RSS
poniedziałek, 24 lutego 2014
Prezent dla Zosi Brzydosi

Spędziłam dzisiaj bardzo miłe popołudnie. Truś zwagarował z taekwondo pod pretekstem choroby (faktycznie gardło ją bolało i kaszlała rano, nie poszła nawet na basen, zaś na taekwondo nie chciało się jej iść, więc symulowała dodatkowo ból głowy). Ale dobrze się stało, bo przybył Paweł, który w tym tygodniu pracuje od rana, zatem ma szansę załapywać się na domowe obiadki. Ja pisałam sobie mammografie, a za moimi plecami Truś przekomarzał się z Pawłem. Uwielbiam takie momenty, gdy słychać, jak fajnie się dogadują mimo dużej przecież różnicy wieku, jak oboje sobie przyjaźnie docinają i jak im dobrze jest ze sobą. Trusia za Pawłem stęskniona, bo najpierw nie widziała się z nim z racji ferii w Cavalese, a po powrocie też tylko przez krótki czas. Paweł zajął się produkcją torebusi na urodzinowy prezent dla Młodszej Siostry. Tworzył dziełko od serca, ale zawierające rozmaite Truśkowe strachy. Oboje dobrze się przy tym bawili. A potem zagrali sobie we dwójkę w Carcassone i obyło się bez łez, mimo że Truś odrobinkę przegrał.
Oj, jak ja lubię takie momenty- są bezcenne:-)

A dlaczego prezent dla Brzydosi- otóż tak nazywa swoją Młodszą Siostrę Starszy z jej Braci i tenże pieszczotliwy przydomek figuruje pod rysunkiem serduszka. Zaś Truśkowe fobie (wybrane tylko) na zdjęciu powyżej- znalazła się tam też marchewka, jako godna przedstawicielka warzywnego towarzystwa;-)

20:31, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 lutego 2014
Złamane serce i spełnione marzenie

Piątkowe popołudnie. W domu Ciech z Trusią, Mama na dyżurze, Tato na zakupach.
Truś- Wojtulku, a możesz zadzwonić na numer 112?
Ciech- ???? 112? Ale po co?
T- Bo ja bym chciała, żeby przyjechała karetka, a w niej mama.
C- Tak się Zosiu nie da, mama nie przyjedzie do ciebie karetką.
T- To zadzwoń i powiedz, żeby mnie do niej do szpitala karetką zabrali.
C- Ale Zosiu, kartekę się wzywa, jak ktoś jest chory, albo miał wypadek i na przykład coś sobie złamał.
T- To im powiedz, że ja mam złamane serce!

W sobotę Truś spełniał marzenia, a właściwie jedno z listy. Było to marzenie pod tytułem "Podróż karetą". Okrutni Rodzice dotąd opierali się jak mogli, bo dla mieszkańca Krakowa (przynajmniej w naszym odczuciu) jazda dorożką to obciach, dorożki są dla turystów, ewentualnie dla nowożeńców. A przyzwoity tubylec piechotą chodzi- o ile cel jest w zasięgu stóp, albo jeździ dowolnym środkiem transportu, ale bez wykorzystania konia. A Truś marzył i z marzenia zwierzył się Babci. I jak Babcia zawitała z urodzinowymi życzeniami dla Wnuczki, to postanowiła marzenie jej spełnić. I tak oto trzy królewny udały się biała karetą z Rynku na Wawel. Dwie skrajne wiekiem były całkiem zadowolone i nie miały żadnych obiekcji, ta środkowa zaś usiłowała wtopić się w siedzenie, żeby jej przypadkiem ktoś znajomy nie przyuważył i nie rozpoznał;-)

Potem królewny udały się na zamek, gdzie zwiedziły sobie Wawel Zaginiony, Skarbiec i Zbrojownię- Truś ma wyraźne braki w tym temacie, musimy zacząć nadrabiać;-)
Tymczasem Tatuś Trusiowy przygotowywał obiadową ucztę, na która przybyły i pozostałe królewięta. Zaś po południu Truś udał się świętować urodziny szkolnej koleżanki, a Trusiowi Rodzice oraz Babcia spędzili wieczór w operze na Małym Lordzie- miejsce przeznaczone dla Trusia stało sobie puste. I tak oto, jak wreszcie po wielu bezskutecznych próbach udało mi się zdobyć bilety do opery na coś odpowiedniego dla Młodszej Córki, to szkolna koleżanka wygrała ze Sztuką przez duże S.

PS
Oryginalna Trusiowa czapeczka przybyła wraz z Babcią z jej podróży do Tajlandii.

15:00, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
wtorek, 18 lutego 2014
List od Trusi

Ponieważ wczoraj miałam dyżur, to Trusia tęskniła. I napisała do mnie taki oto list:

Wiem, że jakość obrazka na blogu nie jest najlepsza, więc wam zacytuję tekst- zastanawiam się tylko, czy zostawić oryginalną pisownię z błędami, czy może jednak przetłumaczyć go na ludzki język;-)

"Kocham ćę mamo najbardziej w śfieće. Ty najmołdżejsza w śfiecie jesteś. Ty me smutki zafsze ugasisz bo kocham cię najbardziej i muwie ci że za tobą tęsknie."

Piękne, prawda? :-)

A poza tym w naszym domu zaistniała zgroza w postaci lalki Monster High- prezent urodzinowy dla Trusi od Pasi. Trusia na razie szczęśliwa, Tatuś Trusi mocno zdegustowany, ja czekam na moment wrzucenia potwora na dno kosza z zabawkami- doświadczenie podpowiada, że nastąpi on raczej wcześniej niż później.
I tak oto kolejna twierdza rodzicielska padła :(

20:12, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 17 lutego 2014
Skąd się bierze demograficzny niż

W czasie ferii w Cavalese Truś z konieczności spał z nami, zatem temat przenoszenia do własnego łóżka został na te kilka dni porzucony. Ale zaraz pierwszego dnia po powrocie zaczęły się negocjacje i kombinowania oraz przytaczanie przez Córkę rozlicznych argumentów przeciwko temu niecnemu rodzicielskiemu procederowi. I żadne tam kontrargumenty typu, że siedmiolatki z rodzicami nie sypiają oczywiście do Truśka nie trafiały. Truś swoje wie - niesprawiedliwym jest, że dorośli mogą ze sobą spać, a biedne dzieci wygania się do własnych łóżeczek, gdzie są skazane na łóżkową samotność. W końcu zniecierpliwiona trochę rzucam w eter "Gdyby dorośli ze sobą nie spali, to dzieci w ogóle by na świecie nie było!" Trusia jednak nie dała się zbić z pantałyku i od razu rzuciła "Przecież oprócz nocy jest też dzień!" A na fakt, że w dzień dorośli zwykle pracują, sprzątają, robią zakupy i mają mnóstwo innych zajęć Truś stwierdził, że w weekendy do pracy się przecież nie chodzi i trochę czasu wolnego jednak się ma! No, chyba, że się jest na ten przykład Trusiową mamusią i w weekendy niektóre miewa się dyżur...

I tym sposobem czasu na likwidowanie niżu demograficznego nie ma za wiele;-)

16:56, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 lutego 2014
Trochę tylko spóźniony wpis walentynkowy

Dziś Księżniczka Trusia ma już lat siedem i 2 dni- w Walentynki stuknęła jej szczęśliwa siódemeczka :-)

Tym razem była na podorędziu spódnica i nawet błyszczyk (Ci, co uważnie czytają Gertrusię może pamiętają, albo przypomnieć sobie zdołają, że dwa lata temu, gdy Truś obchodził w Cavalese swoje piąte urodziny obchody te zawisły na włosku z powodu braku stosownego odzienia- na narciarskie wyjazdy zwykle nie zabiera się sukienek czy też spódnic, wydają się one w tych warunkach całkowicie zbędne. Niestety Truś pięcioletni uznał, że żadna imprezka nie może się odbyć bez odpowiedniego stroju galowego. Nieszczęście zostało zażegnane owinięciem ówczesnej solenizantki w biały hotelowy ręcznik. Tym razem jako pierwsza zapakowana została kremowa koronkowa spódniczka, która jednak nie doczekała się uwiecznienia na fotografii.)

A my już w domu, w zupełnie odmiennej rzeczywistości. Za nami zwały śniegu, krystalicznie czyste powietrze i wspaniałe góry. Przyjdzie na nie poczekać jakieś 365 dni.

Zachwyt dla śniegu był wielki- w końcu wciąż lubimy zimę :-)

Za nami 256 (ja), 169 (Truś), (302 (Ciech) przejechanych kilometrów, śnieżyce, lawina, która zasypała nam nartostradę, błękitne niebo i oślepiające słońce, widoki zapierające dech, skrzący się brokatowo śnieg, wiatr miotający krzesełkami i narciarzami do tego stopnia, że trzeba było zamknąć wyciągi, nocna jazda na srebrzysto oświetlonej Olimpii 3, kilogramy ;-) zjedzonej pizzy i strudla- czyli pełen przekrój. Kolejne zdjęcia niebawem.

17:44, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 12 lutego 2014
Pozdrowienia z Cavalese

Do wczoraj Dolomitów mogliśmy się tylko domyślać lub wspominać ubiegło- i przedubiegłoroczne widoki albowiem śnieg padał, sypał, zawiewał, zamieciał i co tam, jeszcze śnieg robić potrafi, to robił. Jazda była z gatunku bardziej rozpaczliwych, nastroje powoli też zaczynały siadać. Bo można oczywiście lubić śnieg, tak jak się lubi tiramisu i bombardino, ale każda rzecz w nadmiarze zaczyna wychodzić bokami. Dziś wreszcie wylazło słonko, pojawiły się też Dolomity i można było sobie powzdychać z zachwytu i z przyjemnością poszusować. 

Pozdrawiamy- z miejsc przepięknych:-)

17:52, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
czwartek, 06 lutego 2014
Liebster Blog Award i Śpiąca Królewna

 Już jakiś czas temu zostałam nominowana do nagrody Liebster Blog Award przez Olę z bloga: mamakonsumentka.blogspot.com

 Chwilkę trwało zanim znalazłam czas na odpowiedź na jej pytania. Obawiam się jednak, że z drugą częścią zadania, czyli w wymysleniem wlasnych pytań i nominowaniem kolejnych blogów będzie kiepsko i raczej nie znajdę na to czasu. Olu dziękuję i wybacz, że wywiązuję się tylko w pięćdziesięciu procentach.

Oto pytania Oli:
1. Optymista czy pesymista?  Niestety pesymista. Ci którzy mnie znają lepiej, wiedzą, że zawsze widzę ta pustą połową szklanki:-( I chyba już tego w sobie nie dam rady zmienić:-(
2. Miasto czy wieś?  Hmm- na codzień miasto z jego atrakcjami dookoła. W marzeniach wieś, natura, cisza, spokój- tylko, że wszędzie daleko.
3. Najbardziej lubię w sobie…  Oj, ja chyba niczego w sobie nie lubię- taki typ:-(
4. Pies czy kot?  Jedno i drugie- kot za grację, miękkości i mruczenie- zwierzę, które się Panu Bogu wyjątkowo udało. Tylko, że na koty jestem od pewnego czasu uczulona i boję się jakiegoś wpuścić do domu. Pies za oddanie, wierność i miłość bezgraniczną- wciąż mi ogromnie brakuje naszych dwóch kłapouchów, codziennie gdy wracam do domu i otwieram drzwi do klatki schodowej czekam na Kluchowy powitalny szczek. Już się nie doczekam, ale może za jakiś czas inny czworonóg będzie mnie witał. Bo tak całkiem bez zwierza to pusto w chałupie.
5. Dom moich marzeń w 3 słowach.  Jasny, przestrzenny, w pięknym widokiem na przyrodę. I bez mężowskiego bałaganu! (a to było już czwarte "słowo", ale nie mniej ważne)
6. Moje dziecko jest… dla mnie doskonałe- każde jedno. I najukochańsze. I najfajniejsze. I każde uważam za swojego Przyjaciela i cudownego Kumpla.
7. Mój mąż/żona to dla mnie… Trudne pytanie, bo to zależy kiedy. Potrafi być oparciem, najbliższym przyjacielem, namiętnym kochankiem. Ale bywają niestety chwile, kiedy jest osobą, która rani mnie najbardziej. Ot, życie.
8. Zima czy lato?  Zima- byle rozsądnie mroźna i śnieżna.
9. Gdy mam zły humor to…  trzaskam garnkami, wrzeszczę i jestem niemiła. Odradzam bliższe kontakty;-)
10. Najbardziej cieszy mnie… To co przede mną w najbliższych planach- aktualnie wyjazd na narty w Dolomity już jutro. W dalszej nieco perspektywie wizyta numer dwa w Prowansji i nocleg w domku na drzewie.
11. Jaką markę produktów dla dzieci polecasz i dlaczego? Kids on The Moon, Nosweet, Pola i Frank- za mięciutkie tkaniny, świetny design i perfekcyjne wykonanie. No i za solidnośc w dostawach.

To tyle o mnie. A co u Trusi? Ona już prawie na walizkach albo wręcz w walizce;-) Lista rzeczy do zabrania gotowa, a Truśka pewnie się dziś przez pół dnia pakowała. To znaczy  przez tą połowę, w której nie była w szkole, albowiem Trusia uczestniczy w akcji "Zima w szkole" i w czasie ferii chodzi do szkoły na rozmaite zajęcia. Jestem tym projektem bardzo zaskoczona i niezmiernie uszczęśliwiona- co prawda Truś ma opieką w postaci Pasi, ale w Trusiowym wieku atrakcje zapewniane przez nianię są już zdecydowanie niewystarczające. A w szkole Trusia maluje, rysuje, składa origami, sadzi kwiatki, chodzi na spacery, występuje w kukiełkowym teatrzyku ("Wiesz mamusiu, dziś robiliśmy teatrzyk i kukiełki do niego. Ale nie miałam niestety zbyt poważnej roli. Byłam krzakiem. I nic nie mówiłam, tylko szumiałam.") Wraca zadowolona i, jak dotąd nie miała czasu na nudę. Na odrobienie zadanych na ferie lekcji niestety też. Plany na dzisiaj, oprócz pakowania, zakładały także odrobienie domowych zadań.
Minusem takiego spędzania czasu jest konieczność wczesnego wstawania- bo chociaż dzieci mają ferie, to rodzice pracują i do pracy na ósmą muszą zdążyć. Zatem nie ma czasu na wysypianie się. A w związku z powyższym poranki wygladają tak:

Poniedziałek:

Wtorek:

We środę było lepiej, bo Tatuś zaczynał swoje zawodowe obowiązki nieco później, we czwartek Królewna znowu była śpiąca bardzo o poranku, a w piątek to już będzie z górki- wieczorem ruszamy w Dolomity.
Do zobaczenia po powrocie lub w trakcie:-)

 

14:55, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 lutego 2014
Narodziny księżniczki- wpis już prawie urodzinowy

"Za każdym razem, kiedy rodzi się dziewczynka, niebiańskie księżniczki przybywają, by ją pobłogosławić."

"Niebiańskie księżniczki również wręczyły ci swoje dary- obdarzyły cię skarbami, których nie można wziąć do ręki.
A cóż to za prezent, którego nie można wziąć do ręki?
Darem jest dotyk słońca na twojej  twarzy. Darem są krople deszczy na twojej dłoni. Darem jest tęcza, którą widzisz na niebie. Darem jest wiatr tańczący w twoich włosach.
I ty sama też jesteś darem. A największym darem, jaki możesz komuś ofiarować, jest twój uśmiech."

"Kiedy przyszłaś na świat, dziewięć niebiańskich księżniczek pochyliło się nad tobą i udzieliło ci swego błogosławieństwa." 

Bądź piękna!
Bądź zdrowa!
Bądź czystego serca!
Bądź wytrwała!
Bądź dobra!
Bądź wesoła!
Bądź cierpliwa!
Bądź prawdomówna!
Bądź pełna wdzięku!

"Błogosławieństwa spełnią się tylko wówczas, gdy będziesz strzec swoich skarbów przez całe życie. Masz do pomocy: słońce i księżyc, gwiazdy i góry, pola i wiatr i deszcz i trzcinę.
Reszta zależy od ciebie."

"Czegóż jeszcze możemy ci życzyć? Życzymy ci, abyś pamiętała, że:
Ty też urodziłaś się księżniczką!"

Moja Księżniczka zwana wciąż jeszcze Gertrudą- Trusią przyszła na świat prawie siedem lat temu- do siódmych urodzin brakuje jej jeszcze tylko 11 dni. Z delikatnego zawiniątka przeistoczyła się w pulchnego tuptusia, małą dziewczynkę ze złotymi loczkami, błękitnooką księżniczkę uwielbiającą tiulowe spódniczki i w końcu dzielną pierwszoklasistkę, której księżniczkowy styl powoli zastępowany jest przez bardziej zawadiacki. Ale to ciągle nasza ukochana, najwspanialsza, doskonała Księżniczka Trusia, buntująca się coraz częściej przed tym przydomkiem i wymagająca by nazywać ją Zosią.

Jakiś czas temu przybyła do nas książka "Narodziny księżniczki", przepięknie ilustrowana przez Katalin Szegedi, ze wzruszającym tekstem, którego fragmenty Wam przytoczyłam. Moja domowa Księżniczka zachwyciła się- tekstem i obrazkami. 

Kochana Księżniczko-wciąż-jeszcze-Gertrusiu- niech się w Tobie rozwijają dary, które dostałaś od niebiańskich księżniczek w dniu Twoich urodzin.

Ildiko Boldizsar, Katalin Szegedi, "Narodziny księżniczki". Wydawnictwo Namas

Moja Księżniczka:

 

 

19:13, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
Archiwum