RSS
środa, 24 lutego 2016
Specjalna dedykacja dla Monstermamy i gratis

Co prawda czas dyniowy dawno przeminął, ale Luliś nadal mieści się w dyniowym pajacyku od Monstermamy:-)

W gratisie dowód na to, że nawet w najmniejszej przedstawicielce płci żeńskiej drzemie chęć zostania księżniczką;-)

18:15, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 lutego 2016
O czym marzy Matka?

Jakiś czas temu powiesiłam na lodówce listę życzeń do spełnienia. Takich prostych, łatwych w realizacji. Miejsce jest dla każdego domownika, można się wpisywać, żeby była inspiracja w razie jakiejś okazji prezentowej. Nie wszyscy skorzystali ze swojego prawa do wyrażenia życzeń, ale ja i owszem, wpisałam, co chciałabym dostać. I proszę, zadziałało- życzenia się spełniają:-)

Numer jeden- kosmetyki fridge. Wydawały mi się zbyt luksusowe, żeby samej sobie je zamówić- bo poza Warszawą dostępne są tylko przez internet, bo na wskroś ekologiczne i , nie da się ukryć, nie tanie- chociaż bywają droższe. Wpisałam zatem na listę i mam- krem, balsam ujędrniający i różane serum. Wygładzam zmarszczki, ujędrniam co da się ujędrnić. I dwa razy dziennie biegam smarować się kremem do lodówki- albowiem owe cud-specyfiki trzeba trzymać w chłodzie i zużyć w ciągu 2,5 miesiąca od daty produkcji. A efekty? Hmm, mi się podoba delikatny różany zapach kremu i serum i geranium z goździkiem w balsamie, nic mnie nie uczuliło- sama przyjemność. A zmarszczki? Ja tam ich nie dostrzegam, bo smaruję się przecież w kuchni,a  tam nie mam lustra;-)

Ręczny młynek do kawy- i do tego drewniany! Jak go tylko w Tchibo zobaczyłam, to zaraz zapragnęłam mieć. Tylko po co mi młynek, skoro kawę kupujemy mieloną? Ale od czego jest lista marzeń- wpisałam- a nóż ktoś zechce spełnić moją fanaberię. No i proszę, młynek jest, namęczyć się trzeba, żeby kawę nim umielić- zazwyczaj raczej na pojedyncze espresso niż dla całej rodziny do ekspresu. Ale za to mięśnie można sobie wyrobić- trzeba tylko pamiętać, żeby na zmianę prawa i lewą ręką kręcić korbką, bo inaczej będą asymetryczne (mięśnie mam oczywiście na myśli;-)

Lista się jeszcze nie wyczerpała, ale przecież niejedna okazja przed nami;-)

Truś też już ze swoich życzeń może wykreślić niektóre punkty.

Bardzo przydatna jest taka ściągawka. Rozważam utworzenie drugiej, z listą marzeń- bo skoro życzenia można spełnić, to niektóre marzenia też. Będzie na niej podłoga w kuchni, pokoju i przedpokoju, malowanie powyższych i nowe meble kuchenne- temat powyższy przewija się już od paru lat, ale bez efektu:-( A z marzeń mniej przyziemnych- Skandynawia, Bornholm (w tym roku jednak jeszcze nie, zamiast niego Kopenhaga), Portugalia, Islandia, Dolomity w lecie, zorza polarna (nieustannie), wizyta zimą w wiosce świętego Mikołaja (w każdy jest przecież troszkę dziecka mimo lat zaawansowanych;-)) i całkowite zaćmienie słońca...

Są oczywiście marzenia jeszcze bardziej abstrakcyjne, ale te zostawiam Wyższej Instancji...

16:29, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 lutego 2016
Walentynki 2016

Mam nadzieję, że w dniu wczorajszym walentynkowym zakończyliśmy na czas jakiś rodzinne świętowanie, które zaczęło u nas przybierać formę przewlekłą- rozpoczęło się na początku roku i wciąż nie mogło się skończyć.

Walentynki siłą rzeczy zostały zdominowane urodzinami Trusi, ale drobne upominki dla wszystkich pozostałych też się znalazły. Świętowaliśmy rodzinnie i domowo.

Drugim osobnikiem, który zdominował tegoroczne Walentynki był Luliś- wiadomo najmłodsza przytulanka zawsze ściąga na siebie najwięcej uwagi. Trusia była nawet troszkę zazdrosna, zwłaszcza jak zmęczony Luliś usnął przytulony do mojego dekoltu- chwilowo zabrakło Buni, więc z braku modelu najlepszego do spania wybrany został model zastępczy;-)

Luliś walentynkowy prezentował się uroczo w różowej tutu, której nie mogłyśmy się z Truśką oprzeć w Małym Stylu na Kazimierzu- musiałyśmy ją kupić, nie zważając na w sumie małe zastosowanie praktyczne takiego stroju.

Nasz Układ Słoneczny wciąż jest ulubioną przez Lulina ozdobą naszego domu i wzbudza jej wielki zachwyt. Już nawet udało się jej kiedyś upolować i urwać Saturna;-)

Nawet ciekawe świata Lulisie muszą kiedyś odpocząć:

Nie tylko Lulin występuje w charakterze przytulanki, są też inne stworzenia w rodzinie złaknione pieszczot:

Jednak nie ma jak u Mamy- ma zdecydowanie więcej zalet niż ja:-(

Na Walentynki zawiesiliśmy na chwilę post:

Mieliśmy też, dzięki Batorysi, "zwariowaną" świeczuszkę, która nie tylko świeciła, ale grała i tańcowała- świecić przestała najszybciej, najtrudniej było ją uciszyć- już się obawiałam, że do momentu wyczerpania bateryjki będziemy mieli grający kosz na śmieci;-)

Mój prezent- serduszko z diamentem:

A wracając do Lulina i jego ulubionych rozrywek w naszym domu, oto druga z nich:

Lakiery do paznokci nie dość, że są kolorowe, jest ich dużo w pudełeczku, fajnie grzechoczą, to jeszcze  świetnie trzymają się w małej łapce i mieszczą w dziobie:

Dziękujemy pięknie za życzenia dla Truszona:-)

21:37, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2016
Trusia lat dziewięć!

Nie rozumiem, kiedy minęło dziewięć lat. Wydaje się, że to dopiero wczoraj pierwszy raz trzymałam w ramionach moją Najmłodszą, upajałam się jej zapachem, zachwycałam malutką rączką z długimi paluszkami, ciupeńką stópką tak doskonale piękną, uszkiem delikatnym jak mechaty listek, prawie przezroczystymi rzęskami i ledwie widocznym meszkiem na główce. Dopiero wczoraj przytulałam do piersi bezbronnego noworodeczka i czułam, jak miłość wypełnia mnie całą tak bardzo, że wydawało się, że nie może się we mnie jej aż tyle zmieścić.

Wczoraj było dziewięć lat temu. Miłość wciąż tak samo wielka jednak się mieści. Z maleńkiego pisklątka wyrosła dziewięcioletnia rezolutka osóbka, z którą świetnie się dogadujemy. Wciąż uwielbiam z nią spędzać czas- tyle fajnych rzeczy możemy robić razem:-) I chociaż znam ją już dziewięć lat, to ciągle potrafi mnie czymś zaskoczyć.

Kocham Cię Córeczko. Bądź mądra, dobra i szczęśliwa. Wszystkiego dobrego moja Zosiu-Gertrusiu!

21:17, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
sobota, 13 lutego 2016
Dziewiąte urodziny w Muzeum Inżynierii Miejskiej

Co prawda TEN właściwy dzień nastąpi dopiero jutro, ale impreza dla koleżeństwa odbyła się dokładnie tydzień temu. Po ostatnich stratach w ludziach i sprzęcie oraz uszczerbkach na moim zdrowiu psychicznym po zabawie domowej postanowiliśmy pójść na łatwiznę i wyprowadzić towarzystwo poza nasze mieszkanie. Truśka wybrała Muzeum na Wawrzyńca i myślę sobie, że był to bardzo dobry wybór. Ja też bardzo lubię to miejsce, nie tylko za to, co w środku, ale za całe otoczenie, a także lokalizację na obrzeżach Kazimierza. Ponieważ impreza była pozadomowo, to Truś dostał pozwolenie na zaproszenie większej ilości osób (w domu koniecznie liczba gości musi być ograniczona, przy zbyt dużej ilości dzieciaków jest armagedon jest jeszcze większy), ale zaprosiła tylko 10, z czego jedna się nie stawiła. Dzięki temu dwa domowe "autobusiki" wystarczyły na przewiezienie wszystkich do Muzeum i z powrotem. I tu pojawił się pierwszy i jedyny konflikt, albowiem towarzystwo nie mogło dojść do porozumienia kto w którym aucie jedzie i jak podział nastąpił nie po myśli to następował foch. No cóż, nie można w pełni być szczęśliwym.
Na miejscu było już OK- najpierw godzinne zajęcia z animatorką opowiadającą o wirach i demonstrującą rozmaite "wirowe" doświadczenia, potem wyżerka (znowu potwierdziła się teza, że urodzinowy tort spokojnie może być niejadalny z plastiku, bo i tak większość go nie jada- chociaż był bardzo dobry- produkcji nie-własnej) i zwiedzanie muzeum, częściowo z przewodniczką. Na całe muzeum czasu nie wystarczyło, towarzystwo utknęło w na wystawie interaktywnej i bawiło się jak na najlepszym palcu zabaw.

No to na rok mamy spokój- bo z powodu komunii i zielonej szkoły na imprezę imienionową w maju może zabraknąć czasu. Uff!

13:15, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 10 lutego 2016
Zróbmy sobie lalkę, czyli domowe robótki ręczne

W prezencie urodzinowym od Mili i Tadzia dostała Trusia własnoręcznie przez nich uszyte poduszeczki. Koniecznie chciała się zrewanżować własną ręczną robótką i postanowiła zrobić Milence lalkę. Wyciągnęłyśmy zatem naszą wełnę do filcowania i szmatki zakupione kiedyś dawno temu w Tchibo, jakieś koraliczki, wstążeczki i piórka i tak oto powstała pierwsza Trusiowa hand- made-doll- w trakcie pracy wyewoluowała w Indiankę:-)

Bardzo się cieszę, że ma Trusia Przyjaciół, którzy zainspirowują ją do tworzenia rzeczy łądnych własnymi rączkami. A krakowskie Truśkowe koleżeństwo złożyło już zamówienia na następne lale- jedna już powstała i powędrowała do nowego domu:-)

20:36, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 lutego 2016
Ostatnia porcja zdjęć z Cavalese

Jeszcze kilka fotek z niedawnej co prawda, ale jednak przeszłości i będzie można wrócić do teraźniejszości. W w teraźniejszości zadziała się urodzinowa impreza Trusi- właściwe urodziny w najbliższą niedzielę, ale impreza z koleżeństwem odbyła się w minioną sobotę. Rym razem domówce powiedziałam stanowcze nie i wyprowadziłam towarzystwo do Muzeum Inżynierii Miejskiej na Wawrzyńca.

Na razie ale wróćmy jeszcze w Dolomity. Wg szacunków ze strony dolomitysuperski tej zimy Trusia przejechała 239km, a ja 281. Muszę sprawdzić, jak się to ma do wyników zeszłorocznych, ale wydaje mi się, że u Truśki to duży postęp:-)

19:26, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2016
Dolomity 2016 - porcja druga

Pięknie prawda? Jednak troszkę żal, że to już czas przeszły:-(

Bardzo dziękuję wszystkim za urodzinowe życzenia:-)

A Dolomitów ciąg dalszy jeszcze nastąpi...

16:47, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 lutego 2016
Pierwsza porcja zdjęć z Dolomitów

Ponieważ za oknem szaro i brudno, a temperatury raczej wiosenne, pooglądajcie trochę zimy. Może nie takiej, jak w ubiegłym roku, ale jednak bielszej i bardziej mroźnej niż tegoroczna nasza. Nie wiem jak wy, ale ja bym chętnie jeszcze na śnieg popatrzyła. 

A ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi:-)

20:24, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Archiwum