RSS
wtorek, 15 kwietnia 2014
Truśka w roli mniszka

Przedstawienie wiosenne dla rodziców odbyło się dziś. Truś odegrał swoją rolę mlecza kaszląco, albowiem bieganie po szkole w podkoszulku na ramiączkach i aktywne unikanie noszenia kapci w czasie, gdy na dworze aura stała się mniej sprzyjająca, poskutkowało przeziębieniem i wczoraj Dzieć kurował się w domu. Ale dziś na występ się już w szkole stawił pełen energii, aczkolwiek z wilgotnawym kaszelkiem. Ku memu zdziwieniu klasowi rodzice stawili się całkiem tłumnie, jak na tak wczesną porę, czyli 11.00. Dzięki temu, że możemy sobie odebrać w pracy dzień wolny za 2 maja w dowolnym terminie stawiłam się i ja. Po występach dzieciaki zostały obdarowane czekoladowymi zającami, zaś rodzice wielkimi pisankami wykonanymi przez dzieci na plastyce.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć- nie lubię szkolnych imprez, ale wiem, że dla Truśki ważna jest moja obecność. Widziałam, jak bardzo się ucieszyła, gdy przyszłam i jak raz po raz spoglądała ze "sceny" czy patrzę i podziwiam. Jutro wystawiają swoją sztukę o tym, jak jajko stało się pisanką dla klas starszych, a po świętach mają występ gościnny w przedszkolu.

A z innych przyjemności- odkryłam nowy (dla mnie) sklep internetowy, który obok cocoshki stanie się moim faworytem- mousehouse- wysyłają chyba szybciej, niż się zdąży zamówić;-) Po dwóch zaledwie dniach od złożenia zamówienia przybyła do nas spódniczka moro z nowej kolekcji Kids on the Moon oraz bluzeczka z takimiż plisowanymi "skrzydełkami". A Kids on the Moon wyczuło mój żal wewnętrzny, że rozmiarówka kończy się u nich na 8 i od tej wiosny urosła do 10:-) Z tą 10 to trochę przesadziłam, bo spódniczka w tym rozmiarze jest jakby na Truśka za duża, ale co tam, dłużej będziemy się nią cieszyć. Jak się domyślacie, niedługo wpis "ciuchowy" - z braku laku i tematów i taki dobry;-)

18:10, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 kwietnia 2014
Deskorolka made by Trusia & P.

Dzień częściowo spędzony na poprawianiu Trusiowego morale, czego oczywiście żaden Truś ni inny człek nie lubi, został jednak uratowany wieczorową porą, kiedy to przy okazji weekendowych zakupów w naszym najbliższym centrum handlowym, natrafiliśmy na zaprzyjaźnioną z AAK i Małych Smoków ciocię Anię, współprowadzącą pod marketem budowlanym warsztaty majsterkowania. Truś uszkami zastrzygł, oczkami pobłyskał i natychmiast się przyłączył. I tak oto powstała deskorolka samodzielnej produkcji. Drżyjcie zatem świeżo przedświątecznie wypastowane podłogi, nadchodzi Struś niszczyciel;-)

Jakby ktoś nie zrozumiał dekoracji, to śpieszę objaśnić- rzecz na samym środku nie jest bynajmniej zaopatrzoną w oczy żarówką, lecz straszliwą trupią czachą, czerwone paćko-kwiatki to kapiąca krew, zaś zielone kleksy u dołu i u góry to obleśne ropusze łapki.

19:12, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 kwietnia 2014
Little Paul and Joe, czyli Czerwony Kapturek troszkę inaczej

O marce dowiedziałam się przez przypadek, może na Ładne Bebe, a może gdzie indziej. Potem natrafiłam na ich ubranka w Bananaz- ale ceny odstraszały. W końcu dnia pewnego w moim nieulubionym sklepie, do którego jednak od czasu do czasu zachodzę (czyli w TK Maxx) wyszperałam pierwszy T-shirt z owcową piramidą, w cenie spokojnie nadającej się do przełknięcia. Od tamtej pory Truśkowa garderoba wzbogaciła się jeszcze w królika z kraciastą apaszką, smukłą sarenkę z czerwoną kokardą na kropkowanym tle, podziwiające kometę pingwiny, wielkie czerwone usta na tle zabazgranej ściany aż w końcu o nietypowego Czerwonego Kapturka. Wszystkie z w/w sklepu. I muszę przyznać, że jestem z nich dumna. A Kapturka to sama mogłabym nosić...

Tak oto natrafiłam na kolejną ulubioną dziecięcą markę- pod warunkiem, że w outlecie;-). A cudowne metki służą nam jako zakładki do książek- bo szkoda by je było ot tak po prostu wyrzucić.

A co poza zakupami? Ano Truś przeżywa chyba bunt siedmiolatka- w każdym roku życia dziecka jest chyba taka faza, doświadczenie matki wielodzietnej i wieloletniej mówi mi, że kończy ona się po zaprzestaniu bycia nastolatkiem. Dziś Truś wykrzyczał wszem i wobec, że "Dzieci mogą żyć przecież własnym życiem!", a nastąpiło to przy okazji przekonywania Córki do innej niż letnia sukienka stylizacji na dzisiejsze klasowe wyjście do teatru. Żyjąca "własnym życiem" Trusia zdołała się już nabawić kataru, biegając po szkole w podkoszulku na ramiączkach, chociaż w ostatnich dniach temperatura bynajmniej letniej nie przypomina oraz straciła (mam nadzieję, że tylko na czas krótki) odznakę wzorowego ucznia za przeszkadzanie na lekcji. Cóż, takie jest życie z dziećmi- i tylko dorośli tak do końca swoim własnym życiem żyć nie mogą....

16:57, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 kwietnia 2014
Lepiej

Dwa dni urlopu od pracy w celu poratowania zdrowia psychicznego, świadomość, że dla kogoś jestem naprawdę cennym i pożądanym pracownikiem, perspektywa wypocenie całej frustracji na active walk'u jutro rano, a do tego kontuzjowana ręka Ciecha okazała się nie złamana com naocznie stwierdziła- i od razu świat robi się piękniejszy, a ucisk za mostkiem maleje.
I nawet deszcz kapiący za oknem brzmi fajnie, a konieczność przerobienia Truśka na mniszka lekarskiego (czyli mlecza) tak nie przeraża. Co prawda nadal twierdzę, że wolałabym wersję dmuchawca, bo zakupiłabym stosowny dmuchawcopodobny abażur w Ikei, nasadziłabym dziecku na głowę i byłoby gut, ale i z żółtym puchatym kwiatkiem sobie poradzę. Bristol w stosownym kolorze i takaż bibuła zostały już zakupione. A wiosenne przedstawienie już we wtorek- rodzice mile widziani o 11.00.  Tym razem w ramach ratowania psychicznego zdrowia będę tam i ja, a Trusiek, który już położył krzyżyk w tej materii na rodzicielce i uznał, że może tylko liczyć na obecność niezawodnej Pasi dziwi się niepomiernie i raduje.

PS
A co do Słonecznego Cyrku- pięknie było, kolorowo, magicznie. Akrobaci wydawali się przekraczać ograniczenia grawitacji, chińskie jojo wirowały i wyczyniały cuda w rękach młodych dziewcząt, żongler podrzucał coraz większą ilość piłeczek, gimnastyczka stojąc na jednej ręce na drążku wyginała ciało jakby było z plasteliny,  po scenie spacerowały puchate smoki (Truśka twierdziła, że są to zmutowane wielbłądy). I tylko klauni jakoś mi do gustu nie przypadli, ale ich występy są dla młodszego chyba pokolenia- w każdym razie Truś pokładał się ze śmiechu. I tak miało być:-) Spektakl w każdym razie przygotowany perfekcyjnie. Zatem jeżeli zawita Cirque du Soleil do Krakowa- a krakowska arena (której tak na marginesie nie lubię, bo zajęła nam ćwierć parku co najmniej) już właściwie gotowa- to na pewno się wybierzemy. Może się wtedy z halą przeproszę. I na koncert Ennio Morricone, który tamże za rok ma się odbyć też pójdę,a co! W końcu blisko mam!

20:56, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2014
W niedzielę we Wrocławiu

W Hali Stulecia

Warto było? Warto. Jak przyjadą do Krakowa, to też się wybierzemy.

A poza tym sytuacja w pracy sprawiła, że jestem jednym kłębkiem nerwów. Cud jeśli nie skończy się to zawałem- moim.

Trzymajcie się.

21:23, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 kwietnia 2014
A w Warszawie hipsterzyliśmy;-)

Spacerowaliśmy, cieszyliśmy się słońcem i towarzystwem Przyjaciół. Próbowaliśmy dobrego jedzonka na targach śniadaniowych i w Kafce, wpadliśmy na chwilkę do Kalimby, gdzie zakupiliśmy coś dla Trusiowego ducha, podziwialiśmy małe domki na starym Żoliborzu, odwiedziliśmy kilka placów zabaw. Z wydarzeń bardziej "spektakularnych" była ponowna wizyta w Centrum Nauki Kopernik. Fajnie było- na dwa dni udało mi się oderwać od pracowych kłopotów.

Czym różni się Warszawa od Krakowa? Wiosną między innymi tym, że w Krakowie nie wystawiają leżaków przed knajpkami. Przynajmniej jak dotąd ich nie zauważyłam. No i mniej chyba ludzie "piknikują" na trawnikach- może trzeba zaszczepić kocyki na krakowskie trawniczki?
Targi śniadaniowe też bym chętnie na krakowski grunt przeniosła...

21:12, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
Houston mamy problem!

Problem ma postać niewinnej spódniczki, a werbalizuje się rano słowami:
"Nie chcę ubrać spódniczki (nie jakiejś konkretnej tylko spódniczki w ogóle)!"
Dlaczego nie chcesz spódnicy?- głos mój (najczęściej) bywa zirytowany o tej porze dnia, kiedy groźba spóźnienia do pracy zdaje się materializować w szybkim tempie.
"Bo ty mi nie pozwolisz znowu włożyć do niej bluzki!"

Ano, nie żebym tak całkiem nie pozwalała, próbuję tylko Truśce wyperswadować stylizację z bluzką w spódnicy (bluzą, swetrem czy inną wierzchnią odzieżą górnych partii ciała, wyłączając kurtki i płaszcze). Bo Truś w t-shirtem wrażonym za pasek spódnicy nie prezentuje się najlepiej, zdecydowanie fajniej wygląda, jak góra jest luźna. Zwłaszcza jak sobie ową spódniczkę podciągnie prawie pod pachy. A Truś ubzdurzył sobie, że jak spódniczka, to bluzka w niej, a nie na wierzchu. A skoro nie, to wcale nie.
Zatem spódniczki oddam w dobre ręce;-) I w ten sposób problem porannego ubierania się rozwiąże- zostaną sukienki i spodnie.

10:30, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 31 marca 2014
Migawki z weekendu

Mamy niestety trochę opóźnienia i dzisiejszy foto-wpis będzie dotyczył weekendu sprzed tygodnia, czyli za nami Świętokrzyskie po raz drugi (a właściwie licząc Pacanów i Kurozwęki to trzeci). Korzystając z tego, że 21 i 22 marca w Kielcach odbywało się moje radiologiczne copółroczne szkolenie postanowiliśmy powtórzyć nasz weekendowy wypad z jesieni i tym razem także Truś i  dojechali do mnie w sobotę i już razem wybraliśmy się Bałtowa, aby zapoznać się z tamtejszymi dinozaurami. Bałtowski jura-park powstał chyba najwcześniej, w miejscu, gdzie nieopodal odnaleziono tropy wymarłych gadów, nie ma więc rozmachu Krasiejowa- który na mojej prywatnej liście wciąż zajmuje miejsce pierwsze. Ale w porównaniu z kiczowatym Zatorem jest zdecydowanie lepszy. W sobotnie wiosenne popołudnie ludzi było niewiele, więc w ciszy i spokoju pospacerowaliśmy po alejkach, pooglądaliśmy dinozaury i ich tropy, a potem Truś pobawił się na placu zabaw i na chwilę zmienił w przewoźnika na promie. A jako że to przecież Świętokrzyskie, siedziba czarownic, znalazła się też chatka na kurzej stopce i upiorne dynie.

 

 

W niedzielę chwilka w Kielcach, spacer wokół katedralnego wzgórza, przypadkowa wizyta na eko-targu, z którego wyszliśmy z siatką sandomierskich jabłek, malinowym miodem, serem z dodatkiem żurawiny, niedźwiedziego czosnku i suszonych pomidorów oraz kiełków. I gdyby nie ograniczenia w ilości rąk do dźwigania, to pewnie zakupilibyśmy jeszcze więcej. W końcu obowiązkowe drożdżówki i wiśniowe lody w ulubionej cukierni i trzeba było pożegnać gościnne Kielce i wyruszyć w kierunku Krakowa.

Po drodze czekały nas jeszcze atrakcje w postaci Jaskini Raj, gdzie spotkaliśmy wciąż śpiące nietoperki- chociaż pojedyncze egzemplarze obudziły się i fruwały nam nad głowami. Odwiedziliśmy też Centrum Neandertalczyka, gdzie z audio-przewodnikiem zapoznawaliśmy się z tym wciąż tajemniczym człowiekiem sprzed tysięcy lat.

Jeszcze przepyszny obiadek w Karczmie w Antolce- mniam, zupa grzybowa z francuskim ciastem przepyszna, podobnie wątróbka- jak będziecie przejeżdżać, to zaglądnijcie- i wróciliśmy do domu.

A weekend kolejny, czyli ten, co tuż za nami, spędziliśmy trochę dalej na północ, bo w Warszawie- fotorelacja niebawem.



20:29, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 marca 2014
Tom Waits

Jeżdżę sobie od wczoraj samochodem (wiem, wiem, przydałoby się przesiąść na rower, ale na razie czarno to widzę, za dużo mam zajęć i bagaży do wożenia) i słucham CD z piosenkami Toma Waits'a. "Przedstawił" mi go Starszy Syn, płytę tez dostałam od niego- na Gwiazdkę. Wstyd lub może koszmar naszych zabieganych czasów, że do tej pory nie zdążyłam jej posłuchać. Ale w końcu się zawzięłam, zapakowałam do torebki, wsadziłam do samochodowego CD i teraz towarzyszy mi zachrypnięty głos Toma. Już zawsze Tom Waits będzie mi się mocno kojarzył z Pawłem. Jeżdżę, słucham i myślę ciepło o Starszym Synu, o tym, jak bardzo go kocham i jak bardzo bym chciała, żeby odnalazł w życiu swoją drogę i był szczęśliwy. Wzruszam się do bólu serca i łez w oczach. I tak już będzie pewnie zawsze, gdy zaśpiewa mi Tom Waits.

Natomiast Syn Młodszy będzie mi się kojarzył ze Starym Dobrym Małżeństwem i szantami. A Truśka to póki co Strachy na Lachy i  "Statek Piła tango", którą to piosenkę ostatnio wyśpiewuje, nad podziw dobrze znając tekst. Trochę zaskakująco dla niewtajemniczonych mogą brzmieć w usteczkach słodkiej blondyneczki słowa, jak to Grzesiek Kubiak "ganiał za mną z cegłówką", każdy w Pile "miał czerwone ryło", zaś Baca "halucynuje się Londynie". Mamy już za sobą stosowne wyjaśnienia, co to takiego cegłówka i na czym polega "halucynowanie się";-)

I tylko Bunia nie ma "swoich" piosenek"...

13:57, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 marca 2014
Wiosenna niespodzianka od Grain de Chic

Buszując po zaprzyjaźnionych internetowych sklepikach wpadłam do Grain de Chic, a tam od razu polubiłam tuniczkę z ptaszkami z nowej wiosennej kolekcji. A jak polubiłam, to oczywiście od razu zamówiłam. Przybyły zwyczajowe maile z potwierdzeniem zamówienia i ze skierowaniem go do realizacji aż tu zonk- zadzwoniła miła Pani z Grain de Chic i przepraszała za błąd na stronie- otóż tunika dla Truśka szyta jest tylko do rozmiaru 7 lat. Obiecywała, że jeśli rozmiarówka się rozszerzy, to oczywiście dostaniemy nasze "ptaszki". A parę dni temu niespodzianka- sms od poczty, że zostało do nas wysłane zamówienie z Grain de Chic. Myśląc, że to pomyłka i że dostaniemy rozmiar 7 zadzwoniłam do Pań- okazało się, że specjalnie dla nas uszyły jedną sztukę w rozmiarze 8 i że chciały nam zrobić tym miłą niespodziankę. Niespodzianka naprawdę była miła i bardzo Paniom dziękujemy:-)

A oto Truś o poranku w wiosennych ptaszkach przygotowuje się do wyjścia do szkoły:

Gotowa, możemy ruszać:

19:09, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 126