RSS
czwartek, 31 grudnia 2009
Sylwester 2009

Kochani, miłej zabawy wszystkim- tej na imprezach i tej w domowych kapciach. Spędźcie przyjemnie ostatnie godziny 2009 roku.

A ponieważ ja wciąż zdołowana, więc na więcej mnie dziś nie stać. Może jak się zacznie rok nowy wróci wena. A jak nie wróci to przynajmniej powinna być fotorelacja ze wspólnego sylwestrowego wieczoru z Ewą, Robertem i Nulą.

12:19, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 grudnia 2009
Tekściki

Wczoraj w mieszkaniu Buni:
"Chodź pającku, wejdź do szklanecki. No, po co nie chcesz wejść? Wejdź, wyniosę cię do oglódka. No chodź tu do mnie, wejdź do kubecka."
Ona przemawia do niego słodko, a on nic, ani drgnie. A dlaczego on taki nieczuły na wabienie? Ano dlatego, że ostatecznie okazal się być paprochem pająkokształtnym, a nie prawdziwym pająkiem. Bo gdyby był prawdziwy, na pewno by się nie oparł;-)

(Gwoli wyjaśnienia- w naszym domu niepożądani goście nie są rozklapywani kapciem na podłodze/ścianie, lecz z należytą atencją pakowani do szklaneczki i wynoszeni na świeże powietrze. Nie dotyczy to komarów.)

Dziś po powrocie do domu Trusia powitała mnie słowami:
"Nie martw się mamusiu, nietoperze na lazie nie latają, są schowane."
Hmm, temat trochę mnie zaskoczył, przyznam. Jakoś myślami daleko byłam w danej chwili od nietoperzy- ukrytych czy też całkiem na widoku. Pytam jednak uprzejmie:
A gdzież to są schowane owe nietoperze.
Truśka trochę zniecierpliwiona:
"No przecież nie wiem, przecież ja ich nie chowałam!"
Kamień spadł mi z serca- bo mogłam odnaleźć, na  ten przykład, całą rodzinkę spędzającą zimę w mojej wlasnej szafie.

Dziś próbowaliśmy Trusię po raz kolejny zaprzyjaźnić z kulturą Japonii. Pobyt u Akiko wciąż wspomina, zupełnie sama z siebie. (A tak na marginesie, o wczoraj na onecie był wywiad z Akiko. I zdjęcia zimowego Ariake- Boże, jak tam pięknie zimą. Jeszcze piękniej niż latem...)
No więc, w ramach zaprzyjaźniania udaliśmy się do Mangghi na czytanie japońskich bajek. Trusia bajki o Staruszku podarowującym kapelusze posągom na literkę "O" wysłuchała. Ale sushi już robić nie chciała, o próbowniu nie wspomnę. Wolała sobie porysować w kąciku. A potem podążyła w odwiedziny do swojego ulubionego Wawelskiego Smoka, wypytując mnie szczegółowo o przepis na "smoczego" baranka- czyżby wolała stworzyć trutkę na smoka od sushi dla Starszego Brata? Przyuważyła też pomnik Dżoka i bardzo ją potuszyła historia psa, który przez rok czekał na Rondzie Grunwaldzkim na swojego zmarłego pana. Po powrocie natychmiast zrelacjonowala Pawłowi:
"Nie zlobiła sushi dla ciebie. Ale wiesz. był taki Dżok i on czekał cały lok na swojego pana. A ten pan nic się nie przejmował, bo umalł sobie."

Z wigilijnego menu Trusia spróbowała kilku łyżeczek barszczu- ze ślimakami! I chałki. I to by było na tyle. W zeszłym roku pałaszowala uszka i pierogi. W tym roku nawet na nie nie spojrzała. A dziś oświadczyła, że nie lubi ogórkowej. Czyli kolejne zawężanie jadłospisu:(  Ciech w trosce o jej linię postanowił ograniczyć młodszej siostrze słodycze. Na dzisiaj się umówili, że nie będzie ich jadła. I prawie się udało- wyjąwszy jedną kosteczkę czekolady.

A mnie dopadla tradycyjna od lat paru poświąteczna chandra, łzy tkwią na końcu nosa i w gotowości czają się pod powiekami, niemal fizycznie czuję upływające minuty, a kolejne urodziny zbliżają się nieuchronnie:( I żadne tłumaczenie nie pomaga, żadna pozytywna myśl nie chce się przedrzeć przez ten depresyjny tłumik. A na dodatek odwołali nasz wyjazd na narty z Ciechem z powodu zbyt małej ilości chętnych. Oczywiście obiecali poszukać czegoś innego, ale na razie jesteśmy w zawieszeniu.

21:33, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 grudnia 2009
Wigilia 2009

Szkoda, że już za nami. Było miło, od pewnego momentu już bez pośpiechu. Był czas na wspólne kolędowanie, czas na delektowanie się smakołykami, czas na nacieszenie się prezentami. A potem czas oczekiwania Trusia na pasterkę, na którą koniecznie chciała pójść. I było "plosię, plosię, musim pójśc na pastelkę. Nie zasnę, pójdziemy." Już, już była blisko, już myślałam, że zaraz ją z powrotem przyodzieję i jednak na pasterkę zawiozę, przynajmniej na kawałek. Ale padła około jedenastej. Za ro rano była na "pasterce porannej"- jaki byłby płacz, gdyby jej ktoś powiedział, że to nie jest pasterka. A czekając na pólnoc opowiedziałyśmy sobie dokładnie całą historię Bożego narodzenia. I dziś w każdej szopce poszukiwała Mędrców- Królów, pasterzy, aniołów. Bo oczywiście główne postacie w każdej szopce są dobrze widoczne. Dziś mimo "zgniłej" pogody połaziliśmy trochę po krakowskich kościołach, zajrzeliśy nawet na dziedziniec przed franciszkanami, ale błocko skutecznie nas stamtąd przegoniło.

Ajutro? Jutro rodzina będzie świętować, a ja będę pracować. Marzą mi się Święta bez dyżuru- w zeszłym roku wigilia, w tym drugie święto :( Dobrze, że jest jeszcze niedziela.

A oto fotorelacja z Wigiliii:

Jeszcze jeden prezent pod choinką

Trzy pokolenia kobiet- każda w czerwieni i czerni (i był to zupełnie przypadkowy dobór świątecznych kreacji)

Nie mogłam sobie darować siebie i mojego wigilijnego Aniołka

Rodzina w komplecie

Trusia śpiewa kolędy- koniecznie musiala je śpiewać z książeczki.

Rozdaje prezenty- to zawsze zadanie najmłodszych w rodzinie

I wypróbowuje te swoje- tu razem z Pawłem składają sklepik z dupli

Czy można jednocześnie zjadać czekoladkę i grać na grzechotce i dzwoneczkach?

"Bębenka" za nic nie chce pożyczyć Ciechowi.

Miłego dalszego świętowania wszystkim:)

22:45, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 grudnia 2009
Życzenia na Boże Narodzenie 2009

Kochani nasi Przyjaciele, Goście i Przygodni Czytacze!

Chcialabym Wam złożyć najlepsze świąteczne życzenia. Niech się Wam udadzą makowce, Wasze domy przesiąkną zapachem pierników, niech się pięknie błyszczą wypastowane podłogi, lekko falują świeżutkie firanki, w czyściutkich oknach odbijają się choinkowe światełka, pod choinką piętrzą się prezenty. Niech przy wigilijnym stole nie zabraknie nikogo z tych, ktorych kochacie. Niech się spełnią życzenia składane w czasie lamania opłatkiem. I niech radość Bożego Narodzenia pozostanie w Waszych sercach jak najdłużej.
Życzę Wam- nam wszystkim- miłości tak wiele, żeby nią można było obdzielić cały świat, uśmiechu tyle, żeby starczyło dla mijanych po drodze ludzi.

Wesołych, pięknych Świąt:)

Nie udało mi się zrobić specjalnego na tą życzeniową okazję zdjęcia, zatem wraz z taką nieświąteczną Trusią pod choinką (wręcz "roboczą" rzec by można) raz jeszcze życzę pięknych Świąt.

22:18, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Do Wigilii już tylko dwa dni

Uff, polukrowane:) Ale wcale nie ma ich tak dużo, tym bardziej, że każdy chciałby choć trochę z domu wynieść- Ciech na klasowy opłatek (chłopaki upiekli brownie, pachnie w całym domu czekoladą, ale pierniczki też by chętnie dla kolegów zanieśli), Mąż dla Szefa, ja dla Przyjaciółki, Bunia dla koleżeństwa, a jeszcze dla Babci.... Cóz, jakoś trzeba będzie te podzeilić, bo czasu na pieczenie następnej porcji już nie ma. Bunia upiekła dziś migdałowe rogaliczki, niestety jedną blachę na czarno:( Jutro zamierza eksperymentować z ciasteczkami orzechowo-cynamonowymi- może wytnie z nich nietoperze i wilki, bo wśród pierniczków zabrakło. A ja jutro gotuję kapustę i robię śledzie, żeby się przegryzło. Środę muszę spisać na straty- dyżur:( Mam nadzieję, że Rodzina wytworzy mak. Makowce we czwratek rano, i barszcz, i kompot, i drugie śledzie, a może jeszcze piwny chlebek Męża... Roboty ciągle dużo. Dobrze, że Mama ulepiła pierogi i uszka. Jak kiedyś "zastrajkuje" to będziemy musieli jeść sklepowe, bo nie sądzę, żeby mi kiedyś czasu na produkcję pierogów na produkcję rzezonych starczyło:(

A na razie chwalę się naszym dziełem- w dużej mierze jest to Trusiowe dzieło. I naprawdę była bardzo pomocna:)

PS

Monsterom bardzo dziękujemy za życzenia. "Koziołki" zostały natychmiast przeczytane i zapamiętane. Nie pozostaje nic innego jak je osobiście zobaczyć;-)

 

20:50, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 grudnia 2009
Jeszcze bliżej Święta

A skoro tak, to u nas już choinka ubrana. Nie było łatwo- okazało się, że choinki już wyszły, P. z Bunią upolowali jakieś dopiero w czwartym miejscu. A tymczasem Trusia nie mogła się doczekać, wypatrywała przez okno, drzwi balkonowe i zastanawiała się, gdzie też się podziała choinkowa delegacja. Wreszcie wrócili, w Truśkowych oczkach zachwyt wielki, bo przytargali jedną dużą choinę i drugą mniejszą w doniczce. Tak się cieszyła, że się nawet do choinek przytuala. Niestety ten moment uwiczniony nie został, albowiem bateria w aparacie zastrajkowała. Ale reszta wieczoru jest już uwieczniona:

Choinka numer jeden- w tym roku na złoto.

I choinka numer dwa- w moich ulubionych "gałgankach".

I tak dzień skończył się całkiem miło, co pozwoliło zapomnieć o niesympatycznym przedpołudniu, kiedy to Trusia usiłowała doprowadzić swoją ukochaną Mamusię do zawału. Najpierw upierała się, żebym to ja pchala wózek po zaśnieżonych chodnikach w trakcie naszego galopu na mszę do kapucynów, potem rozryczała się, kiedy się zorientowala, że omęło ją wrzucenie pieniążka na ofiarę- ryk powtórzył się jeszcze trzykrotnie. Potem ryczała znów z powodu tego, że to nie ja pcham wózek po śniegu. Potem wyła, bo zażyczyła sobie innej mszy i w innym kościele w celu wrzucenia ofiary do koszyczka. Potem wyła, ale uż nie pomnę dlaczego, bo mi się też wyć chciało. W końcu oświadczyłam jej, że nie robi się tak komuś kogo się kocha- no to wyła, że przecież ona mnie bardzo kocha...A potem okazało się, że zmarzły jej nóżki w nowych kozaczkach, które w środku mają całkiem grubą warstwę futerka, więc byłam pewna, że będą dobrze się sprawowały.

Ale po powrocie do domu było już tylko lepiej- po chwili spędzonej w samotności w łóżeczku z pokoju wylazł uśmiechnięty Stwór, skory do współpracy przy obiedzie, gotowaniu budyniu na podwieczorek i ubieraniu choinki.

A domu zagościły korzenne ciasteczka wg przepiu Chudej (albo Kociubińskiej) z Dwóch Chochelek- pycha, obawiam się, że nie będa gościć z nami długo. Na wszelki wypadek zapakowałam je w pudełko i położyłam wysoko na kuchennych szafkach- może do Świąt nie rzucą się w oczy i przetrwają. Jutro Bunia obiecala stowrzyć migdałowe rogaliki- także w Dwóch Chochelek. Tylko pierniczki jeszcze nie polukrowane :(

Ale, jak już pisałam, upieczone tydzień temu.

A lista zakupów świątecznych i rzyczy do zrobienia się nie kończy:(
A zaokienny termometr pokazał minus dwadzieścia- zgodnie doszliśmy do wniosku, że na pewno się zepsuł.
A jamniki nie chcą wychodzić na spacery i udają, że przestały rozumieć ludzką mowę nawołującą do wyjścia. A na spacerze kuleją na cztery łapy na raz, żeby jak najszybciej wrócić z powrotem do domowego ciepełka.

22:47, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 grudnia 2009
Jeszcze migawki z Zamościa

Zamość zimą wygląda tak:

To był pierwszy dzień pobytu, potem koloru białego przybywało, a na termometrze ubywało stopni. Na szczęście droga do domu była przetarta i wróciłyśmy bez przygód.
A teraz za oknem jeszcze bielej, termometr pokazuje kilkanaście stopni poniżej zera. Pierniczki upieczone, karp na wigilię już zamrożony w lodówce, okna umyte tydzień temu, firanki wyprasowane, podłogi wypastowane. Jutro pójdziemy po choinkę.
Dotarły już pierwsze życzenia- Ingutko, Ewo- bardzo dziękujemy. Mam nadzieję, że i nasze przesyłki do was dotarły.
Coraz bliżej Święta:)

PS
"Mamusiu, mamusiu, chodź szybciutko, mówią o zmalszczkach w telewizolku. O juź skończyli. To nic, ja ci powiem. Musisz sobie czelwony klemik kupić. A jak ja będę duzia, to sobie kupię niebieski. Bo ja baldzo lubię kolol niebieski." Czyżby minęła era różowego?

22:38, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
Po powrocie

Mój Skrzat po pięciodniowym niewidzeniu się wydae się jeszcze bardziej "dorosły". Spała jeszcze po południu, kiedy przyjechałam. Po pewnym czasie krzątanie się po domu nie wytrzymalam, musiałam się przytulić, dorknąć, dać buziaka. Trusiek otworzył ślepki i na pysiu pojawił się cudny uśmiech na powitanie. A potem się tuliłyśmy i cieszyłyśmy się, że znów jesteśmy razem. I po kiego grzyba ja za miesiąc znów bez niej wyjeżdżam? Tym razem z Ciechem na narty.

P. opowiedział mi swoją niedawną rozmowę z Trusią, opowiadała mu, co jej się śniło.
"Śnili mi się źli panowie, jeden się uśmiecha, a dlugi nie (źli panowie to Stalin i Hitler- obrazki z nimi zna Trusia z Europy Davies'a). Diabeł z nimi tańczył i się uśmiechał. Ale ja wiedziałam, że on tylko cyganił."

Paweł opowiedział, jak Trusia namawiała go na poczęstowanie jej czekoladką. Chłopaki dbają o linię najmłodzszej Siostry, więc Paweł spróbował negocjacji. Zaproponował Trusi "czekoladkę niewidzialną".
"NIe chciem niewidzialnej ciekoladki. Ciem żywą."

Z relacji Pawła dowiedziałam się, że śpiewała mu Trusia piosenkę własnego autorstwa. Piosenka była o tym, że małe dzieci nie mogą dotykać kaktusów. A podlewać kaktusy mogą tylko dorośli. Podobno Paweł nagrał śpiewającą Trusię na komórkę- może uda się ją zamieścić.

A co jeszcze? Jeszcze przed wyjazdem zapytała mnie Trusia, dlaczego umarł Ciszek. Wtedy nie był to dobry moment na rozmowę. Temat wrócił po miom powrocie. Starałam się jej opowiedzieć o małym Chłopczyku, który umarł w moim brzuchu, bo przestał dostawać jedzonko i powietrze. Nie bardzo rozumiała. Za to zaimteresowała się, gdzie ona wtedy siedziała, skoro w moim brzuchu był Ciszek.
"Latałaś z chmurkii na chmurkę jako jeszcze nie zagospodarowana duszyczka."
"Jak latałam, przecież nie mam skrzydełek?"

A ten czas przedświąteczny stał się dla mnie szczególnym czasem czekania- jak co roku, jak to było zawsze, jest to czas czekania na Święta Bożego Narodzenia. Od czterech lat jest to czas czekania na Dziecko- wciąż wraca w pamięci okres przed czterema laty, gdy z radością czekałam, że już niedługo zamieszka z nami Mały Ciszek . Rok później drżałam ze strachu, że moja oczekiwana i ukochana Dziewczynka też może z nami nie zamieszkać, że może znów stać się coś nieprzewidzianego, co zabierze mi moje Szczęście. Teraz już trzeci raz czekamy na Boże Narodzenie z Trusią- w radości tego oczekiwania jest wspomnienie czekania sprzed czterech i trzech lat. I pewnie tak już zostanie, radosnym Świętom zawsze już będzie towarzyszyć smutek.

 

19:59, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 grudnia 2009
Przed Krakowskim Dniem Palenia Świec

Nie będzie mnie jutro o 17.30 na Skałce, nie zobaczę imienia mojego Dziecka wśród imion innych Dzieci, które odeszły, nie zapalę Mu światełka wieczorem.

Dziś dla Ciszka, Misi, Hanusi, Okruszka Batorysi, Wojtusia Gosi, Małej Księżniczki, mojego dwunastotygodniowego Maluszka a.D.2004, Kasi M., Pawełka Marzenki, Michała K., siedemnastolatka zabitego niedawno pod moim szpitalem, kiedy akurat mialam dyżur i dla wszystkich Dzieci, ktore odeszły zapalam świecę - by jej płomień dotarł do nich do nieba i by wiedziały, że pamiętam. By ich światło trwało wiecznie.

22:14, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
Mikołajki

Z kronikarskiego obowiązku jeszcze fotorelacja z dzisiejszej mikołajkowej imprezy.

Były zabawy ze "spadochronem":

tańce:

rozrzucanie i zbieranie piłeczek i cukierków (na cukierki Trusia się nie załapała, starsze dzieci były sprytniejsze)

oczekiwanie na wejście Mikołaja- z niewielką dawką niepokoju, więc lepiej na rękach mamy:

i wreszcie przyszedl, z Aniołkiem- Śnieżynką:

Trusia dostała swój prezent:

(z Trusi widać jedynie opsakę i trochę włosków- Tatuś nie zdolał się przebić przez tłoczące się dzieci i ich rodziców)

A potem nastąpiło natychmiastowe "wypróbowanie" prezentu, czyli wspólne czytanie:

A potem powrót do domu ze zmęczoną, ale bardzo ukontentowaną Istotką.

22:13, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Archiwum