiałe sondowanie "rynku", ale spodziewam się, że za tydzień ogranie nasz dyniowe szaleństwo:-)

Atrakcje wodne kończą się zamoczeniem spodni, czasem też butów i włosów. Ale co tam- słońce wszystko pięknie wysuszyło- dla tych, co nie lubią być mokrym są turbosuszarki (płatne dodatkowo), można sobie też zakupić plastikowe pelerynki.

W przedostatnim rzędzie siedzi Truśka:-)

Tu też gdzieś po prawej dyndają jej nogi;-)

 

Płyną

Zjechali:-)- wcześniej specjalny podnośnik wyniósł ich razem z łódeczką na całkiem sporą wysokość.

Podsumowując- polecam park w Zatorze- my pewnie wybierzemy się wiosną- trzeba wykorzystać zniżkę, którą dostaliśmy wychodząc;-) poza tym nie wszystko udało nam się wypróbować.

 

16:27, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2018
Jesień 2018

Piękna jest. Trzeba więc korzystać. Staramy się więc, jak tylko możemy.

Noc Naukowców powyżej- impreza, w której co roku staramy się brać udział.

A poniżej październikowy Las Wolski i ZOO- Mąż odzyskał naprawiony aparata i zaszalał- proporcje obiektów fotografowanych są mniej więcej takie- 90% rozmaite roślinki (w tym sporą grupę stanowią żołędzie;-)), jakieś 7% mieszkańcy zoologu oraz ok. 3% ukochana Żona i Najmłodsza Córka;-)

W następnym odcinku będzie o Energylandii.

19:08, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 października 2018
Jeszcze trochę Gór Stołowych

Ech, robię te wpisy niby dla "potomności" i uciechy własnej, ale brak odzewu jednak doskwiera i demotywuje. Czas będzie się pożegnać- bo sama też mam coraz mniej czasu na własne wpisy, na czytanie zaprzyjaźnionych blogów wygospodarowuję co najwyżej czas między pacjentami a i tego czasu jakby ubywa, na pozostawianie śladu mojej bytności u innych w postaci komentarza już w ogóle nie ma ani chwilki.

Ale póki co- to dla potomności i ku pamięci własnej jeszcze kilka fotek w jesiennych Gór Stołowych.

Hmm, znając siebie, to niebawem znowu tu coś wrzucę- ze spaceru w Lasku Wolskim- Mąż dużo żołędzi sfotografował;-), z wyprawy do Energylandii, którą zaplanowaliśmy na jutro, z planowanego na początek listopada wyjazdu w Karkonosze. No i Francja czeka w kolejce na swojego bloga.

Zatem spotkamy się jeszcze...

16:25, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
środa, 10 października 2018
Ostatnie dni wakacji

Uff, jakoś dobrnęłam do końca wakacji- jeszcze tylko dwa dni zostały- jeden spędzony w Dolinie Demianowskiej oraz w parku linowym Tarzania. Okazało się, że Tarzania musiała zmienić miejsce, albowiem w starym wichura połamała drzewa- aż serce bolało, gdy się patrzyło na na powalone stare świerki i sosny, z resztkami po platformach.
Muszę się tu pochwalić swoim wielkim wyczynem- otóż po raz pierwszy dałam się namówić na przejście po linach. I była to dla mnie prawdziwa walka z własną słabością, lękiem wysokości, brakiem zaufania do uprzęży.  W nagrodę dostała od Trusi medal w postaci pamiątkowego kamienia pomalowanego w stosowne wzorki, zaś wcześniej Trusia rysowała dla mnie komiksy motywujące:-) 

W drodze powrotnej z wycieczki do domku "upolowaliśmy" małego kotka-Behemotka, który łaził po jezdni i próbował dać się rozjechać.  Pewnie maluch się komuś zgubił, ewentualnie został wyrzucony. 

Z nami poczuł się doskonale, zjadł chyba więcej niż sam waży, taki był głodny, skorzystał z zaimprowizowanej naprędce kuwety i ułożył się wygodnie na kocyku.

Kotek oczywiście wrócił z nami do Polski- nie mogło być inaczej:-)

Ostatniego dnia wybraliśmy się do Doliny Jańskiej i do jaskini Staniszowskiej.

W dół dla chętnych zjazd na kołobieżkach

I to już koniec tegorocznej Słowacji- jak zdobędę zdjęcie Hery w plecaku i swoje w parku linowym, to jeszcze wstawię- takiego wyczynu nie można przecież nie uwiecznić dla potomności- albowiem kto wie, czy nie był to mój pierwszy i zarazem ostatni raz! Nie wiem, czy raz jeszcze uda mi się przeżyć takie emocje;-)

19:13, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 października 2018
Słowacji ciąg dalszy

Drugi tydzień słowackich wakacji zaczęliśmy od pewnych zmian w ekipie- jedni odjechali, inni dojechali. W związku z koniecznością odbioru przyjeżdżających z dworca autobusowego w Rużomberky w tamtejsze okolice się udaliśmy.

To też już kiedyś było- kilka lat temu. Ale nam nie przeszkadza odwiedzanie znanych miejsc;-)

Wodospad Lucky

Zamek Lukavec



Ciężkie (czasem dosłownie) jest życie ojca dwójki maluchów;-)

Słowacki Raj- to też co roku pozycja obowiązkowa. tym razem jednak trasa była nowa- Piecky. Po drodze trzy wodospady i najdłuższa w tym rejonie pionowa drabinka. Z nowości- zabraliśmy Herę, szkoda nam było ją samą zostawić w domu- jej psi kumpel w pierwszego tygodnia wyjechał już do Krakowa.
Drabinki Hercia pokonywała w plecaku na moich plecach. P. stał się oficjalnym opiekunem i nosicielem Gargusia, Grześkowi trafiło się nosidło z Łucją.

W tym roku jeszcze jedna nowość w Słowacki Raju- część ekipy zdecydowała się na zjazd w dół na wypożyczonym rowerze.

CDN raz jeszcze nastąpi.

19:40, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 października 2018
Słowacja sierpień 2018

Ech, coś się boję, że będą to już jedne z ostatnich wpisów na blogu. Cóż, czasu brakuje, czas blogów powoli przemija, zdjęcia tylko z komórki- nie wiem, ile jeszcze się uda pociągnąć... A jakby nie było,  lada moment stuknie blogaskowi 11 lat! To jednak jest spory kawałek życia- zwłaszcza z punktu widzenia głównej Bohaterki.

Ale póki co, nadrabiam wakacyjne zaległości. Francja chyba doczeka jednak osobnego bloga- zdjęcia już gotowe, zmniejszone, czekają aż znajdę trochę wolnego czasu.
A na razie Słowacja- po raz kolejny- który to już?- powoli tracę rachubę. W przypadku Trusi to będzie chyba 10 lub 11- zaczęła w wieku pięciu miesięcy! I wciąż nie ma dość, nie znudziły jej się te co roku te same krajobrazy, znajome rozrywki. Powoli bakcyla łapią kolejne osoby- parę lat temu wciągnęliśmy do "gangu" naszych przyjaciół, Iju wystartowała, jak miała dwa miesiące, Garguś trochę później, bo w sierpniu tego roku miał pięć:-) A już kolejni chętni ustawiają się w kolejce do wspólnego wyjazdu- jak tak dalej pójdzie, to zaczniemy wynajmować oba domki:)

Kąpiel w fontannie na mikulaskim rynku też jest tradycyjna, a upadek na pupę w celu zamoczenia całego człowieka jak najbardziej zaplanowany.

Pamiętacie podobne zdjęcie z ubiegłego roku?

No jakżeby miało nie być Doliny Zdziarskiej i zjazdu na kołobieżkach! To też uświęcona tradycja:-)

Mały Człowiek i kozy - znowu miejsce znajome, czyli Młyny na Obłazach.

Jak Ojciec z Synem;-)

Baraniec zdobyty:-)

Deszcze też nie był straszny- zawsze można przecież przespacerować się "do koników"

A wieczorem w domku odchodziła produkcja glutków

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi, bo to nie koniec słowackich atrakcji:-)

19:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 września 2018
Nowa miłość

Zakochałam się w Górach Stołowych. Zachwyciły mnie już za pierwszym razem, półtora roku temu. A tydzień temu mój zachwyt tylko się umocnił.

Niby nie powinny być mi nieznane, w dzieciństwie w tych okolicach zdarzało mi się bywać- ale wiadomo, jak jesteśmy dziećmi zachwyca nas co innego.

Góry Stołowe- takie górki trochę dla leniwych albo emerytów- niewysokie, niezbyt strome, zalesione, szlaki nie za długie, łagodne. Ale jakie widoki, jakie przepiękne formy skalne- nic tylko chodzić, odkrywać i podziwiać.

Wybraliśmy się dużą ekipą- cztery rodziny- szóstka dzieciaków, ósemka dorosłych, trzy psy. Wszyscy szczęśliwie zaprzyjaźnieni. Tylko dwa dni, ale na pełny relaks wystarczyło. pogoda- wymarzona- słonecznie, już nie upalnie. Poza wędrówką- pierwszego dnia na Szczeliniec, drugiego na  Błędne Skały od Lisiej Przełęczy, był wspólny obiad w Kudowie (przepyszna pizza!), potem wieczorne posiaduchy w dwóch podgrupach- juniorów i seniorów, wspólne czternastoosobowe śniadanie, na które każdy przyniósł co miał. Udało nam się na jedną noc wynająć cały dom z ogrodem w Polanicy. Ech cudnie było. Już kombinuję, jakby to powtórzyć.

No i te góry przecudne...

Liczę na to, że z Mężowskiej komórki będzie jeszcze kilka ładniejszych zdjęć. Niech ja ją tylko dopadnę...

18:02, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 12 września 2018
Minął sierpień, mija wrzesień

A ja nie mogę znaleźć czasu na bloga. Wraz z początkiem roku szkolnego zaczęła się codzienna gonitwa. Niby tylko jedno dziecko mam na stanie, a do pracy rano wyrobić się nie mogę. Dziecko ma kretyński podział godzin, za co winę oczywiście ponosi "cudowna" reforma szkolnictwa. Szkoła pęka w szwach, gdzieś musi upchnąć siódme i ósme klasy i jeszcze znaleźć miejsce dla pierwszoklasistów. Nie ma szans na sensowne ułożenie podziału godzin. Co prawda w tym roku Trusia najpóźniej zaczyna lekcje o 11.50 lub 10.45, poza tym ma na ósmą, za to kończy w poniedziałek o 16.45, a we wtorek ma osiem godzin, przy czym są to same tzw ważne przedmioty, na ostatniej lekcji mają matematykę.
Powoli układają się zajęcia pozalekcyjne, na szczęście startują w większości od października.

Tradycyjnie Truśka, zdrowa jak rybka w lecie, na początku szkolnego złapała jakąś infekcję, która się w niej od soboty wykluwa, ale wciąż nie wyklarowała się w nic konkretnego.

Na bloga czasu nie mam zupełnie- szkoda, bo chciałam chociaż Francję opisać i kilka zdjęć z tegorocznej Słowacji wrzucić. Powoli jednak wykopuję się z moich pourlopowych zaległości, więc jest szansa, że trochę czasu na to znajdę.

Za to najbliższy weekend planujemy spędzić ze znajomymi w Górach Stołowych- liczę na to, że pogoda nie zawiedzie.

19:20, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 września 2018
Z powrotem w domu

Wszystko co piękne kiedyś musi się skończyć. I nie inaczej jest z wakacjami AD 2018- właśnie przechodzą do historii. Wczoraj wróciliśmy z dwutygodniowej laby na Liptowie. Jak było? Jak zawsze- trochę aktywnie, trochę leniwie, w dużym gronie zaprzyjaźnionych ludzi, które w tym roku podlegało ciągłej rotacji. Były wycieczki w góry, chlapanie w Tatralandii, łażenie po drzewach w nowej Tarzanii (stara o zgrozo została całkowicie zniszczona przez wichurę wraz z drzewami, na których ją zbudowano), grill i wspólne gotowanie, planszówki i filmy wieczorami, podglądania gwiazd przez teleskop. Na koniec bonusik- napatoczył się nam zabłakany kociak, którego Grzesiek uratował przed śmiercią pod kołami samochodu. Kotek-Behemotek został oczywiście przyjęty do rodziny i "przemycony" do Polski.
Wkrótce, mam nadzieję, relacja zdjęciowa. A od jutra powrót do pracowego kieratu oraz początek szóstej klasy- gdyby nie reforma, byłby to ostatni rok Truśki w podstawówce!

20:38, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 sierpnia 2018
Migawki z Francji

Żeby nie było,że tylko mandaty będziemy wspominać...

Dobrych i pięknych wspomnień zdecydowanie jest więcej, niż kosztują mandaty. Mam niedosyt Paryża, chciałabym jeszcze raz do Bretanii. Nie udało mi się sfotografować jednego z najpiękniejszych mostów, jaki do tej pory zobaczyłam, czyli Pont de Normandie w Hawrze, za daleko było do Mont Saint-Michel.

Czyli na kolejne lato znowu Francja?

18:44, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 172
Archiwum