RSS
czwartek, 23 lutego 2017
I znowu w chmurach

Ukochane od lat miejsce obiadowe- knajpa z czarownicami:

Ostatni dzień- nad chmurami:

Sopelki- mroczny przedmiot Truśkowego pożądania;-)

Chyba urosły;-)

Na koniec- selfie z krówką;-)

11:06, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 lutego 2017
Dolomity w słońcu

Po pierwszych pochmurnych i snieżnych dniach zza chmur wyszło słońce,  a świat dookoła stal się jeszcze piękniejszy. Bielutki śnieg skrzył się brokatem, małe brokaciki wirowały w powietrzu, z drzew co jakiś czas spadały śniegowe czapeczki. A dookoła GÓRY.  Bajka:-)

Nocne narty zaczęły się od drinka w barze;-) A tak naprawdę od małej uroczystości, którą włoskie koleje linowe zorganizowały, by uczcić 25-ty rok przyjazdu w Dolomity Adama- organizatora naszych narciarskich wypadów.

16:28, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 lutego 2017
Porcja pierwsza zdjęć z Cavalese- "komórkowa"

Cóż, nie chciało się Mężowi targać cieżkiego i dużego aparatu, zatem skazani byliśmy na komórki, mały aparacik Trusi, na którym ona łapę trzymała oraz Pawła, który zdjęcia zrobił ładne, ale jak dotąd nie było czasu ich zgrać.

Zatem porcja pierwsze będzie z mojej komórki. Jak zobaczycie- było zmiennie- pogodowo nie dało się narzekać na nudę. W dzień przyjazdu powitała nas deszczowa wiosna. W niedzielę było ciepło i pochmurno, a w drugiej połowie dnia zaczęło sypać. I tradycyjnie sypało noc całą i kolejny dzień, a z wiosny zrobiła się śnieżna zima. Potem na trzy dni wyjrzało piękne słońce i mogliśmy podziwiać Dolomity. Na koniec znowu się zachmurzyło i po raz kolejny w naszym ulubionym ośrodku Alpe Lusia jeździliśmy w chmurach i śnieżycy. Zaś ostatniego dnia szusowaliśmy nad chmurami:-)

Przygotowania do szusowania- stylówa odpowiednia musi być;-)

Narty w śnieżycy:

Ulepimy dziś bałwana? No jasne, taki śnieg koniecznie trzeba było wykorzystać. Powstał zatem kolejny bałwan do tegorocznej bałwaniej kolekcji:

Góra za naszym hotelem- jeszcze przed zachodem słońca:

i oświetlona przez promyczki idącego spać słoneczka:

Rok temu udało nam się zobaczyć tą samą górę w kolorze czerwonawym- niestety był to bardzo krótki moment dnia i akurat siedzieliśmy jeszcze w autokarze wracając z nart. Gdy tylko wysiedliśmy P. popędził z aparatem, ale było już za późno.

CDN

17:37, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 lutego 2017
To już 10 lat!

Moja ukochana Walentynka skończyła dziś 10 lat! Wierzyć się nie chce, że już tyle czasu upłynęło od chwili, kiedy pierwszy raz przytuliłam moje wyczekane i wykochane od początku zaistnienia Szczęście.

Zmienia się nasza Dziewczynka, ale wciąż jest fajnym kumplem i partnerem do rozmowy i zabawy. 

Kocham Cię moja Skarbonko*.

Z okazji dziesięciolecia Truś zapragnął zasiedlić nasze mieszkanie nowym domownikiem. 
Oto Świnek  Czubek Walenty:

Świnek jest łysiutki, tylko na nosie ma czuprynkę. Jest cieplutki, welurowy i, jak na nowe zwierzątko, całkiem przyjazny. Pomału się ze sobą oswajamy.

Relacja z nart mam nadzieję niebawem- muszę tylko zdobyć zdjęcia od Pawła.

*Skarbonka to w naszym domowym języku żeńska odmiana Skarbu;-)

20:55, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
czwartek, 02 lutego 2017
Motto na następne półwiecze

W moim dodatkowym miejscu pracy Dziewczyny wywiesiły sobie na drzwiach taki oto tekst:

"Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami.
Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu.
Pozwól sobie być głupi.
Bądź przyjacielski. Bądź zabawny.
Nie ma czasu na nic innego."

I może tego trzeba się trzymać...

Z tą oto złota myślą Was zostawiam na tydzień- jutro jedziemy w Dolomity. I obiecuję jeść pyszne jedzenie, pić aromatyczną kawę, szaleć na nartach, zachwycać się widokami i pielęgnować w sobie tą resztkę radosnego dziecka, która wciąż gdzieś tam we mnie wciąż jest.

A jak wrócę, to opowiem, czy się udało. A może wcześniej się zgłoszę, jeśli internet na miejscu będzie wystarczająco szybki, żebym się nie wkurzyła czekaniem na połączenie.

:-*

19:24, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 01 lutego 2017
Żegnaj młodości?

Eee tam, w duszy wciąż mam dużo mniej lat niż w dowodzie. Najlepszy dowód, że od Córki Młodszej dostałam małą lalę-króliczka, od Męża wisiorek z dziewczynką z naręczem baloników, a od koleżanek w pracy bransoletkę z misiem;-)

Ostatnie dni pierwszego półwiecza spędziłam rozrywkując się z Córką Młodszą, Córką Córki Starszej oraz biesiadując z Rodziną w nieco szerszym gronie:-)

Lulisiowi zbudowałam schowanko w moim szafo-biurku.

Trusi i Herze też do gustu przypadł ów domeczek

Clubbingowałam z Córką Młodszą w naszej ulubionej Karmie

Posilone pankejkami i wzmocnione kawą wygłupiałyśmy się na lodowisku- tym razem, co dla nas niezwykłe, w dziennym świetle

Wieczorem ostatnie dnia pierwszego pólwiecza Córka Starsza wysłała nas na spektakl Art Color Ballet inspirowany twórczością Beksińskiego- może niezbyt to było radosne widowisko, ale na pewno ciekawe.

Moje nowe półwiecze rozpoczęliśmy od demolowania kuchni- obecnie  w dużym pokoju (całe szczęście, że jest on odpowiednich rozmiarów0 mamy labirynt zbudowany z paczek z nowymi meblami kuchennymi, resztek starych mebli oraz pudeł z zawartością tych starych kuchennych szafek, które już poszły na zasłużoną emeryturę w lamusowni, urozmaicony pudełkami z kafelkami na naszą przyszłą nowiutką kuchenną podłogę. Jest "interesująco" i, żeby nam się nie nudziło, każdego dnia konfiguracja ulega zmianie. I tak będzie do około końca lutego, kiedy to wreszcie spodziewamy się rozpocząć całkiem nowe życie w zupełnie nowej kuchennej rzeczywistości;-)

A na razie  pomiędzy powyższymi rozrywkami odliczamy dni, a właściwie już prawie godziny, do wyjazdu na ferie. Dolomity czekają:-)

Ostatnie selfie dziestolatki- bez make-up'u i w Truśkowej czapie

PS
Jak się skończy ten domowy Armagedon, to dopracuję jeszcze domek w szafie:-)

15:59, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 stycznia 2017
Nic nowego

Nie dzieje się nic szczególnie wartego zanotowania. Trwamy- raz w lepszej, raz w gorszej trochę psychicznej kondycji. Z dołka, jak się okazuje, nie tak łatwo wyjść- ostatnio cofnęła mnie doń pani w sklepie kosmetycznym. Skończył mi się krem na dzień, poszłam zatem do odpowiedniego przybytku, stoję przed półkami i wgapiam się w opakowania. Bo ja, widzicie, kupuję krem, którego opakowanie mi się spodoba;-) No więc wgapiam się w pudełeczka i rozważam, czy bardziej podoba mi się  bladym róż, mięta czy błękit. Na to podchodzi "miła" Pani Sprzedawczyni, zapytuje, o cel mojej wizyty, a następnie przekierowuje mnie pod półeczkę z preparatami przeciwzmarszczkowymi :-(

I jak tu się z dołka wygrzebać?

W oczekiwaniu na lepsze czasy kontempluję zimę- chociaż i tak jakby w mojej okolicy odpuściła, śniegu reszteczki, po bałwankach ledwie ślady zostały:-(

Chociaż wczoraj rano pod moim szpitalem było tak pięknie:

Mam nadzieję, że zima jeszcze na trochę do nas wróci- chociaż pewnie są  tacy, co marzą już o wiośnie i mogę się im narazić.

Do dnia urodzin został już mniej niż tydzień:-(

 

 

21:29, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2017
Komórki do kosza!

Chyba się starzeję w piorunującym tempie, bo coraz więcej tego, co wokół mnie irytuje. Staram się nie wracać uwagi, przymykać oczy, omijać szerokim łukiem. Ale od pewnych  rzeczy nie ucieknę. Ostatnio prześladują mnie komórki. Wcale nie moja własna, z której staram się korzystać rozsądnie. Wkurzają mnie komórki obce. Przyklejone do uszu, jeśli nie bezpośrednio, to za pomocą słuchawki, na stałe umocowane do dłoni, miziane nieustannie paluszkami właścicieli.

Przykłady? Proszę- siedzimy w kawiarni- prawie wszystkie stoliki zajęte. Obok nas rodzinka rosyjskojęzyczna- zarówno tatuś, mamusia jak i synek wpatrzeni są w swoje telefony. Tylko najmłodsza córka bezkomórkowa- pewnie jeszcze nie ma własnej. Ale pogadać i tak z nikim nie może. Kolejny stolik- młoda para- każde z komórką w dłoni. Następny- królują tablety. Nikt z nikim nie rozmawia, nie uśmiecha się, nie nawiązuje relacji. Każdy żyje swoim własnym komórkowym życiem.

Wchodzę do pokoju opisowego- koleżanka z telefonem przy uchu, zatopiona w prywatnej rozmowie- nie chcę jej przeszkadzać, rezygnuję więc z poproszenia o pomoc przy odblokowaniu aparatu do usg, który raczył mi się zawiesić.
W dyżurce druga koleżanka wpatrzona w mały  ekranik mizia po nim paluchem, wzrok ma błędny- też rezygnuję z zagajenia o pomoc.

W drodze z parkingu widzę schodzącą z dyżuru imienniczkę- chcę się przywitać i o coś zapytać- niestety, właśnie rozmawia przez telefon.

W domu zastaję własne dziecko bujające się na huśtawce i zajęte grą na smartfonie.

Lulisia porywa mi w sklepie mój telefon i wieje przed siebie, po drodze sprawnie odblokowują klawiaturę i machając paluszkiem po ekranie- nie wiem, co zastanę na niej, jak już odzyskam swoją własność.

Ilekroć chcę pogadać z Mężem dzwoni jego komórka- zwykle służbowo. Niezależnie od tego, czy jest to dzień tygodnia, weekend czy urlop. Dzwoni nawet wczesnym rankiem, jeszcze przed wypełznięciem Męża spod ciepłej kołdry. I wieczorem, gdy ja właśnie zasypiam.

Wchodzi Pacjent do gabinetu- w trakcie badania jego telefon dzwoni kilka razy, rozpaczliwie, natrętnie- Pacjent się tłumaczy, szczęśliwie nie ucieka mi z kozetki, żeby natychmiast odebrać, ale widzę, że palce go świerzbią...

Syn w trakcie rodzinnego obiadu nagle wstaje od stołu i wychodzi do innego pokoju- to wyciszony telefon zawibrował mu właśnie w kieszeni.

Bywa, że tęsknię za czasem bez telefonów komórkowych. Czasem, kiedy nie dało się człowieka wszędzie dopaść i namierzyć- w pracy, domu, łazience, na spacerze, zakupach... Kiedy nikt nie miał pretensji, że się nie jest w każdej chwili dostępnym dla każdego, kto akurat wpadnie na pomysł, żeby się z nami skontaktować.

O, właśnie dzwoni mój telefon....

13:01, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
środa, 18 stycznia 2017
Cieszmy się zimą skoro jest

Dawno nie mieliśmy takie prawdziwej zimy. A my zimę lubimy- cieszy nas śnieg, nie gniewamy się na mróz, nawet poranne omiatanie i skrobanie auta nie jest nam straszne- byle to było w zimowym czasie, a nie wiosną.

Zatem korzystamy z dobrodziejstw zimy. Nawet wczoraj zwagarowałam z Truśkowej wywiadówki i poszłyśmy na łyżwy. A co! Wywiadówki pogarszają mi nastrój, a lodowisko zdecydowanie go poprawia! Nie mam wyrzutów sumienia z powodu moich wagarów, zaś czas spędzony z Córką- bezcenny:-)

Po lodowisku ciepła herbata miętowa z cytryną i miodem, mała margarita na uzupełnienie straconych kalorii i już można zapakować się z psem i książką po kołderkę;-)

A w weekend- bałwany- nareszcie śniegu jest na tyle, że da się jakiegoś ulepić

Ten nie był naszego autorstwa, zaistniał w babcinym ogródku przy pomocy ciężkiej pracy jej sąsiadów;-)

Hera też lubi śnieg- pamiętam, że Klucha też z radością po śniegu kicała.

Wniosek z naszej ostatniej działalności wypływa taki- zima zimą jest fajna:-)

20:19, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Jestem

Jestem, chociaż chwilowo siedzę w małym dołku. Ale wykopię się z niego, obiecuję.
Początek roku nie jest łatwy- za dużo bolesnych wspomnień, smutnych rocznic. I do tego te urodziny- chciałam odwołać,  naiwnie mając nadzieję, że jak wszyscy o nich zapomną, to nie staną się faktem, wszystko będzie po staremu... Niestety PESEL jest nieubłagany, udawanie, że się zapomniało o kolejnym 30 stycznia nic nie pomoże:-(

Zatem tkwię w dołeczku, nieśmiało łypię  z niego jednym okiem  i zbieram się do wyjścia na powierzchnię. A póki co ratuję się planami na nowy rok- już za chwileczkę narty w oswojonym, przyjaznym miejscu w Dolomitach. W okolicach majowego weekendu mam nadzieję podziwiać tulipany, w lipcu praktykować hyyge w jego ojczyźnie. Na koniec wakacji Drzewa- żeby nabrać sił na melancholijną jesień. Może spełni się moje jedyne urodzinowe życzenie i moja rodzina zabierze mnie w jakieś inne piękne miejsce w Europie....

15:40, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 162
Archiwum