RSS
piątek, 19 czerwca 2015
:-****

19:35, dsmiatek
Link Komentarze (16) »
czwartek, 18 czerwca 2015
Coś się kończy, coś się zaczyna

Jest delikatna jak kwiatek maku, tak mała, że mieści się prawie cała w dwóch dłoniach, lekka jak piórko, mięciutka jak puszek, pachnąca tym szczególnym zapachem, od którego roztapia się serce. A do tego pomarszczona, ze zdziwioną tym światem minką, drobnymi rączętami,  paluszkami jak zapałeczki i stópkami jak u krasnoludka.  po prostu doskonała- jak każdy noworodek:-)
Mała Łucja we wtorek wreszcie zawitała do naszej rodziny. I tak oto zaczęła się jej historia.

Zaś nasza historia w tej blogowej rzeczywistości powoli się kończy. Oczywiście opowieść o Zosi-Gertrusi będzie jeszcze trwać dłuugo, moja opowieść pewnie skończy się szybciej.

Bohaterka bloga, coraz bardziej Zosia, coraz mniej Gertrusia, kiedyś też była tak malutka, delikatna i pachnąca. I aż uwierzyć trudno, że tak szybko minęło już ponad osiem lat, a z krasnoludka wyrósł całkiem spory człowiek, niezależny, z własnym pomysłem na siebie.

Kochani, takie było moje postanowienie- w momencie, kiedy zmieni się mój status nic tu już po mnie, trzeba się zwinąć ze społeczności młodych matek. A ponieważ społeczność babć (niezależnie od tego czy młodych czy starszych) wciąż jest dla mnie obca i trudna do zaakceptowania, żegnam się z blogową rzeczywistością.

Być może będę tu wpadać, gdy pojawi się coś ciekawego do opowiedzenia. Na pewno powstanie osobna opowieść o naszych tegorocznych wakacjach- te blogowe wakacyjne historie są jedynym miejscem wspomnień i zdjęć z naszych wyjazdów.
Ale dziś zakończył się prawie ośmioletni czas regularnego blogowania.

Bardzo wam dziękuję, że byliście, że regularnie nas odwiedzaliście i poczuliście się z nami w pewien sposób związani. Ja też Was pokochałam i na pewno będę tęsknić.
Do widzenia. Trzymajcie się :-)

20:30, dsmiatek
Link Komentarze (12) »
niedziela, 14 czerwca 2015
Weekend "w domu"

Taki był plan, żeby ostatni przedwyjazdowy weekend spędzić spokojnie na nadrabianiu "rozrywek" domowych. Taaak, taki BYŁ plan...
A rzeczywistość wyglądała następująco:

W piątek ja miałam dyżur (jak wiadomo spędza się go zdecydowanie poza domem), P. imprezę pracową (dobrze, że chociaż noc przespał we własnym łóżku), zaś Truś szczęśliwie (bo rodziców mu zabrakło) został zaproszony na nocowanie do koleżanki.

W sobotę zjechałam z pracy do domu rowerem, ale zaraz po śniadaniu pojechałam nim odebrać Truśkę, a następnie wspólnie musieliśmy jechać odebrać samochód, który znienacka okazał się być gotowy po przedwakacyjnym przeglądzie (spodziewaliśmy się tego dopiero w poniedziałek). A na 13.00 zaplanowany był od dawna nasz ulubiony Cyrk Słoneczny:-)

Przedstawienie było fantastyczne. Takie imprezy odrobinę usprawiedliwiają w moich oczach wybudowanie Areny w Parku AWF. Ale tylko odrobinę, bo można było postawić ten pojazd ufo w innym miejscu i nie zajmować 1/4 parku!
Do domu wróciliśmy na dobre dopiero po 20-tej, bo po przedstawieniu musieliśmy jeszcze zrobić zaległe weekendowe zakupy i odwiedzić nudzącą się jak mops w szpitalu Bunię.

Niedziela zaczęła się "przyjemną" temperaturą w okolicy 28 stopni, zatem po śniadaniu znowu wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do kapucynów na 11-tą. Wróciliśmy "z kościoła" po 18-tej;-) w międzyczasie zaliczając lody u Irańczyków i małe chlapanko na Placu Szczepańskim:

Moje były nektarynkowe i o smaku zielonej herbaty- pycha!

Potem mieliśmy tylko na chwilkę zaglądnąć na Poselską, gdzie w ogrodzie Muzeum Archeologicznego odbywał się rodzinny piknik. Chwilka trwała kilka godzin;-)

Truśka dostała planszę, na której zbierała naklejki za wykonanie poszczególnych zadań, między innymi grę w kręgle, rzucanie wiklinowym kółkiem do celu (czy lina wbity w ziemię patyczek) i zabawę wiklinową piłeczką:

Punktowana też była degustacja ziołowych herbatek- nam najbardziej zasmakowała ta z kwiatów lipy i miętowa, P.próbował jeszcze naparu z owoców głogu i z liści mali, był tez napar z lebiodki, macierzanki, owoców dzikiej róży i penie jeszcze inne, których nie zapamiętałam.  Naklejki rozdawano też na stoisku jednego ze sponsorów, czyli firmy Redberry, sprzedającej mrożone jogurty i świeże owocowe soki- oczywiście najpierw trzeba było skosztować soku- na przykład ze szpinaku i banana, albo imbiru, natki pietruszki i pomarańczy (pycha), lub też zwyczajniejszych z marchewką i dodatkami.
Były też wykłady i związane z nimi zadania- o uczcie u Wierzynka lub śniadaniu przed bitwą pod Hastings czy ucztowaniu u starożytnych Greków i Rzymian:

. Było układanie z puzzli tkaniny z Bajeux, haftowanie tarczy, składania sowy z origami:

Było też zadanie polegające na stworzenie żywego obrazu zainspirowanego zdjęciami starożytnych rzeźb lub fresków. Truśka wraz z poznaną na pikniku koleżanką zobrazowały rozmowę Edypa ze Sfinksem:

Jakby ktoś miał problem z identyfikacją, to Truś przedstawiał skrzydlatego sfinksa- te kolorowe to skrzydła, z tyłu miała doczepiony złoty lwi ogon, a na głowie laurowy wieniec:

Były pokazy walk średniowiecznych rycerzy, można się też było samemu zmierzyć z ciężarem miecza:

Było też afrykańskie muzykowanie:

Ucztowania w realu też nie zabrakło- w końcu uczta była tematem przewodnim pikniku. Na zgłodniałych czekały rozstawione w różnych miejscach ogrodu tace z owocami- można się było częstować bez ograniczeń.
Impreza super, nawet upał dało się jakoś znieść.

Potem nasze dwukołowe rumaki zawiozły nas na obiad do ulubionej Truśkowej Mięty- jak widać na obrazku załączonym poniżej w menu królowały truskawki;-)

I tak oto nasze niedzielne imprezoucztowanie zamiast, jak starożytni ab ovo ad mala, zaczęliśmy i skończyliśmy na lodach;-)
A pomieszkać w domu kiedyś jeszcze na pewno zdążymy...

20:30, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 czerwca 2015
Już za chwileczkę, już za momencik

Już za tydzień będziemy się w popłochu pakować na wakacje- w tym roku kierunek Włochy, a cel połowie drogi między Rzymem a Neapolem. Liczę, że zajrzymy do krateru Wezuwiusza, odwiedzimy piękne miasteczka na Wzgórzach Albańskich, ja chciałabym zajrzeć na Amalfi, chociaż to kawałek od nas, a Truśka upiera się przy Rzymie. Dokształca się nawet w tej dziedzinie, czytając "Oto jest Rzym" i Mamma Mia". W drodze powrotnej trzy dni nad Gardą- obiecałam kiedyś niebacznie Córce wizytę w Gardalandzie, pewnie nie uda mi się z tego wywinąć.

A po powrocie ciąg dalszy wakacji- już w dzień, kiedy planujemy zawitać z powrotem do Krakowa czeka nas odwożenie Latorośli na tygodniowy obóz Wojowników i Wojowniczek Ninja organizowany przez niezawodną Anię z AAK i Małych Smoków. Potem chwila w Krakowie i znowu Truś wybywa- tym razem nad morze na obóz taneczny. A w drugiej połowie sierpnia czeka nas jeszcze znajoma chata na Słowacji- wreszcie powinniśmy odpocząć.
Nas rodziców Trusiowych czeka jeszcze mała domowa rewolucja, czyli przekształcenie pokoju opuszczonego przez Ciecha w pokój dla Truśki- która zresztą zapowiedziała, że i tak spać w nim nie będzie, a łaskawie się doń przeprowadzi pod warunkiem, że ściany pomalujemy na niebiesko (ew. na granatowo, ale ta opcja raczej ie wchodzi w grę)- aktualnie niebieski we wszystkich odcieniach jest Truśkowym ulubionym.  Pokój Trusi ma zostać przekształcony w mężowski gabinecik- w przewiduję, że za jakiś rok nie da się do niego wejść, bo cały będzie szczelnie wypełniony papierzyskami i innymi mężowymi przydasiami, a że to mały pokoik, to miejsca w nim zabraknie na owe raczej rychło;-)
Może jeszcze uda nam się pomalować przedpokój i małą łazienkę. Dużym pokojem i kuchnią powinni się zająć fachowcy- nie wiem jednak czy na remont rzeczonych doczekam w tym życiowym wcieleniu.

Ale póki co trzeba się przedwakacyjnie odrobić pracowo, co zawsze rodzi wiele stresów i zmęczenia. Jutro zaś uczta dla ducha, czyli Cirque du Soleil i Quidam w Arenie- fajnie mamy, bo blisko, nie musimy się martwić o parking:-)
Trusię czeka jeszcze we środę wycieczka do gospodarstwa agroturystycznego.

No i oczywiście z coraz większą niecierpliwością oczekujemy na małą Łucję, która zdaje się skumulowała w sobie geny obojga rodziców i już teraz pokazuje, że ma mocny charakterek i tak łatwo z nią nie będzie;-)

17:57, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 czerwca 2015
Dzisiejsza porażka

Cóż, chciałam zapisać Truśkę na Uniwersytet Dzieci. Namawiała mnie znajoma, mama Truśkowej klasowej koleżanki, której dzieciaki na te zajęcia chodzą. Że jest ciekawie, fajnie, no a przy okazji jej Natalka z większym entuzjazmem będzie brać udział w wykładach i warsztatach, jeśli będzie z nią szkolna kumpela. Poczytałam, pomyślałam, trochę mnie zraziła konieczność pośpiechu przy zapisach, ale postanowiłam spróbować. Punktualnie o 11.00 zaczęłam wypełniać formularz zapisów (od tego momentu był on dostępny, minutę wcześniej jeszcze nie dało się w niego wejść), wpisałam co trzeba, klinknęłam w "zapisz" i o 11.02 dostałam odpowiedź, że niestety moje dziecko już się na Uniwersytet nie załapało, bo zabrakło miejsc. To jakaś paranoja jest- kto pisze szybciej, kto ma krótszy adres, imię najlepiej trzyliterowe i nazwisko podobne, adres mailowy jak najkrótszy- może uda mu się wypełnić rubryczki szybciej i jego latorośl się załapie. Bez sensu, olewam Uniwersytet Dzieci, nie będę się nim stresować, a przy okazji robić z ośmiolatki studentki z indeksem i identyfikatorem. Na szczęście są w Krakowie inne ciekawe warsztaty i wydarzenia dla dzieciaków i one nam wystarczą.

Ale i tak jakieś poczucie porażki we mnie utkwiło i drażni jak wbity w palec kolec z kaktusa :(

17:57, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
Koniec Dnia Dziecka 2015 w niedzielę 7.06.

Podsumowując ilość rozrywek w minionym tygodniu łapię się za głowę. Inaczej nie da się ich "usprawiedliwić" jak obchodami Dnia Dziecka. Mam nadzieję, że ten rozrywkowy ciąg, w którym się znaleźliśmy zakończył się wczoraj i od dziś zaczniemy normalne nudne życie- aż do soboty 20.06., kiedy to udamy się na wakacje:-)

Uroczyste obchody tegorocznego Dnia Dziecka zakończyliśmy wizytą w naszym ulubionym Krasiejowie. Tym razem dziewczynki odpuściły dinozaury, skupiając się tylko na Parku Nauki i Ewolucji Człowieka, akwarium prehistorycznym oraz rozrywkach typu plac zabaw, wesołe miasteczko i kino 3D- cóż, czasem można i tak.

A ponieważ niedziela była upalna, to zainaugurowany został przy okazji sezon plażowy ;-)

I tyle na razie.

16:25, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 czerwca 2015
Ogłaszam zakończenie obchodów Dnia Dziecka 2015!

Jakoś tak się złożyło, że tegoroczny Dzień dziecka przedłużył nam się na ponad tydzień- i bynajmniej nie chodzi tu o rezygnację z wieczornej kąpieli;-)

Zaczęło się w ostatni piątek maja urodzinami Truśkowej koleżanki w Parku Wodnym.
W sobotę były "poprawiny"- ponieważ uczestniczki imprezy dostały jednorazowe karty rabatowe, to Truśka wyciągnęła swego Tatę na wodne uciechy zaraz następnego dnia.
W niedzielę był, opisany osobno, Duckie Deck Kids Fest i Pinokio w Słowackim, a wieczorem, nie wspomniane na blogu (o zgrozo!) uroczyste obchody Ciechowych urodzin- właśnie w 1 czerwca  20(!) lat temu zawitał on na ten piękny świat:-)
W poniedziałek (czyli we właściwym Dniu Dziecka) wybrałyśmy się ze Strusiem do wesołego miasteczka, które rozłożyło się pod M1, we wtorek zaś były poprawiny poniedziałkowego wyjścia, albowiem spodobało się Córce, że może już sama szaleć na górskiej kolejce.
We środę miał miejsce domowy armagedon, czyli spóźniona impreza imieninowa Truśki- już co prawda opisana i zilustrowana, ale jeszcze zdjęć parę z wieczoru, czyli z nocowania:

Nocny piknik w łóżku w trakcie oglądania "królewny Śnieżki" na dobranoc (mojej ulubionej wersji z Julią Roberts)

Wreszcie padły- chociaż ja byłam pierwsza,one jeszcze po skończeniu filmu, tak koło północy, postanowiły pobawić się w zespół rockowy!

We czwartek nastąpiła krotka przerwa w obchodach Dnia Dziecka- P. świętował dzień święty z Trusią, a ja odpoczywałam od rozrywek na dyżurze;-)

Ale już w piątek od rana znowu się zaczęły przyjemności- wybrałyśmy się z Truśką rowerami popiknikować w Ogrodzie Doświadczeń:

W sobotę powtórka z rozrywki, czyli znowu Park Wodny od rana- tym razem z Mamą (argumentem było, że dawno z nią tamże nie byłam), zaś wieczorem Truś nocował u swojej ukochanej kuzyneczki Toli, zaś Trusiowi Rodzice świętowali nie powiem już którą rocznicę własnej matury w gronie licealnego koleżeństwa- niektórzy nic a nic się przez ten czas nie zmienili, a są i tacy, co teraz wyglądają znacznie lepiej niż -dzieści lat temu!

A w niedzielę? To, co było w niedzielę opiszę jutro :-)

23:34, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2015
Jutro

Jutro ma być fajny dzień, planujemy sobie z Truśka zrobić piknik gdzieś w parku, do którego dotrzemy na rowerach. A dziś? dziś P. odgruzowuje mieszkanie, a ja "odpoczywam" na dyżurze.

Truś w Dniu Dziecka- wreszcie może sama jeździć na rollercasterze- hurra, już nie muszę się z nią męczyć! A ona jaka dumna:-)

12:34, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Armagedon

Jeśli jeszcze kiedyś ulegnę namowom Dziecka albo sama wpadnę na pomysł urządzenia kinderbalu w domu, to niech ktoś życzliwy wyleje na mnie kubeł lodowatej wody! Tym razem nikogo takiego w pobliżu nie było, Córka jęczała, że urodziny ją ominęły, bo akurat były ferie, to może przynajmniej imieniny da się zorganizować w koleżeńskim gronie. W maju nie było na nie czasu, zatem musiały się przenieść na czerwiec. Miałam nadzieję, że uda się towarzystwo wyprawić do Ogrodu Doświadczeń, ale nie sprzyjające nam terminy były pozajmowane. Zatem Truś zdecydował, że impreza odbędzie się w domu, a hasłem przewodnim i główną atrakcją będzie SPA dal stóp (takie domowe SPA zafundowała Trusi Starsza Siostra i bardzo się to mojej młodszej latorośli spodobało).
Przybyło zatem wczoraj po południu dziewczynek dziesięć i się zaczęło:

Moczyły stópencje w szafliczkach w wodzie z perełkami z dodatkiem alg i soli morskiej oraz lawendowych kostek musujących,

przy okazji pogryzając niezdrowe chipsy (mea culpa, ale bez tego impreza się nie liczy), wcinając znacznie zdrowsze truskawki i winogrona i popijając domową lemoniadą (niestety dosypując do tej ostatniej wszystko, co znalazły na stole, co bynajmniej nie poprawiało ani smaku ani wyglądu napoju:()

W taki upał jak wczoraj musiały być jeszcze lody, które trafiały nie tylko do ust imprezowiczek (jak zresztą i pozostałe artykuły żywnościowe).

Potem był peeling, balsamowanie, masaż i na koniec (o głupia ja matka i kobieta bez wyobraźni!) malowanie i ozdabianie paznokci.

Od wczoraj nic już nie będzie takie jak dawniej, a zwłaszcza podłoga w naszym domu. Jedna dziewczynka plus jeden, góra dwa lakiery równa się pomalowane pazurki. Dziesięć dziewczynek plus cały domowy wieloletni zapas lakierów i ozdabiaczy równa się polakierowana podłoga, narzuta w maziaje, rozpuszczony zmywaczem obrus i ewentualnie przy okazji pomalowane niechlujnie pazury oraz przyległe ręczne i nożne wypustki palczaste.

Był tez tort i fajerwerkiem i próby podpalenia domu przy okazji zdmuchiwania rzeczonego:

Tort tegoroczny potwierdził moją tezę i utwierdził mnie w chęci opatentowania wynalazku na urodzinowo-imienionowy tort wielorazowego użytku. Chociaż tym razem postawiłam na tort lodowy zbudowany li i jedynie z czekoladowych lodów z niewielką ilością wiśni, to niewiele go ubyło. Zatem następnym razem- jeśli w ogóle dożyję do niego- stworzę tort z plastiku z dziurkami na świeczki i będę go używać przy każdej podobnej okazji- ekologicznie, czysto i oszczędnie!

Niestety, historia szampańskiej zabawy nie kończy się na torcie, albowiem połowa uczestniczek została jeszcze na nocowanie. Chyba mnie rozum opuścił albo miłość do Najmłodszej zaślepiła, że się na to wszystko zgodziłam,;-)

11:47, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 czerwca 2015
Dzień Dziecka w Krakowie

W tym roku trudno nam było podjąć decyzję, co wybrać z bogatej oferty imprezowej na ostatni weekend maja. Bo imprez było aż nadto- zaczynając od paradujących smoków, poprzez wystawę zwierzątek domowych, Dzień Owada, nas lokalny festyn w Muzeum Lotnictwa, spektakle teatrach- w Grotesce Szewczyk Dratewka, w Ludowym Pyza, a w Słowackim Pinokio. Ponieważ bilety na Pinokia już dawno dostaliśmy w prezencie, to Dzień Dziecka postanowiliśmy obejść w mieście. Owady wydały się Truśce zbyt drastyczne i groźne, wystawa zwierzątek mogła się skończyć niespodziewanym przyrostem populacji naszego domowego zoo, a smoki oglądaliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy udać się do Forum Przestrzenie na Duckie Deck Kids Fest. Słonko przygrzewało, przed hotelem Forum na hipsterskich leżaczkach leniuchowali rodzice z dzieciakami,

po Wiśle pływała wielka dmuchana kaczka,

w powietrzu fruwały mydlane bańki od naszego nieodżałowanego Tubana (nieodżałowanego, bo już w mieście nie ma ich sklepów z unoszącymi się banieczkami- podobno straż miejska czepiała się baniek!)

No i oczywiście mnóstwo rozradowanych dzieciaków biegających od atrakcji do atrakcji lub odpoczywających na rozłożonych wszędzie pufach.

Truśka została "zabransoletkowana" z wypisanym na bransoletce numerem mojej komórki- to w razie zagubienia, aby szczęśliwy znalazca mógł mi oddać moją zgubę. Od razu poczułam się spokojniejsza;-)

Zaparkowała przy samym wejściu, w miejscu gdzie powstawały kaczki z wypełnionych helem żółciutkich baloników (moim zdaniem bardziej przypominały kurczaczki wielkanocne, ale co tam, liczy się frajda tworzenia:-))

Potem skonstruowała COŚ z napędzanym małym silniczkiem pierzastym wiatraczkiem:

Próbowała pobić rekord w budowaniu wieży z żelków (na wielkim ekranie nie w realu oczywiście), albowiem nagrodą miał być tablet- nie udało się zdobyć tableta, musiały wystarczyć śmiejżelki:

Zasadziłyśmy mini-ogródek warzywny, który teraz rośnie na kuchennym parapecie:

Zaprojektowała własną planszę do gry planszowej na tablecie i oczywiście natychmiast ją wypróbowała:

I nagle okazało się, że już trzeba się zbierać, jeśli mamy zdążyć na Pinokia. A tu jeszcze tyle było do zobaczenia i wypróbowania- bo  Fotobudka z możliwością zrobienia sobie śmiesznych zdjęć, pokazy dronów, kostka interaktywna, warsztaty budowania robotów, drukarki 3D, zabawy matematyczne, przejażdżki na kucykach... Plus zajęcia, na które należało się zapisać- joga dla dzieci, warsztaty programowania, zajęcia Uniwersytetu Dzieci. No i stoiska targowe z fajnymi książkami, tekturowymi i innymi kreatywnymi zabawkami, przytulankami, dziecięcymi ubrankami. Ech, tylko ten czas nieubłagany tak szybko uciekł....
Wyszliśmy z eko-torbą z pomidorami i rzodkiewką wolną od GMO, naszym warzywnym ogródkiem, zdrowymi lizakami i lubisiem na drogę  (do naszych znajomych truskawkowych dołączyły inne smaki- malinowy i cytrynowy:)). Żółty balonik poleciał do nieba- bo nie bardzo się nadawał do teatru.

A Pinokio? Pinokio w Słowackim świetny- jak się wam trafi okazja, to koniecznie idźcie. Po cudownie zrealizowanym Czarnoksiężniku z Krainy Oz, powstał kolejny świetny spektakl dla dzieci, ze wspaniałą scenografią, cudownymi kostiumami, wpadającymi w ucho piosenkami. No i Panem Perkusistą, który skradł Truśkowe serce:-) A z okazji Dnia Dziecka (a może zawsze tak jest?) w przerwie częstowano nas kruchymi ciasteczkami z czekoladą, a wychodząc dzieci dostały Pinokiowe czapki, noski i kolorowe baloniki:-) No a Truś po raz kolejnym był pod ogromnym wrażeniem teatru Słowackiego- uznał, że jest to chyba najpiękniejszy teatr na świecie:-)

Jeszcze tylko porcja lodów w Katane i można było wrócić do domu z poczuciem dobrze spędzonego Dnia Dziecka:-)

17:55, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 141