RSS
czwartek, 23 kwietnia 2015
Jodła- chyba ostatni juz odcinek z cyklu W Drzewach;-)

Ponieważ wiosenne drzewa zamawialiśmy na raty- najpierw miały być tylko dwa noclegi w Grabie, potem Truś wpadł na pomysł, że dwa, to za mało i może chociaż jeszcze jeden- połowę nocy przespaliśmy w Grabie, a drugą połowę (też dwie) w Jodle. I dzięki temu poznaliśmy od zewnątrz i od środka wszystkie drzewne domki, zatem możemy uchodzić za ekspertów;-)

W niedzielne wczesne popołudnie przenieśliśmy się zatem z Graba do sąsiedniej Jodły. Nie ma ona tak pięknych tarasów jak Sosna czy Grab, dysponuje tylko dość wąskim balkonem (w planach jest albo powiększenie istniejącego już tarasu albo dobudowanie Jodle wiszącego, podobnego jak w Sośnie- ja optuje sa wiszącym, ale cóż, moje zdanie jednak niezbyt się liczy, zwłaszcza, że podobno te wiszące w zimie hałasują). Nie da się zatem zjeść śniadania we trójkę na tarasie, z podiweczorkiem też trzeba by się ścieśniać, ale leżak postawić można i pogapić się na okolicę. A w środku Jodła jest bardzo wygodna i, jak na drzewne warunki, przestronna. Zaś las z każdego domku wygląda podobnie i ptaki tak samo w nim spiewają, nie ma się więc co zrażać chwilowym brakiem tarasu :-)

Oj, znowu ten tablet!

Jak widać do siedzenia na deskach i dyndania nogami w powietrzu balkon Jodły nadaje się znakomicie;-)

Uff, rehabilitacja- jak widać na załączonym obrazku tablet nie był jedyną rozywką i nie zastąpił Truśće "analogowego" czytania;-)

A to było zdjęcie :na pożegnanie"- ale z Drzewami, bo zrobine tuż przed wyjazdem, gdy z żalem opuszczliśmy domki. Was jeszcze chwilkę pomęczę- co poza czytaniem, graniem na tablecie, jedzeniem, spaniem i leniuchowaniem i zwiedzaniem okolicy robiliśmy w Drzewach.
Ano Truś sadził....drzewa:-) A właściwie siał- jakby mało było drzew w okolicy, zebrał Truś w Janowcu drzewne nasionka i postanowił je zasiać o Pani Małgosi na podwórku. Niestety większość nasionek wypadła przez niezauważoną wczesniej dziurkę w woreczku, ostały się tylko dwa. Truś przeżywal osobistą tragedię, ale P. Małgosia przekonała ją, że z dwóch nasionek wyrosnąć mogą dwa drzewa. Zatem zabrały łopatki i poszły siać.
Najpierw drzewo numer 1:

 i, w innym miejscu, drzewo numer 2:

Plan Truśki był zdaje się taki, że ona te drzewa sobie W Drzewach zasieje, a jak wyrosną, to zbuduje na nich własny drzewny domek- hmm zważywszy na to, że drzewo rośnie długo, my już tego nie zdołamy sprawdzić, a czy Trusiowi się uda...;-)

Poznaliśmy też nowy sposób relaksowania się na miejscu, czyli saunę. Do tej pory nie byłam miłośniczką gotowania swojej osoby, a Truś, po próbie saunowania w Gołebiewskim, był zdecydowanie na nie dla tego typu rozrywki. No ale skoro sauna mieści się w drzewnym domku (w Tuji), to zdecydowałyśmy się spróbować i tak się nam za pierwszym razem spodobało, że nastąpił jeszcze raz drugi. A sauna w Tuji (jak zresztą wszystko w Drzewach) jest piękna, wyłożona podświetlanymi płytkami z soli, z opcją sufitu w gwiazdeczki, piękną muzyką- oj, naprawdę można się zrelaksować. A ochłodzić rozgrzne ciało mozna albo w łazience pod prysznicem albo na tarasie na dachu pod rozgwieżdżonym prawdziwym niebem prześwitującym pomiedzy koronami drzew ( z dodatkową opcją nacierania się śniegiem w zimie- dla odważnych;-)).

I tak oto, w siódmym bodajże odcinku, dotarłam do końca relacji- odcinków okazało się więcej niż dni pobytu- bo tych pełnych dni było raptem trzy- jak się to wszystko w tych trzech dniach zmieściło?

Jeszcze tylko kilka fotek z zewnątrz- cóż, dla mnie Drzewa są piękne- i te,wysokie co prawda, ale jednak dość rachityczne pnie prawdziwych drzew, jak i dopracowane w każdym szczególe domki. Uwielbiam okolicę, przemiłych Właścicieli, popołudniową kawę z domowym ciastem, piknikowe kosze ze śniadaniem, lampy w kształcie dużej kostki, które tak pieknie świecą na podłodze. Gdyby była taka możliwość, to jeździłabym tam co miesiąc- ale ponieważ jej nie ma, bo Nałeczów za daleko od Krakowa, cena pobytu też nie jest "comiesięczna", to na razie postanowiłam wracać chociaż raz na pół roku- poznaliśmy już Drzewa latem, wiosną, teraz czas na jesień. udało się zarezerwować domek dopieri na koniec października, ale wierzę, że jesien będzie piękna i ciepła i załapiemy się na kolorowe liście. A jak nieszczęśliwie będzie zimno i deszczowo, to na cały pobyt zadekujemy się w saunie;-)
A tak na marginesie- bardzo jestem ciekawa, jak to jest w drzewnym domku, gry wieje silny wiatr i leje deszcz- ale "puk puk w niemalowane"- niech tak przypadkiem nie będzie przez wszystkie dni, kiedy my będziemy tam gościć;-)

Od lewej: Grab, Jodła i Sosna.

Prawda, że Sosna najpiękniejsza? "Nasz" pierwszy domek zdecydowanie pozostaje naszym faworytem- chociaż najmniej w nim miejsca. Ale póki Truś jeszcze niezbyt duży, to się mieścimy i jesienią własnie Sosnę mamy zamiar odwiedzić:-)

W Drzewach pięknie i bajkowo jest zwłaszcza nocą, bo każdy domek jest od dołu podświetlony, w trawie i wzdłuż alejek też sa poukrywane nieduże światełka- jest naprawdę magicznie.

A las dookoła jaki jest, każdy widzi;-) I choć nie są to grube dęby ani gęste świerki, to i tak koi zmysły:-)

I to by było na tyle. Pisanie tej relacji pozwoliło mi przez parę wieczorów odetchnąc znowu atmosferą Drzew. Jedźcie, spróbujcie sami- tylko miejcie na względzie, że spontaniczny wyjazd raczej nie wchodzi w grę- domki na weekend trzeba rezerwować z paromiesięcznym wyprzedzeniem.

17:16, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 22 kwietnia 2015
W Grabie

Na deser zostały Drzewa. Są takie miejsca, w których człowiek po prostu chce być i już samo bycie do szczęscia mu wystarczy. Dla mnie Drzewa to właśnie takie miejsce. Wystarczy zdjąć buty, stanąć bosymi nogami na podłodze, usiąść na schodkach albo położyć się na deskach i patrzeć. A jak do tego dodać jeszcze darmowe ptasie koncerty od świtu do wieczora, to następuje pełnia szczęscia. Zapominam o stresach w pracy, uspokaja się gonitwa myśli, przestają mnie dręczyć senne koszmary, a nawet słabnie ochota na słodycze;-) Ale oczywiście podwieczorkom oprzeć się nie zdołałam;-)

Truśka żałowała, że śniadania nie dało się zjeść na tarasie, ale poranki były jednak za zimne. Al w domku też było przyjemnie i nie mniej smacznie.

Za to popołudniowa kawę spokojnie dało się wypić na tarasie:-)

Tarasy w Drzewach to w ogóle fajna rzecz. Chociaż moim numerem jeden wciąż pozostaje podwieszany taras Sosny, to ten na dachu Graba też jest niczego sobie.

Hmm, Truśką z tabletem właściwie nie powinnam się chwalić, ale w Nałęczowie rzeczywiście jakby bardziej się z nim zaprzyjaźniła, ale chociaż na paru zdjęciach siedzi z tabletem, to nie była to jej główna rozrywka.
Bańki mydlane na przykład fajnie się na tarasie puszczało. 



Można też było podglądać ptaki.

Ciąg dalszy jednak nastąpi:-)

21:34, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Odcinek 5 - wciąż W Drzewach

O Matko, ależ się rozrosła ta relacja! Może trzeba było specjalnie dla Drzew założyć nowego bloga?;-) Ale już pomalutku zmierzamy do końca- jeszcze tylko parę zdjęć z muzeum kowalstwa w Wieży Ariańskiej w Wojciechowie i, na deser, z tysiąc zdjęć z samych Drzew;-)

Zatem Wojciechów- byliśmy tam w lipcu w trakcie naszej poprzedniej wizyty, ale z powodu remontu nie udało się zwiedzić muzeum. Tym razem obawialiśmy się, że może być podobnie, bo chociaż internet i przewodniki podawały, że jest czynne codziennie, to na tablicy informacyjnej na miejscu przeczytaliśmy, że w niedzielę jednak nie, a właśnie była niedziela. A tu niespodzianka, w więzy był jakiś pan, który pozwolił nam pooglądać kowalskie narzędzi i efekty pracy miejscowych kowali- artystów i zobaczyć sobie, jak sama wieża wyglądać w środku.

Tego dnia w planach był jeszcze mini-skansen, czyli zagroda w Wojciechowie ze starą kuźnią, ale tym razem spotkało nas rozczarowanie- chociaż na wszystkich dostępnych materiałach łącznie z tablicą na miejscu była informacja, żę w terminie, kiedy się tam znaleźliśmy zagroda powinna działać, to niestety zamknięte było na głucho i nikt nie reagował na nasze dzwonki ( nie liczą ujadających psów).
Na pocieszenie pojechaliśmy do zapoznanego w lipcu Patataja na przepyszny obiadek- desery też sobie nie odmówiliśmy, chociaż wiedzieliśmy, że w drzewnym domku będzie na nas czekało pyszne świeże ciasto na podwieczorek- ale mus chałwowy i mrożony nugat z malinowym sosem brzmiały tak pysznie- i takie zresztą były ;-)

Zatem do jutra- mam nadzieję, że jutro nastąpi dalszy, ostatni już odcinek relacji z trzydniowego pobytu w Nałęczowie.

15:52, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Janowiec- czyli Drzew odcinek 4

Tak naprawdę powinien to być odcinek pierwszy albo co najwyżej drugi, bo w Janowcu byliśmy w sobotę. Pogoda nas rozpieszczała w tym dniu, było ciepło, słonecznie- idealnie po prostu. Nie udało nam się niestety przepłynąć promem przez Wisłę, albowiem przed sezonem promy nie pływały i trzeba było dotrzeć tam konwencjonalnie czyli mostem, Ale na miejscu było tak pięknie, pusto, cicho, ruiny zamku przepiękne, mały park zapraszał na mały piknik, a szlachecki dworek w parku też wart był odwiedzenia. Nie spieszyliśmy się zatem, rozkoszowaliśmy się miejscem i chwilą.

21:35, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 kwietnia 2015
Nałęczowskie rozrywki- Drzewa odcinek 3

Ha, ciągle trzymam was w niepewności, jak było w samych Drzewach i serwuję zastępniki i okólniki;-) Ale i na drzewne domki się doczekacie- sama czekam niecierpliwie i może, żeby przedłużyć sobie przyjemność, relację z punktu zero zostawiam na koniec;-)

A na na razie kilka fotek a Nałęczowa i najbliższej okolicy. Muszę się przyznać do pewnej słabości- jednej z moich wielu- bardzo lubię staroświecką atmosferę uzdrowisk, ten wolniej płynący tu czas, pijalnie wód mineralnych- relikt z dawnej epoki, parki zdrojowe z dostojnie kroczącymi spacerowiczami, sadzawkami, wiewiórkami, architekturę dawnych sanatoriów i cała specyficzną atmosferę tych miejsc. Zatem już sam spacer po Nałęczowskim Parku Zdrojowym i przechadzka lessowym wąwozem są dla mnie wystarczające, żeby się odprężyć i oderwać od nieustannie towarzyszących mi na co dzień pośpiechu i gonitwy myśli.
A Truś? A Truś jeszcze jest w tym wieku, że karmienie kaczek, bieganie po parkowych alejkach i próbowanie każdego rodzaju wody mineralnej uważa za warte zachodu. A jeśli jeszcze po drodze natrafi na fajny plac zabaw, to jej wystarczy do szczęścia. Niestety, ma świadomość, że powoli jej entuzjazm do takich prostych rozrywek zmaleje a nawet na czas jakiś zaniknie:(

13:59, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 kwietnia 2015
Krótka wizyta w Kazimierzu, czyli Drzewa odcinek 2

Po Gołębiu planowany był Kazimierz. Niestety nawałnica spowodowała znaczny spadek temperatury- nie dość, że zrobiło się zimno, to wciąż wiał lodowaty, choć już nie tak silny wiatr. Zatem Kazimierz został potraktowany, ku mojemu wielkiemu ubolewaniu, po macoszemu. Tylko obiad na rozgrzanie (niestety jego ciepło nie starczyło na dłużej:() i szybki spacer po Rynku. A tyle sobie obiecywałam- w lecie Kazimierz mnie zachwycił, wiosną był jeszcze piękniejszy, bo praktycznie pusty i, gdyby nie to zimno, dałoby się powłóczyć i pogapić w spokoju. Mea culpa- pakowałam nas w piątek, gdy temperatury sięgały 20 stopni i nie zabrałam wystarczającej ilości ciepłych ciuchów- a w poniedziałek nie pogardzilibyśmy ciepłą czapką, szalikiem, a nawet rękawiczkami i zimową kurtką. Zatem pusty Kazimierz tez zostawiamy na zaś- może na jesień lub przyszłą wiosnę (bo jeszcze nie wiecie, że w planach mamy kolejną wizytę W Drzewach, pod koniec października i za rok- jak widać bardzo nam tam dobrze:))

A zatem krótko w prawie bezludnym Kazimierzu:

Kazimierski kogucik w wersji makro:

i w wersji konsumpcyjnej;-)

I tyle z tego uroczego miasteczka- a przecież więcej w nim pięknych miejsc i obiektów- choćby cudowne spichlerze, ruiny zamku, kościół reformatów czy wąwozy- będą na potem.

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi- w końcu wciąż przed wami główny cel wyjazdu, czyli wspaniałe domki na drzewach:-)

09:28, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 kwietnia 2015
Relacja z wiosennych Drzew- odcinek 1. Gołąb.

Jak było? A jak być miało- cudnie. Nie wiem, czy to miejsce działa tak na każdego, ale mi pozwala się zresetować, oderwać od rzeczywistości i naładować akumulatory. Czas płynie tu jakby wolniej, śpi się lepiej. Mogłabym po prostu siedzieć na tarasie, bosymi stopami dotykać desek, wgapiać się w drzewa i słuchać ptaków. No, może jeszcze trochę poczytać i wypić dobrą kawę. Aha, i jeszcze pogrzać się w saunie wieczorkiem. I pograć w Carcassone albo scrable. I wystarczy.

Ale ponieważ z naturą się nie wygra i gdzieś tam w czeluściach duszy kołacze, że wypadałoby się ruszyć i coś nowego zobaczyć, skoro już tyle kilometrów przejechaliśmy, żeby się tu dostać, no to wyruszaliśmy. Ale bez niepotrzebnej spinki czy pośpiechu, po godziwej porcji snu i dobrym śniadaniu z wiklinowego koszyczka.

I tak oto (niechronologicznie będzie, ale co tam) w poniedziałek dotarliśmy do Gołębia. Gołąb, nieduża wieś za Puławami, szczyci się pierwszym w Polsce Domkiem Loretańskim i pięknym renesansowym kościołem, ale nie one były naszym cele, tylko Muzeum Nietypowych Rowerów. Prowadzone przez prawdziwego pasjonata i gawędziarza jest wielką frajdą nie tylko dla małych, duzi też dobrze się bawili, wypróbowując kolejne modele rowerów, wymyślonych i stworzonych przez Pana Józefa Majewskiego.

Trochę mniejszy bicykl- wcale się na nim łatwo nie jeździ:

Rower z "pedałem" mimośrodowym

Hulajnoga z napędem wahadłowym

Hulajnoga

Właściciel potrafił nawet zrobić na niej jaskółkę

Truśka też próbowała

Był też tandem

i bardzo fajny składaczek- ten wyjątkowo nie został zbudowany przez Pana Majewskiego, ale zakupiony Anglii

Rower towarowy, który posłużył do przewozu Strusia (jej mamy też, ale tego na zdjęciu nie będzie;-))

Tzw rower galopujący (albo anglezujący) z mimośrodowym kołem

Stepper kołowy;-) Oj nawet utrzymanie równowagi proste nie było

Ten rower poziomy też sprawiał trudności

I z tym łatwo nie było, zwłaszcza, że kierownicę miał w bardzo nietypowym miejscu z tyłu pod siodełkiem

No i na koniec- Truśka-  cykloakrobatka

Były jeszcze inne rowery i inne atrakcje, ale jak chcecie je poznać, to pakujcie się i jedźcie do Gołębia.

Po rowerach miał być spacerek i zwiedzanie kościółka i Domku Loretańskiego, jednak nawałnica z lodowatym deszczem i wietrzyskiem unieruchomiła nas w samochodzie, zatem fasadę kościoła i domek podziwialiśmy przez szybki.

Ale nic straconego, zostaną na zaś;-)

Oczywiście ciąg dalszy relacji wkrótce nastąpi, będą inne piękne miejsca i oczywiście najpiękniejsze Drzewa:-)

22:32, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 kwietnia 2015
Już jutro Drzewa:)))

Cieszę się na ten wyjazd jak dziecko. Nawet czuję takie przyjemne łaskotanie w brzuchu, jakby mi się w nim motyle zaległy;-) Czyżbym się zakochała W Drzewach? Pewnie tak, w końcu wiosna, a w nich nie da się nie zakochać.
Jutro jedziemy- na całe cztery noce i trzy dni:))))

15:52, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
środa, 08 kwietnia 2015
Ku pamięci Wielkanoc 2015- część 2

Koszyczki gotowe, można wyruszyć do kościoła:

Od lat w podobnym gronie, chociaż w tym roku nieco powiększonym, od lat też z tego samego miejsca startujemy do kościoła ze święconką:

W niedzielny poranek przykicał też zajączek z upominkami- w tym roku aura była dla niego łaskawa i nie musiał włamywać się na werandę, mógł porozkładać paczuszki w ogródku. A dziewczynki biegały i zbierały, udając (chyba?), że wciąż w wielkanocnego zająca wierzą i dziwując się, jak też on zdołał wdrapać się na drzwo, żeby zawiesić tam prezent. One jeszcze nie zawsze dosięgały.

A poza tym? A poza tym było po prostu rodzinnie:

Nawet najmłodsi załapali się na zdjęcia;-)

18:26, dsmiatek
Link Komentarze (8) »
wtorek, 07 kwietnia 2015
Wielkanoc 2015 fotoodcinek 1

W domu zaroiło się od królików- skąd one się właściwie wzięły? Poniżej tylko kilku reprezentantów:

Baby wyrobione czułą mężowską ręką wyrosły pięknie:

Smakowały co najmniej tak dobrze, jak wyglądały:-)
A i mazurki dorównywały im urodą i smakiem:

Jajka też się cudnie malowały w babskim gronie:-)

CDN :-) 

21:05, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 139