RSS
wtorek, 24 stycznia 2017
Nic nowego

Nie dzieje się nic szczególnie wartego zanotowania. Trwamy- raz w lepszej, raz w gorszej trochę psychicznej kondycji. Z dołka, jak się okazuje, nie tak łatwo wyjść- ostatnio cofnęła mnie doń pani w sklepie kosmetycznym. Skończył mi się krem na dzień, poszłam zatem do odpowiedniego przybytku, stoję przed półkami i wgapiam się w opakowania. Bo ja, widzicie, kupuję krem, którego opakowanie mi się spodoba;-) No więc wgapiam się w pudełeczka i rozważam, czy bardziej podoba mi się  bladym róż, mięta czy błękit. Na to podchodzi "miła" Pani Sprzedawczyni, zapytuje, o cel mojej wizyty, a następnie przekierowuje mnie pod półeczkę z preparatami przeciwzmarszczkowymi :-(

I jak tu się z dołka wygrzebać?

W oczekiwaniu na lepsze czasy kontempluję zimę- chociaż i tak jakby w mojej okolicy odpuściła, śniegu reszteczki, po bałwankach ledwie ślady zostały:-(

Chociaż wczoraj rano pod moim szpitalem było tak pięknie:

Mam nadzieję, że zima jeszcze na trochę do nas wróci- chociaż pewnie są  tacy, co marzą już o wiośnie i mogę się im narazić.

Do dnia urodzin został już mniej niż tydzień:-(

 

 

21:29, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2017
Komórki do kosza!

Chyba się starzeję w piorunującym tempie, bo coraz więcej tego, co wokół mnie irytuje. Staram się nie wracać uwagi, przymykać oczy, omijać szerokim łukiem. Ale od pewnych  rzeczy nie ucieknę. Ostatnio prześladują mnie komórki. Wcale nie moja własna, z której staram się korzystać rozsądnie. Wkurzają mnie komórki obce. Przyklejone do uszu, jeśli nie bezpośrednio, to za pomocą słuchawki, na stałe umocowane do dłoni, miziane nieustannie paluszkami właścicieli.

Przykłady? Proszę- siedzimy w kawiarni- prawie wszystkie stoliki zajęte. Obok nas rodzinka rosyjskojęzyczna- zarówno tatuś, mamusia jak i synek wpatrzeni są w swoje telefony. Tylko najmłodsza córka bezkomórkowa- pewnie jeszcze nie ma własnej. Ale pogadać i tak z nikim nie może. Kolejny stolik- młoda para- każde z komórką w dłoni. Następny- królują tablety. Nikt z nikim nie rozmawia, nie uśmiecha się, nie nawiązuje relacji. Każdy żyje swoim własnym komórkowym życiem.

Wchodzę do pokoju opisowego- koleżanka z telefonem przy uchu, zatopiona w prywatnej rozmowie- nie chcę jej przeszkadzać, rezygnuję więc z poproszenia o pomoc przy odblokowaniu aparatu do usg, który raczył mi się zawiesić.
W dyżurce druga koleżanka wpatrzona w mały  ekranik mizia po nim paluchem, wzrok ma błędny- też rezygnuję z zagajenia o pomoc.

W drodze z parkingu widzę schodzącą z dyżuru imienniczkę- chcę się przywitać i o coś zapytać- niestety, właśnie rozmawia przez telefon.

W domu zastaję własne dziecko bujające się na huśtawce i zajęte grą na smartfonie.

Lulisia porywa mi w sklepie mój telefon i wieje przed siebie, po drodze sprawnie odblokowują klawiaturę i machając paluszkiem po ekranie- nie wiem, co zastanę na niej, jak już odzyskam swoją własność.

Ilekroć chcę pogadać z Mężem dzwoni jego komórka- zwykle służbowo. Niezależnie od tego, czy jest to dzień tygodnia, weekend czy urlop. Dzwoni nawet wczesnym rankiem, jeszcze przed wypełznięciem Męża spod ciepłej kołdry. I wieczorem, gdy ja właśnie zasypiam.

Wchodzi Pacjent do gabinetu- w trakcie badania jego telefon dzwoni kilka razy, rozpaczliwie, natrętnie- Pacjent się tłumaczy, szczęśliwie nie ucieka mi z kozetki, żeby natychmiast odebrać, ale widzę, że palce go świerzbią...

Syn w trakcie rodzinnego obiadu nagle wstaje od stołu i wychodzi do innego pokoju- to wyciszony telefon zawibrował mu właśnie w kieszeni.

Bywa, że tęsknię za czasem bez telefonów komórkowych. Czasem, kiedy nie dało się człowieka wszędzie dopaść i namierzyć- w pracy, domu, łazience, na spacerze, zakupach... Kiedy nikt nie miał pretensji, że się nie jest w każdej chwili dostępnym dla każdego, kto akurat wpadnie na pomysł, żeby się z nami skontaktować.

O, właśnie dzwoni mój telefon....

13:01, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
środa, 18 stycznia 2017
Cieszmy się zimą skoro jest

Dawno nie mieliśmy takie prawdziwej zimy. A my zimę lubimy- cieszy nas śnieg, nie gniewamy się na mróz, nawet poranne omiatanie i skrobanie auta nie jest nam straszne- byle to było w zimowym czasie, a nie wiosną.

Zatem korzystamy z dobrodziejstw zimy. Nawet wczoraj zwagarowałam z Truśkowej wywiadówki i poszłyśmy na łyżwy. A co! Wywiadówki pogarszają mi nastrój, a lodowisko zdecydowanie go poprawia! Nie mam wyrzutów sumienia z powodu moich wagarów, zaś czas spędzony z Córką- bezcenny:-)

Po lodowisku ciepła herbata miętowa z cytryną i miodem, mała margarita na uzupełnienie straconych kalorii i już można zapakować się z psem i książką po kołderkę;-)

A w weekend- bałwany- nareszcie śniegu jest na tyle, że da się jakiegoś ulepić

Ten nie był naszego autorstwa, zaistniał w babcinym ogródku przy pomocy ciężkiej pracy jej sąsiadów;-)

Hera też lubi śnieg- pamiętam, że Klucha też z radością po śniegu kicała.

Wniosek z naszej ostatniej działalności wypływa taki- zima zimą jest fajna:-)

20:19, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Jestem

Jestem, chociaż chwilowo siedzę w małym dołku. Ale wykopię się z niego, obiecuję.
Początek roku nie jest łatwy- za dużo bolesnych wspomnień, smutnych rocznic. I do tego te urodziny- chciałam odwołać,  naiwnie mając nadzieję, że jak wszyscy o nich zapomną, to nie staną się faktem, wszystko będzie po staremu... Niestety PESEL jest nieubłagany, udawanie, że się zapomniało o kolejnym 30 stycznia nic nie pomoże:-(

Zatem tkwię w dołeczku, nieśmiało łypię  z niego jednym okiem  i zbieram się do wyjścia na powierzchnię. A póki co ratuję się planami na nowy rok- już za chwileczkę narty w oswojonym, przyjaznym miejscu w Dolomitach. W okolicach majowego weekendu mam nadzieję podziwiać tulipany, w lipcu praktykować hyyge w jego ojczyźnie. Na koniec wakacji Drzewa- żeby nabrać sił na melancholijną jesień. Może spełni się moje jedyne urodzinowe życzenie i moja rodzina zabierze mnie w jakieś inne piękne miejsce w Europie....

15:40, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 stycznia 2017
12.01.2017

Dziś Ciszek skończyłby 11 lat...

(*)

15:54, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 stycznia 2017
Zamrożeni

Na dworze mróz (chociaż dziś już wyraźnie zelżał, w dzień był jednocyfrowy, więc było prawie ciepło;-)), zatem cały weekend przepiecuszyliśmy w domowych pieleszach. Zaopatrzyliśmy się nawet w dwa zaprzyjaźnione koty, żeby grzały;-) Dwa koty plus jeden pies, to całkiem wydajne grzałki;-)

Pies to nawet dzielnie grzał, z kotami było trudniej. Przychodziły, kiedy chciały i układały się, jak chciały. Człowiek spokojnie usiłował poczytać, a tu kot znienacka zasłaniał mu tekst. Ot, taka natura kocia;-)

Na pochód Trzech Króli jednakowoż wypełzliśmy z domu;-)

Trusia zdobyła koronę także dla Hery:

W niedzielę wzięliśmy udział w drugiej edycji grania i kolędowania u kapucynów:

I dalej sobie piecuszyliśmy w zwierzęcym towarzystwie.

Czekam na moment, kiedy Hera i koty zmniejszą dystans i ułożą się na drzemkę przytulone do siebie. 

A poza tym było rodzinnie- wykluła nam się spontaniczna rodzinna imprezka urodzinowa P., który dziś kończy kolejny rok. Ponieważ zebrało się nas sporo, to trzeba było zrobić aż trzy pizze.

Na łyżwach też z Trusią pojeździłyśmy, żeby spalić kalorie- mam nadzieję, że spaliło się ich więcej niż zwykle, bo niemało trzeba było zwydatkować na utrzymanie temperatury 36,6 ;-)

21:37, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 stycznia 2017
Jak żegnaliśmy Stary Rok i witaliśmy Nowy

Ostatnie dni 2016 roku upłynęły Trusi towarzysko. Na kilka dni przyjechała jej ukochana Przyjaciółka i wreszcie mogły nacieszyć się sobą do woli. 

Nosiły wspólne ciuchy (tzn Mila pożyczała Trusiowe, bo w drugą stronę to zadziałać nie miało prawa z racji całkowicie odmiennych gabarytów Mili i Trusi;-)), huśtały się razem na tej samej huśtawce- co widać na załączonym powyżej obrazku, stworzyły autorską planszówkę, założyły sklepik z własnoręcznie wykonaną biżuterią...
A jakby nie dość było tej radości, to jeszcze obie zostały zaproszone na urodziny Lu do centrum wspinaczkowego, a potem na poprawiny do niego do domu.
Lucjan, w Trusiowym sercu, wciąż zajmuje zdecydowanie pierwsze miejsce pośród przedstawicieli płci odmiennej. I chociaż widują się rzadko, to rozłąka wcale im nie przeszkadza. 

Sylwestra spędziliśmy aktywnie- najpierw spacer po Rynku- do Sylwestrowego Biegu się nie przyłączyliśmy, bo nie byliśmy przygotowani;), wystawa szopek, gorąca czekolada na pokrzepienie i krótka wizyta w "latającym" Tigerze- spełniło się marzenie Trusi i Tiger wreszcie zawitał do Krakowa:-) Do grona imprezowiczek dołączyła jeszcze Tola, która od paru lat tradycyjnie spędza z Trusią Sylwestra w Krakowie.

Wieczorem były łyżwy na Błoniach- szkoda, że tylko do 18-tej lodowisko było czynne, dwa lata temu jeździłyśmy dłużej. Ale dobre i to:-)

A potem była impreza w domu- Dziewczyny się wystroiły, opychały niezdrową chrupiącą żywnością, piły bąbelki i ogólnie dobrze się bawiły. O północy podziwiały fajerwerki- swoje tradycyjnie  wystrzeliły wcześniej

Potem jeszcze przelewały swoje wrażenia na papier, rysując do drugiej sylwestrową noc.

"Nowy Roczek" wstał szczebioczący, różowiutki i rozczochrany:-)

Bo, jak widać, w zamkniętym pokoiku zakamuflowała się jeszcze czwarta Dziewczynka, która przespała wszystkie nocne atrakcje i obudziła się rano nieświadoma, że oto rozpoczął się rok 2017;-)

Zaś "Stare Roczki" odsypiały nocną balangę;-)

Taaak, takie imprezy to ja chyba lubię najbardziej:-)

18:09, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Archiwum