RSS
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Skansen w Zubercu w drodze powrotnej

Na naszą ostatnią górską wycieczkę (i zdaje się, że na Deresze takoż) nie zabraliśmy aparatu. A zwłaszcza ta ostatnia dała nam się mocno w kość, bo i trasa nie była najkrótsza, i odcinki pod górę okazały się bardziej strome i dłuższe niż zakładaliśmy, i schodzenie Dolinką Wywieranie w zapadającym zmroku trochę emocji wzbudziło. A na koniec trzeba było jeszcze parę kilometrów w górę po samochód podejść. Ale wspomina się dobrze:-)

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy odpuścili skansen- wakacje bez skansenu się nie liczą;-) Ponieważ Trusia oprotestowała tez w Pribylinie, podstępnie zaciągnęliśmy ją do muzeum w Zubercu. Ale chyba nie było tak źle. A ja tam skanseny lubię, więc jak się kolejny napatoczy gdzieś po drodze, to znowu ją zaciągnę, nie zważając na protesty;-)

Uff, udało się skończyć wakacje 2017 przed kolejnymi, a nawet przed feriami zimowymi 2018- sukces;-)!

Na zdjęciach zielono, a tymczasem rzeczywistość aktualna zaokienna szara i ponura. Czekam wciąż na białe płatki, ale powoli nadzieję tracę:-( A ja przecież tak bardzo lubię śnieg- zwłaszcza "na całej połaci"- jak śpiewała Magda Umer. Białe płatki, przez Męża nazywane "białym paskudztwem" cieszą mnie od dziecka- i mam nadzieję, że nigdy nie przestaną mnie cieszyć. Ale wolałabym je oglądać na żywo, a nie tylko na zdjęciach. W niektórych miejscach na ziemi mają ich kolejny rok w nadmiarze, a u nas takie niedobory- czy nie dałoby się tego jakoś sprawiedliwiej i po równo rozdzielić...

12:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 stycznia 2018
Jeszcze Słowacja

To już końcówka- ponieważ niechcący skasowałam sobie zdjęcia własne z komórki zostały jeszcze tylko dwie relacje. Obie pozagórskie.

Jedna z tradycyjnych rozrywek w Mikulaszu, czyli niedzielnej kąpieli w fontannie- do Toli i Trusi dołączyła Kinga i Iju. Wydaje się, że frajdę mają o te starsze, już z rozrywką obeznane od lat i te nowodołączone i ta najmniejsza- chociaż w jej przypadku frajda z taplania w wodzie to nie dziwota.

W tym roku kolejny raz udało nam się załapać na paradę zabytkowych samochodów- piękne te auta, nieprawdaż?

Tarzania- rozrywka, na którą Trusia czekała od paru lat- tak jak kiedyś czekał Ciech, albowiem trzeba mieć odpowiedni wzrost, żeby móc się przejść po przeszkodach wśród drzew. W tym roku wreszcie się udało, Trusia była w stanie dosięgnąć górnej liny i samodzielnie się przepiąć na kolejną.  Spróbowała przejść dwukrotnie- za pierwszym razem szło jej jeszcze niezbyt sprawnie i nie zdążyła pokonać całej trudniejsze trasy. Ambicja nie pozwoliła jej poprzestać na krótszej, łatwiejszej i trzeba było do Tarzanii pojechać raz jeszcze.

A tymczasem Iju buszowała w jagodowych krzaczkach- w tym roku jagód niestety pod Tarzanią nie było. Ale Iju też ładna;-)

19:58, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 stycznia 2018
12.01.2018

Powinnam coś napisać. Choćby wspomnieć dzień sprzed 12 lat, kiedy po raz czwarty zostałam mamą. Mój mały chłopczyk miałby dziś 12 urodziny.

Jakby wyglądało nasze życie, gdyby został z nami? Czy wtedy byłaby też z nami Trusia? Nie umiem sobie wyobrazić życia bez Trusi. Życie bez Ciszka toczy się już 12 lat..

17:38, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 stycznia 2018
Jeszcze Wiedeń- tym razem wieczorny spacer w obiektywie P.

Wypada skończyć stary rok, zanim zacznie się nowy, zatem wygląda na to, że zgodnie z tą zasadą nasz nowy rok na blogu jeszcze się nie zaczął;-)- został do skończenia Wiedeń i Słowacja.

Dziś kolejna, już ostatnie, porcja wiedeńskich widoczków:

Uff, no to Wiedeń za nami.

A przed nami 2018 rok. Ciekawe, co nam przyniesie. Oby to był dobry rok- tego Wam i nam życzę:-)

19:11, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 grudnia 2017
Jeszcze Wiedeń- tym razem w obiektywie P.

Już bez komentarza- po prostu zdjęcia- ku pamięci.

Wokół domu Hundertwassera:

Belweder:

Kahlenberg:

Schoenbrunn:

Spacer ulicami Starówki wieczorem dnia pierwszego:

Przedpołudnie dnia drugiego:

Ciąg dalszy nastąpi po Sylwestrze, jak pojawi się nowe miejsce na zdjęcia. A do tego czasu ani jedna więcej fotka się niestety nie zmieści.

18:51, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Migawki świąteczne

Cóż, dla mnie tegoroczne Święta właśnie się kończą- jutro dyżur. Ale dzięki temu, że Wigilia wypadała w niedzielę, miałam aż trzy dni świętowania. I chyba udało się odpocząć, zatrzymać na chwilę w codziennym biegu, nacieszyć bliskimi, najeść pyszności po kokardki.

A teraz kilka obrazków.

Nasze tegoroczne choinki:

z sypialni

pokoju Trusi

i ta najważniejsza- na chwilę przed wigilijną kolacją

Chwile oczekiwania na zebranie się całej rodziny przy wigilijnym stole:

Pobojowisko prezentowe:

Nie mam pojęcia, skąd ich się tyle wzięło (prezentów znaczy się). Przecież było losowanie, każdy miał jedną osobę do obdarowania, była lista "marzeń" na lodówce. A liczba paczek i pakunków pod choinką pobiła chyba nasz rodzinny prezentowy rekord!

Pamiętacie tą spódnicę? Jeszcze niedawno nosiła ją Trusia, teraz przejęła Łucja:-)

Dzień po:

U nas wiosna grudniowa, u mojego brata w dalekim kraju śnieżna zima. Tak sobie myślę, czy jeszcze kiedyś w moim życiu doczekam się śniegu w Boże Narodzenie?

Miłego dalszego świętowania Wam życzę:-)

21:27, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 20 grudnia 2017
Jeszcze wróćmy na Słowację- Dolina Prosiecka

Pierniki upieczone i polukrowane, część zakupów świątecznych zrobiona, kartki wysłane, prezenty kupione, mieszkanie ogarnięte i już częściowo stosownie ozdobione. Można więc znowu zrobić skok w bok i wrócić do wakacyjnych wspomnień.

Dziś kolejny klasyk, czyli Dolina Prosiecka. Tym razem jednak połączyliśmy ją z Kwaczańską (tez pewniak) i zrobiła się całodzienna wycieczka. Nawet z emocjami, bo w drodze powrotnej złapała nas burza.

Herka jest dzielnym piechurem i świetnie sobie radzi w trudnym terenie. Niestety drabinek nie była w stanie pokonać i musiała się zgodzić na wniesienie przez P.

 

09:56, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Skoro bez zdjęć się wpis nie liczy, to są i zdjęcia;-)

Na razie te z komórki, ale mam nadzieję, że niedługo dołączą i te z prawdziwego aparatu- ufam, że będą lepsze.

Wokół domu Hundertwassera:

Budka telefoniczna prawdziwie Truśkę zafascynowała, tym bardziej, że w środku był telefon! Zdaje się, że takie urządzenie (budka plus telefon) Trusia zna tylko z filmów o Harrym Potterze. No i jeszcze ze skansenu w Sztokholmie i Aarhus;-)

Wokół Belwederu- niestety czasu na zwiedzenie środka nie było, trzeba nadrobić i następnym razem pokazać Trusi Klimta

Nie wiem, czy to dobrze widać, ale choinka poniżej została ułożona z drewnianych sanek

Na Kahlenbergu zima- śnieg, lodowaty wiatr, a odczuwalna temperatura na pewno oscylowała koło minus 10 stopni, zgodnie z zapowiedziami meteo. Sobota zresztą pogodą nas nie rozpieszczała- chociaż ubraliśmy się dość ciepło, to z radością wracaliśmy do ciepłego autokaru i zwiedzaliśmy wnętrza.

Na dziedzińcu Schonbrunn

Nasz hotel o poranku

W niedzielę na szczęście wiatr nie był już tak przenikliwy, zatem można było pospacerować po mieście i poszperać na adwentowych jarmarkach.

Tutaj właśnie rezyduje Zakon Krzyżacki- ten od bitwy pod Grunwaldem!

Katedra- ku memu wielkiemu zaskoczeniu pod wezwaniem świętego Szczepana, nie Stefana, jak błędnie przez całe dotychczasowe życie myślałam.

Jarmark pod Ratuszem:

Wieczorem:

śnieżna kula, choinki i śnieg na wystawie słynnej cukierni Demel podobno wykonane są z cukru

Stoisko z grzanym winem i ponczem było absolutnie obowiązkowe na każdym jarmarku. Napitek serwowano w ceramicznych kubeczkach, w każdym miejscu kubki były inne- pod Katedrą w kształcie czerwonych świątecznych skarpet. Za kubki pobierało się kaucję, ale chyba sprzedawcy nie liczyli na ich zwrot. Widziałam zaskoczenie ekspedientki, gdy ktoś postanowił jednak oddać naczynia i odzyskać swoją kaucję.

Z komórki to tyle. Mam nadzieję na więcej ciekawszych zdjęć z aparatu- oraz na to, że niebawem znajdę czas, żeby je zgrać i przejrzeć.

To co, teraz wpis już się liczy? ;-)

16:47, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 grudnia 2017
Pomysł na trzeci weekend adwentu

Początkowo wydawało mi się, że fajny taki trzytygodniowy adwent, ale teraz dochodzę do wniosku, że jednak nie fajny, za szybko ucieka. W naszym adwentowym "wieńcu" zapłonęła trzecia świeczka, trzeba się spieszyć- wigilia już za tydzień!

Najbardziej pracochłonne są pierniczki- ale jak się ma pomocników, to robota jakoś idzie;-)

Co prawda najmłodszy pomocnik miał nieco inną koncepcję i postanowił zrobić piernikową kruszonkę, którą to kruszonką następnie posypał podłogę, ale pozostałe cztery rączki dzielnie wałkowały i wycinały.

Najmłodszy Pomocnik, oprócz tego, że kruszył, to jeszcze wyjadał z poświęceniem, to, co się już upiec zdążyło:-)

Szczęśliwie zostało jeszcze sporo do polukrowania:

A z innych weekendowych rozrywek- zainaugurowałyśmy sezon łyżwiarski:-)

I jeszcze był czas na różową kawę:

i inne przyjemności:-)

A tak na marginesie- zawsze wydawało mi się, że różowy i żółty średnio do siebie pasują

A tymczasem niespodzianka- wcale nie jest źle:-)

A zdjęcia z Wiednia oczywiście uzupełnię:-)

21:31, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 grudnia 2017
Pomysł na drugi weekend adwentu

Bardzo krótki jest ten tegoroczny adwent- ledwie się zaczął, a tu już połowa za nami. Woreczków i skarpetek w adwentowym kalendarzu ubywa, przybywa za to ozdób, gdyż w każdym woreczku jedna się ukrywa. Mój tegoroczny "projekt kalendarzowy" zakładał, że każdego dnia adwentu znajdzie Trusia jedną ozdobę, którą będzie wieszać na miejscu opróżnionej z niespodzianki skarpetki na gałązkach kalendarza.

Pieczenie pierniczków już za nami- teraz czekają na lukrowanie i ozdabianie, które mamy nadzieję uskutecznić w najbliższy weekend.
Kartki z życzeniami wciąż nie napisane:-( Ale za to prezenty już się gromadzą i pomalutku kompletują.

Tyle tych miłych przedświątecznych prac, a ja zaplanowałam na drugi weekend adwentowy atrakcję specjalną- wyjazd na świąteczny jarmark do Wiednia. Pomysł zakiełkował mi zaraz po powrocie ze Sztokholmu- wtedy jeszcze bez konkretnego terminu, chciałam Trusi pokazać kolejną europejską stolicę- była już Kopenhaga, był Sztokholm, Rzym i Amsterdam, no i oczywiście Warszawa. Ale czas leci, trzeba się spieszyć, bo stolic do odwiedzenia jeszcze duuużo. Wiedeń od Krakowa rzut beretem, więc czemu nie wybrać się tu w odwiedziny. i tak oto moja kiełkująca idea zmieniła się w konkretną wyprawę.

Tym razem wybraliśmy wyjazd zorganizowany i wybór ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Sami na pewno nie zmobilizowalibyśmy się do zobaczenia aż tylu miejsc. A tak zostaliśmy dostarczeni i pod dom Hundertwassera, i pod jego spalarnię śmieci, pod Belweder, na Kahlenberg, zwiedziliśmy Schoenbrunn i Hofburg i oczywiście zakamarki starówki, docierając nawet do domu, w którym czas jakiś zamieszkiwał Mozart i pod siedzibę wciąż działającego Zakonu Krzyżackiego! A wszystko opatrzone bardzo ciekawym komentarzem naszego przewodnika Tomka i jego koleżanki Joasi.

Obowiązkowo odwiedziliśmy też świąteczne jarmarki, których w Wiedniu jest kilka, napiliśmy się grzanego wina i ponczu, zjedliśmy pieczonego kasztany (do tej pory nie byłam ich fanką, tym razem jednak bardzo mi smakowały), Truśka objadała się pieczonymi ziemniaczkami w kilku formach. Oczywiście nie mogło się obyć bez tradycyjnego wiedeńskiego obiadu, czyli rosołu z paskami naleśnikowymi i Wienerschnitzel- całe szczęście, że zapłacony obiad był właśnie taki, bo inaczej Struś wpadłby w depresję- gdyby na przykład zaserwowano czeskie knedliczki z kapuchą i gulaszem- oj, to by była rozpacz;-) no ale wszystko przed nami, bo zachęcona sukcesem wiedeńskim już planuję wyjazd do Pragi, Budapesztu i Bratysławy- w końcu są to stolice, podobnie jak Wiedeń dostępne dla nas w ramach weekendowego wyjazdu:-)

17:44, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 169
Archiwum