RSS
czwartek, 30 października 2014
Strrrrraszna Trrrrrusia

Stylizacja w sam raz na Halloween:

Autorka stylizacji- Trusia :-)

Tylko nie wpatrujcie się zbyt długo, bo się wam jeszcze przyśni ;-)

ŁAAAAA!!!

21:02, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 października 2014
Ciąg dalszy, czyli Krzyżtopór we mgle

W niedzielę postanowiłam wreszcie zrealizować swoją zachciankę i zobaczyć zamek Krzyżtopór w Ujeżdzie. I chociaż zarówno dojazd.org jak i mapy google, a nawet nasz osobisty GPS za wszelką cenę próbowały mnie tej przyjemności pozbawić uporczywie karząc nam się kierować do Ujazdu koło Kędzierzyna Koźla, choć GPS uparcie ignorował także inne wpisywane przez nas miejscowości, choć już w drodze objazd prawie skierował nas na manowce, to jednak nie daliśmy się i cel osiągnęliśmy.

Ale zanim dane nam było podziwiać ruiny wielkiego zamczyska spowitego w jesienną mgłę, było jeszcze, na specjalne Truśkowe życzenie, Muzeum Zabawek w Kielcach- nocujemy w hotelu tuż obok, zatem co mam szkodziło znowu tam zaglądnąć... I tylko szkoda, że nie zabrałam aparatu i zdjęcia mogłam zrobić komórką:(

Ulubione miejsce Trusi, w którym spędziła najwięcej czasu, to Warsztat Zabawek, gdzie można stworzyć własnego misia z gotowych elementów- Truśka zrobiła ich siedem, między innymi te dwa poniżej:

Zabaweczka na tym obrazeczku poprzednio jakoś nie rzuciła mi się w oczy, a tym razem podbiła moje serce- drewniane krasnoludki w domku-grzybku. Gdybym tylko znalazła taką w jakimś sklepie, nabyłabym natychmiast.

Była też obowiązkowa wizyta w "Czterech Porach Roku" na najpyszniejszej w świecie drożdżówce z kruszonką.

W końcu pożegnaliśmy nasz gościnny hotel "Pod Złotą Różą" i wyruszyliśmy na poszukiwania Krzyżtopora.

Zamek Krzyżtopór jest niezwykły z kilku powodów- nie tylko ze względu na imponujące rozmiary- zanim zbudowano francuski Wersal był on największym pałacem w Europie. Przewodniki nazywają go kalendarzem z kamień, gdyż miał on 365 okien, 52 komnaty, 12 wielkich sal, 4 baszty narożne i 7 wejść. A jak przeczytałam, że jego właściciel Krzysztof Ossoliński podejmował swych gości w sali jadalnej, w której sufit stanowiło wielkie akwarium, po uczcie czekała ich przejażdżka saniami w podziemnym tunelu wysypanym cukrem, zaś w stajniach konie jadły z marmurowych żłobów i przeglądały się w kryształowych lustrach, to po prostu musiałam zobaczyć to cudo, choćby czasy jej świetności dawno przeminęły.
W jesiennej mgle wydawało się, że w zamkowych ruinach przemykają się duchy jego właścicieli, chociaż do północy było jeszcze daleko. Wyobrażam sobie ile emocji dostarczać musi nocne zwiedzanie zamku- tego typu rozrywki są tu od czasu do czasu organizowane.

Mogłabym jeszcze drugie i trzecie tyle zdjęć wstawić, ale czas się pożegnać i wracać do domu. Jeśli się tu kiedyś zabłąkacie, a potem wracać będziecie do Krakowa sandomierską trasą, to zatrzymajcie się w Opatkowicach w Starym Młynie- pysznie jedzonko tam dają:-)

 

20:44, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 października 2014
Z cyklu "Lubimy Kielce" odcinek 3

Stali nasi bywalcy zapewne pamiętają, że rok temu zachwyciliśmy się Kielcami i okolicą i co pół roku tam wracamy przy okazji moich szkoleń w ramach "Szkoły Radiologii". Zawitaliśmy zatem i w ten weekend, realizując tym samym także postanowienie przeciwstawienia się jesiennej melancholii i umilania sobie tego czasu w największym możliwym stopniu.

W sobotę pojechaliśmy do Ćmielowa, by odwiedzić znajdujące się tam "Żywe Muzeum Porcelany". O tej porze roku jest tu pusto, trochę smutno i wieje chłodem, ale i tak muzeum nas zachwyciło. Wystawę i samo muzeum zwiedzaliśmy tylko we trójkę, mieliśmy więc panią Przewodniczkę do swojej dyspozycji. Wysłuchaliśmy ciekawej opowieści o powstaniu fabryki porcelany w Ćmielowie i o jej renesansie w ostatnich latach, gdy podupadający zakład kupił człowiek z pasją i tchnął weń nowego ducha. Piszę oczywiście nie o nie najgorzej prosperującej fabryce wyrabiającej maszynowo serwisy, ale o manufakturze, w której ręcznie wytwarzane są porcelanowe figurki i przepiękne ręcznie malowane filiżanki. W "Żywym Muzeum" mogliśmy zobaczyć, jak się wytwarza te cudeńka, obejrzeliśmy ogromny stary piec, który kiedyś służył do ich wypalania. Dowiedzieliśmy się, że w przypadku najdelikatniejszych wyrobów na 100 ostatecznie udaje się "przeżyć" cały proces tylko ośmiu! Nic dziwnego, że ich cena zwala z nóg- filiżaneczka z różowej porcelany kosztuje bagatelka około 200zł i to po przecenie! Figurki też osiągają cenę kilku stówek, zaś cały serwis kawowy można nabyć "już" od 4000 zł. Ten z różowej porcelany kosztował 7000! Zatem zwiedzanie zakończyło się bez nabycia pamiątki w firmowym sklepiku, co poskutkowało Trusiowym łez laniem, albowiem Dzieć upodobał sobie właśnie ową różową filiżaneczkę. (Pisząc o różowej porcelanie nie mam na myśli tego, że pomalowano ją na różową, ale fakt, że dzięki specjalnym dodatkom sama porcelana jest różowa. Od niedawna produkowane są też wyroby z porcelany niebieskiej.) Jeśli zabłąkacie się gdzieś w okolice Ćmielowa, to zaglądnijcie koniecznie do "Żywego Muzeum Porcelany"- naprawdę warto. Jeśli ma się więcej czasu, można wziąć udział w warsztatach i stworzyć samemu porcelanowe cudeńko.

Porcelanowe małpki zdobią trawnik przed wejściem do muzeum. Postać małpy szczególnie upodobał sobie obecny właściciel fabryki, który był też pomysłodawcą cyklu obrazów na porcelanie "Małpy Europy"- podobno każdy obrazek oprócz postaci małpy oraz flagi i typowej dla danego państwa budowli kryje w sobie też inną "tajemnicę".

W takich szamotowych "pudełeczkach" wypalano kiedyś porcelanowe wyroby- Truś we wnętrzu ogromnego pieca.

A to fragment pieca z zewnątrz- ma on rozmiary całkiem sporego pokoju, a wysokość ponad 20 metrów.

Wydobytą z formy i wstępnie wypaloną figurkę trzeba wygładzić na krawędziach.

Tak wyglądają porcelanowe filiżanki podświetlone- prześwitują. Te "pomarańczowe" w rzeczywistości przeświecają na różowo i są wykonane ze wspomnianej na początku różowej porcelany, z tyłu stoi też filiżaneczka niebieska.

W drodze powrotnej do Kielc wysiedliśmy na Chwilkę w Opatowie, bo zachwyciła nas skąpana w zachodzącym słońcu kolegiata świętego Marcina, pamiętająca jeszcze czasy króla Kazimierza Wielkiego. W kolegiacie gościł podobno Władysław Jagiełło, a król Jan III Sobieski dziękował Bogu za zwycięstwo pod Wiedniem. Szacowna to zatem wielce budowla.

Lodowate wietrzysko szybciutko zagoniło nas z powrotem do samochodu, zatem o całkiem przyzwoitej porze powróciliśmy do naszego hotelu w Kielcach, gdzie oddaliśmy się wieczornej rozpuście w postaci przepysznej kolacji, a potem zalegania we trójkę w łózkach przed telewizorem- zważcie, że dla Trusi jest to atrakcja niebywała, bo nie pamięta ona czasów, kiedy sprzęt takowy był jeszcze w naszym domu;-)

Na koniec Truśka "barowa". Co prawda nie skończyły się na tym nasze tegojesienne kieleckie przyjemności, ale z powodu sporej ilości zdjęć relację z niedzieli przeniosę na jutro.
Czyli CDN....

21:30, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 października 2014
Miły weekend

W piątek przyjechali do nas Mila i Tadzio. Ja i Mila spałyśmy razem w łóżku . A  wstałyśmy o 6 rano i poszłyśmy do kąpieli w wannie . W godzinie obiadowej pojechałyśmy do Centrum Bajki  w Pacanowie . I karmiłyśmy koziołki trawą, a potem zjadłyśmy obiad w knajpie. Ja jadłam kurczaczki panierowane w czipsach i piłam sprite .


18:33, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 października 2014
Goście długo niewidziani :)))

Sobota- w Pacanowie:

Niedziela w Krakowie

O poranku spontaniczna dziecięca demonstracja:

Dorośli pozostali nieugięci i chociaż pierwotne plany się zmieniły, to zamiast siedzieć w ciemnym kinie łapaliśmy słoneczne promyczki.

Na Plantach:

Na Placu Szczepańskim- fontanna nawet "wygasła" nadaje się do zabawy:

Trochę łasuchowaliśmy:

A kino było małe w domku- niestety niedokończone, bo Goście musieli wracać do Warszawy:

Truś już tęskni.

19:17, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 15 października 2014
Na siódme urodziny "Gertrusi" o modzie i kinie

Mam nadzieję, że wizyta "naszego" trolla była tylko przypadkowa i więcej się on już u nas nie pojawi. Cóż, takie incydenty zawsze powodują u mnie chęć wycofania się- można je porównać z włamaniem do mieszkania czy samochodu- nawet jak nic cennego nie zginie, to i tak naruszone zostaje poczucie bezpieczeństwa. W przypadku trolla- pal licho krytykę mojego stylu pisania- chociaż każda krytyka jednak trochę boli. Ale już wyzłośliwania się na temat bliskich mi osób tolerować nie zamierzam, a i boli ono bardzo zaś moje psychiczne rany nie goją się tak łatwo.

Na siódme urodziny "Gertrusi", które były wczoraj, planowałam wpis ze zdjęciami z wakacji w Liptowie. Plany hucznego świętowania pokrzyżował wredny hejter i brak czasu- wciąż nie udało mi się tych zdjęć nawet pooglądać, nie mówiąc już o wybraniu paru i przygotowaniu ich do wstawienia na bloga. Zatem skoro obiecałam, że bez słowackich wspomnień bloga nie zamknę, to znaczy, że jeszcze chwilkę z wami pobędę;-) Za miłe słowa- te w komentarzach i na mailu- bardzo wam dziękuję. Bo prawda jest taka, że chociaż na początku deklarujemy, że bloga piszemy tylko ku własnej i potomnych naszych pamięci, to z upływem czasu i powiększaniem się grona Znajomych powstają wpisy także dla Nich:-) Poza tym i mi bez Was byłoby smutno...

Aby uczcić urodziny bloga wybrałyśmy się z Truśką do kina. Nietypowo, bo we wtorek, a wiadomo, że do kina chodzi się w czasie weekendu. Pomysł padł z ust Córki, a ja dałam się namówić, bo po dwóch dobach dyżuru w krótkim czasie i przed kolejnym dziś czułam, ze nieskomplikowana rozrywka dobrze mi zrobi.  Poza tym, jak jestem już w domu, to staram się Truśce poświęcić jak nawięcej fajnie spędzonego razem czasu, z czego niewątpliwie cieszy się kurz zalegający na półkach oraz inna domowa entropia. Ale co tam, Pudłaki zapewne nie będą grane wiecznie i mogłyby nam przepaść, tak jak już niejeden film.
Udało nam się i na sali oprócz nas były jeszcze dwie osoby! (Parę lat temu, gdy poszłyśmy do kina poza weekendem, byłyśmy same i nawet musiałam interweniować u obsługi, bo zapomniano nam włączyć film!) A jeśli chodzi o Pudlaki, to film ma mroczną atmosferę, momenty grozy i bałam się, że Trusia w pewnym momencie zechce się ewakuować. Jednak wiek i większa dojrzalość psychiczna robią swoje i do ewakuacji, która pewnie jeszcze rok temu miałaby miejsce, tym razem nie doszło. Truś jak zwykle półgłosem komentował- bardzo trafnie zresztą- dla tych jej komentarzy między innymi bardzo lubię chodzić z nią do kina, teatru i w inne jeszcze miejsca "kulturalne", zaśmiewał się w momentach komicznych- bo szczęśliwie nie cały czas było mrocznie i strasznie i kulił na fotelu w chwilach grozy. A na Pudłaki też możecie się wybrać- tylko raczej z tymi troszkę starszymi dziećmi, maluchy mogą jednak zostać pokonane przez niepięknych bohaterów (zarówno ci pozytywni jak i negatywni w większości urodą nie grzeszą) i ponurą atmosferę miasteczka Cheesebridge. Na szczęście wszystko kończy się dobrze, Pudłaki wyłażą z kanałów, a w Cheesebridge robi się sympatyczniej.

A teraz o modzie. Jak nie od dziś wiadomo "szmatki" to moje hobby, zaś dziecięce "szmatki" to hobby jeszcze większe;-) Śledzę zatem z "zapartym tchem" nowinki na "modowych" blogach oraz na Ładne Bebe, nakręcam się pięknymi zdjęciami i stylizacjami i wyobrażam sobie Truśka w podobnych;-) Potem klikam w linki i najczęściej (na szczęście dla naszego budżetu- tak tak mój drogi P., mogłoby być jeszcze gorzej!;-)) odpuszczam, bo liczą sobie za owe ciuszki zwykle niemało. Są oczywiście takie, którym oprzeć się nie mogę i które  po prostu MUSZĄ w Truśkowej szafie zamieszkać (bo w mojej  racji braku wersji "dla dużej dziewczynki" niestety nie mogą:(). I tak co sezon robię zakupy w nosweet, Grain de Chic i Kids on the Moon- to silniejsze ode mnie i już. W końcu jakieś słabości muszę mieć!;-)
Ale, jak już wspomniałam, większość odpuszczam, chociaż artykuły na Ładnym kuszą, oj kuszą.  Ostatnio kusiły modą made in France,  chwaląc między innymi Trizenfants. I o Troizenfants właśnie chciałam napisać. Otóż dałam się skusić, jeszcze przed ostatnim wpisem na Ładnym Bebe, w trakcie letnie wyprzedaży. Po kolejnej obniżce ceny osiągnęły poziom akceptowalny, zamówiłam zatem w Bananaz sukienkę w drobne kwiatuszki i bluzeczkę na ramiączkach w niebieskie gwiazdki i ubiegłorocznej lub może dawniejszej jeszcze kolekcji. Paczuszka przybyła, a w niej moje rozczarowanie- nie fasone czy jakością uszycia, ale tkaniną, totalnie sztuczną i na oko nie przepuszczającą powietrza. No wielkie rozczarowanie. Gdybym natrafiła w sklepie w realu na taki ciuch, to w powodu tkaniny bym go nie kupiła ani dla Trusia ani dla siebie. Zdegustowana odwiesiłam bluzkę i sukienkę do Truśkowej szafy. Tymczasem Truś zabrał bluzeczkę już w sierpniu na taneczny obóz i skarg nie zgłaszał, zaś sukienka awansowała do grona Truśkowych ulubionych. Posłużyła i na wiekszą galę (opera i wesele mężowskiej kuzynki), jak i na codzień do szkoły. Trusiowi nie przeszkadza sztuczność materiału, zaś powiewny fason odpowiada jej jak najbardziej. Ot, niezbadane są nie tylko wyroki Boskie, ale i dziecięce wybory. Może więc nie jest aż tak źle z tym Troizenfants...

Poniżej Truś w wersji galowej weselnej (wersja operowa była niedawno, wersji szkolnej brak- zamiast skarpeteczek czy rajstop nogi Truśki w tej ostatniej stylizacji ubrane były w ukochane legginsy).

Zdjęcia "komórkowe", konkurencja z naszej strony innym modowym blogom, na których zdjecia są napradę piękne i budzą moją zazdrośc, raczej nie grozi- zresztą nie pretendujemy do powyższej kategorii;-)

16:13, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 października 2014
Troll

Miałam nadzieję, że nasz niekontrowersyjny blog ominą hejterzy i inne trolle internetowe. Niestety tego typu wrednoty znajdą się wszędzie i do wszystkiego przyczepią. Pal licho, kiedy skrytykują mój styl pisania- nie mam ambicji literackich, maturę z polskiego zdawałam już dawno, błędy mogą mi się zdarzyć. Olał to. Ale nie pozwolę na obrażanie w komentarzach tych, których kocham. Już raz się to zdarzyło parę lat temu i komentarze zostały usunięte, aby obrażone osoby ich nie przeczytały przypadkiem i żeby nie było im z tego powodu przykro. W takich chwilach mam ochotę na natychmiastowe zamknięcie bloga, żeby nie włazili mi do niego ze swoimi brudnymi buciorami. Dodatkowo mnożą się ostatnio w komentarzach kryptoreklamy, które też mnie wkurzają, chociaż zapominam o ich usunięciu. Potencjalnym osobom, które chciałyby takową reklamę przemycić oświadczam, że reklamy wszelakie NIE zachęcają mnie do zakupu produktu ani skorzystania z usługi, ale skutecznie do niej zniechęcają.

Powyższe sprawia, że decyzja o zamknięciu Gertrusi zbliża się wielkimi krokami. Jeszcze tylko został mi zaległy wpis ze Słowacji- bo jakże tu nie wspomnieć o tak wspaniałym tygodniu.

19:09, dsmiatek
Link Komentarze (23) »
środa, 08 października 2014
Środowa kumulacja

My to mamy jakiegoś pecha do skumulowania Truśkowych zajęć. W zeszłym roku nadmiar "szczęścia" przypadał na czwartek, kiedy to Truś po zajęciach szkolnych miał tańce, potem szachy, a wieczorem jeszcze basen. W tym roku padło na środę. Nie dość, że Truś zaczyna lekcje dopiero o 11.45 i kończy je o 16.05, to po lekcjach ma dodatkowe tańce (tzw. Majery), a wieczorem lego-robotykę (na którą sama chciała się zapisać, zresztą zajęcia są bardzo fajne i w ubiegłym roku Truśka bardzo je lubiła). Przed lekcjami, o 9.45 są na odmianę tańce z Panią Superkingą. Ale to jeszcze mało- podobno od października wystartowała plastyka we środę o 9.00 i Trusia bardzo pragnie uczęszczać. Dlaczego ten urodzaj nie może się rozłożyć na pozostałe dni tygodnia, tego nie wiem. Ale widać inaczej się nie da, zatem Truś we środy wielce jest zapracowany.

W niedzielę przy okazji eleganckiego wystroju Truś założył swoje butki na obcasach a'la Suri Cruise. Te, przed których zakupem broniłam się bardzo, ale w końcu poległam, bo przecenili i nie miałam argumentu, że za drogie. Została zatem Truśka posiadaczką jasnoróżowego obuwia z brokatem na małym obcasiku. Z zastrzeżeniem, że mają one być na okazje bardzo specjalne. Opera niewątpliwie się do takich zalicza.  Założył zatem Truś suknię francuską powiewną marki Troizenfants (nota bene też na przecenie nabytą i całe jej szczęście, bom się bardzo zawiodła na niej) i brokatowe pantofelki. I kroczył Truś w swoich pantofelkach na obcasach- bardzo dosłownie pojmując to ostatnie, czyli NA OBCASACH stawiał stópki, palce zaś ku górze unosił. Na moje pytanie, dlaczegóż to tak dziwnie chodzi oświadczył, że przecież NA OBCASACH ma chodzić, a nie na BUTACH z obcasami!

20:45, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 05 października 2014
W czasie weekendu dzieci się nie nudzą- ot, takie nasze skrzywienie rodzicielskie;-)

W sobotę pojechaliśmy sprawdzić, co nowego u krasiejowskich dinozaurów. No i były nowości- otwarto Park Nauki i Ewolucji Człowieka (czy jakoś podobnie się to miejsce nazywa)- odbyliśmy tam podróż w czasie do początków człowieka. Miejsce bardzo ciekawe, polecam- jak będzie w pobliżu, to koniecznie zaglądnijcie,

Potem udaliśmy się w kolejną podróż w czasie, aż do początków wszechświata- chociaż to już kolejny raz, to jakoś nam się nie znudziło:

Odwiedziliśmy krasiejowskie dinozaury:

W potem tamtejsze wesołe miasteczko, które zawsze podejrzewaliśmy o to, że jest płatne ekstra, a tymczasem jego atrakcje były w cenie biletu:

W niedzielę zainaugurowaliśmy sezon teatralno-operowy- byliśmy na Kopciuszku, którego co prawda widziałam z Trusiem parę lat temu, ale przedstawienie jest tak fajne, że nie zaszkodziło go sobie przypomnieć- zatem "Struś w operze":

A co robią dzieci, kiedy się jednak trochę w weekendy nudzą- jak to miało miejsce w sobotę tydzień już temu? Ano bywają kreatywne i na przykład oplatają przedpokój pajęczą siecią, która skutecznie łapie w pułapkę wszystkich domowników;-)

21:44, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 października 2014
Jesienne dylematy

Struś może zmęczony jesienią? Albo miesiącem szkoły? Albo domowym i szkolnym przewlekającym się chaosem? Albo z innego powodu zniechęcony do życia?  jesienna melancholia ją dopadła? W każdym razie prawie codziennie powtarza się :"A może bym dziś nie poszła na taekwondo/ robotykę/ tańce z panią Superkingą/na szkolny basen/do szkoły/ do kościoła/na rower..." W razie naszych sprzeciwów padają mocniejsze argumenty w stylu: "Boli mnie trochę ucho/głowa/brzuszek/niedobrze mi..." Na szczęście gdy się nie przejmiemy Trusiową argumentacją i Dzieć jednak uda się tam, gdzie ma się udać, to odzyskuje dobry humor, a dolegliwości rozliczne mijają. No ale dziś znalazł się ktoś, kto się nimi przejął, a mianowicie szkolna pielęgniarka, która zadzwoniła do mnie w tej sprawie, gdy byłam w pracy. Wysłałam zatem do szkoły Pasię z odsieczą, zabrała Truśkę do domu, a tam Córeczka ozdrowiała i bynajmniej nie narzekała na boligłówki i podobne. Trzeba chyba jakąś poważną rozmowę przeprowadzić i wyśledzić, co jest grane....
Gdy się ugniemy i ulegniemy argumentom, zadowolony Truś pakuje się pod kocyk na kanapie i oczki wlepia w film na kompie. Wtedy też humor wraca.

Ostatnio naszły mnie refleksje na temat wiedzy o realnym świecie u mojego Dziecka Najmłodszego, gdy owe odrabiało pracę domową. Zadanie polegało na pokolorowaniu tylko tych owoców i warzyw, które zbiera się jesienią. O ile nie było problemów z truskawkami, których letnie zbiory są oczywistością i ze śliwkami, które jednoznacznie kojarzą się z jesienią, o tyle Truś długo się zastanawiał, jak ma zakwalifikować marchewki, cebulę, jabłka- bo te są przecież cały rok dostępne w sklepach (nie tylko w marketach przecież, ale także w przydomowym warzywniaku), zatem kiedy się je właściwie zbiera. Jabłkom pomogła wizja jeża z nabitym na kolce owocem, zmierzającego do domku w kupce opadłych liści, który to obrazeczek, chociaż zupełnie niezgodny w realiami, wskazuje dobitnie, że owoce te raczej jesienią z drzew spadają. Ale skąd właściwie moje miastowe do szpiku kości dziecko miałoby posiąść tego typu wiedzę, skoro nie dość, że w mieście żyje, to i babcie ma miastowe, żadnego zaprzyjaźnionej rodziny na wsi nie mamy, a jak na wakacje jedziemy, to nie na prawdziwą wieś. Skąd ma znać nazwy jesiennych kwiatów, skoro kwiaty widuje głównie w kwiaciarni, ew. na klombie oraz to, co na trawniku wyrośnie? Oj, trzeba by jakieś korepetycje  zorganizować;-)

19:34, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 132