RSS
wtorek, 28 lutego 2017
Wieczór do zapamiętania - koniecznie.

W ostatni piątek lutego- Trusia po raz pierwszy "zaszczyciła" swą szlachetną osobą ICE.

Już dość dawno temu zwróciłam uwagę na plakaty zapowiadające festiwal Materia Prima. 

A jak się dowiedziałam, że spektakl La Verita wystawia Compagna Finzi Pasca, to po prostu musiałam kupić nam bilety.
Z powodu pewnych zawirowań wylądowaliśmy pod samym sufitem.

Ale jak zaczęło się przedstawienie, to zapomnieliśmy o miejscach na jaskółce. Uwierzyć trudno było, że człowiek może takie rzeczy wyczyniać ze swoim ciałem. 
Wielkie WOW!

"Spektakl „La Verita” uznawany jest za teatralne arcydzieło. To olśniewające widowisko z pogranicza teatru, nowego cyrku, teatru akrobacji, teatru tańca, muzyki i śpiewu z udziałem jedenastu artystów-akrobatów. W tym przedstawieniu poetyckie obrazy następują po sobie jak we śnie. Składają się na nie zapierające dech w piersiach akrobacje, przeplatane dowcipnymi scenami wybornej klaunady. „La Verità” jest hołdem dla Salvadora Dali."

To cytat. Od siebie mogę tylko napisać, że było PRZEPIĘKNIE! Wielki zachwyt.

 

 

20:41, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2017
I znowu w chmurach

Ukochane od lat miejsce obiadowe- knajpa z czarownicami:

Ostatni dzień- nad chmurami:

Sopelki- mroczny przedmiot Truśkowego pożądania;-)

Chyba urosły;-)

Na koniec- selfie z krówką;-)

11:06, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 lutego 2017
Dolomity w słońcu

Po pierwszych pochmurnych i snieżnych dniach zza chmur wyszło słońce,  a świat dookoła stal się jeszcze piękniejszy. Bielutki śnieg skrzył się brokatem, małe brokaciki wirowały w powietrzu, z drzew co jakiś czas spadały śniegowe czapeczki. A dookoła GÓRY.  Bajka:-)

Nocne narty zaczęły się od drinka w barze;-) A tak naprawdę od małej uroczystości, którą włoskie koleje linowe zorganizowały, by uczcić 25-ty rok przyjazdu w Dolomity Adama- organizatora naszych narciarskich wypadów.

16:28, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 lutego 2017
Porcja pierwsza zdjęć z Cavalese- "komórkowa"

Cóż, nie chciało się Mężowi targać cieżkiego i dużego aparatu, zatem skazani byliśmy na komórki, mały aparacik Trusi, na którym ona łapę trzymała oraz Pawła, który zdjęcia zrobił ładne, ale jak dotąd nie było czasu ich zgrać.

Zatem porcja pierwsze będzie z mojej komórki. Jak zobaczycie- było zmiennie- pogodowo nie dało się narzekać na nudę. W dzień przyjazdu powitała nas deszczowa wiosna. W niedzielę było ciepło i pochmurno, a w drugiej połowie dnia zaczęło sypać. I tradycyjnie sypało noc całą i kolejny dzień, a z wiosny zrobiła się śnieżna zima. Potem na trzy dni wyjrzało piękne słońce i mogliśmy podziwiać Dolomity. Na koniec znowu się zachmurzyło i po raz kolejny w naszym ulubionym ośrodku Alpe Lusia jeździliśmy w chmurach i śnieżycy. Zaś ostatniego dnia szusowaliśmy nad chmurami:-)

Przygotowania do szusowania- stylówa odpowiednia musi być;-)

Narty w śnieżycy:

Ulepimy dziś bałwana? No jasne, taki śnieg koniecznie trzeba było wykorzystać. Powstał zatem kolejny bałwan do tegorocznej bałwaniej kolekcji:

Góra za naszym hotelem- jeszcze przed zachodem słońca:

i oświetlona przez promyczki idącego spać słoneczka:

Rok temu udało nam się zobaczyć tą samą górę w kolorze czerwonawym- niestety był to bardzo krótki moment dnia i akurat siedzieliśmy jeszcze w autokarze wracając z nart. Gdy tylko wysiedliśmy P. popędził z aparatem, ale było już za późno.

CDN

17:37, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 lutego 2017
To już 10 lat!

Moja ukochana Walentynka skończyła dziś 10 lat! Wierzyć się nie chce, że już tyle czasu upłynęło od chwili, kiedy pierwszy raz przytuliłam moje wyczekane i wykochane od początku zaistnienia Szczęście.

Zmienia się nasza Dziewczynka, ale wciąż jest fajnym kumplem i partnerem do rozmowy i zabawy. 

Kocham Cię moja Skarbonko*.

Z okazji dziesięciolecia Truś zapragnął zasiedlić nasze mieszkanie nowym domownikiem. 
Oto Świnek  Czubek Walenty:

Świnek jest łysiutki, tylko na nosie ma czuprynkę. Jest cieplutki, welurowy i, jak na nowe zwierzątko, całkiem przyjazny. Pomału się ze sobą oswajamy.

Relacja z nart mam nadzieję niebawem- muszę tylko zdobyć zdjęcia od Pawła.

*Skarbonka to w naszym domowym języku żeńska odmiana Skarbu;-)

20:55, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 lutego 2017
Motto na następne półwiecze

W moim dodatkowym miejscu pracy Dziewczyny wywiesiły sobie na drzwiach taki oto tekst:

"Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami.
Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu.
Pozwól sobie być głupi.
Bądź przyjacielski. Bądź zabawny.
Nie ma czasu na nic innego."

I może tego trzeba się trzymać...

Z tą oto złota myślą Was zostawiam na tydzień- jutro jedziemy w Dolomity. I obiecuję jeść pyszne jedzenie, pić aromatyczną kawę, szaleć na nartach, zachwycać się widokami i pielęgnować w sobie tą resztkę radosnego dziecka, która wciąż gdzieś tam we mnie wciąż jest.

A jak wrócę, to opowiem, czy się udało. A może wcześniej się zgłoszę, jeśli internet na miejscu będzie wystarczająco szybki, żebym się nie wkurzyła czekaniem na połączenie.

:-*

19:24, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 01 lutego 2017
Żegnaj młodości?

Eee tam, w duszy wciąż mam dużo mniej lat niż w dowodzie. Najlepszy dowód, że od Córki Młodszej dostałam małą lalę-króliczka, od Męża wisiorek z dziewczynką z naręczem baloników, a od koleżanek w pracy bransoletkę z misiem;-)

Ostatnie dni pierwszego półwiecza spędziłam rozrywkując się z Córką Młodszą, Córką Córki Starszej oraz biesiadując z Rodziną w nieco szerszym gronie:-)

Lulisiowi zbudowałam schowanko w moim szafo-biurku.

Trusi i Herze też do gustu przypadł ów domeczek

Clubbingowałam z Córką Młodszą w naszej ulubionej Karmie

Posilone pankejkami i wzmocnione kawą wygłupiałyśmy się na lodowisku- tym razem, co dla nas niezwykłe, w dziennym świetle

Wieczorem ostatnie dnia pierwszego pólwiecza Córka Starsza wysłała nas na spektakl Art Color Ballet inspirowany twórczością Beksińskiego- może niezbyt to było radosne widowisko, ale na pewno ciekawe.

Moje nowe półwiecze rozpoczęliśmy od demolowania kuchni- obecnie  w dużym pokoju (całe szczęście, że jest on odpowiednich rozmiarów0 mamy labirynt zbudowany z paczek z nowymi meblami kuchennymi, resztek starych mebli oraz pudeł z zawartością tych starych kuchennych szafek, które już poszły na zasłużoną emeryturę w lamusowni, urozmaicony pudełkami z kafelkami na naszą przyszłą nowiutką kuchenną podłogę. Jest "interesująco" i, żeby nam się nie nudziło, każdego dnia konfiguracja ulega zmianie. I tak będzie do około końca lutego, kiedy to wreszcie spodziewamy się rozpocząć całkiem nowe życie w zupełnie nowej kuchennej rzeczywistości;-)

A na razie  pomiędzy powyższymi rozrywkami odliczamy dni, a właściwie już prawie godziny, do wyjazdu na ferie. Dolomity czekają:-)

Ostatnie selfie dziestolatki- bez make-up'u i w Truśkowej czapie

PS
Jak się skończy ten domowy Armagedon, to dopracuję jeszcze domek w szafie:-)

15:59, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Archiwum