RSS
środa, 13 lipca 2016
Torcello

Ostatnie wysepka, na której byliśmy bardzo różni się od pozostałych miejsc. Domki są tu pojedyncze, dużo (jak na małą wyspę) zieleni, o którą w Wenecji, na Murano czy Burano raczej trudno, sklepiki pojedyncze, parę niezatłoczonych knajpek, tłumu turystów też nie ma (może dlatego, że byliśmy przed południem?). Ci co tu przypływają (w tym i my) odwiedzają dwa stare kościoły- katedrę Santa Maria Assunta ozdobioną przepięknymi mozaikami i Santa Fosca. Oba z XI/XII wieku, zachowały urok surowych, nie przeładowanych zbędnymi ozdobami świątyń. O takie perełki w Wenecji trudno. Jest jeszcze muzeum ze znaleziskami archeologicznymi usytuowane obok kościołów w XIV-wiecznym pałacyku, a na placu przed nim "Tron Atylli"- kto na nim zasiądzie, w ciągu roku zmieni stan cywilny. Truśka oczywiście zasiadła, zatem niebawem uprzejmie doniosę o zaręczynach;-)

Mieliśmy dodatkowo szczęście, że Torcello zwiedzaliśmy prawie sami, a dodatkowym bonusem na koniec był statek, który przywiózł młodą parę i ich gości na uroczystość zaślubin. Bonusem między innymi dlatego, że zarówno młoda para jak i ich goście różnili się dość znacznie od standardu obowiązującego u nas. Panna młoda na bosych stopach miała płaskie skórzane brązowe sandały, sukienkę bardzo prostą, ale za to z koronki z Burano, w krótkie i nieufryzowane włosy wpięty biały kwiatek, a pan młody lekko wygniecioną biała lnianą koszulę i szare spodnie. Podobne nieformalne stroje miała też większość gości. Bardzo mnie ten ich niezobowiązujący styl zachwycił. Żałowałam, że nie pstryknęłam im fotki, ale jakoś tak głupio było fotografować obcych ludzi....
A zatem- Torcello:

Jeśli śledzicie nasze wakacyjne blogi, to pewnie domyślacie się, że Torcello to jedno z miejsc, które "tygrysy lubią najbardziej" ;-)

I tyle z weneckich wakacji na "Gertrusi". Mocno trzymam kciuki, żeby udało mi się stworzyć dla nich specjalnego bloga, albowiem P. zrobił dużo pięknych zdjęć, którymi warto się podzielić.
A póki co ostatni dyżur przed kolejnym wyjazdem- Dania czeka:-) W mym zabieganiu, pewnej niefrasobliwości w planowaniu oraz, nie da się niestety tego ukryć, ignorancji, dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że w Danii nie płaci się euro tylko koronami, zaś na miejsce musimy częściowo odbyć drogę promem, bo lądem jest bardzo okrężnie. Cóż, człowiek uczy się całe życie...

17:05, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2016
Murano

To chyba najbardziej znana wysepka na Weneckiej Lagunie, bo mało kto nie słyszał o słynnym szkle z Murano. Szklane cudeńka są rzeczywiście przepiękne. Bywają też kiczowate, ale w większości są śliczne i już samo gapienie się na nie jest przyjemne i wywołuje uśmiech na twarzy- przynajmniej mojej. A jeśli jeszcze człowieka stać na małą pamiąteczkę, to uśmiech robi się całkiem od ucha do ucha;-)
Spacer po wysepce to też duża przyjemność, po drodze można podpatrzeć szklarzy wytwarzających te wszystkie cuda. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli chce się oczy nacieszyć pracą artystów, to lepiej na Murano popłynąć rano- po południu nie wszystkie szklarskie pracownie są otwarte, a i sklepiki, co dziwne we Włoszech (mam na myśli oczywiście te popularne turystycznie Włochy), zamykają się w większości przed 19-tą.

Moja ulubiona technika "tysiąca kwiatuszków"- niestety najmniejszy talerzyk w taką cudowną łączkę kosztuje ok. 30 euro :-( Ale przynajmniej mogłam się napodziwiać.

Z Murano tyle na razie. Zostało nam jeszcze Torcello- miejsce zupełnie inne niż te, które odwiedziliśmy wcześniej. Zostawię je sobie na przyszły tydzień, żeby chociaż jeden wpis w nim się znalazł.
W międzyczasie Truśka wróciła z obozu w Koninkach bardzo zadowolona. Niestety, zdjęć z Koninek nie mamy własnych, bo zarówno w dniu przyjazdu, jak i wczoraj, gdy ją odbieraliśmy, padało.  Ale pomiędzy duuużo się działo- może namówię Trusię, żeby sama wszystko ku pamięci opisała.
A już za tydzień obudzimy się w namiocie na kempingu pod Kopenhagą- strasznie szybko się wszystko dzieje. Dlaczego ten czas aż tak galopuje? Czy nie wystarczyłby mu spokojniejszy kłus...

09:46, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lipca 2016
A może morze?

Tiaa, morze oczywiście było, codziennie po nim pomykaliśmy wodną komunikacją miejską. Co wieczór Trusia i Tola wyciągały nas na plażę w celu skakania przez fale i zbierania muszelek. Teoretycznie było to bardzo przyjazne morze- plaża czyściutka (codziennie była "odkurzana"), piaseczek, woda ciepła (nie cierpię zimnej wody do jakiejkolwiek kąpieli!), na dnie mięciutki piasek, żadnych kolczastych jeżowców, a na dodatek dość długo całkiem płytko. Nic tylko się pluskać. No to ja popluskałam się raz, za to spektakularnie. Skończyło się to tak oto (uwaga, będzie drastycznie!):

Nadmieniam iż jest to ta "lepsza" noga, druga wyglądała gorzej. Skaleczenia miałam też na stopach, dłoniach i przedramieniu. Jak się wynurzyłam, to wyglądałam jak po ataku rekina! Tak się kończy lekceważenie fal i niedocenianie płytkiego Adriatyku! Ponieważ cała przygoda miała miejsce już w pierwszym dniu pobytu, kąpiele morskie dla mnie się zakończyły, bo moczenie ranek w soli do przyjemności raczej nie należy, gojeniu też nie sprzyja. Wciąż preferuję długie spódnice i spodnie- na szczęście nie ma upałów.

Szczęśliwie reszta wodne rozrywki mogła spokojnie codziennie kultywować. Mi pozostało spacerowanie po piasku (w klapkach) i zbieranie muszelek.

Ewentualnie mogłam podziwiać, wzorem Małego Księcia, zachody słońca;-)

Jak się trochę ranki zabliźniły, to na otarcie łez miałam basen, w którym Trusia pluskała się każdego przedpołudnia.

17:21, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
W Wenecji

Wenecja okazała się całkiem przyjazna. Jeszcze nie było tłumów, chociaż oczywiście na Placu św. Marka czy w okolicach Rialto na samotne kontemplowanie widoków nie było co liczyć. Ale jak już opanowaliśmy trochę poruszanie się po labiryncie wąskich uliczek, z których część niespodziewanie kończyła się kanałem, to spacerowanie było całkiem przyjemne. P. okazał się mistrzem czytania mapy i bezbłędnie doprowadzał nas do obranego celu.
Dodatkowo można było oczy paść sklepowymi wystawami i dziwować cenami z kosmosu.

No to co- krótki spacerek po romantycznej Wenecji?

Tego miejsca szukałam specjalnie. Zapamiętałam je z wizyty sprzed nastu lat i koniecznie chciałam trafić na te cudowne "ślimacze" schody raz jeszcze. Udało się, chociaż wcale łatwo nie było:-)
Wakacyjny wyjazd w okolice Wenecji wybraliśmy ze względu na Trusię, która bardzo chciała ją zobaczyć (teraz planuje Paryż- może w przyszłym roku...). Truś zaplanował też przyjemności inne niż zwiedzanie czy chlapanie się w morzu. Otóż Truś zawczasu zrobił sobie listę pamiątkowych zakupów- z Wenecji koniecznie chciała przywieźć maskę.

Szczęśliwie nie miała aż tak dużych (i drogich) maskowych ambicji;-)

No i jak- ładnie? Niebawem na dodatkowym blogu jeszcze więcej zdjęć. Może się skusicie na romantyczną wyprawę do miasta na lagunie- to wcale nie jest daleko, przynajmniej z południa Polski;-)

15:51, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 lipca 2016
A może jednak chociaż jedna wysepka dzisiaj...

Taka najbardziej fotogeniczna, pocztówkowa. Truśka co prawda łażąc po uliczkach Wenecji twierdziła, że prawie każde miejsce nadawałoby się tam do sfotografowania i umieszczenia na kartce pocztowej, ale moim zdaniem najbardziej do tego celu odpowiednie jest Burano. Odwiedziliśmy je jako pierwsze, w poniedziałkowe popołudnie.
Zapraszam:-)

Ładnie, prawda?

Z Burano przyjechała z nami taka oto długonoga i rudowłosa pannica;-)

Siedzi sobie trochę zbuntowana obok butelki z domowym lambrusco. Ale jest całkiem sympatyczna. Jakoś koronki, z których słynie wyspa, mniej nam się podobały.

Więcej zdjęć z Burano mam nadzieję niedługo na osobnym blogu. A jutro ciąg dalszy- może Wenecja... 

22:02, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
"Młodość to stan ducha"

Tak głoszą całkiem fajne reklamy z Ojcem Leonem Knabitem (chyba?).
Mój duch jednak najwyraźniej osłabł chwilowo, czuje się stary, brzydki i gruby, a ja także samo wraz ze swym duchem:( Ale spoko, na pewno to stan przejściowy, po dzisiejszym marudzeniu mam nadzieję jutro zaserwować wam porcję pięknych zdjęć i wspomnień z pięknych miejsc, które odwiedziliśmy w ubiegłym tygodniu. A dziś jeszcze siedzę sobie w dołku głębokości średniej, przywalona zaległościami w pracy spowodowanym urlopem (ale to przecież tylko tydzień był!), wskazaniami wagi łazienkowej (nie żeby były wyższe, ale też nic a nic nie spadły, a i tak są zdecydowanie za wysokie), tym, co widzę w lustrze (a chciałabym zobaczyć odrobinkę inne odbicie) oraz, może najbardziej, aktualnościami polityczno-gospodarczymi, od których szczęśliwie przez tydzień byłam odcięta. I chociaż po powrocie wcale tak ochoczo nie uzupełniam braków wiedzy w powyższym temacie, to jednak dopada mnie ona wbrew mej woli i chwilami sprawia, że chciałabym uciec gdzie pieprz rośnie. I jeszcze to agresywnie zabudowujące się najbliższe otoczenie, prawie na każdym wolnym skraweczku wyrasta jakieś betonowe bloczysko. Niedługo trudno będzie oddychać, już mam wrażenie, że się duszę na swoim osiedlu:-(

No tom sobie pomarudziła ździebeczko. Ale obiecuję, jutro będzie lepiej. A w sobotę Truś wraca z Leśnej Przygody- z powodu braku zasięgu nie mamy z nią od niedzieli kontaktu- tęsknię zatem sobie :-(

15:24, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 czerwca 2016
Pozdrowienia z Wenecji :-)

A także z wysepek pomniejszych- za nami już kolorowe Burano koronkami słynące i Murano z zachwycającymi wyrobami ze szkła- aż trudno wybrać jedną pamiątkę. Pierwszy spacer w labiryncie weneckich uliczek zaliczony, katedra świętego Marka odwiedzona.
Codziennie pluskanie w basenie i wieczorna morska kąpiel, która drugiego dnia skończyła się boleśnie i uświadomiła, przynajmniej mi, że nawet płytkiego morza i średnich fal nie należy lekceważyć.

Ale i tak jest idealnie (puk, puk w niemalowane, żeby nie zapeszyć)- pogoda jak na tutejsze warunki rozpieszcza, nie jest przesadnie gorąco, morska bryza chłodzi przyjemnie i nie jest tak wilgotno, jak zwykle. Oby tak dalej.

Do usłyszenia:-)

22:40, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 czerwca 2016
Już wakacje???

Niby wiedziałam, że już, ale czuję się zaskoczony. No bo jak to, kiedy minął czerwiec? Dopiero co była końcówka maja, a tu już prawie po czerwcu? Nie rozumiem, kiedy to się stało. Na dokładkę już jutro jedziemy na wakacje- czuję się zupełnie nieprzygotowana na ten fakt. Nie wiem, czy zdążę się z ta myślą oswoić i zaprzyjaźnić przed powrotem, bo właściwie za tydzień powoli będziemy pakować nasze bambetle i zbierać się do powrotu. I czas znowu przyspieszy:-(

Do niedawna myślałam sobie, że zostawienie Hery na tydzień pod opieką Buni i Grześka oraz zakochanej w jamorze Lulisi jest pomysłem dla jamnika optymalnym, a teraz zaczynam powoli za nią tęsknić, chociaż jeszcze śpimy razem.

Wiem, że z Bunią będzie jej dobrze, ale mam też świadomość, że będzie tęsknić. Z drugiej strony wielogodzinna podróż i zamknięcie w domku na kempingu czy też włóczenie się po zatłoczonej Wenecji, to też nie są wymarzone wakacje dla psa. Odbije to sobie w sierpniu na Słowacji, hasając po górkach.

Truś za to przygotowany na wyjazd w każdym aspekcie. Lista rzeczy do spakowania- bardzo szczegółowa, z podaniem ilości par majtek, skarpetek i T-shirtów oraz biżuterii- gotowa na laptopie już od dawna.

A tymczasem ja pierwszy raz w życiu zakisiłam ogórki! Bardzo jestem dumna ze swojego wyczynu i już dziś miałam ochotę ich spróbować, tak ładnie wyglądają. Ale obawiam się, że od wczoraj nie zdążyły się jeszcze zakisić.

10:06, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 czerwca 2016
Roczek Lulisi -obchodów dzień drugi

Już tylko z kronikarskiego obowiązku kilka fotek z drugiego dnia imprezowania weekendowego, kiedy to w ramach integracji przybyli do nas rodzice Grześka i zagarnęli Lulisię dla siebie. Prezenty od nich przebiły te z soboty i znowu wielokrotnie przewyższyły wagę i objętość Obdarowanej. Hitem była papuga, powtarzająca całe zdania i podrygująca do tego. Luliś jakby się jej trochę bał. Papużysko po skończonym przyjęciu znalazłam u nas na łóżku Trusi- hmm, czyżby strategicznie została? Wcześniej Łucja próbowała ją sobie na Truśkowego Pifa wymienić- Jednakowoż Truś też wołał Pifa od gadającego ptako-gada (ptako-gada, bo ogon ma bardziej dinozaurzy niż papuzi, łapy też takie bardziej gadzie;-))

Dziadkowie poczuwający się do tej roli i doskonale się w niej odnajdujący, oprócz pak z prezentami przytargali prawdziwy urodzinowy tort wielkości koła od traktora;-)

I jeszcze drugi, specjalnie dla dzieci.

Dziecko Lulin się załapało i nawet próbowało samo pałaszować.

Z prawdziwym Dziadkiem:

I jeszcze Luliś przedpołudniowy, pokościelny, pałaszujący rożka pomazanego perskimi lodzikami.

Następna taka impreza za rok. Ufff! ;-)

18:50, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Parę fotek mojego osobistego Pisklaczka- coby zazdrosny nie był;-)

Żeby Łucji nie było za dużo na raz, trochę mojego Pisklątka, któremu skrzydełka rosną i machać nimi zaczyna coraz śmielej i mocniej. Ale na szczęście wciąż w rodzinnym gnieździe mu dobrze:-)

Mydlane bańki cieszą w każdym wieku- fascynują niemowlaki, "prawie dorosłe" Panienki i dorosłych- przynajmniej takich jak ja. Uwielbiam:-)

Taki to był ostatni weekend tej wiosny- prawdziwie letni. Już za chwileczkę, już za momencik moje Pisklątko skończy trzecią klasę, wkroczy w trudniejszy etap. Trochę mi się serce ściska- bo coraz mniej będzie tej dziecinnej beztroski. Ale póki co cieszmy się chwilą:-) Jak plany się zawalą to już za tydzień będziemy spacerować po Wenecji:-)

15:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 154