RSS
czwartek, 13 grudnia 2018
Grudzień

No cóż, ostatnie notki dotyczą jakby początku listopada, a tu już grudzień w połowie. Co prawda coś tam trafiło do "Paryża i Bretanii"- jak ktoś przyuważył, to przeczytał, a właściwie pooglądał obrazki. Tymczasem w grudniu za nami już kalendarze adwentowe (tzn za mną, bo je zrobiłam dla Trusi i Iju, szczęśliwie Garguś jeszcze na kalendarz za mały, Truśka jakoś nie chce wyrosnąć z tego zwyczaju, przynajmniej nie w tym roku), Barbórka- a przypominam Barbary mamy dwie, jarmark adwentowy w Pradze i jeszcze P. wizyta służbowa w Wietnamie- trzy dni tylko na miejscu, ale zawsze Azję już drugi raz zaliczył- wcześniej był w Singapurze chyba, czy czymś innym na S, teraz w dawnym Sajgonie.

W domu pomalutku robi się świątecznie, wyciągam ciemnozielone i czerwone poszewki na poduchy, kapy na łózka i zasłonki, obwieszam co się da światełkami. Pierwsza partia pierniczków upieczona, więc ładnie nam pachnie. Reszta ciasta dojrzewa w lodówce, czekana wywiezienie do Nałęczowa i wspólne pierniczkowanie z Fraszkami- to już za dwa dni:-)

Relacja z Pragi mam nadzieję jeszcze w tym tygodni- oby tylko udało mi się zdjęcia z komórek zgrać- P. co prawda odzyskał swój naprawiony aparat, ale strategicznie zapomniał go zabrać na jarmark. Zatem zdjęcia znowu komórkowe:-(

Trudno- Truśki na nich mało, bo ostatnio nie lubi się fotografować i foszy, gdy się w nią obiektyw wyceluje, więc jak nawet uda się ją ująć, to wygląda jak purchla!

18:50, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 listopada 2018
Zamek Czocha w drodze powrotnej

Trochę trzeba było tej drogi nadłożyć, albowiem zamek Czocha już całkiem niedaleko niemieckiej granicy się znajduje, ale teraz przynajmniej wiemy, gdzie go lokalizować. Przy okazji był to rekonesans przed wyborem zamku na kolejną Szkołę Czarodziejów- w tym zamku na Dolnym Śląsku tez się takowe szkoły odbywają.

Nie wiem czy to listopadowa aura czy też obiektywna rzeczywistość, ale zamczysko wydało mi się dość surowe i ponure.

I tym oto sposobem zakończyłam relację z pierwszego listopadowego weekendu. A tu już grudzień depcze nam po piętach- trzeba się sprężyć z kalendarzami adwentowymi- Trusia oczywiście nie odpuszcza w tej kwestii- chociaż latek ma już bardziej 12 niż 11 to tradycyjny kalendarz musi być. W ubiegłym roku do grona wielbicielek tego adwentowego zwyczaju dołączyła Iju. Dobrze, że Garguś jeszcze mały i  nie muszę robić trzeciego. Ale to się szybko zmieni- jedyna nadzieja w tym, że Trusia poczuje się zbyt dorosła;-)

17:03, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 listopada 2018
Tajemnicza Świątynia Wang

Mgła i zapadający przedwcześnie zmierzch- w takiej scenerii zwiedzaliśmy nordycką świątynię Wang.

Dokładnie taki widok jak powyżej ukazał nam się, gdy wyszliśmy z leśnej drogi prowadzącej z parkingu do świątyni. Sceneria jak najbardziej na czasie- w końcu byliśmy tam w okresie okołohalloweenowym;-)

 

Jeszcze mroczniej zrobiło się, gdy wracaliśmy z powrotem na parking- kościół co prawda jest oświetlony, ale alejka w lesie niekoniecznie- Truśka, chociaż już dość duża, z niepokojem zerkała w stronę drzew...

A że był to dzień urodzin mojej Mamy, to w ramach obiadu trochę poświętowaliśmy- tort ze świeczką dostała Mama w prezencie od przemiłego Pana Kelnera:-)

 

17:18, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 21 listopada 2018
Sudety- Wodospad Szklarki i Chybotek

Drugie dnia góry i ich podnóże spowite były we mgle, co jeszcze bardziej kusiło, żeby sobie w domku powysiadywać, ale byliśmy twardzi. 79 urodziny mojej Mamy- wyjazd był naszym, prezentem  urodzinowym dla niej- uczciliśmy spacerem najpierw do wodospadu Szklarki i pod Chybotka, a potem wizytą w Karpaczu.

Rzadka ostatnio sposobność przytulenia swojego Najmłodszego Dziecka- ale staram się, próbuję- czasem się uda.

Mnóstwo drzew połamały ostatnie wichury:-(

Chybotek- bo się kiwa ta górna skała- ale jakoś nie spadła póki co nikomu na głowę.

"Grób" legendarnego Ducha Gór

21:21, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Sentymentalnie

Ech, wlazłam sobie na naszego pierwszego wakacyjnego bloga z Chrowacji z 2008r.- Truś taki dzidziusieczek, w chuście, prawie łysiutki z loczkiem z tyłu jak mała kaczuszka, przytuaśny- nie taki kolczaty i nafuczony jak dzisiaj. Ja młodsza o 10 lat i chdsza o 10 kilo- a wtedy wydawalo mi się, że jestem za gruba! Bunia jeszcze blondynka- dziś rudzielec, z dwójką własnych dzieci, Iju już jest starsza niż wtedy była Trusia. P. tez chyba szczuplejszy, na pewno mniej szpakowaty;-) Paweł z dredami. Ciech długo i jasnowłosy...

Aż mi się łezka w oku zakręciła.

Piękny to był czas... Dobrze, że można go chociaż powspominać, skoro wrócić się nijak nie da:-(

18:58, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 listopada 2018
Sudety - Wodospad Kamieńczyka

Oj, coś ostatnio niezwykle aktywna jestem na blogu, a to źle na przyszłość wróży, bo jak mi się tematy wyczerpią, to o czym ja będę pisać. Tym bardziej, że coraz rzadziej piszę o tzw szarej codzienności, częściej o bardziej spektakularnych wydarzeniach.
Chociaż tych drugich chyba nam w najbliższym czasie nie zabraknie, albowiem już jutro chrzest Gargusia, potem czeka nas Jarmark Adwentowy w Pradze, pierczkowanie W Drzewach, Święta, Sylwester i zaraz narty- tradycyjnie w Dolomitach.

Ale póki co jeszcze Sudety. Nie samym pięknym miejscem noclegowym człowiek żyje, trzeba jeszcze gdzieś się z niego ruszyć, chociaż chętnie człek by na czterech literach na wygodnej pufie lub hamakowej siatce posiedział a dobrą książką i kawą lub herbatą w pobliżu.

Pierwszy spacerek odbyliśmy do wodospadu Kamieńczyka - na bardziej górskie wycieczki nie mogliśmy sobie pozwolić, gdyż towarzyszyła nam moja Mama, która co prawda jest dzielnym piechurem, ale nie należało jej narażać na nadmierne wyczerpanie.

Herka też jest dzielnym piechurem, ale nie potrafi chodzić po podłożu w formie metalowej kratownicy, więc trzeba ją  było przenieść- to też niełatwe, bo Herka nie cierpi, jak ją noszą, poza tym swoje waży.

10:20, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 14 listopada 2018
Kolejne miejsce zaczarowane

Podzielę się z Wami moim najnowszym odkryciem, które przetestowaliśmy w pierwszy weekend listopada. Tak mnie naszło jakoś, żeby wyjechać gdzieś, gdzie się pięknie mieszka i odpocząć trochę od Krakowa. A ponieważ wybrana miejscówka niestety trochę jest daleko od nas, potrzebne było więcej wolnych dni. Padło na okolicę dnia Wszystkich Świętych- trochę nietypowo, ale spoko, bliskich na cmentarzu zdążyliśmy też odwiedzić.

A potem było nam tak:

Willa Drewniana Róża w Sudetach, u podnóża Śnieżnych Kotłów- miejsce gdzie naprawdę można wypocząć. Pięknie, cicho, dookoła las, z którego w nocy dochodzą tajemnicze porykiwania i pochrumkiwania- trochę "straszne" bo nieznane dla mieszczucha. Góry na wyciągniecie ręki, staw kąpielowy bąbelkujący w nocy jak szampan w kieliszku. Miejsce przyjazne dzieciom i domowym zwierzakom. Cudnie.
Oczywiście jeszcze przed przyjazdem wiedziałam, że pięknie będzie- jakżeby miało być inaczej, skoro domki nad stawem budował Kuba Fraszka z ukochanych Drzew:-)

Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócimy- tylko trzeba poszukać kolejnego dłuższego weekendu.

Oczywiście nie tylko tak domowo i leniwie nam było- o tym w kolejnym wpisie.

10:07, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 listopada 2018
Świętowanie alternatywnie

250 tysięcy ludzi (podobno) w pochodzie, a tymczasem my, chociaż też w stolicy, 100-lecie odzyskania niepodległości świętowaliśmy z dala od tłumów.

W Ogrodzie Botanicznym w Powsinie

Pośród egzotycznych roślin

Szeleszcząc liśćmi

I do tego w super towarzystwie

Co prawda do centrum Warszawy przygnał nas głód i obietnica najlepszego włoskiego jedzenia w stolicy, ale do marszu nie staraliśmy się przyłączyć. Nie z braku miłości Ojczyzny, tylko jakoś nie czułam się bezpiecznie - mimo uzbrojonych po zęby policjantów. A jak jeszcze petarda wybuchła tuż pod oknem naszej knajpki, to dzieciaki najzwyczajniej się przestraszyły. 

Podsumowując- wolę nasz sposób świętowania.

20:08, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 listopada 2018
Świętowanie nie dla wszystkich

Dziś rano jadąc do pracy poczułam się jak Polak gorszego sortu- Mąż śpi, Córka śpi, Pasia ma wolne, na ulicach ruch jak w niedzielę, komunikacja też kursuje według rozkładu świątecznego. A ja do normalnej pracy, w dwóch miejscach, bez taryfy ulgowej. I co mi z tego, że mogę sobie za to odebrać dzień wolny, skoro wtedy Mąż pójdzie do pracy, a Córka do szkoły.
Przyzwyczaiłam się, do dyżurów- taka praca, że od czasu do czasu w weekend lub święto muszę jechać na dyżur. Ale dyżur to dyżur, a praca w świąteczny dla większości narodu dzień według normalnego grafiku to  nie jest do końca sprawiedliwe. Dlatego ja uważam, że lekarze i pielęgniarki po raz kolejny dostali po tyłku, a władza udowodniła, że ma nas w tzw "głębokim poważaniu". O pracowników handlu upomniał się przynajmniej związek zawodowy, a służba zdrowia to "służba", nie normalny zawód!

08:57, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 listopada 2018
Francja wreszcie zaczęta

Jakbyście mieli czas i ochotę pospacerować po zalanym słońcem Paryżu, to zaglądajcie na naszego nowego wakacyjnego bloga- link w zakładkach:-)

20:29, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 174
Archiwum