RSS
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Letnie słodkości;-)

Niech mówią zdjęcia;-)

Śpiące maluszki- najpiękniejszy widok na świecie:-)

Na "trzeźwo" też mogą być słodkie - aż chce się schrupać:-)

Ponieważ jednak nie jestem dzieciożerną Babą Jagą z bajki o Jasiu i Małgosi, przyrządziłam sobie inny letni słodycz i zapodałam go sobie w równie słodkim kubeczku:

Banany, gruszki, odrobina szpinaku oraz trochę mleka- nie potrzebuje nawet grama dodatkowego cukru. Dzieciakom zamroziłam to samo w pojemniczkach do lodów- chociaż Trusia trochę się krzywiła na zielone. Mam nadzieję, że jak spróbuje, to się przestanie dąsać.

09:26, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 czerwca 2018
Podwójne urodziny

Członków najbliższej rodziny nam przybywa, a wraz z nimi rośnie liczba dni, kiedy coś świętujemy. Czasem zaczyna brakować czasu na celebrowanie tych wszystkich uroczystości.

Iju swoje ma właśnie dzisiaj, Ciech urodził się w dziań Dziecka.  Poszliśmy na kompromis i tydzień temu odbyła się wspólna impreza urodzinowa. Ponieważ oboje bardzo się lubią, to chyba żadne nie miało nic przeciwko temu, żeby świętować wspólnie. Ale tort każdy miał swój:-)

Tort Łucji miał być koniecznie z "hakuną matatą"- no to był, ale nie domowej produkcji.

Ciech nie zgłaszał żadnych preferencji, więc dostał mu się tort sezonowy- z truskawkami i bitą śmietaną.

Tort Ciecha, mimo, że nie tak piękny, zniknął niemal natychmiast. Ledwie uratowałam kawałek dla Truśki, która aktualnie przeżywa wysyp rozmaitych koleżeńskich imprez i zdarza się, że musi wybierać, którą "zaszczyci" swoją obecnością;-)

Dwójka Solenizantów- Łucja, wciąż częściej zwana Iju- od dzisiaj lat trzy!
Wojciech, czasem jeszcze nazywany Ciechem- lat trzy plus dwadzieścia:-)

Jak ja ich wszystkich kocham:-) Udali mi się:-)

16:40, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Lato nie odpuszcza

Nie wiem, jak wam, ale mi upały dają się we znaki i powoli zaczynam marzyć o zimie. Na ochłodę nie pomagają nawet kąpiele w fontannie ni zimny prysznic, kilogramy lodów ani domowe wiatraczki. (Za to lody pomagają na dodatkowe kilogramy wagi i centymetry w obwodzie.) Chyba trzeba będzie poważnie rozważyć założenie klimatyzacji w domu...

Z tego nadmiaru słońca i upału przegapiłam większość smoków na Smoczek Paradzie tydzień temu i zapomniałam im fotki pstryknąć. Tylko te dwa dmuchane zdążyły mi zapozować:

W Dzień Dziecka Iju załapała się na przetestowanie specjalnie na tą okoliczność skomponowanego jednorożcowego cupcake'a z tęczowym kremem- nawet na facebookowej stronie Cupcake Corner z tej okazji wystąpiła;-)

Truśka na jednorożca się nie załapała, musiała się zadowolić zwykłym cupcake'iem

A mały Gargulec jeszcze na babeczki za mały;-) Za to pucki i fałdki w takim tempie mu przybywają, jakby samymi słodyczami się żywił;-)

Gargulec, proszę państwa, prawie dwa i pół miesiąca już osiągnął. I powoli opanowuje sztukę uśmiechania się do świata:-)

Na koniec ostatnie zdjęcie mnie- miało być takie, żeby nie było widać, ile porcji lodów już tego lata pochłonęłam;-)

15:44, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 czerwca 2018
Właściwie już lato

Wiosna jest u nas od jakiegoś czasu wyjątkowo krótka. Człowiek nie zdąży się jeszcze przestawić na lżejsze kurtki  i półbuty,  a już musi wydobywać letnie sukienki i sandały. Zdaje się, że co najmniej od majowego weekendu mamy lato.

A jak lato- to lody i kąpiele w fontannie. Z tego się chyba nie wyrasta.

Ostatnio jadąc do miasta zabieramy ubranie na zmianę- tak na wszelki wypadek.
Jak widać młodsze pokolenie tez już się wciągnęło- i to całkiem bez udziału osób trzecich :-)

17:41, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 03 czerwca 2018
Zaległe urodzino-imieniny

Z Truśką niczego nie da się ominąć. Urodziny miała na feriach i jakoś tak wyszło, że imprezy koleżeńskiej nie udało się zorganizować. Wydawało się, że w nawale majowych atrakcji (długi weekend, zielona szkoła, warszawska komunia) imieninowa imprezka nas cichcem ominie. Ale nie, Dziecko pamiętało, dopilnowało i swego dopięło- 10 dziewczynek bawiło się przednio- znowu w Muzeum na Wawrzyńca, ale oczywiście z innymi atrakcjami.

Najpierw była molekularna kuchnia i samodzielne robienie kawioru z rozmaitych niezdrowych napitków- Coli, Fanty czy Sprite- na dodatek niektórych dodatkowo barwionych, żeby było kolorowo.

Chyba się wszystkim podobało. Potem chwila na zjedzenie produkcji własnej oraz innych mniej lub bardziej niezdrowych imprezowych "pyszności", bez których żadne urodziny/imieniny obyć się nie mogą. I dalsza zabawa- tym razem w interaktywnych salach Muzeum (zdjęć brak, za bardzo absorbowało mnie pilnowanie rozpełzającej się trzódki). Na koniec jeszcze chwilka na muzealnym placyku zabaw:

I wreszcie zapakowaliśmy towarzystwo do samochodów i rozwieźliśmy po domach.

Uff, na pół roku mamy spokój- kolejna impreza zapewne na Halloween- chyba nie ma co liczyć na to, że Truśka nam tą "przyjemność" odpuści;-)

Tymczasem już za momencik wakacje. Strasznie szybko zleciało...

20:23, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 maja 2018
Postaram się poprawić

Nie,  obiecać regularnych częstych wpisów chyba jednak nie mogę. Ale postaram się chociaż nadrobić bieżące zaległości.

Żeby było chronologicznie- wydarzenie sprzed dwóch tygodni, czyli komunia znanego niektórym z was Tadzinka.  Tak, dla mnie też to jest wielkim zaskoczeniem, że on już do komunijnego wieku dorósł. Znowu była okazja do spotkania w Warszawie, Trusia mogła się nagadać ze swoją jedyną (tak twierdzi) Przyjaciółką.

Pokomunijne drugie śniadanie w tym samym miejscu, gdzie przed rokiem świętowaliśmy podobną uroczystość Mili- przez rok trochę się tu zmieniło, powstała Żywa Kuchnia.

Podczas gdy dorośli delektowali się sałatkami, humusami i przepysznymi sosami, dzieciaki wcinały belgijskie naleśniki z cukrem i cynamonem- "najpyszniejsze, jakie kiedykolwiek jadłam"- to cytat z Trusi.

Szkoda, że Żywa Kuchnia jest w Warszawie, a nie w Krakowie, bo bardzo to miejsce polubiłam. Dzieciakom  też jest tu dobrze. A taką luźną formę przyjęcia lubię chyba najbardziej. Maryś- jesteś mistrzynią w wynajdywaniu fajnych miejscówek  i organizowaniu pierwszokomunijnych przyjęć;-)

Dzieci się raczej nie nudziły- miały przygotowane- bardzo zresztą ładne- kolorowanki:

Dziewczyny grały w klasy czy coś podobnego

Chłopcy rozłożyli się z Tadziowymi prezentami w innym kącie

Pierwszokomunista tak się zachwycił jednym z prezentów, że natychmiast zmienił nań swoje odświętne ubranko:

Deser zjedliśmy wszyscy na dworze

Dziewczynom udało się przejąć miskę z resztkami bitej śmietany

Widać, że impreza się udała:-)

A jak już jesteśmy w warszawskim tematach, to się pochwalę moim niezwykłym "bohaterstwem". Otóż wczoraj też byłam w stolicy, tym razem na konferencji związanej z moją pracą. Ponieważ po wykładach miałyśmy jeszcze trochę czasu do godziny odjazdu pociągu, to udałyśmy się z koleżanką dziarskim krokiem w kierunku Mysiej oraz sławnego domu Vitkac. Obawiałam się, że zabraknie nam odwagi, by przekroczyć owe snobistyczne progi- gdzieżbym tam ja w moich sieciówkowych ubrankach do świątyni wielkich modowych nazwisk zaglądnąć śmiała? Ale Ewcia taką miała ochotę (a i ubranko nieco bardziej markowe;-)), żeby tam zajść, ze spięłam się w sobie i weszłyśmy. A w środku musiałam się powstrzymywać przed omdleniem ze śmiechu- słabo oświetlone pomieszczenia, jakieś wydziwiane szmaty rzadko i byle jak rozmieszczone na wieszakach, snujący się personel w powyciąganych podkoszulkach no i te CENY- odważyłyśmy się spytać tylko o cenę jednej niewielkiej torebusi- 6 tysięcy- ale przynajmniej była ładna. Trochę mniej mi było do śmiechu, gdy w innym salonie (gdzie Ewcia zapragnęła koniecznie poznać zapach wychwalonych pod niebiosa perfum z odwiedzanego przez nią regularnie perfumiarskiego bloga) klientka właśnie realizowała rachunek na 9 tysięcy- nie wiem, co kupiła, albowiem zakup był właśnie pakowany na prezent! Za to obuwie, bodajże Balenciagi, zdecydowanie poprawiło mi nastrój- tak paskudnego czegoś chyba jeszcze nie widziałam. Na wszelki wypadek- żeby nie popaść w kompletne osłupienie- nie interesowałam się już ceną tego koszmaru. Ale jestem przekonana, że na pewno jakaś celebrytka się tym wytworem zainteresuje i niebawem w którejś plotkarskiej gazetce ujrzę zdjęcie osoby w gigantycznych różowych "crocsach" na wielkiej platformie, z barokowymi ozdobami (ja takie gazetki namiętnie na dyżurach przeglądam- i to jest rzecz, której pewnie do tej pory o mnie nie wiedzieliście).
Za to na Mysiej 3 spotkałam moje ukochane laleczki Muc Muc, cudne plecione torby z jamnikami- jeden nawet Hercię bardzo  przypominał i okropnie żałuję, że sobie tej torby nie kupiłam (ale też   tania nie była, chociaż w porównaniu z poprzednim przybytkiem, to właściwie nic nie kosztowała). Truśce w prezencie cudną przypinkę ze słonikiem orzechowcem (to taki nasz rodzimy robal z ryjkiem jest)  Marceliny Jarnuszkiewicz przywiozłam- o takim: http://cloudmine.pl/produkt/pin-slonik-orzechowiec-czerwony/
Przecudne są te piny- jeszcze mi się co najmniej złotook marzy, tym bardziej, że złotooki często u nas w mieszkaniu bywają.

W kolejnym wpisie będzie o Truśkowej osobistej imprezce.

16:36, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 maja 2018
Znowu się opuszczam

No niestety, znowu opuszczam się w pisaniu na bieżąco. Ale tak trudno jest systematycznie prowadzić bloga nastoletniego dziecka... Ostatnio osobisty Mąż mój stwierdził, gdy się skarżyłam, że nie bardzo mam o czym pisać, że właściwie niesprawiedliwie pod tym względem traktujemy starsze dzieci. Jak są malutkie, to zachwycamy się każdym słowem i nową umiejętnością i dzielimy się tym codziennie. A jak są starsze, to narzekamy, że nie mamy o czym pisać, bo właściwie nic się nie dzieje. A przecież starszakom też przydarzają się ciekawe rzeczy, też uczą się nowości, też potrafią zaskoczyć wypowiedzią czy nową umiejętnością. Ale, że są to zdarzenia znacznie bardziej skomplikowane, to nie umiemy ubrać ich w odpowiednie słowa i w związku z tym nie potrafimy się nimi podzielić.
Myślę sobie, że ma rację ten mój Mąż. Powinnam popracować nad sobą i nauczyć się zachwycać swoim jedenastoletnim Skarbem- bo że skarb jest to wielki, o tym przekonuję się każdego dnia.
Choćby wczoraj- wreszcie udało nam się wspólnie obejrzeć Coco- na koniec płakałam jak bóbr, a moja Ukochana Dziewczynka pocieszała mnie jakbym była dzieckiem. Zresztą- ona ostrzegała mnie, że film jest smutny, przewidywała, że to się tak może skończyć- chociaż ja przecież niezwykle rzadko płaczę., kiedy oglądam z nią jakiś film.

Parę dni temu wciągnęła mnie w filozoficzną dyskusję na temat teraźniejszości- czy w ogóle coś takiego jak teraźniejszość istnieje. Bo przecież teraz trwa niezwykle krótko, mgnienie- zaraz staje się przeszłością.

No dobra, to postaram się poprawić i wrzucić w najbliższym czasie zdjęcia z pewnej uroczystości w Warszawie:-)

16:03, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2018
Nasza majówka

Wyjątkowo długi był tegoroczny majówkowy weekend, czy raczej week;-) Niestety, nie każdy mógł sobie wygospodarować aż tyle wolnego, Nam udało się wyrwać na cztery dni w Beskidy. Wynajęliśmy domek na końcu świata, a przynajmniej na końcu Polski. Szóstka dorosłych, czwórka dzieci i trzy psy- bardzo fajna kompania:-)

Trochę poleniuchowaliśmy- bo jak tu nie leniuchować, jak ma się do dyspozycji duży taras z leżakami i fotelem bujanym, a tarasu takli widok:

Odwiedziliśmy zabytkową cerkiewkę w naszej wsi, a nawet byliśmy w niej na niedzielnej mszy:

Przespacerowaliśmy się do okopów konfederackich:

Udaliśmy się tropem mineralnych źródeł i mofet, rozwiązując kolejne zadania questu:

Powyżej jeden z "naszych" psów

a poniżej bąbelkujące źródełko

Źródełko Miłości:

Była też bardziej ambitna wyprawa w góry, ale nie chciało mi się tam robić zdjęć komórką, zaś aparatu nie mieliśmy.

No i komercyjne rozrywki w postaci parku linowego- coś się Truska rozmiłowała w tego typu atrakcjach:

Fajnie było do tego stopnia, że zaraz umówiliśmy się na kolejny długi weekend majowo/czerwcowy. I już już "witałam się z gąską", już miałam upatrzony i wstępnie zarezerwowany domek, już planowałam, wycieczki, gdy przypomniałam sobie, że  ten właśnie weekend zawiera się w czasie, kiedy to zobowiązaliśmy się zaopiekować Pawłową Zmorą, na czas jego wyjazdu na wakacje. No i prysła banieczka mydlana, plany się rozleciały- opieka nad Zmora to jednak wyzwanie, któremu wolimy stawiać czoła na miejscu w Krakowie.

Ale nic to, wykorzystamy pomysł na wspólny wyjazd jesienią.

20:11, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 maja 2018
Nadganiam zaległości

Mam nadzieję, że zła passa przedmajówkowego tygodnia już za nami, a przed nami same radości. za nami też radości wiele, albowiem wiosna na dobre się rozgościła, a nawet czasem udaje lato, zatem korzystamy z okazji, żeby wyjść w plener.

Ale zanim w plener dalszy się udamy, jeszcze ku pamięci:

Było absolutnie fantastycznie, pięknie i już nie możemy się doczekać kolejnej wizyty Cirque du Soleil w Polsce- a to ma nastąpić, jeśli wierzyć zapowiedziom w trakcie kwietniowego przedstawienia- już na początku marca 2019!

Plener bliższy, czyli podkrakowskie dolinki- pięknie tam o tej porze roku;

W Ojcowie uświadomiłam sobie, że właśnie mijają dwa lata, odkąd do naszej rodziny dołączyła Hera. Herciu- cudownie, że jesteś z nami:-)

Mały Gargulczyk w międzyczasie wyrósł z wieku noworodkowego i stał się pełnoprawnym niemowlaczkiem:

Tu jeszcze niespełna trzytygodniowy noworodek w zaprojektowanym i wykonanym przez Trusię wózku zastępczym:

Jakby ktoś był ciekawy, to to czarne, co zwisa z trzepaczki jest pomysłem na zastąpienie matczynej piersi- na razie to tylko prototyp, jeszcze nie testowany na żywym organizmie, ale być może z czasem ulegnie ulepszeniu;-)

Tu już odrobinę starszy Gargulczyk, prawie pełnomiesięczny:

I-  ta dam- Gargulec niemowlaczek:-)

No i jeszcze moje dwie ukochane dziewczyny- żeby nie były zazdrosne o małego mężczyznę.

Iju wyszykowana do teatru:

i na zasłużonych lodach w kolorowych rożkach po przedstawieniu:

Zupełnie przypadkowo dobrały rożki do koloru ubrania;-)

Tym sposobem mogę zacząć relacjonować majówkę i wreszcie wyjść na prostą. Ale o majówce będzie w kolejnym pisie.

19:58, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 kwietnia 2018
Nie chwal dnia...

Taaak, nie należy się głośno chwalić, że życie z samych (pozornie oczywiście) przyjemności się składa. Jak tylko coś takie napiszesz, to od razu los płata niemiłego figla. Miał być lajtowy tydzień, bez dyżuru i innych dodatkowych obowiązków. Ale zrobiło się mniej lajtowo.

Mam nadzieję, że przetrwamy do jutrzejszego popołudnia, wszystko będzie OK i ze spokojnym sercem w sobotę wyjedziemy na czterodniowy weekend w pobliskie górki.

18:39, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 171
Archiwum