RSS
poniedziałek, 20 października 2014
Miły weekend

W piątek przyjechali do nas Mila i Tadzio. Ja i Mila spałyśmy razem w łóżku . A  wstałyśmy o 6 rano i poszłyśmy do kąpieli w wannie . W godzinie obiadowej pojechałyśmy do Centrum Bajki  w Pacanowie . I karmiłyśmy koziołki trawą, a potem zjadłyśmy obiad w knajpie. Ja jadłam kurczaczki panierowane w czipsach i piłam sprite .


18:33, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 października 2014
Goście długo niewidziani :)))

Sobota- w Pacanowie:

Niedziela w Krakowie

O poranku spontaniczna dziecięca demonstracja:

Dorośli pozostali nieugięci i chociaż pierwotne plany się zmieniły, to zamiast siedzieć w ciemnym kinie łapaliśmy słoneczne promyczki.

Na Plantach:

Na Placu Szczepańskim- fontanna nawet "wygasła" nadaje się do zabawy:

Trochę łasuchowaliśmy:

A kino było małe w domku- niestety niedokończone, bo Goście musieli wracać do Warszawy:

Truś już tęskni.

19:17, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 15 października 2014
Na siódme urodziny "Gertrusi" o modzie i kinie

Mam nadzieję, że wizyta "naszego" trolla była tylko przypadkowa i więcej się on już u nas nie pojawi. Cóż, takie incydenty zawsze powodują u mnie chęć wycofania się- można je porównać z włamaniem do mieszkania czy samochodu- nawet jak nic cennego nie zginie, to i tak naruszone zostaje poczucie bezpieczeństwa. W przypadku trolla- pal licho krytykę mojego stylu pisania- chociaż każda krytyka jednak trochę boli. Ale już wyzłośliwania się na temat bliskich mi osób tolerować nie zamierzam, a i boli ono bardzo zaś moje psychiczne rany nie goją się tak łatwo.

Na siódme urodziny "Gertrusi", które były wczoraj, planowałam wpis ze zdjęciami z wakacji w Liptowie. Plany hucznego świętowania pokrzyżował wredny hejter i brak czasu- wciąż nie udało mi się tych zdjęć nawet pooglądać, nie mówiąc już o wybraniu paru i przygotowaniu ich do wstawienia na bloga. Zatem skoro obiecałam, że bez słowackich wspomnień bloga nie zamknę, to znaczy, że jeszcze chwilkę z wami pobędę;-) Za miłe słowa- te w komentarzach i na mailu- bardzo wam dziękuję. Bo prawda jest taka, że chociaż na początku deklarujemy, że bloga piszemy tylko ku własnej i potomnych naszych pamięci, to z upływem czasu i powiększaniem się grona Znajomych powstają wpisy także dla Nich:-) Poza tym i mi bez Was byłoby smutno...

Aby uczcić urodziny bloga wybrałyśmy się z Truśką do kina. Nietypowo, bo we wtorek, a wiadomo, że do kina chodzi się w czasie weekendu. Pomysł padł z ust Córki, a ja dałam się namówić, bo po dwóch dobach dyżuru w krótkim czasie i przed kolejnym dziś czułam, ze nieskomplikowana rozrywka dobrze mi zrobi.  Poza tym, jak jestem już w domu, to staram się Truśce poświęcić jak nawięcej fajnie spędzonego razem czasu, z czego niewątpliwie cieszy się kurz zalegający na półkach oraz inna domowa entropia. Ale co tam, Pudłaki zapewne nie będą grane wiecznie i mogłyby nam przepaść, tak jak już niejeden film.
Udało nam się i na sali oprócz nas były jeszcze dwie osoby! (Parę lat temu, gdy poszłyśmy do kina poza weekendem, byłyśmy same i nawet musiałam interweniować u obsługi, bo zapomniano nam włączyć film!) A jeśli chodzi o Pudlaki, to film ma mroczną atmosferę, momenty grozy i bałam się, że Trusia w pewnym momencie zechce się ewakuować. Jednak wiek i większa dojrzalość psychiczna robią swoje i do ewakuacji, która pewnie jeszcze rok temu miałaby miejsce, tym razem nie doszło. Truś jak zwykle półgłosem komentował- bardzo trafnie zresztą- dla tych jej komentarzy między innymi bardzo lubię chodzić z nią do kina, teatru i w inne jeszcze miejsca "kulturalne", zaśmiewał się w momentach komicznych- bo szczęśliwie nie cały czas było mrocznie i strasznie i kulił na fotelu w chwilach grozy. A na Pudłaki też możecie się wybrać- tylko raczej z tymi troszkę starszymi dziećmi, maluchy mogą jednak zostać pokonane przez niepięknych bohaterów (zarówno ci pozytywni jak i negatywni w większości urodą nie grzeszą) i ponurą atmosferę miasteczka Cheesebridge. Na szczęście wszystko kończy się dobrze, Pudłaki wyłażą z kanałów, a w Cheesebridge robi się sympatyczniej.

A teraz o modzie. Jak nie od dziś wiadomo "szmatki" to moje hobby, zaś dziecięce "szmatki" to hobby jeszcze większe;-) Śledzę zatem z "zapartym tchem" nowinki na "modowych" blogach oraz na Ładne Bebe, nakręcam się pięknymi zdjęciami i stylizacjami i wyobrażam sobie Truśka w podobnych;-) Potem klikam w linki i najczęściej (na szczęście dla naszego budżetu- tak tak mój drogi P., mogłoby być jeszcze gorzej!;-)) odpuszczam, bo liczą sobie za owe ciuszki zwykle niemało. Są oczywiście takie, którym oprzeć się nie mogę i które  po prostu MUSZĄ w Truśkowej szafie zamieszkać (bo w mojej  racji braku wersji "dla dużej dziewczynki" niestety nie mogą:(). I tak co sezon robię zakupy w nosweet, Grain de Chic i Kids on the Moon- to silniejsze ode mnie i już. W końcu jakieś słabości muszę mieć!;-)
Ale, jak już wspomniałam, większość odpuszczam, chociaż artykuły na Ładnym kuszą, oj kuszą.  Ostatnio kusiły modą made in France,  chwaląc między innymi Trizenfants. I o Troizenfants właśnie chciałam napisać. Otóż dałam się skusić, jeszcze przed ostatnim wpisem na Ładnym Bebe, w trakcie letnie wyprzedaży. Po kolejnej obniżce ceny osiągnęły poziom akceptowalny, zamówiłam zatem w Bananaz sukienkę w drobne kwiatuszki i bluzeczkę na ramiączkach w niebieskie gwiazdki i ubiegłorocznej lub może dawniejszej jeszcze kolekcji. Paczuszka przybyła, a w niej moje rozczarowanie- nie fasone czy jakością uszycia, ale tkaniną, totalnie sztuczną i na oko nie przepuszczającą powietrza. No wielkie rozczarowanie. Gdybym natrafiła w sklepie w realu na taki ciuch, to w powodu tkaniny bym go nie kupiła ani dla Trusia ani dla siebie. Zdegustowana odwiesiłam bluzkę i sukienkę do Truśkowej szafy. Tymczasem Truś zabrał bluzeczkę już w sierpniu na taneczny obóz i skarg nie zgłaszał, zaś sukienka awansowała do grona Truśkowych ulubionych. Posłużyła i na wiekszą galę (opera i wesele mężowskiej kuzynki), jak i na codzień do szkoły. Trusiowi nie przeszkadza sztuczność materiału, zaś powiewny fason odpowiada jej jak najbardziej. Ot, niezbadane są nie tylko wyroki Boskie, ale i dziecięce wybory. Może więc nie jest aż tak źle z tym Troizenfants...

Poniżej Truś w wersji galowej weselnej (wersja operowa była niedawno, wersji szkolnej brak- zamiast skarpeteczek czy rajstop nogi Truśki w tej ostatniej stylizacji ubrane były w ukochane legginsy).

Zdjęcia "komórkowe", konkurencja z naszej strony innym modowym blogom, na których zdjecia są napradę piękne i budzą moją zazdrośc, raczej nie grozi- zresztą nie pretendujemy do powyższej kategorii;-)

16:13, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 października 2014
Troll

Miałam nadzieję, że nasz niekontrowersyjny blog ominą hejterzy i inne trolle internetowe. Niestety tego typu wrednoty znajdą się wszędzie i do wszystkiego przyczepią. Pal licho, kiedy skrytykują mój styl pisania- nie mam ambicji literackich, maturę z polskiego zdawałam już dawno, błędy mogą mi się zdarzyć. Olał to. Ale nie pozwolę na obrażanie w komentarzach tych, których kocham. Już raz się to zdarzyło parę lat temu i komentarze zostały usunięte, aby obrażone osoby ich nie przeczytały przypadkiem i żeby nie było im z tego powodu przykro. W takich chwilach mam ochotę na natychmiastowe zamknięcie bloga, żeby nie włazili mi do niego ze swoimi brudnymi buciorami. Dodatkowo mnożą się ostatnio w komentarzach kryptoreklamy, które też mnie wkurzają, chociaż zapominam o ich usunięciu. Potencjalnym osobom, które chciałyby takową reklamę przemycić oświadczam, że reklamy wszelakie NIE zachęcają mnie do zakupu produktu ani skorzystania z usługi, ale skutecznie do niej zniechęcają.

Powyższe sprawia, że decyzja o zamknięciu Gertrusi zbliża się wielkimi krokami. Jeszcze tylko został mi zaległy wpis ze Słowacji- bo jakże tu nie wspomnieć o tak wspaniałym tygodniu.

19:09, dsmiatek
Link Komentarze (23) »
środa, 08 października 2014
Środowa kumulacja

My to mamy jakiegoś pecha do skumulowania Truśkowych zajęć. W zeszłym roku nadmiar "szczęścia" przypadał na czwartek, kiedy to Truś po zajęciach szkolnych miał tańce, potem szachy, a wieczorem jeszcze basen. W tym roku padło na środę. Nie dość, że Truś zaczyna lekcje dopiero o 11.45 i kończy je o 16.05, to po lekcjach ma dodatkowe tańce (tzw. Majery), a wieczorem lego-robotykę (na którą sama chciała się zapisać, zresztą zajęcia są bardzo fajne i w ubiegłym roku Truśka bardzo je lubiła). Przed lekcjami, o 9.45 są na odmianę tańce z Panią Superkingą. Ale to jeszcze mało- podobno od października wystartowała plastyka we środę o 9.00 i Trusia bardzo pragnie uczęszczać. Dlaczego ten urodzaj nie może się rozłożyć na pozostałe dni tygodnia, tego nie wiem. Ale widać inaczej się nie da, zatem Truś we środy wielce jest zapracowany.

W niedzielę przy okazji eleganckiego wystroju Truś założył swoje butki na obcasach a'la Suri Cruise. Te, przed których zakupem broniłam się bardzo, ale w końcu poległam, bo przecenili i nie miałam argumentu, że za drogie. Została zatem Truśka posiadaczką jasnoróżowego obuwia z brokatem na małym obcasiku. Z zastrzeżeniem, że mają one być na okazje bardzo specjalne. Opera niewątpliwie się do takich zalicza.  Założył zatem Truś suknię francuską powiewną marki Troizenfants (nota bene też na przecenie nabytą i całe jej szczęście, bom się bardzo zawiodła na niej) i brokatowe pantofelki. I kroczył Truś w swoich pantofelkach na obcasach- bardzo dosłownie pojmując to ostatnie, czyli NA OBCASACH stawiał stópki, palce zaś ku górze unosił. Na moje pytanie, dlaczegóż to tak dziwnie chodzi oświadczył, że przecież NA OBCASACH ma chodzić, a nie na BUTACH z obcasami!

20:45, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 05 października 2014
W czasie weekendu dzieci się nie nudzą- ot, takie nasze skrzywienie rodzicielskie;-)

W sobotę pojechaliśmy sprawdzić, co nowego u krasiejowskich dinozaurów. No i były nowości- otwarto Park Nauki i Ewolucji Człowieka (czy jakoś podobnie się to miejsce nazywa)- odbyliśmy tam podróż w czasie do początków człowieka. Miejsce bardzo ciekawe, polecam- jak będzie w pobliżu, to koniecznie zaglądnijcie,

Potem udaliśmy się w kolejną podróż w czasie, aż do początków wszechświata- chociaż to już kolejny raz, to jakoś nam się nie znudziło:

Odwiedziliśmy krasiejowskie dinozaury:

W potem tamtejsze wesołe miasteczko, które zawsze podejrzewaliśmy o to, że jest płatne ekstra, a tymczasem jego atrakcje były w cenie biletu:

W niedzielę zainaugurowaliśmy sezon teatralno-operowy- byliśmy na Kopciuszku, którego co prawda widziałam z Trusiem parę lat temu, ale przedstawienie jest tak fajne, że nie zaszkodziło go sobie przypomnieć- zatem "Struś w operze":

A co robią dzieci, kiedy się jednak trochę w weekendy nudzą- jak to miało miejsce w sobotę tydzień już temu? Ano bywają kreatywne i na przykład oplatają przedpokój pajęczą siecią, która skutecznie łapie w pułapkę wszystkich domowników;-)

21:44, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 października 2014
Jesienne dylematy

Struś może zmęczony jesienią? Albo miesiącem szkoły? Albo domowym i szkolnym przewlekającym się chaosem? Albo z innego powodu zniechęcony do życia?  jesienna melancholia ją dopadła? W każdym razie prawie codziennie powtarza się :"A może bym dziś nie poszła na taekwondo/ robotykę/ tańce z panią Superkingą/na szkolny basen/do szkoły/ do kościoła/na rower..." W razie naszych sprzeciwów padają mocniejsze argumenty w stylu: "Boli mnie trochę ucho/głowa/brzuszek/niedobrze mi..." Na szczęście gdy się nie przejmiemy Trusiową argumentacją i Dzieć jednak uda się tam, gdzie ma się udać, to odzyskuje dobry humor, a dolegliwości rozliczne mijają. No ale dziś znalazł się ktoś, kto się nimi przejął, a mianowicie szkolna pielęgniarka, która zadzwoniła do mnie w tej sprawie, gdy byłam w pracy. Wysłałam zatem do szkoły Pasię z odsieczą, zabrała Truśkę do domu, a tam Córeczka ozdrowiała i bynajmniej nie narzekała na boligłówki i podobne. Trzeba chyba jakąś poważną rozmowę przeprowadzić i wyśledzić, co jest grane....
Gdy się ugniemy i ulegniemy argumentom, zadowolony Truś pakuje się pod kocyk na kanapie i oczki wlepia w film na kompie. Wtedy też humor wraca.

Ostatnio naszły mnie refleksje na temat wiedzy o realnym świecie u mojego Dziecka Najmłodszego, gdy owe odrabiało pracę domową. Zadanie polegało na pokolorowaniu tylko tych owoców i warzyw, które zbiera się jesienią. O ile nie było problemów z truskawkami, których letnie zbiory są oczywistością i ze śliwkami, które jednoznacznie kojarzą się z jesienią, o tyle Truś długo się zastanawiał, jak ma zakwalifikować marchewki, cebulę, jabłka- bo te są przecież cały rok dostępne w sklepach (nie tylko w marketach przecież, ale także w przydomowym warzywniaku), zatem kiedy się je właściwie zbiera. Jabłkom pomogła wizja jeża z nabitym na kolce owocem, zmierzającego do domku w kupce opadłych liści, który to obrazeczek, chociaż zupełnie niezgodny w realiami, wskazuje dobitnie, że owoce te raczej jesienią z drzew spadają. Ale skąd właściwie moje miastowe do szpiku kości dziecko miałoby posiąść tego typu wiedzę, skoro nie dość, że w mieście żyje, to i babcie ma miastowe, żadnego zaprzyjaźnionej rodziny na wsi nie mamy, a jak na wakacje jedziemy, to nie na prawdziwą wieś. Skąd ma znać nazwy jesiennych kwiatów, skoro kwiaty widuje głównie w kwiaciarni, ew. na klombie oraz to, co na trawniku wyrośnie? Oj, trzeba by jakieś korepetycje  zorganizować;-)

19:34, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 28 września 2014
Życie chyba składa się tylko z weekendów. W ten weekend knajpa z Widokiem.

Tydzień mija tak szybko, że zanim się obejrzę znowu jest piątkowe popołudnie i zaczyna się kolejny weekend. Weekend fajna rzecz, pod warunkiem, że nie muszę pracować, co akurat teraz miało miejsce. Szkoda tylko, że dni tygodnia przelatują z szybkością błyskawicy i niewiele z nich pamiętam:(

No ale skoro mamy, a właściwie skoro kończymy ostatni weekend września, to czas na jego podsumowanie.
W piątkowy wieczór uczestniczyłyśmy z Truśka w Nocy Naukowców- Struś z zapartym tchem podziwiał chemiczne eksperymenty w Ogrodzie Doświadczeń, ja marzłam sobie tamże, jako, że swój sweter oddalam Latorośli, zaś Truśkowy Tatuś rozrywkował się na służbowym wyjeździe integracyjnym na "palcu zabaw dla dorosłych"- szalejąc na quadach, walcząc z równowagą i grawitacją w parki linowym, zjeżdżając tyrolką nad stawem itp. Przywiózł stamtąd dyplom "Największego Zaskoczenia Wyjazdu"! Czyżby nikt nie podejrzewał poważnego Pana Dyrektora o to, że odważy się rzucić w przepaść i zjechać tyrolką? He, he- jeszcze go nie znają;-)

Sobota powitała nas deszczem, zatem zarządzone zostały prace domowe- Pan Mąż został Domowym Bohaterem (czy jak to tam idzie w reklamie któregoś z budowlanych marketów), składając oczekującą od miesięcy półkę, a także świeżutko zakupioną pożądaną wielce przeze mnie zieloną "bieliźniarkę". A ponieważ po południu wyszło słoneczko, to spontanicznie wsiadłyśmy z Truśką na rowery i pojechałyśmy do kina. Wyjechałyśmy na tyle spontanicznie, że nie pomyślałyśmy o tym, że powrót odbędzie się już po zachodzie słońca i nasza niezbyt ciepła odzież może nam nie wystarczyć na wieczorny chłód. Ale co tam, kino jest w centrum handlowym, zakupiłyśmy sobie zatem ciepłe swetry- przydadzą się też na inne okazje;-)

W niedzielę powtórka z rozrywki- Truś o pranku marudny i nieszczęśliwy, że z powodu ładnej pogody "zmuszamy" ją do jazdy rowerem do miasta. Szczęśliwie dobry humor zaczął powracać już w czasie drogi, a poprawił się całkiem tradycyjnie na Plantach pod kasztanowcem.

Kasztany w naszym domu wyglądają z każdego kąta- ktoś ma pomysł, co z nimi zrobić? Jakieś kasztanowe przetwory czy może inne praktyczne zastosowanie?

Potem zatrzymaliśmy się na południowe capuccino i małe conieco w knajpce z Widokiem. Widok nie bez powodu jest z dużej litery- bo cóż to jest za widok wspaniały!
A przy okazji - kawa, czekolada i conieco pycha:-)

Conieco z obrazka powyżej pochodziło z innego źródła.
Reszta- Kanonicza 22, Pod Nosem:-)

W drodze powrotnej były kolorowe liście- przecież mamy jesień, a jesień bez liściastych bukietów się nie liczy.

Wieczorkiem Truś wyciągnął jeszcze Tatusia do wesołego miasteczka pod M1- dziś ostatni dzień stacjonuje w naszym pobliżu, a Truś nie zdążył się jeszcze w tej "edycji" przejechać na "gąsienicy" ani poskakać na trampolinie.


I już po weekendzie:( Za kilka mgnień będzie następny.

21:09, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 24 września 2014
Logistyka

Cóż, w tym roku szkolnym logistyka wyraźnie mnie przerasta. Częściowo jest to związane z podziałem godzin Trusi, częściowo z zakończeniem przez Ciecha szkolnej edukacji. Fakt kończenia przez Truśkę we wtorki i środy lekcji dopiero po godzinie 16-tej poskutkował absolutną niemożnością zapisania jej na angielski. Odpadło też- z tego samego powodu- środkowe taekwondo- na 17-tą Truś nie zdąża, musiałby iść na ćwiczenia zaraz po szkole, a późniejsza godzina treningów koliduje z kolei z lego-robotyką, na której Trusi zależy. W każdy czwartek kombinujemy, gdzie przechować Trusię, jako, że do swojej pracy zabrać jej nie mogę, a P. wraca dopiero o 18-tej, na 19-tą jadą na basen. Z zajęć, które w ubiegłym roku organizowane były w szkole jedne tańce udało się zmieścić w środowe przedpołudnie, w związku z czym Truś idzie do szkoły na 9.45, przez jedną godzinę lekcyjną tańczy, potem czeka w świetlicy na obiad i rozpoczęcie lekcji ok. 12-tej. Czy uda się gdzieś wcisnąć Majery (Akademia Tańca i Zdrowych Pleców), które Truśka ogromnie lubiła, nie mam pojęcia.
Problemów logistycznych nie stwarza tylko poniedziałkowe taekwondo, które zaczyna się o 19-tej, więc nie ma problemów ze zdążeniem. Jedyny minusik polega na tym, że za chwilkę 19-ta zamieni się w 20-tą, a to już będzie całkiem późna godzina. No ale kiedyś nadejdzie wiosna i będzie lepiej. A na razie miałabym ochotę się wymeldować z rzeczywistości.

PS
A tak przy okazji właśnie dostaliśmy wiadomość z towarzystwa ubezpieczeniowego sprawcy wypadku (a właściwie towarzystwa, w którym było ubezpieczone auto, które nas skasował, bo sprawca nie był jego właścicielem), że odmawiają nam wypłacenia odszkodowania z OC, bo sprawca nie był ubezpieczony, czy też bo polisa była nieważna, albo coś w tym stylu. Tymczasem ja wciąż nie mam czy jeździć, samochód stoi w warsztacie, a jego naprawę wyceniono na 30 000zł! I co my teraz mamy zrobić? Ktoś wie? Bo ja nic z tego nie rozumiem- najpierw nikt nie miał zastrzeżeń, nawet dwukrotnie w warsztacie był rzeczoznawca, który oceniał i wyceniał szkody, a tu nagle mail, że za naprawę nie zapłacą!

21:16, dsmiatek
Link Komentarze (10) »
niedziela, 21 września 2014
Na niedzielne smuteczki

najlepsze są..... KASZTANY! Znowu się sprawdziły, uleczyły Truśkową poranną melancholię, wszelkie fizyczne dolegliwości i bliżej nieokreślony Weltschmertz.
Chociaż zaczęło się od fiaska- Trusiek przygotował sobie dzień wcześniej przyrząd do strącania kasztanów i skoro świt pobiegł na przydomowy trawnik do rosnącego tam kasztanowca. Niestety- albo narzędzie się nie sprawdziło albo jego operator, łup był nędzny i składał się jedynie z jednego malutkiego kasztanka.

Na szczęście udało się Truśka wyciągnąć na Planty, a tam- kasztanowe eldorado- wypełniliśmy dwie kieszenie Tatusiowego softshella, szczęśliwie są to baaardzo duże kieszenie, zamykane na zamki, zatem nic się z łupów nie uroniło.

Jak się już humor poprawił, to można było pójść pobać się motyli na Grodzkiej:

Jedynie P. odważył się na bliższy kontakt z motylem, Truś spoglądał niespokojnie, czy wyjście jest wystarczająco blisko i czy żaden owad nie odcina drogi odwrotu;-)

Po emocjach motylich skołatane nerwy ukoił lizak z cudnego sklepiczku, który także na Grodzkiej odkryłyśmy. Lizaki były w nim produktem raczej ubocznym, zachwyciły nas pastelowe karteczki, smukłe szmaciane króliki,  szydełkowe sowy, drewniane koniki i kurki. Wypatrzyłyśmy też spineczki od Kollale. Oj chyba jeszcze tam kiedyś potajemnie zaglądnę;-)

Potem była kasza w "Dobrej kaszy naszej", Dzwoneczek w Plazie (miałaś rację Kermixx, dało się oglądać i nieźle bawić) i wreszcie dotarłyśmy do domu. Jeszcze tylko obowiązkowe tworzenie kasztanoludków i można sobie odpocząć;-)

Na koniec jeszcze Truś z piątkowego wieczoru, podziwiający się w nowych okularkach:

Mój Okularniczek kochany:-)

PS
Grzywka autorstwa Trusia- gry część włosów wymknęła się jej w szkole z gumki, złapał Truś nożyczki i niesforne włosięta ciachnął.  Dobrze, że chociaż w miarę równo i na dobrej długości ciachnął! I tyle nam przyszło z dwuletniego zapuszczania:(

20:01, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 132