RSS
czwartek, 14 lutego 2019
Dziś Walentynki

A jak Walentynki, to urodziny Gertrusi- już dwunaste! Dwanaście lat temu spełniło się moje marzenie.

Najukochańsza moja Walentynko, niech Ci się życie pięknie  układa. Nawet jeśli nie chcesz się uśmiechać, to niech w Twoim sercu mieszka radość. Jak już musisz wstać rano zdecydowanie Twoim zdaniem zbyt wcześnie, to niech dzień, który się zaczyna będzie dobrym dniem, w którym może poznasz kogoś, kto zostanie Twoim Przyjacielem, dowiesz się czegoś ciekawego, a może nawet wygrasz milion;-)

Kochanie, bądź szczęśliwa, zdrowa, piękna duchem. Kochaj siebie i dawaj innym radość. I zachowaj zawsze w sobie cząstkę tego cudownego Dziecka, którym zawsze byłaś. Nie bój się marzyć i spełniaj marzenia.

Kocham Cię do najdalszych gwiazd i jeszcze dalej- do nieskończoności. I zawsze będę z Tobą.

 

16:58, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 lutego 2019
Dolomity 2019

Chociaż w ubiegłym roku odgrażałam się, że czas odkryć nowe miejscówki narciarskie, to tradycyjnie wylądowaliśmy w Dolomitach w ukochanym Apart Hotelu Les Alpes w Cavalese. Trusia słyszeć nie chciała o wyjeździe w jakiekolwiek inne miejsce. A ponieważ i nam zawsze tam było dobrze, to specjalnie się nie buntowaliśmy. 
Okazało się,  że nasz hotelik w mienionym roku przeszedł wewnętrzny lifting, apartamenty całkowicie odnowiono, wymieniono wyposażenie, chociaż układ pozostał ten sam. Zawsze miło zamieszkać w takim świeżutkim miejscu, co nie znaczy wcale, że poprzednio było źle.

Wyjazd do miejsca znanego ma niewątpliwie swoje plusy- człowiek dobrze wie, gdzie ma jechać, które trasy są fajne, na których często robią się muldy lub lód, w której bajcie dają najlepsza pizzę, gdzie można zamówić Strauben, czyli tyrolskie "naleśniki". Wiadomo ile czasu potrzeba, żeby z Oberregen wrócić z powrotem do Predazzo i nie spóźnić się na autobus. A skoro takie to wszystko bezpieczne i oswojone, można pozwolić sobie na zapuszczenie się nieco dalej na Sella Ronda- zasadniczo jeździmy w Val di Fiemme, ale jeden dzień spędzamy szalejąc w Val di Fassa. Startując z Pozza di Fassa gondolką i potem krzesełkiem na Buffaure, przejeżdżając następnie na Ciampac, z niego zjeżdżając do Alby, a z Alby dużą gondolą hyc na Sella Ronda. A tam szaleństwo, które raczej się nie znudzi. Tylko czasu trzeba pilnować, żeby wrócić z powrotem do Pozza di Fassa na 16-tą. 

W czasie gdy Austria i Niemcy zmagały się z nadmiarem śniegu, Kraków nawiedzały kolejne zimowe klęski w postaci zamieci, gołoledzi, a potem odwilży, my szusowaliśmy po idealnie przygotowanych nartostradkach, głównie zbudowanych ze sztucznego śniegu. Na osłodę cieniutka warstewka białego puszku pokrywała podłoże poza trasami na wyższych wysokościach. Słonko świeciło, lekki mrozik utrzymywał narciarskie warunki na dobrym poziomie, ale jednocześnie nie ziębił zanadto naszych twarzy. Żyć nie umierać. I jeździć od rana do zamknięcia wyciągów!

Oj, cudnie było....

Taki zachód słońca cieszył nasze oczy w dniu przyjazdu:

Tak wyglądają Strauben. Pyszne są.

Ech, kocham narty w Dolomitach. I bardzo się cieszę, że Trusia nie tylko połknęła narciarskiego bakcyla, ale przełamuje kolejne bariery. Wreszcie dała się przekonać, że trasy z czarnym lizaczkiem nadają się dla takiego "eksperta" jak ona, a niektóre z nich nawet polubiła:-) Mam wrażenie, że P., chociaż zawsze marudzi na zimę oraz "białe paskudztwo" nie był w Dolomitach nieszczęśliwy. Bardzo pilnował, żeby na starcie włączyć Endomondo i dzięki temu wiemy, że na nartach przejechaliśmy ok. 360 km, z wyciągami oczywiście więcej:-)

21:11, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 stycznia 2019
Urodziny

Wczoraj były. Moje. I przeżyłam je zupełnie bezboleśnie:-) A nawet całkiem miło było- po dyżurze, ale na szczęście niezbyt ciężkim. Córka Starsza zaprosiła mnie na kawę i urodzinowe ciacho- nie mogąc się zdecydować wzięłyśmy trzy różne ciastka i zjadłyśmy na spółę. Przyjaciółka wieczorem zabrała mnie na pizzę i podarowała walentynkowe serduszko na łańcuszku. Ukochany Mąż zakupił bukiet- też taki jakiś walentynkowy, bo czerwono-różowy z domieszką bieli. Pamiętały rozmaite sieciówki, przysyłając oferty urodzinowych zniżek- i one mnie kochają;-)

Ale to wszystko nic, prawdziwym hitem okazał się mój prezent, zorganizowany i zakupiony siłami całej rodzinki, wybrany z mojej osobistej listy marzeń- dostałam trzydniowy pobyt w Londynie i bilety na musical Król Lew w Lyceum Theater- lecimy z P. 22.03.:-)
Do tej pory jestem w szoku!

Pewnie zapamiętam urodziny 2019 na długo i będzie to całkiem miłe wspomnienie. No chyba, że przyćmią je prezenty na kolejne rocznice- bo lista marzeń się nie wyczerpała, a latka lecą, co może jednak wpędzić w depresję. Zatem Rodzino Moja Ukochana pamiętaj- zorza polarna ciągle jest aktualna;-)

16:26, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 stycznia 2019
Okołosylwestrowe wygłupy i takie tam

Za tydzień będziemy już, mam nadzieję, szusować na nartach w Dolomitach (o tej porze to raczej umierać ze zmęczenia po pierwszym dniu jazdy;-)), zatem jeszcze ostatnie zdjęcia przed wyjazdem. Pewnie do piątku nie uda i się już niczego napisać, pewnie też nie będzie o czym, no chyba że o przedwyjazdowym amoku. Oczywiście okazało się, że na Truśkę nie pasują zeszłoroczne spodnie narciarskie, a moja kurtka z trudem się dopina. Buty Trusi też za ciasne, ale na szczęście wchodzi bez problemu w Buniowe. Za to w moich przypomniała się złamana klamra, z którą niestety nie da się nic zrobić, bo części zamienne do butów narciarskich właściwie nie istnieją. Więc albo nowe buty albo jazda z niezapiętą klamrą:-(

No ale tym się będę martwić we wtorek- jutro i tak nie warto, bo mam dyżur, więc nic nie zrobię. A póki co- zdjęcia z okołosylwestrowej działalności.

Jak tu się nie uśmiechać do takiej bomby kalorycznej:-) A tak na marginesie, wcale nie wypiła wszystkiego, co było zresztą do przewidzenia.

Prawda, że nikogo nie widać? ;-)

Surprise! :-)

Już we dwójkę dawały radę obrócić Trusiowy pokój w perzynę. We trójkę zamieniły go w gniazdo harpii ( w ich nomenklaturze "przytulne gniazdko")

Nie tylko one były zadowolone z przytulności owego "gniazdka"- Hera też nie pogardziła gościną

Hera w legowisku na podłodze, a Harpie tymczasem na grzędzie

Tradycyjnie trzeba się było wybrać na sylwestrowe zakupy

Skąd im się te aureolki nad głowami wzięły?;-)

Good Lood na zakończenie 2018 roku:-)

Sylwestrowy wieczór horrorowy

Na pierwszą noc nowego roku uwiły sobie nowe gniazdo

Noworocznie:

Ech, uwielbiam je wszystkie:-) Chociaż bywają irytujące, to i tak je kocham:-)

Nawet poczytać spokojnie nie można, bo się człowiekowi od razu jamnik na fotel ładuje;-)

19:39, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 stycznia 2019
2019

Za oknem szaro i mokro, w Trójce Top Wszechczasów, ja w w pracy.
Wychodząc rano z domu pozostawiłam sześć śpiących pokotem nastolatek, jednego słabo obudzonego Męża, dwa"ćwierkające" morskie prosiaczki, jednego jamnika, moszczącego się na poranną drzemkę pośród zalegających dziewczynek i umiarkowany bałagan.
Ot taki początek roku 2019.

Ostatnie dni 2018- Aquamen w kinie, Kwiat Paproci w Słowackim, szaleństwo zakupowe na wyprzedażach, spacer  ze zwiedzaniem szopek w kościołach,  trampoliny, lodowisko, mnóstwo niezdrowych przekąsek i gazowanych napojów, wieczór filmowy w podgrupach- grupa młodsza horrory (ulubiony ostatnio gatunek Truśkowy- wciąż filmowo żyje w klimatach Halloween), grupa starszaków Kształt Wody- trochę ambitniej. 
Kanonada fajerwerków o północy- pies przeżył zakopany w pościeli w naszym łóżku.

Może tak pudełkowy detoks od pierwszego?

 

No to szczęśliwego 2019. I detoksu- od codziennej gonitwy, stresów, niezdrowych przyzwyczajeń i nałogów. 
Uściski:-) 

11:58, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 grudnia 2018
Migawki świąteczne

Koniec roku zbliża się wielkimi krokami, jeszcze tylko dwa dni i zacznie się 2019.
Nie wiem, czy to znaki czasu, wiek, okres w życiu, czy inne powody sprawiają, że dni przelatują mi jak godziny, tygodnie pędzą jak szalone, miesiące i pory roku mijają niepostrzeżenie, zanim się zdążę do nich przyzwyczaić. Z 2018 rokiem też się dopiero zaczęłam oswajać, a tu już finisz.

Trusia- jeszcze niedawno taka:

teraz prawie dorosła- niektóre ciuchy możemy już nosić na spółkę :-(

Jeszcze nie tak dawno dekorowaliśmy pierniczki w taki oto gronie:

A w tym roku- poza oczywiście pierniczkowaniem w Nałęczowie- resztkę pierników dekorowaliśmy z Iju i Babcią:

Tylko choinka co roku dość podobna:

w 2018 mamy taką:

Wigilia- po raz pierwszy w życiu Trusi świętowana nie w naszym mieszkaniu. Oj, nie była tym pomysłem zachwycona- ale przecież udało się świętowanie- w gronie większym, bo wzbogaconym o rodziców i brata Grześka, w tym roku też z Gargusiem, no i z czterema zwierzakami w pakiecie:-)

Iju miała bardzo oryginalny pomysł na świąteczny makijaż;-)

Jakże to inna stylizacja od Trusiowej w mniej więcej analogicznym wiekowo czasie;-)

Może to po prostu kwestia mody- w końcu i ona się zmienia, nawet w najmłodszej grupie wiekowej.

Czyżby święta były aż tak męczące? ;-)

Pod choinką w pierwszy dzień Świąt- tym razem "naszą":

A godzinę później już tak:

Najmłodszym po krótkiej drzemce wraca energia i dobre pomysły:

Ot, taki trochę wyrośnięty Klocuszek- Duplaczek:-)

17:09, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 grudnia 2018
Pierniczkowanie w Nałęczowie

Taak, w tym roku w ramach świeżutko powołanej do życia firmy "Stary Piernik" akcję pierniczkową uskutecznialiśmy z dala od domu, w Nałęczowie. Tym razem nie W Drzewach ale w równie pięknym domu pasywnym najwspanialszych na świecie Fraszków.

Zanim zabraliśmy się za wałkowanie, wykrawanie i lukrowanie, zostaliśmy uraczeni przepyszną i przepiękną bezą;

Taką samą dostali goście drzewnych domków- ponoć w okolicach okołoświątecznych w ramach podwieczorków serwuje się im ciasta o podobnej wykwintności. Zatem rezerwujcie domki- chociaż nie wiem, czy na 2021 mają jeszcze coś wolnego w tym okresie...

Lukry do ozdabiania pierniczków były równie wykwintnie "podane":

Wreszcie wystartowaliśmy:

Jak widać na załączonym obrazku mieliśmy dość nietypowego, ale bardzo zaangażowanego pomocnika, a właściwie pomocnicę, Figę:-)

Co prawda zajmowała się głównie podkradaniem i pałaszowaniem, ale robiła to z wielkim wdziękiem i nie mniejszym entuzjazmem:-)

Gotowe dzieła:

Zestaw specjalny autorstwa Truśki, dostała go w prezencie jej Wychowawczyni. podobne się NIE obraziła (mam nadzieję, bo inaczej Truśka do ósmej klasy ma przechlapane).

Jeśli chodzi o tematykę, to nie pytajcie mnie, tylko Truśke- może Halloweenu jej było za mało?

Tak sobie patrzę na te zdjęcia, wspominam ubiegły weekend i myślę, że te Fraszki to prawdziwi czarodzieje- tyle pięknej magii wokół siebie potrafią stworzyć. Taak, to były prawdziwe bożonarodzeniowe, czy raczej jeszcze adwentowe, czary:-)

Nazajutrz o poranku- wspólne czytanie:-)

i budowanie- stworzył się mały domeczek pasywny;-)

A za oknem trochę zimy:

Pierniczkowanie odbyło się też wczoraj, bo przecież nie można było Iju pozbawić tej tradycyjnej zabawy. Ale pewnie już przed Wigilią nie zdążę niczego na bloga wrócić, więc fotek parę z tego wydarzenia i pewnie także z Wigilii i kolejnych dni świętowania już po Bożym Narodzeniu.

A teraz życzenia dla Was- pięknych Świąt dla wszystkich, którzy tu zaglądają. Dajcie się zaczarować świątecznej magii i nie pozwólcie, by pośpiech i dążenie do perfekcji zmąciło Wam świąteczną atmosferę (jak mi się to zdarzyło wczoraj). Może faktycznie nie śledzie czy makowce są ważne, lecz rodzina, wspólna radość i kolędowanie.

Wesołych Świąt:-)

10:50, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Praga dzień drugi

Dzień drugi to było Nowe i Stare Miasto, trochę Dzielnicy Żydowskiej, jeszcze chwila na jarmarkach o powrót do domu. Mało, zdecydowanie za mało jak na te wszystkie piękne miejsca:-(

Uderzyło mnie, jak bardzo Praga miejscami przypomina mi Wiedeń- ma nawet swój Dom Secesji

Baszta Prochowa nieopodal

i teatr- ciągle mnie zachwyca, że Czesi na teatr mówią "dziwadło":-)

Słynne Vaclawskie Namesti

Fragmenty Uniwersytetu Karola

i uliczki Starego Miasta

Kościół Panny Marii przed Tynem- no i nie zapytałam w końcu przewodniczki, co to jest/był ów Tyn:-(- muszę doczytać

Jeszcze krótki spacer po Dzielnicy Żydowskiej.
Pomnik Kafki

Synagoga Hiszpańska

Ratusz

Niestety, tej najstarszej synagogi, gotyckiej, nie udało mi się ładnie sfotografować, więc jej nie będzie:-(

Znowu trochę mojej ukochanej secesji:

I powrót na Stare Miasto

Truś w sklepie słodyczowym, "przedsionku" Muzeum Czekolady i bodajże też Figur Woskowych (nie zwiedzaliśmy, Truska tylko zrobiła zakupy, albowiem uwielbia takie sklepy)

Piękne kamienicy wokół Rynku

Potem jeszcze zakupy na Jarmarku- posililiśmy się minipankejkami, robionymi na miejscu chipsami z ziemniaków i oczywiście pieczonymi kasztanami. Nie kupiliśmy wiele- bombeczki z krecikiem na małe prezenty i jeszcze parę drobiazgów.

Na koniec jeszcze najmodniejsze praskie pojazdy- w Wiedniu i Krakowie królują dorożki, Praga postawiła na samochody retro:

I tyle Pragi. Trzeba wrócić koniecznie.

10:26, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 grudnia 2018
Praga w pigułeczce

Niestety, nie był to ubiegłoroczny Wiedeń w pigułce, w Pradze ledwie "liznęliśmy" jej cudów. Cóż, trzeba będzie powtórzyć eskapadę w bardziej sprzyjającym czasie i może na ździebko dłużej.

Ale w ubiegły weekend było tak:

Zaczęło się od Klasztoru na Strachovie

Potem Hradczany

Potem Mała Strana i pierwszy jarmark adwentowy na Kampie

Praski Mural po drodze:

No i wreszcie słynnym Mostem Karola przeszliśmy na Stare Miasto

I wreszcie wieczorna wizyta na głównym jarmarku na rynku Starego MIasta

I tyle na dzień pierwszy. Sporo- niestety szybko.

22:22, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 grudnia 2018
Grudzień

No cóż, ostatnie notki dotyczą jakby początku listopada, a tu już grudzień w połowie. Co prawda coś tam trafiło do "Paryża i Bretanii"- jak ktoś przyuważył, to przeczytał, a właściwie pooglądał obrazki. Tymczasem w grudniu za nami już kalendarze adwentowe (tzn za mną, bo je zrobiłam dla Trusi i Iju, szczęśliwie Garguś jeszcze na kalendarz za mały, Truśka jakoś nie chce wyrosnąć z tego zwyczaju, przynajmniej nie w tym roku), Barbórka- a przypominam Barbary mamy dwie, jarmark adwentowy w Pradze i jeszcze P. wizyta służbowa w Wietnamie- trzy dni tylko na miejscu, ale zawsze Azję już drugi raz zaliczył- wcześniej był w Singapurze chyba, czy czymś innym na S, teraz w dawnym Sajgonie.

W domu pomalutku robi się świątecznie, wyciągam ciemnozielone i czerwone poszewki na poduchy, kapy na łózka i zasłonki, obwieszam co się da światełkami. Pierwsza partia pierniczków upieczona, więc ładnie nam pachnie. Reszta ciasta dojrzewa w lodówce, czekana wywiezienie do Nałęczowa i wspólne pierniczkowanie z Fraszkami- to już za dwa dni:-)

Relacja z Pragi mam nadzieję jeszcze w tym tygodni- oby tylko udało mi się zdjęcia z komórek zgrać- P. co prawda odzyskał swój naprawiony aparat, ale strategicznie zapomniał go zabrać na jarmark. Zatem zdjęcia znowu komórkowe:-(

Trudno- Truśki na nich mało, bo ostatnio nie lubi się fotografować i foszy, gdy się w nią obiektyw wyceluje, więc jak nawet uda się ją ująć, to wygląda jak purchla!

Tegoroczne kalendarze Trusi:

Z czekoladkami- korpus z Tigera, ale trzeba go było go sobie samemu wypełnić.

18:50, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 174
Archiwum