RSS
piątek, 10 sierpnia 2018
Migawki z Francji

Żeby nie było,że tylko mandaty będziemy wspominać...

Dobrych i pięknych wspomnień zdecydowanie jest więcej, niż kosztują mandaty. Mam niedosyt Paryża, chciałabym jeszcze raz do Bretanii. Nie udało mi się sfotografować jednego z najpiękniejszych mostów, jaki do tej pory zobaczyłam, czyli Pont de Normandie w Hawrze, za daleko było do Mont Saint-Michel.

Czyli na kolejne lato znowu Francja?

18:44, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 sierpnia 2018
Pamiątki z Francji

Przybywają pocztą. Jak dotąd dotarły trzy i oby już ani jednej więcej. Mandaty z fotoradarów z Bretanii, prawdopodobnie z tej samej drogi szybkiego ruchu, którą dość często jeździliśmy. Za przekroczenie prędkości- jeden o DWA kilometry na godzinę (dozwolone było 80km/h, prędkość zmierzona 82km/h), drugi o JEDEN kilometr na godzinę (przy dozwolonej 110km/h zmierzono nam 111km/h)! I tylko jeden uznać można za niekuriozalny, bo przekroczenie było o 10km/h. Każdy 45 euro. Zdjęć z fotoradaru nie dostaliśmy- możemy o nie wystąpić w specjalnym podaniu. Ale zapłacić i tak musimy, bo jak minie określony czas, to kwota do zapłaty rośnie o 100%!

20:55, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 01 sierpnia 2018
Pracowita część upalnego lata

Kiedy inni odpoczywają, ci co zostali muszą pracować podwójnie. Upały "przeczekuję" zatem w pracy, w którym od jakiegoś czasu prawie zamieszkałam. Z powodu urlopu własnego i urlopów współpracowników, wypadło mi dyżurowanie niemalże co drugi dzień. Część maratonu mam już za sobą- ubiegła środa, sobota i poniedziałek spędzona w szpitalu, dziś też 24 godziny w pracy, przede mną jeszcze najbliższa sobota i poniedziałek.  Potem już prawie luzik- piątek i jeszcze wtorek przez świętem Matki Boskiej Zielnej i będzie można odpocząć. Z powodu powyższego oraz upałów, których nie znoszę, powoli zaczynam przypominać zombie. No ale jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik i będą góry, strumyk, las, ogień w kominku, zwęglone kiełbaski z grilla (cóż, że niezdrowe, raz w roku można) oraz hektolitry potu wylane na szlaku i zadyszka przy zdobywaniu kolejnych szczytów ;-)

Trusia w międzyczasie zaliczyła 5 i pół dnia w Gorcach. Wróciła pełna wrażeń z wycieczki w kaloszach w górę strumienia do jego źródeł, z palcami fioletowymi od jagód, rozemocjonowana wielką bitwą zbudowanych własnoręcznie klockowych armii, z pamiątkami self-made.
Nie zdążyła się jeszcze wszystkim podzielić, a już musiała pakować walizkę na kolejny wyjazd. Od poniedziałku zgłębia tajniki różdżkoznawstwa, pierwszej pomocy, zielarstwa, zasad gry w quidditcha i innych magicznych przedmiotów. Wieczorem czeka ich test wiedzy o Harrym Potterze. Wczoraj przydzielono ich do odpowiednich domów, dostali szaty i własne różdżki. Jak na razie zapowiada się super, zobaczymy jak będzie dalej.

W domu zafundowaliśmy sobie mały armagedonik w postaci remontu Truśkowego pokoju. Niby tyko malowanie  ścian, bo podłogę szczęśliwie już wszędzie mamy położoną, ale bałagan jest we wszystkich pozostałych pomieszczeniach. W każdym natykam się na meble wyniesione od Trusi, kosze z jej szmacianymi lalkami i stosy książek. Może zatem lepiej, że większość czasu spędzam w pracy, bo domowy chaos nie wpływa dobrze na moje samopoczucie. Mam tylko nadzieję, że zdążymy się z nim uporać przed urlopem...

No i tyle u nas. Jak na razie wspomnienia z Francji czekają w kolejce na więcej mojego wolnego czasu- i oby się tego doczekały.

18:40, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 lipca 2018
Śmichy-chichy, Mrożek w Krakowie i Etnomania 2018

No cóż, zanim uda mi się chociażby przejrzeć zdjęcia z Francji zajmę się sprawami bieżącymi.

A co nas? Ano Gargulczyk mały rośnie, wałeczki mu się na odnóżkach mnożą, uśmiecha się szeroko bezzębnie i nijak nie potrafi na razie nauczyć się śmiać głośno. Za to zabiera się do siadania, chociaż dopiero 3,5 miesiąca mu stuknęło.

Iju robi się coraz bardziej wygadana, śmieszna jest okrutnie i słodka, chociaż w kość też dać potrafi- robiąc to z właściwym sobie wdziękiem. Dosłownie w jednej chwili potrafi wypaść na balkon, nakopać ziemi z doniczki do miski z wodą i zrobić błotną zupę albo podprowadzić farbki z pokoju Truśki i zacząć malowanie balkonu- na razie były to kamienie, które przywiozłyśmy z oceanu, ale myślę, że jej twórczość może pójść jeszcze dalej. A jak już się zmęczy, to powiada: "Jestem wyczerpana. Trzeba mnie naczerpać."

Trusią staje się nastolatką, z wielkiej radości potrafi przejść w rozpacz. Uparciuch z niej okrutny, nie daje się przekonać do innej racji niż jej własna Trusiowa. Ale wciąż cieszy z nią przebywanie, wspólne wyjście na koncert ulubionego Truśkowego Artura Andrusa, do kina na Iniemamocnych 2 (Iju też była z nami- pierwszy raz w kinie!), gra w planszówki, wystawa Komiksu i Designu w Muzeum Narodowym czy powłóczenie się po sklepach. Niechęć sukienkowo-spódniczkowa nadal trwa- a ja tak lubię Trusię w sukienkach:-(


Jeszcze chwilka i wybędzie Najmłodsza Latorośl na swoje obozy- najpierw do Koninek na Leśną Przygodę, potem do Krasiczyna do Szkoły Czarodziejów.
Maluchy lada dzień przeniosą się do swojego nowego domku i zamiast pięciu minutek wolnym spacerkiem, będzie trzeba do nich jechać 20 minut samochodem- na dodatek ja zupełnie nie wiem, jak tam dojechać, bo byłam, jak kupili działkę, potem się już nie załapałam;-)

A, jeszcze Ciech przysparza siwych włosów- wspina się- ostatnio wlazł- nie wiadomo po co- na jakiś taki "słupek" na Mount Blanc! Na zdjęciach już wygląda przerażająco. A on się dopiero rozkręca!

Dobra, dość gadania- teraz zdjęcia- żeby nawiązać do tytułu:

Mrożek na Plantach

Mrożkowe są oczywiście pieńki, a nie Iju- Iju jest moje;-)

Powyżej Jeż patriotyczny

Uwielbiam rysuneczki Mrożka. Wczoraj, pomimo ulewy, uzbrojona w kalosze i parasol, kontemplowałam je na Plantach. Potrafią wywołać uśmiech i poprawić humor mimo podłej pogody.

 

 Śmichy-chichy, czyli wizyta w Ogrodzie Lema

Wybrałyśmy się we trójkę na mały popołudniowy piknik w Ogrodzie Doświadczeń- jak widać humor nam dopisywał (to było jeszcze przed porą deszczową).

Wymarzona figura- a może to jednak rzeczywistość i lusterko nie kłamie? Będę się trzymać tej drugiej wersji:-)

Śmichy-chichy- jak na załączonym powyżej obrazku:-)

A jak będzie za dużo chichotać, to ja zje smok;-)

Nawet na zakończenie roku szkolnego wybrała spodnie- bo to SĄ spodnie, tylko szerokie. A obiecywała spódniczkę:-(

Etnomania 2018

Jedna z naszych ulubionych imprez- staramy się jeździć co roku. W tym, roku wyjeżdżałam z mocnym postanowieniem- "żadnej nowej szmacianej lalki"- no to Piotr "sobie" jedną kupił- ale to nie byłam ja;-)

Widząc te cudne, naturalnie barwione motki miałam wielką chęć, żeby zacząć robić na drutach- w takiej grubej wełny to luzik.

Oplątwę sobie kupiłam- taką różowawą.

Ach, wakacje....

Rodzinnie piknikowaliśmy na kocykach- każdy pożywiał się tym co lubi. Niektórzy preferują tylko mleczko:-). Inni próbowali tatarskich specjałów albo proziaków prosto z Bieszczad (a może Bieszczadów?).

Żywa Pracownia tym razem zaproponowała robienie gniazdek, jajeczek i ptaszków z siana i sznurka.

Ech, takie cudne drewniane ptaszki łączone z metalem- a jakie gładkie i miłe w dotyku- trudno było im się oprzeć, ale dałam radę.

Na koniec komiks:

Przy Filutku spędziłyśmy dużo czasu- na monitorze były wyświetlane krótkie animacje z Filutkiem w roli głównej i bardzo chciałyśmy zobaczyć wszystkie.

Chociaż większości komiksowych postaci Struś nie kojarzył, to Kleksa jakimś cudem znała!

 

18:29, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 lipca 2018
Wróciliśmy

Nie było nas, bo zaraz jak zakończył się rok szkolny pognaliśmy naszym autkiem na zachód, a celem pierwszym był Paryż. No może nie w samym Paryżu stacjonowaliśmy, lecz na kempingu jakieś 50 km od miasta, ale cóż to jest 50 kilosków przy tak dużej aglomeracji. A w Paryżu- wiadomo- Wieża Eiffla, Luwr, katedra Notre Dame, Montmartre- czyli same sztandarowe atrakcje. Plus Eurodisneyland dla Trusi i Toli.

Zmęczeni upalnym Paryżem udaliśmy się następnie odpocząć w Bretanii. I tak oto znalazłam kolejne miejsce na świecie, w którym się zakochałam i do którego koniecznie muszę wrócić. Pagórki, zielone lasy, przestrzeń, ocean, klify, małe kamienne lub białe domeczki z kolorowymi okiennicami, szaleństwo hortensji, stare kościółki, naleśniki i cydr. Już za same dwa ostatnie punkty musiałabym pokochać ten kawałek Francji;-)

Relacja zdjęciowa mam nadzieję w niezbyt odległym terminie.

17:22, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Letnie słodkości;-)

Niech mówią zdjęcia;-)

Śpiące maluszki- najpiękniejszy widok na świecie:-)

Na "trzeźwo" też mogą być słodkie - aż chce się schrupać:-)

Ponieważ jednak nie jestem dzieciożerną Babą Jagą z bajki o Jasiu i Małgosi, przyrządziłam sobie inny letni słodycz i zapodałam go sobie w równie słodkim kubeczku:

Banany, gruszki, odrobina szpinaku oraz trochę mleka- nie potrzebuje nawet grama dodatkowego cukru. Dzieciakom zamroziłam to samo w pojemniczkach do lodów- chociaż Trusia trochę się krzywiła na zielone. Mam nadzieję, że jak spróbuje, to się przestanie dąsać.

09:26, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 czerwca 2018
Podwójne urodziny

Członków najbliższej rodziny nam przybywa, a wraz z nimi rośnie liczba dni, kiedy coś świętujemy. Czasem zaczyna brakować czasu na celebrowanie tych wszystkich uroczystości.

Iju swoje ma właśnie dzisiaj, Ciech urodził się w dziań Dziecka.  Poszliśmy na kompromis i tydzień temu odbyła się wspólna impreza urodzinowa. Ponieważ oboje bardzo się lubią, to chyba żadne nie miało nic przeciwko temu, żeby świętować wspólnie. Ale tort każdy miał swój:-)

Tort Łucji miał być koniecznie z "hakuną matatą"- no to był, ale nie domowej produkcji.

Ciech nie zgłaszał żadnych preferencji, więc dostał mu się tort sezonowy- z truskawkami i bitą śmietaną.

Tort Ciecha, mimo, że nie tak piękny, zniknął niemal natychmiast. Ledwie uratowałam kawałek dla Truśki, która aktualnie przeżywa wysyp rozmaitych koleżeńskich imprez i zdarza się, że musi wybierać, którą "zaszczyci" swoją obecnością;-)

Dwójka Solenizantów- Łucja, wciąż częściej zwana Iju- od dzisiaj lat trzy!
Wojciech, czasem jeszcze nazywany Ciechem- lat trzy plus dwadzieścia:-)

Jak ja ich wszystkich kocham:-) Udali mi się:-)

16:40, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Lato nie odpuszcza

Nie wiem, jak wam, ale mi upały dają się we znaki i powoli zaczynam marzyć o zimie. Na ochłodę nie pomagają nawet kąpiele w fontannie ni zimny prysznic, kilogramy lodów ani domowe wiatraczki. (Za to lody pomagają na dodatkowe kilogramy wagi i centymetry w obwodzie.) Chyba trzeba będzie poważnie rozważyć założenie klimatyzacji w domu...

Z tego nadmiaru słońca i upału przegapiłam większość smoków na Smoczek Paradzie tydzień temu i zapomniałam im fotki pstryknąć. Tylko te dwa dmuchane zdążyły mi zapozować:

W Dzień Dziecka Iju załapała się na przetestowanie specjalnie na tą okoliczność skomponowanego jednorożcowego cupcake'a z tęczowym kremem- nawet na facebookowej stronie Cupcake Corner z tej okazji wystąpiła;-)

Truśka na jednorożca się nie załapała, musiała się zadowolić zwykłym cupcake'iem

A mały Gargulec jeszcze na babeczki za mały;-) Za to pucki i fałdki w takim tempie mu przybywają, jakby samymi słodyczami się żywił;-)

Gargulec, proszę państwa, prawie dwa i pół miesiąca już osiągnął. I powoli opanowuje sztukę uśmiechania się do świata:-)

Na koniec ostatnie zdjęcie mnie- miało być takie, żeby nie było widać, ile porcji lodów już tego lata pochłonęłam;-)

15:44, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 czerwca 2018
Właściwie już lato

Wiosna jest u nas od jakiegoś czasu wyjątkowo krótka. Człowiek nie zdąży się jeszcze przestawić na lżejsze kurtki  i półbuty,  a już musi wydobywać letnie sukienki i sandały. Zdaje się, że co najmniej od majowego weekendu mamy lato.

A jak lato- to lody i kąpiele w fontannie. Z tego się chyba nie wyrasta.

Ostatnio jadąc do miasta zabieramy ubranie na zmianę- tak na wszelki wypadek.
Jak widać młodsze pokolenie tez już się wciągnęło- i to całkiem bez udziału osób trzecich :-)

17:41, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 03 czerwca 2018
Zaległe urodzino-imieniny

Z Truśką niczego nie da się ominąć. Urodziny miała na feriach i jakoś tak wyszło, że imprezy koleżeńskiej nie udało się zorganizować. Wydawało się, że w nawale majowych atrakcji (długi weekend, zielona szkoła, warszawska komunia) imieninowa imprezka nas cichcem ominie. Ale nie, Dziecko pamiętało, dopilnowało i swego dopięło- 10 dziewczynek bawiło się przednio- znowu w Muzeum na Wawrzyńca, ale oczywiście z innymi atrakcjami.

Najpierw była molekularna kuchnia i samodzielne robienie kawioru z rozmaitych niezdrowych napitków- Coli, Fanty czy Sprite- na dodatek niektórych dodatkowo barwionych, żeby było kolorowo.

Chyba się wszystkim podobało. Potem chwila na zjedzenie produkcji własnej oraz innych mniej lub bardziej niezdrowych imprezowych "pyszności", bez których żadne urodziny/imieniny obyć się nie mogą. I dalsza zabawa- tym razem w interaktywnych salach Muzeum (zdjęć brak, za bardzo absorbowało mnie pilnowanie rozpełzającej się trzódki). Na koniec jeszcze chwilka na muzealnym placyku zabaw:

I wreszcie zapakowaliśmy towarzystwo do samochodów i rozwieźliśmy po domach.

Uff, na pół roku mamy spokój- kolejna impreza zapewne na Halloween- chyba nie ma co liczyć na to, że Truśka nam tą "przyjemność" odpuści;-)

Tymczasem już za momencik wakacje. Strasznie szybko zleciało...

20:23, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 171
Archiwum