RSS
wtorek, 30 grudnia 2014
Nie miała baba kłopotu...

Ano widać nie miała, mało jej nieletnich w domu było, to sobie wypożyczyła drugą dziewczynkę. I teraz zaciska zęby, gdy słyszy, jak się dwie panienki kłócą, wymyśla rozrywki- a to kino, a to wystawa szopek (tu aktywny był P.), a to lodowisko itp.
Dziewczyny co prawda się kłócą i robią sobie drobne złośliwostki, w czym Panna Tola przebija Pannę Trusię, ale mam nadzieję, że mimo wszystko chociaż one są szczęśliwe.

Byle wytrzymać do niedzieli, potem jeszcze dwa dni z samą Trusią i wszystko powinno wrócić do normalności.

Lodowisko:

Szopki i obiad w Mięcie:

Kolorowanki XXL też są niezłą rozrywką- polecam, wypróbujcie:

11:11, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 grudnia 2014
Boże Narodzenie 2014

Wigilia:

Świąteczny poranek:

Dziecięce granie i kolędowanie u kapucynów:

 Radość z pierwszego tej zimy śniegu:

I tyle. Mało spektakularnie, domowo, rodzinnie, pięknie- aż do dzisiejszego wieczoru. Jutro ja do pracy.

21:14, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 grudnia 2014
Ostatnie odliczanie

Uff, chyba gotowe. Prezenty pakowałam na poniedziałkowym dyżurze do północy- z przerwami na pracę zawodową oczywiście. Ale skoro można zrobić 2 w 1 , to czemu nie.

W przyszłym roku trzeba będzie zreformować ten punkt programu i przeprowadzić losowanie- każdemu będzie przypadał jeden prezent dla wylosowanej osoby. I tylko najmłodsi będą mieli przywilej załapania się na więcej upominków. To chyba niezły pomysł, powinno być równie miło, a łatwiej.

Duża choinka też wreszcie stanęła na honorowym miejscu:

Tym razem, jak na nas, wyjątkowo późno, bo też dopiero w poniedziałek. Struś prawie samodzielnie ją ozdabiał.

Pracowity Mąż upiekł piernik (ten, który na balkonie dojrzewał w stanie surowym od kilku tygodni), przełożył go powidłem śliwkowym i oblał czekoladą- jest przepyszny. Makowce tradycyjnie też zrobił P. Ja zajęłam się wytrawną stroną wigilijnej kolacji. Wszystko gotowe- jeszcze tylko usmażyć karpia, nakryć stół i możemy zacząć świętowanie:)

Kochani, pięknej Wigilii Wam życzę- niech radość zamieszka w Waszych domach, uśmiech gości na twarzach, a serce przepełnia miłość. Niech Wam będzie po prostu dobrze i szczęśliwie.

15:06, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 grudnia 2014
Dzieci mają czas

Nam czas zasuwa tak, że nie możemy złapać oddechu usiłując dogonić umykające godziny, a tymczasem nasza pociecha jeszcze zupełnie nie musi liczyć upływających chwil. Nie będę opisywać minionego tygodnia, bo przemknął on jak meteor, a ja dzień w dzień miałam poczucie, że żyję w niedoczasie. W piątek nastąpiło apogeum (przynajmniej taką mam nadzieję), kiedy to po pracy w szpitalu musiałam jechać jeszcze do przychodni, potem na zakupy i po Truśkę na drugi koniec miasta, gdzie bawiła się na urodzinach u koleżanki. Jeszcze tylko szybka wizyta w Ikei w celu odzyskania pozostawionych przy kasie parę dni wcześniej poduszek na krzesła, jeszcze optyk, u którego od wtorku czekały na mnie nowe okulary. Na obiad, a nawet szklankę soku czasu zabrakło. Jak już udało mi się wydostać Córkę z bawialni i nadać jej kierunek na parking, to znienacka wyrosła przed nami śnieżna kula gigant z żywym Mikołajem w środku. Truś musiał oczywiście skorzystać z okazji:

Truś konwersował z Mikołajem, bawił się sztucznym śniegiem, a tymczasem mój organizm doszedł do wniosku, że łatwiej będzie uodpornić się na głód i pragnienie niż uporczywie domagać strawy...

A co poza tym! Poza tym rośnie najmłodsza członkini naszej rodziny, na razie zwana Zmorką:

I mamy już dwie choinki- Truśka swojego świerczka z aniołkami:

a ja jodełkę, którą obsiadły ptaszki:

Choinka główna na razie czeka wciąż w "pajęczynie" na osadzenie w stojaku. Za to karpia nie mamy:( Ale do wigilii jeszcze całe dwa dni...

PS
No i byliśmy na "Dziadku do orzechów"- Truśka najgłośniej oklaskiwała dyrygenta- dostał od niej owacje na stojąco. Kasiu, zgadnij dlaczego:-) I oburzona była, że Pan Dyrygent nie dostał żadnych kwiatów ani innego prezentu- szkoda, że się wcześniej nie przygotowaliśmy z obsady;-)

21:46, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 grudnia 2014
Czyżby przedświąteczna chandra?

Oj, coś przestałam się chwilowo cieszyć na święta. Bo one już tuż tuż, a ja nieprzygotowana. Po pierwszym lukrowaniu nie nastąpiło kolejne, prezenty jeszcze nie do końca skompletowane, plany świąteczne wciąż w rozsypce. Nie chce mi się iść na zakupy, myślami trudno mi ogarnąć, co jeszcze zostało do zrobienia. Miałam nadzieję, że sprawa pierniczków zostanie dzisiaj choć trochę pchnięta do przodu, ale nadzieja, jak to mówią, jest matką głupich, a ja do nich widać należę:(
A tymczasem, nie licząc dzisiejszego, jeszcze dwa dyżury przed Wigilią do odpracowania, zaś w Wigilię obowiązek zastąpienia dyżurującej koleżanki na trzy godziny, żeby mogła wyskoczyć do domu na kolację z rodziną. Za rok to ja będę tą dyżurującą i liczę na to, że i do mnie jakaś dobra koleżeńska duszyczka przybędzie na zastępstwo.

Wczorajsze popołudnie spędziłam w Teatrze Ludowym, gdzie Truś śpiewał w anielskim angielskim chórze, zaś w kuluarach odbywał się kiermasz świąteczny. Dałam plamę, bo nie zdążyłam do bankomatu i w gotówce miałam tylko 5 zł, zatem nie bardzo mogłam wspomóc szkołę kupowaniem bożonarodzeniowych wypieków. A dodatkowo dręczyły mnie wyrzuty sumienia, podsycone jeszcze mailami na naszej klasowej grupie mailowej, że nie dość aktywnie (prawdę mówiąc wcale nie aktywnie) uczestniczę w życiu klasy i nie udzielam się społecznie. I nawet w planowanej na najbliższy piątek klasowej wigilii pomóc nie mogę, bo dekorowanie stołów zaplanowane jest na czwartkowe popołudnie, a te spędzam w pracy i wolna jestem dopiero po 20-tej, zaś w samym spotkaniu opłatkowym też uczestniczyć nie mogę, bo również pracuję, zaś wzięcie urlopu w grę nie wchodzi- już inne osoby zaplanowały sobie wolne. Zatem ogólnie jestem do niczego i jest mi źle. Ot, bywa- rok się kończy, za chwilę 2015 i trzeba będzie dopisać kolejną cyferkę do swojego wieku, a uwierają mnie te cyferki coraz bardziej- za duża liczbę już utworzyły:(

Na pocieszenie- anielski Truś:

A ja się odmeldowuję- idę rozkoszować się swoją chandrą:(

22:32, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Przedświątecznie w magicznej Warszawie

Tym razem nie Kraków, a Warszawa okazała się pełna magii. Co prawda może i Kraków jest o tej porze magiczny, ale jakoś nie mieliśmy wciąż okazji, żeby się z jego tegoroczną bożonarodzeniową oprawą zapoznać. Mam nadzieję, że jeszcze zdążymy...

A tymczasem w Warszawie:

A z rzeczy mniej bajkowych, choć równie fajnych były w Warszawie pogaduchy z Przyjaciółmi, śniadanie, które dzieciaki same sobie zorganizowały pod piętrowym łóżkiem (wcześniej udały się na zakupy niezbędnych produktów śniadaniowych)

I były jeszcze łyżwy- łyżwy, trzeba to podkreślić szczególnie, historyczne, albowiem Truś po raz pierwszy w życiu miał na nogach obuwie z ostrzem. I jak to Truś- nie poddawał się, podnosił z upadków, próbował aż opanował nie tak łatwą sztukę utrzymania pionu i poruszania się na lodzie. A Trusiowa  Mamusia założyła łyżwy po kilkunastoletniej chyba przerwie i dała radę! Bardzo jestem z nas dumna;-)

Buziaki nasi kochani Warszawiacy. Dobrze, że jesteście:-)

20:13, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 grudnia 2014
Fotorelacja z warsztatów w Muzeum Archeologicznym

Nie wiem, czy wam też czas tak przyspieszył, ale mój goni jak oszalały. Dopiero witaliśmy 2014 rok, a tu już niedługo trzeba się będzie z nim pożegnać. W ogóle mam wrażenie, że im jestem starsza, tym szybciej czas ucieka. Myślałam, że w wieku zdecydowanie starszym trochę zwalnia, ale moja mam pozbawiła mnie złudzeń. Czyli, że ani się obejrzę, a tu już nie z kolejnym nowym rokiem przyjdzie mi się witać, lecz raczej żegnać z własną ziemską egzystencją- ech :(

Ale póki jeszcze się z nią nie żegnam, to ku pamięci wstawię zdjęc parę z egipskich warsztatów, na ktorych Trusia była ostatniego dnia listopada wraz ze swoim Tatusiem, gdy tymczasem ja oddawałam się swojej ulubionej pracy zawodowej w równie ulubionym szpitalu;-) A poniewaz fizycznie w muzeum obecna nie byłam, zatem muszę polegać na słowach P. i truśki, że warsztaty były ekstra, że najpierw pani prowadząca opowiedziała dużo o piramidach i mumiach, a potem dzieci samodzielnie przygotowały naszyjnyk mumii- nie paciorki, jak sądziłam wcześniej, lecz coś w rodzaju kołnierzyka (mumie miały złote i zdobione klejnotami, zaś dzieciaki materiałowe zdobiły mniej cennymi błyskotkami). Druga częśc pracy plastyczne polegała na wykonaniu i ozdobieniu piramidki. Truś był zachwycony i koniecznie chce jeszcze- zatem jak się uda to na pewno wrócimy na Poselską nie raz.

16:32, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 grudnia 2014
Nieodrodna córka swoich rodziców :-)

A zwłaszcza swojego Tatusia, który czyta gdzie popadnie i w dowolnej pozycji oraz sytuacji. Parę dni temu zastałam Truśkę w kąpieli:

Dostała nową książkę i natychmiast musiała się zapoznać z treścią. A że akurat wypadała pora kąpieli, to zabrała książkę ze sobą. Oj, nie raz się też tak czytało... Teraz jest trudniej, bo przeważnie biorę prysznic, a czytanie pod prysznicem, sami przyznacie, jest ździebko skomplikowane i "urazowe" dla papieru;-)

A przy okazji podaję przepis na chlebek piwny

3 szklanki mąki (przesianej)
1/3 szklanki cukru
4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2-1 łyżeczki soli
trochę więcej niż pół butelki piwa (najlepiej miodowe)
60 g roztopionego masła
zioła do posypania chlebka, ziarenka dyni, słonecznika do środka, ew. gruba sól na wierzch

Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Mąkę przesiać, wymieszać wszystkie suche składniki w misce. Zrobić dziurę  środku i wlać piwo, ostrożnie zmieszać. Masę wlać do wysmarowanej masłem blaszki keksowej, polać po wierzchu roztopionym masłem, posypać ziołami i grubą solą. Piec około godzinę. Zaraz po wyjęciu z piekarnika wyjąć z blaszki. Zjadać najlepiej na ciepło- jest przepyszny:-)

20:56, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014
Pierwsze pierniczki już polukrowane

Kiedy we czwartek wróciłam po ósmej wieczorem z pracy zaskoczona zastałam Truśka z kolorowymi lukrami i posypkami rozłożonymi na stole w tzw. salonie. Usteczka Truśka wskazywały, że lukier został zdegustowany, podobnie posypki. Cóż zrobili sobie z P. wagary od basenu i rozłożyli się z lukrowaniem. Chcąc nie chcąc musiałam się przyłączyć, chociaż nie takie miałam plany na czwartkowy wieczór...

Ledwie mała puszeczka zapełniła się gotowymi pierniczkami. Większość wciąż czeka na zdobienie- nie jestem pewna, czy do Świąt zdążymy...

 

15:42, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 grudnia 2014
Rodzina nam się powiększyła :-)

Poznajcie nowego członka naszej rodziny, a właściwie małą członkinię, która ma zaledwie sześć tygodni, nie ma jeszcze imienia, a od dziś zamieszkała razem z Najstarszym Synem.

Zdążyła się już zapoznać ze wszystkimi członkami swojej nowej rodziny i olać nasze mieszkanie, zanim udała się wraz z Pawłem do swojego domku. Mam nadzieję, że będzie jej z nami dobrze:-)

20:45, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
Archiwum