RSS
poniedziałek, 30 listopada 2009
Problem z rodziną

"A jak się Bunia z naszego domku wyplowadiz, to jaką będzie miała mamusię?"
No wciąż tą samą.
"Niee, ta siama zostanie w domku z Tlusią."
A tatusia jakiego będzie Bunia miała, jak się wyprowadzi?
"Tatusia tego samego. Tatuś się wyplowadzi z Bunią."

I tym sposobem zyskam jednak swój buduarek ;-)

22:11, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 listopada 2009
Dwa wcielenia Trusi

Rozważna- Intelektualistka


 

Romantyczna Świtezianka (a może po prostu Próżna Strojnisia?)

 

Kocham oba wcielenia i jeszcze kilkanaście innych. Całuski Skarbie :-*

 

22:26, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 listopada 2009
Książkowi przyjaciele

Pojawiła się w Trusiowym życiu nowa książkowa koleżanka. Pierwszą była Gertruda- dziewczynka  z francuskiej serii "Obrazki dla maluchów". Właściwie dziewczynka z "Dnia malucha" wcale Gertruda nie ma na imię, ale przewrotny Trusiowy Tatuś tak ją nazwał i już zostało. Gertruda nadal jest Trusiową przyjaciółką, mimo że książeczki przeczytane są wielokrotnie.
KOlejnym przyjacielem był Maks- naburmuszony chłopczyk rodem chyba ze Skandynawii. Teraz Maksa odziedziczył Trusiowy kuzyn.
Pojawiła się też Ela, ale tylko jedną książeczkę o niej mieliśmy, dostaną od Izy i Helenki. DO niej też Trusia często wracała.
A teraz jest Kamilka, którą przewrotny Trusiowy Ojciec przechrzcił na Kunegundę. Obie książeczki (dostane niedawno od Lucjankowej Kasi) Trusia czyta co wieczór i na razie jeszcze się jej nie znudziły.
No i jest miś Paddington, którego Trusia wielbi, a Trusiowy Tatuś szczerze nienawidzi, twierdząc, że Paddington jest małym egoistą, nudnym jak flaki z olejem (czy coś w tym stylu). Ale Trusia chętnie słucha historyjek o misiu, i to tych w doroślejszej wersji, pełnoksiążkowej. Nie zebraliśmy jeszcze wszystkich części, ale "unieszczęśliwię" Trusiowego Tatusia kolejnymi tomami (to Tatusia zadaniem jest wieczorne czytanie Trusi na dobranoc).
Na razie nie przyjęły się muminki, może później Trusia się do nich przekona.

Cowieczornym rytuałem jest muzyka. Bez włączonej płyty Trusia nie kładzie się spać. Ostatnio wyszperała gdzieś stare CD ze ścieżkami dźwiękowymi z Króla Lwa, Dzwonnika z Notre Dame, Pinokia- ależ się ucieszyła. Uwielbia też Truszon słuchać bajek czytanych na CD i piosenek dla dzieci. Ale i inną muzyką nie pogardzi. Może być nawet całkiem poważna i "dorosła". Pilnuje, by wieczorem zmienić sobie płytę na inna niż poprzedniego wieczora.

Ciekawe, czy jej to zamiłowanie do muzyki i czytania zostanie na zawsze...

A właściwie to chciałam napisać o kłopotach Trusiowych z polszczyzną, o tym, jak moja elokwentna Córeczka sobie radzi z omaną czasowników i rzeczowników. Ale nie zapisałam tych jej językowych "perełek"  i nie potrafię odtworzyć ich teraz w pamięci. A codziennie zdarzają się takie "on idł", "ja szedłam", "zostaniesz z mną". Prawie codziennie powstają nowe fajne i bardzo przydatne słówka. Tylko ta pamięć zawodna :(
Muszę sobie zapisywać, koniecznie.

Dziś po raz kolejny się przekonałam, jak opiekuńcza i dorosła potrafi być ta moja niespełna trzyletnia Córeczka. Wracałyśmy z drugiego końca Krakowa od mechanika, a tu gaz się skończył, a benzynie świeci się rezerwa (jak ostanio nim jeździła, to był i gaz i rezerwa się nie sieciła, ale potem auto przejęła Starsza Córka, więc straciłam nad nim kontrolę). Zaczęłam się denerwować- w moim życiu miałam już sytuacje, kiedy samochód stanął mi na środku ulicy z powodu braku paliwa- raz był to samochód wyładowany weekendowymi zakupami zrobionymi przed wyjściem na dyżur w upalne letbie przedpołudnie. Tak więc trauma przeżyta w przeszłości tkwi w mojej głowie i doprowadza do paniki, gdy istnieje obawa, że sytuacja może się powtórzyć. Do najbliższej stacji benzynowej było daleko. A tu wszystkie światła po drodze czerwone. No więc ja panikuję, a z fotelika na tylnym siedzeniu słyszę kojący głosik Trusi "Mamusiu, no już się nie denerwuj, już spokojnie. Na pewno dojedziemy do domku, nie skończy się benzynka. No już spokojnie." Taki mój mały uspokajacz:)

Wczoraj Trusia bawiła się ze Starszą Siostrą, budując zagrodę dla zwirzątek. Do gotowej zagrody Trusia wprowadzała pieska, małpkę, krówkę, świnkę. W końcu wsadziła tam także tygrysa. Starsza Siostra zauważyła, że tygrys powinien mieć osobną zagrodę, bo inaczej może pozjadać inne zwierzątka. Trusia wyraźnie się zaniepokoiła. Patrzy na tygrysa, minę ma zatroskaną. W końcu podjęła decyzję: "To ja wymienię tyglyska. Na salenkę go wymienię."

22:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 listopada 2009
Ostatnie wspomnienia z wakacji

Trochę to trwało, wszyscy juz pewnie zapomnieli o lecie, a o naszym umbryjskim blogu to już całkiem nikt nie pamięta. A tu jeszcze dwie notki czekały na swoją kolejkę. I wreszcie są- jeśli chcecie się na chwilę oderwać od listopadowej rzeczywistości i przenieść do upalnego Spoleto, to zapraszam.

A ja coraz bardziej marzę o kolejnych wakacjach. Czuję się przemęczona, przepracowana, brak mi czasu na wszystko. A niania spędza chyba więcej czasu z moją Trusią niż ja:(
No więc wakacji mi trzeba i dwóch tygodni bez pracy, bez gonitwy, z czasem na zabawę, spacer, czytanie.
Na razie zamiast wakcji dyżur w piątek:(

22:26, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 listopada 2009
Cyferka na "O"

Dziś na zajęciach AAK tematem były cyfry. Jednym z zadań było wybranie jednej karty z talii (z cyfrą), a następnie przyklejenie jej na tekturkę i dolepienie tylu kawałków puzzli ile wynosiła cyfra na karcie. Trusia wybrała osiem. Po powrocie do domu chwaliła się wszystkim swoim dziełem. Starsza Siostra pyta:
"A co to za cyferka jest na karcie?"
"NIe wiem."
"No, przypomnij sobie. O.."
"O? O? O nie wiem!"

Wracając z zajęć Trusia przyznała się, że dziś z Pasią była trochę niegrzeczna (nie tylko dziś zresztą, zdarza się jej to częściej) i "wydziwiała". Pytam ją więc, co zrobi, jak jej Pasia ucieknie.
"Będę jej siukała." -odpowiada.
No ale jak całkiem ucieknie i jej nie znajdziesz? To z kim będziesz w domku?
W oku błysk radości: "TY będziesz z mną:)"- wyglądała, jakby jakiś chytry plan w mózgownicy się wykluł. Biedna Pasia, jeśli Trusia zacznie ów plan realizować ;)

20:27, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Tajemnicze stworzenie

Starsza Siostra- Pamiętasz Trusiu o jakim stworzonku wczoraj czytałyśmy książeczkę?
Trusia - O "Chrońmy naszą planetę?"
Starsza Siostra- To też czytałyśmy, ale inną jeszcze książeczkę wczoraj ci czytałam. I były tam takie stworzonka na "ho".
Na twarzy Trusi maluje się skupienie, szare komórki najwyraźniej się gonią i próbują złapać za wypustki- brewki zmarszczone, buźka poważna, jednak olśnienie nie następuje.
Ja- Czyżby to były chomiki?
Trusia uśmiechnięta- Nieee, nie chomiki.
Ale dalej nie może sobie przypomnieć.
Starsza Siostra- No przecież to były hobbity!
Na Trusiowej buźce uśmiech od ucha do ucha.
Trusia-Tak, to hobbity były. I mieszkały w norkach. Jak kreciki:)

"Gdzie idziesz? Do drugiej pracy?"
Wpadlam na chwilkę do domu napić się kawy, albowiem dyżur, który zapowiadał sie całkiem przyjemnie, około północy przybrał formy zdecydowanie mniej sympatyczne.
No idę do drugiej pracy. Za chwilkę wychodzę, tylko kawy się napiję.
"A potrzebujesz majtki? Bo ja ci mogę przygotować."
:-)

 

10:12, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Materialistka

Niestety, wyrosła nam u boku, zupełnie niepostrzeżenie, mała materialistka, żądna prezentów ;-) A przejawia się to pytaniem "Cio dla mnie dziś przyniosłaś?", jak wracam obładowana z zakupów. Trochę jestem sobie sama winna, bo tak się jakoś złozyło, że ostatnio Trusia faktycznie za każdym razem coś dostawała- a to książeczkę z naklejkami, a to piżamkę (bo ze starych wyrosła), a to rękawiczki, a to innego ciucha, albo przynajmniej kulkę z Reala (dają takie kulki, za każde 50 zł wydane na zakupy), witaminki, soczek, kaszkę. Więc jak kiedyś się pojawiłam w domu i na sakramantalne zapytanie Córki Młodszej odpowiedziałam, że ni mam nic, podkóweczka na buzi się pojawiła. No bo jak to, nic dla domowego Pieszczocha nie ma? Skandal po prostu. Na szczęście okazało się, że kupiłam kisiel. W zupełności wystarczył. Truśka natychmiast się rozpromieniła: "Kisielek dostałam, ugotujemy dla mamusi, Buni, Pawełka, Wojtusia i Tatusia. Gejzerki będą, będzie bulgał." No i radość wielka :) A w sobotę zakupiliśmy wreszcie nawilżacz do Trusiowego pokoju. P. dumny z podjętej wreszcie ważnej decyzji o jego zakupie (decydowaliśmy się tak mniej więcej od Trusiowych narodzin) od progu oznajmił Córce, że prezent dla niej przyniósł. Trusia z zaciekawieniem oglądała nowy sprzęt, kazała natychmiast wypróbować, a potem chwialiła się wszystkim "Patrz, tatuś taki śliczny parowniczek mi kupił". I cieszyła się jak dziecko- no właśnie, jak dziecko- bo tylko małe dziecko potrafi się cieszyć prawie z niczego- z kisielu, z kulki, z nawilżacza...

Rano przygotowywałam się na dyżur, smażąc jednocześnie schabowe i obierając ziemniaki. Trusia dzielnie mi we wszystkich pracach pomagała, tłukąc kotlety, soląc je z zapałem (a sól Trusia lubi, oj lubi), wydłubując ziemniaczane oczka. W końcu postanowiła pomóc także w przygotowaniach dyżurowych.
"Co lobisz?
Pakuję sobie rzeczy na dyżur.
"To ja ci pomogę, spakuję. Co mam spakować?"
Spakuj mi książkę, leży w pokoju na kaloryferze.
Trusia pracowicie upycha książkę. Potem ładuje do torby przygotowaną żywność (żywności dyżurowej zwykle jest więcej niż jadam w dni "domowe"- zawsze odczuwam obawę- ba nawet lęk paniczny- że zamknięta w szpitalu umrę z głodu, bo zabraknie mi jedzenia.)
"Co jeszcze spakować?"
No jeszcze bielizna by się przydała na zmianę.
"A co to jest bielizna?"
NO majtki jakieś...
"A gdzie masz majtki jakieś?"
W szufladzie górnej- rzucam, przewracając kotlety.
Po chwili widzę Córkę trzymającą w jednej łapce swój podnózek, a w drugiej pęczek majtek.
"Wyblałam ci białe i lóziowe i czarne i jeszcze szare. Żebyś miaŁa na dyziul. Telaż ci spakuję."
No i teraz ani brak jedzenia ani brak bielizny na dyżurze mi nie straszny ;-)

O czym donosi uprzejmie pracująca Matka Trusi, czekając na nagranie się płytki z tomografii.
Dobrej nocy niepracującym :)

 

 

00:41, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 listopada 2009
Drugie spotkanie z Talią

Z Trusią zdecydowanie lepiej. Na tyle dobrze, że zdecydowaliśmy się opuścić domowe więzienie i  podjąć drugą próbę teatralną w tym sezonie. Wcześniej "tradycyjnie" była msza u kapucynów, którą Trusia bardzo polubiła i sama domagała się, żeby tam pójść. A po mszy "Koziołek Matołek" na Szewskeij w Molierze. Dzisiejsza frekwencja zadziwiła organizatorów, prawie zabrakło biletów. Już się bałam, że możemy się nie załapać, ale na szczęście udało się wejśc na ostatnie miejsca. "Koziołek Matołek" nie była tak straszny jak Wawelski Smok i Trusia dzielnie wysiedziała do końca spektaklu. I dobrze się bawiła. Chociaż pewne obawy wzbudził w niej Koziołek, który opuścił scenę i zbliżał się w do nas- bliskie spotkanie z Koziołkiem udaremniło krzesełko z małym chłopczykiem, siedzącym przed nami;)
Tym razem ukulturalnianie się powiodło. A w przedstawieniu było też kilka "smaczków" dla towarzyszących dzieciom rodziców.

Taki wierszyk kiedyś deklamowałam:
"Mam trzy latka, trzy i pół,
głową sięgam ponad stól..."
Czyżby stoły kiedyś były niższe? A może to były dwa latka?
W każdym razie Trusia latek trzech jeszcze nie ma, a łepetynka jej zdecydowanie ponad stół wystaje. I wcale nie musi w tym celu stawać na paluszkach.

 

W przyszły weekend chyba wypróbujemy kino- w takim "przybytku" Trusia jeszcze nie była. Do niedawna zresztą niespecjalnie interesowała się filmami. Ale to już przeszłość. Teraz domaga się dobranocki i prosi Ciecha o puszczenie jej "Kota z butami" (Kota w butach) na komputerze z dostanej do jakiegoś pisemka płytki. Wiedziałam, że to kiedyś musi nadejść, teraz muszę pilnować, żeby nie przerodziło się w telewizyjno-komputerowy nałóg. Szczęśliwie cała rodzina zgodnie działa w kierunku nieprzyzwyczajania Trusi do szklanego ekranu.

 

22:04, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 listopada 2009
List do Świętego Mikołaja

Wczoraj, jak jeszcze była radosna i żywotna, napisała Trusia list do Świętego Mikołaja. Skrybą był Ciech, Trusia dyktowała. Oto treść listu:

"Drogi Święty Mikołaju. BYłam grzeczna. Chciałabym:
-laseczki-lizaki
-klocki
-sztuczne piwsko
-książki z naklejkami
-lalkę
-baloniki
-fotel do siedzenia
-kanapę małą
-pluszaki
-dla moich rodziów książki
-nowe szafy na ubrania
-dla rodziców koludry (kołdry)
-nowe pisaczki
-dla rodziców dywan, który się nie da brudzić
-śmiejżelki
-ładne obrazki dla mamy
-piżamy
-bluza, skarpetki, łóżko, radio
-coś fajnego"

List został umieszczony, skąd w nocy zabrał go Mikołaj.
A teraz Mikolaj się głowi- po co szafy na ubrania? O co chodzi z tą kanapą? A te "koludry"- mamy razej nadmiar niż niedosyt? Dywan niebrudzący i jamnikoodporny faktycznie by się przydał.
Z wywiadu z Trusią wiem, że najważniejsze są te laseczki- takie, jak w książeczkach mikołajowo-gwiazdkowych wiszą na choince. Niby nieskomplikowane, ale nie jestem pewna, czy uda mi się na nie gdzieś natrafić.
A dla kogo mają być te piżamy i skarpetki? Dla Ciecha  może- ostatnio narzekam, że wszystkie ma za krótkie i za małe i chyba będzie trzeba Mikołaja o to poprosić. Bo Trusia posiada wystarczającą ilość całkiem nowych piżamek i skarpetek.
No to do roboty Mikołaju!

PS.
W kwestii chorowania Trusiowego- odmawia syropków, odmawia mierzenia temperatury, odmawia inhalacji. Czyli odmawia mi poczucia, że coś robię, żeby jej pomóc, że działam w sprawie wyleczenia, a przynajmniej zlagodzenia objawów. I czuję się w tym zupełnie bezradna. Tulę kaszlącą Kruszynę, wycieram nos, dotykam czoła, głaszczę po pleckach, okadzam Inhalolem w świeczkowym kominku i pasę przynajmniej Oscillococcinum.

 

22:52, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
:((

Było lepiej. jest gorzej.

Wczoraj Trusiek wyglądał juz całkiem zdrowo i radośnie. Dziś wstała z napadami kaszlu, takimi, że nawet raz zwymiotowała. Znów marudna, układa się na tapczanie i karze pieścić. Syropu do ust nie weźmie- a jak jest zdrowa, to bardzo chętnie by piła wszelakie mikstury lecznicze. Katar też ma jakby większy. I cos cieplejsza się zrobiła. I jeść znów nic nie chce.

Wobec powszechnej paniki medialnej spowodowanej grypą, zaczyna i mi się udzielać paniczny nastrój. I nie pomaga zawodowy medyczny racjonalizm.
A dziś oczywiście piątek, czyli dostęp do naszego ulubionego pediatry niemożliwy aż do poniedziałku. W razie czego zostają dyżurne przychodnie, w nich tłumy kaszlących i kichających pacjentów w różnym wieku i różnej jakości lekarze, przede wszystkim nieznani i niezaufani- nie jest to kusząca perspektywa:(

A tymczasem na polku słońce i ciepło. A Trusia w domu, słońce ogląda przez okno:(

16:06, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum