RSS
sobota, 31 stycznia 2009
Prośba o pomoc dla Martynki

Zostałam poproszona o zamieszczenie na blogu prośby o pomoc dla Martynki- sześcioletniej dziewczynki, zmagającej się z chłoniakiem nieziarniczym. W Polsce lekarze są juz bezradni, rodzice Martynki szukają pomocy dla niej w klinice w Niemczech, w Heidelbergu. Myślę, że pomagać trzeba bardzo szybko, bo Martynka nie ma już wiele czasu.
Oto linki do strony Martynki:

www.martynakruk.pl/
www.martynakruk.pl/pliki/apel-fundacja.pdf

22:40, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Po urodzinach

Właściwie nie był to aż tak niemiły dzień. Wręcz przeciwnie, całkiem fajnie było. Tym bardziej, że wzięłam sobie wolny dzień w pracy. Do południa rozglądnęliśmy się za letnimi wakacjami. A po południu niespodzianka- zadzwoniła Batorysia :) Potem wyprawa do miasta z przyjaciółką. Wylądowałyśmy w Orient Ekspresie, albowiem jakiś czas temu pan Nowicki w Co jest grane zachwalal nowe indyjskie menu w tej właśnie restauracji. A pan Nowicki dość rzadko jakąś knajpkę chwali. Tym razem rozpływał się w pochwałach, do niczego się nie przyczepił. No to poszłyśmy, zasiadłyśmy w "przedziale", zamówiłyśmy po daniu z kuchni mogolskiej- Ania kurczaka ze szpinakiem, ja ser w czerwonym sosie, z papryką, do tego po płaskim chlebku, dzbanek indyjskiej herbaty z mlekiem. Deser się wyłamal z hinduskiej konwencji- był krem brulee, który ja mogę jeść codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Cóż, dania chyba były dobre- chyba, albowiem dla mnie dużo za ostre, w pewnym momencie aż mi łzy z tej ostrości popłynęły. Czułam więc głównie ostrość, nie mogłam się delektować aromatem i smakiem przypraw. Ale Ania ostre lubi i jej smakowało.  Czyli pewnie było rzeczywiście dobre. Potem jeszcze powędrowałyśmy na czekoladę do Camera Cafe. Przy okazji przespacerowałyśmy się po przypruszonym śniegiem Krakowie i oglądnęłyśmy wystawę na Plantach przy Bunkrze sztuki. Wystawa piękna- taki plasterek-balsam na moje ostatnie smutki. A przy okazji miło było "spotkać" na fotografiach nie tylko Ullę, ale też Borówkę. Fajnie było uświadomić sobie, że w każdej z nas dużo jest piękna, trzeba je tylko dostrzec i odpowiednio pokazać. I że marzenia i pasje każdego są równie ważne- i wypicie codziennej porannej filiżanki kawy, i marzenie o narodzinach wnuczki, i taniec, i nałogowe czytanie książek. Niekoniecznie trzeba wspinać się w Himalajach lub nurkować w Rowie Mariańskim, żeby zaciekawić sobą innych. Wybiorę się na Planty raz jeszcze.
Po powrocie do domu przywitał mnie coś jakby zapach smażonych ryb, co mnie odrobinkę zdziwiło. Zagadka szybko się wyjaśniła- nie były to ryby tylko faworki, usmażone wspólnymi siłami mężowskimi, Trusiowymi i Ciechowymi.
Na deser w tym dniu było więc słodkie czerwone wino, faworki i film na DVD- "Miłość nie przeszkadzać". Tego mi własnie było trzeba w dniu urodzin.  A jak jeszcze rano przeczytałam Wasze życzenia na blogu i maile zrobiło mi się całkiem błogo. I jeszcze takie piękne prezenty dostałam. Dziękuję Wam wszystkim kochani:)

Trusiek w trakcie pracy przy tworzeniu faworków.

Zmęczona po pracy.

Gotowe dzieło.

A teraz prezenty będą:

W tych aniołkach zakochałam się w pierwszy dzień Świąt, jak je zobaczyłam na wystawie w Sukiennicach. Urzekły mnie ich wielkie stópki, jak płetewki, ich wybałuszone niebieskie oczki i ich trochę smutne minki. Zamówiłam je sobie na Walentynki. A dostałam od Męża dwa tygodnie wcześniej- na urodziny.

Izollda obdarowała mnie czymś wyjątkowym- dla mnie szczególnie wyjątkowym, bo ja takich pięknych rzeczy nie potrafię robić, w ogóle trochę to dla mnie o czarami trąci;) I takie czary wyczarowala dla mnie Izollda:

Piękne prawda? Baaardzo dziękuję:)

22:30, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 stycznia 2009
Dziś

Dziś kolejne urodziny. Moje. Kiedyś był to powód do radości- prezenty, przyjemności, tort, życzenia. Dziś jedynym życzeniem moim byłoby, żeby mi Pan Bóg cofnął parę lat- niedużo, pięć wystarczy...Niestety, takie życzenia sie nie spełniają :(
Tortu urodzinowego raczej nie będzie- zresztą, chyba nie dałabym rady zdmuchnąć tych 42 świeczek. A jak się wszystkich nie zdmuchnie za jednym razem, to życzenie sie nie spełni. Moje i tak sie nie spełni.

Truś pod pretekstem rozdrażnienia swędzącymi pryszczami postanowił potresować matkę- z chwil dobrego humoru i radosnej zabawy wpada w momenty czarnej rozpaczy lub straszliwego  marudzenia.

"Kto ty jesteś?"- "Edefyda" (Edelfryda- takie imię wymyślił tatuś dla dziewczynki z książeczki o Bozym Narodzeniu z serii Obrazki dla malucha)
"A co ty masz Edelfrydo?"- "Mam plyściki"
"Gdzie masz pryszczyki?"- "Na bziuśku, na plećkach, na pupie, na ląćkach, na nóźkach, na buzi. Nie będziemy śmalować plyścików. Nieeeee.... Łaaaaaa!!!!".
Na wszelki wypadek łaps za otwartą buteleczkę z pudrem z mentolem, chlust troszkę płynnego pudru na łapy, potem rozsmarować białą pacię na rączkach. A ponieważ nieszczęśliwa, to dalejże tymi zapudrowanymi mentolowymi łapami oczki trzeć. No, wtedy przynajmniej powód do nieszczęścia konkretny się zrobił.

12:11, dsmiatek
Link Komentarze (12) »
wtorek, 27 stycznia 2009
Kot w butach

Życie z chorym na ospę dwulatkiem do najłatwiejszych nie należy-nie dość, że zbuntowany z racji wieku, to jeszcze ogólnie zirytowany swędzącymi pryszczami, których wciąż przybywa :( Jak do tego dodamy niewysoką gorączkę i katar, to otrzymujemy marudną, jęczącą istotkę. Na szczęście nie cały czas owa Istotka tak marudzi. Na przykład teraz właśnie w świetnym humorze bawi się swoją kuchnią i szczebiocze słodko do siebie- jedyna wada w tej sielankowej sytuacji jest taka, że zbliża się godzina 22-ga i Istotka zwykle o tej porze śpi głęboko we własnym łóżeczku. Tymczasem dziś przed pięcioma minutami wyleciała radosna wielce ze swojego pokoiku, olewając tatusia, który od ponad godziny próbuje ją uśpić. Ba, insynuując nawet, że ów tatuś śpi! Dziecko wydaje się tak ożywione, że szanse na rychłe jego zaśnięcie przedstawiają się marnie :(

A co dziś dziecko z Pasią robiło? Ano "usiłała Tusia z Pasią muśkę Zabulowi" (szyła Trusia z pasią muszkę Żaburowi). A jak Bunia wychodziła z domu, popędziła Trusia dać jej rytualnego buziaka. Bunia akurat omotywała wokół szyi arafatkę i chwilowo miała zasłonięty noi i usta. Truś zahamował przed Starszą Siostrą, spojrzał zdziwiony i powiada:
"Buni dzióbka dać Tlusia pyśła. Gdzie Bunia dzióbka ma?"

Po południe całe czytałyśmy. Ostatnio hitem są dostane od Kasi "Wigilia Bożego Narodzenia" i "Dobre obyczaje". Czyli czytamy "o Mikołaju" i "o pipilotach" (papilotach-bo w tej drugiej książeczce jest obrazek pani w papilotach na głowie). Może coś tam z dobrych manier w Trusinej głowie się ostanie od przeglądania kilka razy dziennie wierszyków o nich traktujących.
A w chwili gorszego samopoczucia przytula się Truś do maminego dekoltu (tych golfów az tak wiele nie posiadam, większość rzeczy za to ma spore dekolty i inne przystosowania do karmienia, dziś już zbędne calkiem), pochlipuje i szepcze "taka mamusia moja, mleciuśki ma kochane, slićne"- przynajmniej jedna wciąż zachwycona osoba ;)

Kot w butach- z tych lepszych momentów dnia dzisiejszego:

22:12, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Niespodzianka

W kropki są biedronki, muchomory i.....Trusia. od wczoraj posiadamy pewną, zmieniającą się ilość kropek na Trusiowej skórze, czyli załapaliśmy wietrzną ospę. Matka-lekarz bynajmniej nie od razu się zorientowala i, pomna na ubiegłorocznego majowego liczajca, po odkryciu kropek natychmiast zaczęła poszukiwać w zasobach znajomego dermatologa, którego naszła wraz z Latoroślą w domu w niedzielny wieczór, po to tylko, coby się dowiedzieć, iż Dziecko zaposiadło klasyczną ospę. Latorośl wizytą u cioci Asi była zachwycona, ponieważ ciocia posiada przepiękną wielkooką kocicę. Zatem do teraz Truś radośnie wspomina ciocię Asię i, przez pamięć na kota, pozwala się łaskawie smarować pudrem płynnym z mentolem. A tak na marginesie- kot okazal się niezwykle łaskawy i cierpliwy, bez oporów dal się Trusi pomiąchać i połapać za ogon. Trusia była wniebowzięta, jest więc szansa, że swoją ospę będzie dobrze wspominać. A ja błogosławię, że jest zima, Trusiek nosi bodziki i inne długie rękawki tudzież nogawki, co utrudnia jej drapanie. Zresztą- tak bardzo się nie drapie. Póki jest ubrana...


"Bucialna ściotećka" została oswojona do tego stopnia, że Trusiek postanowił sobie umyć nią swoje osobiste ząbki.

I tym sposobem przerwałam swój krótki urlopik od bloga (bardzo króciutki) i się odbraziłam. I niech tak już zostanie. Też za Wami tęskniłam...

21:43, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 stycznia 2009
Ludź i mały urlop


Proszę, oto obiecany ludź, utworzony z konturu Trusi, z narysowaną przez nią twarzą.

Zmęczenie materiału sprawiło, że do założonej pierwotnie formuły bloga wkradł się błąd. Dziś błąd w formule został wykasowany, jak również komentarze mu przypisane. Za słowa wsparcia dziękuję. Palnięcie w łeb zabolało za bardzo- na tyle, że zrobię sobie chyba przerwę w pisaniu. Niedługą- jeśli zdarzy się coś wartego zapisania, wrócę szybciej. Do usłyszenia/napisania/zobaczenia zatem. Nie chciałam, żeby owo palnięcie zabolalo innych- Starsze Dzieci na bloga zaglądają, Ciech czytuje komentarze...


Pa, pa- Trusia z dzisiejszego ranka.


Wreszcie się Tatuś doczekał- pierwszy "prawdziwy" warkoczyk :)

 

 

22:37, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
czwartek, 22 stycznia 2009
Co nowego Trusia wymyśliła

Jak się nazywasz?
Ziosia Siamosia.

A ile masz latek?
Ćtely, pięć, sieść, siedem, osiem, dziwieć, dziesięć. Plus uśmiech szelmowski:)

Dwa dni bez Trusi- dyżur 24h i praca na usg od 8.30 do 19.00. Przez telefon slyszę żałosny głosik "Włóciś mamo do Tlusi? Psijdzieś do Tlusi zia chwilkę. Nie jutlo psijdzieś, telaź, sibciutko." :(

Trusia zaczyna pomalutku rysować coś sensownego. Na ostatnich zajęciach AAK obrysowałam całego Truśka na dużej kartce papieru. A potem dałam jej kredkę, żeby narysowała sobie oczy, włoski, nosek i buzię.
Nie był to przypadek, bo kiedy w domu narysowałam jej kółko, mówiąc, że jest to głowa i żeby dorysowała oczy, włoski, nosek i buzię, powtórzyła wyczyn. Dumna z niej jestem. Chociaż Starsza Córka na pewno zaraz znajdzie w sowich mądrych książkach, że w Trusiowym wieku to najzupełniej normalne :( I tak sprowadzi dumną matkę do parteru lub przynajmniej ściągnie ją z obłoczka na przyziemną ziemię :( A dzieło Trusi pokażę jutro, bo baterie w aparacie się rozładowały :(

A w domu zawiązało się i zdobywa coraz większa pozycję Towarzystwo Antymleczkowe. Liczy sobie członków trzech i jednego sympatyka. A głównym celem jest zwalczanie Trusiowej tęsknoty za mleczkami ukochanymi. Tęsknota owa przejawia się w nurkowaniu łapką za maminy dekolt, coby przedmiot swych marzeń i westchnien przynajmniej dotknąć i pomiąchać. Nie pomagają ciasne golfy ani inne podobne przeszkody. Małe łapki dążą wytrwale do celu. A członkowie Towarzystwa, jak tylko zauważą Trusiowe zakusy natychmiast podnoszą larum, grożąc nawet rękoczynem! Trusiek patrzy zaś wiedząc doskonale, co się święci, rozgląda się czasem, czy audytorium antymleczkowe jest obecne w okolicy- jak jest, to Trusiek uprzedza owo larum wołając "wyciąg mamo łapkę".

Z dzisiejszej kąpieli- pluszcze się dziecek radośnie, nagle pomysłowy Dobromir się w niej budzi- łaps za prysznicową słuchawkę, łaps drugą łapką za kurek zimnej wody- "będę bulkować" powiada- "bulkowanie polega na zanurzeniu słuchwki w wodzie w wannie i puszczeniu owej wody- tym sposobem robi się jacuzzi. Ale czasownik Trusia sama utworzyła- dziś właśnie.

21:23, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
sanki

Sanki były wczoraj. W poszukiwaniu śniegu lepszej jakości niż ten na osiedlowych trawniczkach udaliśmy sie do Puszczy Niepołomickiej. Wyprawa na sanki uszczęśliwiła nie tylko Trusię. Jamniki też były w siódmym niebie. Już się obawiałam, że w tym roku Trusię sanki ominą, na szczęście obawy moje sie nie sprawdziły, a spacer w Puszczy udał się świetnie. Dziewczynka zachwycona właziła w najgłębszy śnieg, oczywiście nie omieszkała spróbować, jak on smakuje, piszczała z uciechy patrząc na wygłupiające się psy i wypróbowywała różne techniki jazdy na sankach. Najbardziej przypadła jej do gustu jazda "na amazonkę".

Radosna Trusia dala się nawet bez protestów przypiąć do fotelika. Bo zwykle jest "nie w foteliku!". A jak juz zasiadła, to przypomniała "ziapnij mamo pasi do pląda" - bo jej się chyba zapięcia samochodowych pasów z prądowymi wtyczkami kojarzą...

Technika "na amazonkę"

Utworzyłyśmy nawet naszego pierwszego bałwana. Bałwaneczka właściwie. Ale za to z irokezem na głowie ;)

A po powrocie ze spaceru dzielna córka zabrała się za pieczenie ciasta. Nie ma to jak pracowite córki ;)

Wracając do Truśkowych kłopotów z nóżką, to zniknęły one bez śladu. Trusia, nieodrodna córka swojej matki, jak tylko miała zaklepane wizyty u lekarzy, natychmiast kuleć przestała, odzyskała nawet co nieco apetytu. Wizyty zostały więc odwołane, a Truśka pomyka po chałupie nie kulejąc ani troszkę :)

Ostatnio jak wracam z pracy do domu, to słyszę: "chcieś mamo Tlusię?" No jak bym mogła nie chcieć. Pewnie, że chcę. I zaraz ją sobie na ręce winduję i przytulam mocno. A ona czasem mi do ucha mruczy: "Lili lili laj, slićna mamusiecko". Ach, rozkosz dla uszu.

A dziś w kąpieli drań mały za nic nie chciał się dać z wody wydobyć. Zapytuję uprzejmie, czy łowimy syrenkę, a ta mi odpowiada: "Nie łowimy Tlusiu mamusi, plumniemy Tlusię".
Najnowiszym hitem łazienkowym stała się "ściotećka bucialna", czyli moja zapomniana szczoteczka elektryczna. Wielką uciechę sprawia Truśce klikanie na guziczki i wgapianie się, jak się kręci. Ale wypróbować jej nie chciała- chyba się jej trochę boi.

Zaś jak już udało mi się Córkę z kapieli wyłowić i usadzić na ręczniku, to w pewnej chwili usłyszałam: "Ukochaj mamo śtwolka kochanego". Na pytanie moje "A gdzie jest ten stworek?" powiedziała "Siedzi śtwolek tój na piwijaku i siusi" :)

I jeszcze od jakiegoś czasu śpiewa mi Córka "ta Dolotka ta mamusia"- ano, jakby prawda to :)

22:09, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 stycznia 2009
Wpis do pamiętnika pewnej Małej Dziewczynki

Żeby zatrzeć złe/ponure/pesymistyczne wrażenie poprzedniego wpisu będzie jeszcze bonusik, czyli wpis drugi. Wpisik do Trusiowego pamiętniczka- pamiętacie, dawno, dawno temu, gdy po świecie spacerowały dinozaury, a Tatuś Trusi polowal na ostatniego mamuta, młode panienki miały pamiętniczki, które dawały koleżankom, coby się im wpisały. I koleżanki owe wpisywały wierszyk, ozdabiając go stosownym rysuneczkiem. Pamiętniczkiem katowało się też członków rodziny. A czasem dawało się go i kolegom... No to dziś będzie taki wpisik-wierszyczek do pamiętniczka Panny Gertrusi, latek prawie dwa :) Ilustrowany stosownym obrazeczkiem.

Kocham Twoje cudne oczy

ups, a gdzie się te oczy schowały?

no są- cudne oczy

Kocham kolor Twych warkoczy

warkoczy???

hmm, a może takich warkoczy?

Kocham Twoją rączkę małą

taką rączkę- wciąż jeszcze mała, ale ile urosła przez te dwa lata!

a taką jeszcze bardziej kocham

Ciebie Trusiu kocham całą :)

podpisane:  Twoja Mama

A jesli chodzi o całą Trusię, to straszna się z niej zrobiła elegantka:

Wszystkie korale z maminego pudełka

Nie wszystkie, może jeszcze jeden sznureczek się zmieści.

Trusia nie tylko zakłada na siebie matczyną biżuterię, ale też domaga się matczynych kosmetyków, wypytując dokładnie "Cio to jeśt?" i przypatrując się, do czego dana rzecz służy. Psika się maminymi perfumami, usteczka smaruje maminą ochronną szminką- bardzo smaruje ;-) Z entuzjazmem wita nowe ciuszki i przykłada je do siebie, a potem pędzi sprawdzić w lustrze, czy pięknie wygląda. Od czasu do czasu sama ordynuje sobie zestaw ubraniowy, nie zgadzając się z tym wybranym przez rodzicielkę.
Wzięła sobie chyba do serca wpis o tym, że dba tylko o jędrność udek, zaniedbując przeciwzmarszczkową profilaktykę twarzy. I proszę- oto efekty:

A ja byłam przecież obok, wycierałam właśnie Truśkowe udeczka i plecki, tymczasem Trusiek podstępnie przechwycił krem, odwrócił się przezornie tyłem do mnie, poszeptał magiczne "wyłaź klem"- krem wylazł, a Truś zadbał o pysiek :)

Jak na prawdziwą kobietę przystało, postanowił Trusiek przejść na dietę. Dietę typu soczki i mleczna kaszka. Poza tym odmawia grzecznie (lub niegrzecznie) przyjmowania pokarmów. Czasem skubnie ogóreczka, zje kawałek ziemniaczka, jednego "ślimaćka" makaronowego, dwie łyżeczki pomidorówki. Ogólnie wygląda zdrowo i niezabiedzenie, więc jeszcze nie wpadam w panikę, ale pomału, pomału...Czyżby to mowlęca forma anoreksji? Ktoś ma podobne doświadczenia albo i dobre rady? Bo podstępy Pasi i moje starania kulinarne efektu nie przynoszą. A w końcu coś jeść trzeba. Naczytałam się w "Mamo to ja" (zakupionym w celu przeczytania artykułu o Preclowej Rodzinie, a przeczytanym w całości, co poskutkowało kompleksem i napadem depresji), co też dziecko w drugim roku zjadać powinno. Trusiek nie zjada- podsunęłam gazetkę Gadzinie, ale nie przeczytała :(

Na koniec- ukochany Jeżyc, doczekał się swojego miejsca na blogu:

Dziś to by było na tyle. Jak ktoś może uspokoić skołatane i zmartwione Trusiowym utykaniem serce matczyne, to bardzo proszę o wpisik. I niejedzeniem też- uprzejmie proszę.

21:51, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
Znowu huśtawka, czyli pechowe piątki

Nie dość, że globalny kryzys, który niestety nie ominął naszej rodziny, nie dość, że w pracy zawierucha, to jeszcze drugi z rzędu feralny piątek mi się trafił. A wszystko przez ten kryzys zapewne, z powodu którego Mąż ma przymusowo wolne piątki. Na pewno wszystko przez to :-( W ubiegły piątek w moim  autku po raz pierwszy rozładowal się akumulator i nie wyruszyłam nim do pracy. A w ten piątek Trusiowa Niania powiedziała, że zauważyła, iż Trusia utyka na lewą nóżkę. Właściwie Pasia powiedziała o tym wczoraj Starszej Córce, ale mnie dzien cały w domu nie było, a jak wróciłam, to miałam mózg obrzęknięty po czterogodzinnej pracy w upale (sprawdziłam- w gabinecie USG było prawie 30 stopni!) i jakoś Truśkowi się szczególnie nie przyjrzałam pod tym kątem, zresztą Trusiek zaraz udał się do kąpieli, a w kąpieli za wiele się nie chodzi. Za to dziś rano faktycznie Trusiek coś dziwnego wyczyniał z lewą nóżką, jakos tak ją dziwnie koslawiła, usztywniała i przez to poruszała się trochę kaczuszkowato i niezgrabnie, faktycznie jakby lekko kulejąc. Oględziny nóżki niczego nie wykazały, za wyjątkiem tego, że Trusia dziwnie ją ustawia, tak jakby stała na przyśrodkowej części stópki, przez co podudzie ustawiało się w iksika. Obmacywanie stawów i kości też nie wskazywało na jakąkolwiek bolesność. Pytanie Trusi, czy boli ją nóżka raczej wielkiego sensu nie miało. Matka-Lekarka zobaczyła naturalnie całą masę potencjalnych chorób i prawie zalała się łzami. Trusia została zapisana do pediatry na poniedziałek rano- na konto owej wizyty wzięłam na poniedziałek urlop. Wynalazłam tez natychmiast najbliższego ortopedę dziecięcego, którego ew. spróbuję "zmusić" do przyjęcia Trusi w poniedziałek. Nawet zdjęcia już chciałam robić, jednak światełko pt. "ochrona radiologiczna pacjenta" w porę zabłyskało w mózgownicy. A po powrocie z pracy podstępnie spoglądam na Trusię i muszę powiedzieć, że już sama nie wiem, utyka, czy nie utyka. Może tak troszeczkę faktycznie. No nie wiem. Rano jakoś bardziej było to widać. Ale strach w sercu pozostaje aktywny, a mózgownica wciąż myśli, co może być przyczyną...

Doszłam do wniosku, że potrzeba mi urlopu, zaszycia się w głuszy bez telewizora, radia i prasy. Przynajmniej tydzień bez słuchania o kryzysie, przewidywanych zwolnieniach, rosnącym bezrobociu, osłabieniu złotówki. Nie mam siły już o tym słuchać. Nie mam siły się tym przejmować. Wrzodu żołądka mi wyskakują, czuję to :-(
Muszę nabrać trochę dystansu- do wszystkiego. Może więc wyjazd ze Starszą Córką to wcale nie taki zły pomysł. Oby tylko z Trusią i jej nóżką wszystko okazało się w porządku.

21:31, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Archiwum