RSS
wtorek, 29 grudnia 2015
Jak Lulin został chrześcijaninem- opowieść w obrazkach

19 grudnia roku pańskiego 2015 w samo południe,  w pięknej Kaplicy Loretańskiej u ojców kapucynów Lulin zasilił grono owieczek  Chrystusa. Piękna to była uroczystość, Lulin sprawował się godnie do powagi sytuacji. I tylko mama Lulinowej Mamusi nieco się spóźniła, gdyż nie dało się nigdzie porzucić środka lokomocji- w okolicznych uliczkach nie było ani centymetra miejsca (a auto nasze nieco więcej niż centymetr potrzebuje)- pewnie z powodu odbywającej się o tej samej porze manifestacji KOD na Rynku- na której pewnie też byśmy byli, gdyby nie uroczystość nadrzędna. No ale uznać można, że prawie też byliśmy;-)

Dumny ojciec chrzestny;-)

A tu Lulin udaje się do domku- w prezencie od nas!

Bo my same takie fajne i praktyczne prezenty dajemy:-p

I to by było na tyle chwalenia się Lulisiem (przez ciocię Trusię zwanym Łucjeniutką)  ;-)

15:09, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 27 grudnia 2015
Święta 2015

Pomimo mojego dyżuru w Wigilię, Święta Bożego Narodzenia 2015 trwały wyjątkowo długo- od trzech dni mam wrażenie, że jest niedziela. Całkiem fajne uczucie. Od dnia Bożego Narodzenia do dziś rodzinnie świętujemy, a przecież kolacja wigilijna, chociaż skrócona i trochę w pośpiechu, też była rodzinna. Chyba nie chciałabym w tych świętach niczego naprawiać- były tak perfekcyjne, jak w zaistniałej rzeczywistości być mogły. Makowce wyszły P. przepyszne, keks upiekł absolutnie genialny (chyba na stałe wejdzie do naszego świątecznego menu), pierniczki pięknie skruszały, barszcz, chociaż się zagotował i nawet wykipiał, to nie stracił ani koloru ani smaku. Nawet choinkę udało nam się kupić mimo moich obaw, że możemy nie zdążyć;-)  I tylko śniegu brak :(

Truśkę wessał Harry Potter i to zaraz po wyrwaniu się ze szponów Baśnioboru. Tak się przyssała, że pierwszy tom skończyła w ciągu jednego dnia.

W drugi dzień Świąt przeżywała już tom drugi:

Szczęśliwie udało się Córkę na trochę ze szponów harrypotterowych wyrwać i przegonić na spacer- może nietypowy jak na świąteczno- i, przynajmniej w teorii, zimowe warunku, bo do zoologu. Ale czemu nie? Całkiem dobra pora na odwiedzenie zwierzaków- ludzi mało, a wszystkie śpiochy, które latem kryją się przed upałem w sowich domkach i ciemnych kątach, tym razem aktywnie spacerowały.

Przyroda oczywiście głupieje od tych niezimowych temperatur:

Był jeszcze niedzielny obiad w ulubionej Truśkowej knajpie (bo jedzenie świąteczne w zasadzie udało nam się zjeść!)

I jeszcze dwa kolędowania z kapucynami:

Było kolędowanie domowe i samochodowe. I seanse łóżkowego kina- tym razem w podgrupach- my z P. przerabiamy "Gwiezdne Wojny" w porządku chronologicznym, zanim udamy się na najnowszą część do kina (Truśka ma całą sagę już przerobioną), Truśka zaś filmowo też tkwi w Hogwarcie;-)

A wiecie, co jeszcze jest fajne? Ano, że tylko trzy dni pracy i Sylwester i kolejne trzy "niedziele" pod rząd (no, może nie dla wszystkich, bo jednak 2.01. muszę spędzić na dyżurze, ale i tak wolnego będzie sporo).  Sylwestrowe plany mieliśmy już sprecyzowane, ale lodowisko na Błoniach nie zaistniało i plan mi się sypie- wiecie może, gdzie w Krakowie będzie się dało wieczorem w ostatni dzień roku pojeździć?

19:26, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 grudnia 2015
Smutno

Powinnam już być przyzwyczajona, przecież tyle już niedziel i świąt spędziłam w pracy. Ale w tym roku, w tą Wigilię jest mi jakoś szczególnie smutno. Siedzę przed komputerem, w Trójce tak pięknie śpiewają, a ja sobie ukradkiem połykam łzy i tęsknię za moimi najbliższymi. Brakuje mi ich. Mój krótki pobyt w domu na wigilijnej kolacji to było jakby uszczknąć zaledwie odrobinki smakołyku, małego okruszka, a potem być zmuszonym go oddać. 
Ja, która nie znoszę rozmów przez telefon i zawsze z dużymi oporami łapię za słuchawkę, teraz czuję silną potrzebę, żeby zadzwonić, powiedzieć im, jak bardzo ich wszystkich kocham. Wiem, że jutro będzie nowy dzień, wciąż będą święta, jeszcze zdążymy się sobą nacieszyć, jeszcze zdążymy (mam nadzieję) pokolędować, pobiesiadować, posmakować pyszności, pogadać, spędzić czas ze sobą. Jeszcze będzie nam to dane- już za kilkanaście godzin...

Smutne te kolędy w Trójce- to pewnie przez nie tak mi źle samej:(

19:57, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Życzenia na Święta Bożego Narodzenia 2015

Kochani, nie zdążyłam piękniej, ale ponieważ w świątecznej gorączce moje myśli i do Was biegną, to chociaż bez pięknej oprawy składam Wam od nas wszystkich najlepsze życzenia.

Mimo że magię odbiera nam wiosenna pogoda, to może właśnie przez to Boże Narodzenie będzie bardziej magiczne- bo trzeba mocno popracować wyobraźnią, by uwierzyć, że to właśnie do stajenki czy betlejemskiej groty udać się dziś mamy, a nie na Golgotę;-)

Kochani, wszystkiego dobrego dla Was- bądźcie ze sobą, spędzajcie czas razem, w rodzinnym cieple i atmosferze miłości. Ten czas właśnie po to jest nam dany- byśmy się na chwilę zatrzymali w życiowym pędzie i ofiarowali naszym bliskim samych siebie.
Pod choinką niech czekają na Was spełnione marzenia, na stole kuszą same pyszności, choinka mruga światełkami. Niech będzie pięknie:-)

PS
Właśnie Córka Moja Najmłodsza wzruszyła mnie do łez. Bo może nie wiecie, ale dziś mam dyżur, przyjdę do domu tylko na dwie godzinki na wigilijną kolację. I przed chwilką zadzwoniła do mnie Trusia, a radość i uśmiech było słuchać nawet przez niedoskonałą komórkę w każdym słóweczku. Skąd wzięła się ta radość- ano z faktu, że Truś samodzielnie przygotował prezenty dla wszystkich członków rodziny, zapakował, podłożył pod choinkę i natychmiast do mnie zadzwonił, żeby się tą swoją radością podzielić- radością z niespodzianki, z dzielenia się z tymi, których kocha.
Kochani, taki pozytywnych, dobrych wzruszeń, takich małych-wielkich radości Wam życzę:-)

13:06, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 grudnia 2015
Zróbmy sobie arcydziełko;-)

Udało nam się kreatywnie spędzić kilka adwentowych wieczorów. Bardzo mnie cieszy, że w tym rozpędzonym życiu znalazło się kilka momentów, gdy odpuściliśmy sprzątanie, nadrabianie zaległości pracowych, zakupy czy bezproduktywną nasiadówkę przed kompem i wspólnie zrobiliśmy coś ładnego.

Już pisałam o bombkach ozdabianych wełną- Truśce tak się ich tworzenie spodobało,  że powstały kolejne puchate kuleczki- chyba kilka z nich ma się znaleźć pod choinką w prezencie dla Babci.

Natchniona przepięknymi mobilami z patyków, szyszek i żołędzi zapragnęłam stworzyć własny. Wypatrzyłam gdzieś w necie słodkie aniołeczki ze sklejki i pomyślałam,  że może nadałyby się na mobil dla Lulisia.  Ostatecznie mobil wisi w pokoju Trusi, a Lulisiowi śmieją się oczka i fikają kończynki na widok pląsających aniołeczków i fruwających piórek.

Jednak bez inżyniera nie dałybyśmy z Truśka rady;-)

Fajnie jest czasem wspólnie stworzyć małe domowe "arcydziełko":-)

10:04, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Uff, przynajmniej pierniczki już mamy:-)

Wspólnymi siłami, wzmocnionymi o moją Mamę oraz o Tolę, które przyjechały na chrzest Luluni, udało nam się wczoraj polukrować wszystkie pierniki. Mam nadzieję, że był to nie tylko obowiązek konieczny do wykonania, ale też dobra zabawa. W domu pachnie przyprawą do pierników i robi się coraz świąteczniej.

Bardzo pracowicie udało nam się spędzić sobotę i ogromnie jestem z nas dumna, że daliśmy radę- bo rano był wykład na Uniwersytecie Dzieci "Czy muzyka poważna może być zabawna?", na który przemyciliśmy Tolę, potem najważniejsze wydarzenie grudnia, czyli chrzest Lulisia oraz impreza chrzecielna na jej cześć, no i jeszcze te pierniczki plus goście, którzy zjechali, by wraz z nami uczcić ważne wydarzenie. Oj działo się wczoraj...

09:29, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Kolejne zajęcia w ramach Etnokalendarza

Na andrzejkową edycję nie udało nam się pójść, bo byliśmy w tym czasie w Warszawie. Ale na grudniowych warsztatach o tematyce świątecznej Truśka oczywiście była. Niestety mnie tam nie było, Truś był z P. i z koleżanką, a ja mogę tylko pokazać fotorelację P.

Struś dowiedział się, co zastępuje choinkę w innych krajach, kto, przynosi prezenty dzieciom w Hiszpanii i jaka legenda jest z tym związana. Wąchał Struś świąteczne zapachy zamknięte w słoiczkach i starał się odgadnąć, co to takiego. Do domu wróciła z własnoręcznie zrobioną świąteczną kartkę z osobistym zdjęciem w stroju ludowym pstrykniętym w foto-budce. Zadowolona:-)

17:41, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 grudnia 2015
Takie zdjęcia mi rób kochany:-)

Bardzo mi się podobają:-) Może sobie je nawet wywołam i w rameczki oprawię:-)

09:59, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
U Babci na imieninach...

Lulin debiutował na rodzinno-koleżeńskiej imprezie prababcinej, po raz pierwszy też zaprezentował się na większym forum rodzinnym ze strony Buniowej (rodzina Grześka, jako mieszkająca bliżej, już Lulina zapoznała). I, przyznać z dumą muszę, zaprezentował się Lulin pięknie i godnie wielce;-)

Najmłodsza Wnuczka zwana Strusiem, też robiła dobre wrażenie- żeby się nie nudzić na dorosłej imprezie zabrała Baśniobór i umoszczona wygodnie w fotelu oddawała się lekturze.

Solenizantka też się pięknie prezentowała

Był oczywiście tort z fajerwerkami

A co poza tym u nas?

Jakoś tak się ostatnio składa, że po leniwym listopadzie grudzień ruszył od razu galopem i mam wrażenie, że już się kończy, chociaż jeszcze nie dotarliśmy do połowy. Dużo się dzieje- bo imieniny obu naszych Mam, Mikołaj (przyszedł, przyszedł, do każdego- ja dostałam drukarkę- wymarzony prezent dla każdej kobiety;-)- chociaż Truś twierdzi, że drukarkę to ona w liście zamawiała- może i tak, ale w rozlicznych punktach i podpunktach zamówienia trudno to było zauważyć;-)), chrzest Lulina (za tydzień), szkolne jasełka (na które nie ma kto z Trusią pójść, bo odbywają się w zmienionym terminie we czwartek!), wyjścia do teatru (wczoraj Truś ze szkołą był na Pięknej i Bestii, a na jutro nasz domowy kalendarz adwentowy przewiduje Czerwonego Kapturka, zaś za tydzień w niedzielę znajdzie Trusia w skarpetce bilety na Straszny Dwór), operacja Babci... I zaraz będą Święta  i po Świętach, Sylwester (planujemy w domu, tak jak w zeszłym roku, liczę na to, że powstanie lodowisko na Błoniach i pójdziemy pojeździć w ostatni wieczór roku) i już Nowy Rok, zaraz ferie... I ani się nie obejrzymy, a tu wiosna, Wielkanoc, wiosenne Drzewa, pierwsza komunia Trusi, zielona szkoła, pierwsze urodziny Lulisia, ostatni dzień Trusi w trzeciej klasie, wakacje, czwarta klasa... Ech, życie, zwolnij trochę!

No ale póki co jeszcze parę fotek z weekendu mikołajowo-barbórkowego:

Noc przed przyjściem Mikołaja- Trusia i Tola tradycyjnie nocują razem. Chciały poczekać na Świętego oglądając Herkulesa na kompie, ale tez się zbuntował i rozładował, a Tatuś nie zabrał ładowarki, więc musiały pójść spać i znowu nie zobaczyły, kto tak naprawdę przynosi prezenty (naprawdę to święty Mikołaj oczywiście i wszelkie inne podejrzenia i przypuszczenia są absolutnie niewłaściwe i błędne- któż jeśli nie Święty podarowałby mi drukarkę!!)

Luliś po raz pierwszy spróbował kiszonego ogórka- chociaż minę ma zdegustowaną, to oderwać się od niego nie chciała;-)

Święty Mikołaj pojawił się też niespodziewanie w kościele jezuitów na dziecięcej mszy o jedenastej- i przyniósł dla wszystkich dzieciaków swoją czekoladową podobiznę:-)
(Kocham naszego opolskiego proboszcza i uwielbiam msze niedzielne dla dzieci, bardziej nawet niż krakowskie u kapucynów!)

Spełniłam też swoją obietnicę, którą kiedyś wymogła na mnie Trusia- proszę, oto dowód (Córko, jakby co, masz to na obrazku!)- balon ohydny został zakupiony! Mam ten temat już z głowy raz na zawsze!

Dacie wiarę, że taki duży, rozsądny (oczywiście w pewnych granicach) Truś, z dosyć wyrobionym gustem, marzył o posiadaniu podobnego paskudztwa! Papug podoba się zresztą nie tylko Trusi, Lulin jest nim równie (a może nawet bardziej) zachwycony!- zdjęcie Lulina cieszącego się papugi w posiadaniu Córki Starszej- może uda się zdobyć. A z braku tegoż Córka moja Najmłodsza:

Na Rynku też grasował Święty- z braku śniegu jechał traktorem, a na przyczepie ciągnął swoje sanki:

I na koniec Truś z Tatusiem- w wersji alternatywnej;-)

 

Weekend mikołajowy to już niestety historia, zaczynamy weekend w Krakowie. To już trzecia niedziela Adwentu, a na roratach udało nam się być tylko raz przy okazji święcenia maryjnych medalików w ramach przygotowań do pierwszokomunijnych. Niestety, trudno jest zdążyć na 17-tą :-( Tymczasem ja siedzę na dyżurze, a Truś z Tatusiem radzą sobie w domu- dużo mają planów- warsztaty w Muzeum Etnograficznym, pierniczki...- zobaczymy, co im się uda zrealizować.
Zaś wieczorami powstają nowe filcowane bombki- wczoraj w ferworze pracy złamałyśmy kilka igieł! Gotowym dziełem na pewno się na blogu pochwalimy:-)

09:56, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 09 grudnia 2015
Z cyklu zajęcia adwentowe-robimy bombki z filcu

Bombki nie do końca są z filcu, bo kulisty środek stanowi kulka styropianowa. Ale ozdobione są już prawdziwą wełną do filcowania, która wczoraj przybyła do nas kurierem wraz ze specjalnymi igłami. Truśka nie chciała czekać ani chwilki dłużej- paczki z wełną wypatrywała od paru dni- i natychmiast przystąpiła do tworzenia swojej pierwszej filcowej bombki:

Gotowe dzieło:-)

Zawisła obok mojej,  na naszej modrzewiowej przedchoince;-)

W planach są oczywiście następne bombeczki:-) A klasowe koleżeństwo, któremu Struś się swoim dziełem dziś pochwalił, nie mogło uwierzyć, że zostało zrobione bez użycia kleju!

A P. zabiera się właśnie za ciasto na pierniczki! Czyli święta coraz bliżej!

18:50, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Archiwum