|
Archiwum
Zakładki:
Biżuty
Inne
Kulinarnie
Może zaczną znowu pisać
Na klucz
Nasze wakacje
Nowi znajomi
Od dawna zaprzyjaźnieni
|
niedziela, 29 stycznia 2012
Już za chwileczkę, już za momencik
Jeszcze tylko 2 godziny i będę musiała podawać we wszelkich ankietach swój wiek z kolejną cyferką :( Oj, uwiera mnie ten mój pesel, uwiera. Coraz bardziej nie na miejscu czuję się w tym młodym blogowym towarzystwie. Ale nie będzie narzekań. Może jutro spróbuję sobie stworzyć swoją urodzinową listę marzeń- bo czas ucieka, marzeń nie ubywa i można nie zdążyć z realizacją. Dziś były pierwsze urodzinowe obchody i pewnie jedyne. Zamiast tortu- cytrynowa tarta na moje zamówienie i sernik z pianką i brzoskwiniami. Ponieważ w Trusiowej główce brak tortu się nie mieścił, postanowiła przerobić tartę na tort:
A z weekendowych rozrywek był "Kot w Butach" w sobotę i "Malutka Czarownica" dzisiaj, a dla Męża składanie nowej kanapy. Ta ostatnia wreszcie jest niedostępna dla jamników- za wysoka, nie wskoczą. Wylegujące się na kanapie jamniki co prawda stanowią obrazek sielankowy i śliczny, ale zasierszczają każdą narzutę i zostawiają na niej swój psi zapaszek. Zatem mamy kanapę nareszcie dla siebie!
PS
piątek, 27 stycznia 2012
Z cyklu "Ja-Mama- Poświętnik Czczony"
Albo "Mamo pobaw się ze mną!". Tym razem było "Pobawmy się w księżniczki. Ja będę córeczką księżniczką, a ty mamą księżniczką.I pójdziemy na bal. Przygotuję nam balowe suknie."
Musiałam pląsać, odgrywać rolę Księżnej Pani i jeszcze udawać, że mnie to bawi. Ale czego się nie robi dla ukochanej Młodszej Córki. Można nawet wsadzić sobie na głowę różową puchatą koronę;-)
A z innej beczki:
PS
środa, 25 stycznia 2012
Trwa odliczanie
Niektórzy szusują właśnie na stoku, inni już poszusowali i resztę ferii leniuchują w domu, są pewnie i tacy, co powoli pakują walizki. A do naszych ferii zostało jeszcze 16 dni. Truśka nie może się już doczekać. Zamieniła się w Osła ze Shreka (za Pana Jerzego, który stworzył Osła Doskonałego, mocno trzymamy kciuki i też wierzymy, że pokona chorobę i jeszcze nie raz z Jego powodu rozbolą nas brzuchy ze śmiechu) i kilka razy dziennie pytała "Daleko (a właściwie długo) jeszcze?" Mając dość liczenia dni i nieustannego udzielania odpowiedzi, postanowiłam ułatwić sobie zadanie i stworzyłam Kalendarz Wyjazdowy.
Córka codziennie odrywa karteczkę, której "lewą" stronę ekologicznie wykorzystuję jako zapamiętajkę, czyli spisuję na niej pracowicie zadania do wykonania (na pierwszym miejscu zwykle piszę "praca"- gdybym tak miała strategicznie nie pamiętać, że trzeba tam się udać).
Sprzęt zregenerowany już czeka, niezbędne zakupy zrobione, lista bagażowa układa się powoli w głowie, a niebawem zacznie się spisywać na niezapominajkach/ zapamiętajkach. Żeby się tylko udało naszym domowym studentom zaliczyć wszystkie egzaminy. Bunia już w trakcie, Paweł dziś pisał zaliczenie z angielskiego, jutro ma zerówkę z mikrosocjologii. Trzymajcie kciuki. A poza tym nie dzieje się nic. Ja popadam w tradycyjną przedurodzinową depresję. Żeby ją zwalczyć, lub przynajmniej zagłuszyć, zapisałam się do nowego fitness-klubu. I mam teraz karnety do dwóch, mogę zatem spokojnie pochłaniać słodycze- w końcu czekolada ma właściwości antydepresyjne ;-) Z nowości zaliczyłam już spinning i XCO- to drugie wykorzystuje perfidne hantelki-"grzechotki". Na obu spływam potem, klnę w duchu na własną głupotę i uzależnienie, które każe mi się tak męczyć, a po wyjściu z szatni zapisuję się na kolejne zajęcia. Ot staram a głupiam ;-)
piątek, 20 stycznia 2012
Kot z tatuażem i inne zabawne pomysły
Tego,że zabawki są zdecydowanie przereklamowane, każdy z rodziców dowiaduje się w miarę wzrastania latorośli. Owszem, istnieją wyjątki, które dziecięciu przypasują i zajmą je na czas dłuższy, ale większość zabawek (przynajmniej u nas tak jest) służy do: Ale dzieci, jak wiadomo, bawić się muszą, a w czasie owej zabawy wszelkie rekwizyty są bardzo pożądane. Jak już latorośl wyrośnie z okresu walenia w pokrywki, szeleszczenia folią i ukrywania się w pudłach, uruchamia wyobraźnię i wykorzystuje do zabawy inne sprzęty domowe. Kot z tatuażem
* ogon z zabytkowej skarpety Trusiowego Tatusia, wykonanej na drutach jeszcze przez moją Babcię Twierdza
Komentarz Starszego Syna: Yellow submarine * zdjęcia ilustrujące łódź podwodną pojawią się, gdy tylko uda mi się dorwać do Mężowskiego kompa Kiedy ranne wstają zorze, ...
To człowiek powinien już był zrobić śniadanie, kanapki do szkół i prac, odebrać raport z 3-ciej zmiany, ubrać się i oporządzić, oraz obudzić Bohaterkę bloga i doprowadzać ją do przedszkola. Powinien. A rzeczywistość wygląda tak: Dziecko jest nieobudzalne i co najwyżej podatne na zmianę konfiguracji: Ale pierwsze promyki nadziei się pojawiają: Może jednak się uda? Szanse rosną: A na koniec - bonusik: Z drugiej strony - dzięki Truśce już w styczniu ustanowiłem wysoko poprzeczkę w konkurencji spóźniania się do pracy z powodów, których nie da się racjonalnie wyjaśnić. Pozdrawiam, nie-dsmiatek
niedziela, 15 stycznia 2012
Hu! Hu! Ha! Hu! Hu! Ha! Wreszcie nadeszła :)
Nie wiem jak was, ale mnie śnieg wprawia w świetny nastrój. Uwielbiam, jak z nieba padają białe płatki, a im jest ich więcej, tym lepszy humor mam.
Oj, fajnie było. I ja egoistycznie proszę (chociaż niektórym pewnie się narażę)- padaj śniegu, uzupełniaj to, cośmy zdeptali i rozjeździli, trwaj zimo aż do wiosny!
sobota, 14 stycznia 2012
Żale matki dorosłych dzieci
O czwartej nad ranem obudził mnie śnieg i brak Pawła. Cała jest o mnie, matce nie tylko dwóch córek (w tym jednej dorosłej), ale, "co gorsza" dwóch dużych synów. Może sobie posłuchają, że to nie tylko ja matka nadopiekuńcza z ulgą oddycham o 7.15, gdy słyszę zgrzyt klucza w zamku i mogę wreszcie spokojnie zasnąć, bo wiem, że tym razem sie udało, bezpiecznie wrócił/a do domu. Dzisiaj dane mi było spokojnie zasnąć około piątej... Patrzyłam sobie na Najmłodszą, rozkopującą się w swoim łóżeczku i myślałam, ile lat jeszcze spokoju będzie mi dane z jej strony. Parę na pewno- zatem muszę sie nimi cieszyć i napawać, bo będzie już tylko gorzej- przynajmniej do czasu, aż rzeczywiście dorośnie i zmądrzeje.
czwartek, 12 stycznia 2012
12.01.2012
Nie umiem sobie wyobrazić, jaki mógłby być mój Synek w wieku sześciu lat. Dla mnie pozostanie już na zawsze maleńkim noworodeczkiem, a jego brzoskwiniową główkę wciąż będę czuła w mojej dłoni. Pamiętać będę obrazek podglądnięty w usg w nastym tygodniu, gdy stópkami odpychał się od ściany macicy i wydawał się tym świetnie bawić. Czy to starczy, by kiedyś się odnaleźć i rozpoznać? Kocham Cię, Mój Malutki. (*)
środa, 11 stycznia 2012
Deska ratunku
Coś mi się zdaje, że Trusiowy Tatuś jest ostatnią deską ratunku dla "Gertrusi". Albowiem moja inwencja twórcza zdecydowanie się wyczerpuje i coraz trudniej mi jest pisać o "starzejącej" się Córce. O dorosłej Truśce pisać mi jest więc coraz trudniej, zatem jeśli chcecie dalej śledzić jej przygody w drodze ku bardziej zaawansowanej dorosłości, to dopingujcie P., niech pisze. Bo jemu jeszcze, przynajmniej teoretycznie, tematów do pisania nie brakuje. PS
wtorek, 10 stycznia 2012
Nie przy Mamie!!
Truszonek to generalnie posiada wiele programów zachowywania się, w zależności od osób i okoliczności. Najwyraźnie to widać, kiedy ma pojedynczego rodzica do swojej dyspozycji i realizuje z nim tylko jemu właściwy zasób zabaw, opowiadań, interakcji. Dla konkretnego przykładu: jak jeździmy tylko we dwoje, to Truśka często śpiewa bądź wymaga śpiewania. I tak na okrągło odchodzą: "U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki..."; "O mój rozmarynie..."; zmodyfikowana nieco kolęda "Gdy śliczna Mama Bognę (Pawła, Wojtka, etc.) kołysała..." oraz skoczna pastorałka "Hej kolęda, kolęda, zabił wieprzka Gawęda; Gawędzino płakała, bo wieprzoszka nie miała; Gawęda się śmioł i krupnioki grzoł", którą kazała sobie powtarzać w nieskończoność. I tu właśnie nastąpiła wpadka: przy próbie zaśpiewania tejże pastorałki w domu, w obecności osób trzecich Dziecko natychmiast mnie mityguje: Cicho! Nie przy Mamie! Pozdrawiam czytelników, nie-dsmiatek |