RSS
wtorek, 26 grudnia 2017
Jeszcze Wiedeń- tym razem w obiektywie P.

Już bez komentarza- po prostu zdjęcia- ku pamięci.

Wokół domu Hundertwassera:

Belweder:

Kahlenberg:

Schoenbrunn:

Spacer ulicami Starówki wieczorem dnia pierwszego:

Przedpołudnie dnia drugiego:

Ciąg dalszy nastąpi po Sylwestrze, jak pojawi się nowe miejsce na zdjęcia. A do tego czasu ani jedna więcej fotka się niestety nie zmieści.

18:51, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Migawki świąteczne

Cóż, dla mnie tegoroczne Święta właśnie się kończą- jutro dyżur. Ale dzięki temu, że Wigilia wypadała w niedzielę, miałam aż trzy dni świętowania. I chyba udało się odpocząć, zatrzymać na chwilę w codziennym biegu, nacieszyć bliskimi, najeść pyszności po kokardki.

A teraz kilka obrazków.

Nasze tegoroczne choinki:

z sypialni

pokoju Trusi

i ta najważniejsza- na chwilę przed wigilijną kolacją

Chwile oczekiwania na zebranie się całej rodziny przy wigilijnym stole:

Pobojowisko prezentowe:

Nie mam pojęcia, skąd ich się tyle wzięło (prezentów znaczy się). Przecież było losowanie, każdy miał jedną osobę do obdarowania, była lista "marzeń" na lodówce. A liczba paczek i pakunków pod choinką pobiła chyba nasz rodzinny prezentowy rekord!

Pamiętacie tą spódnicę? Jeszcze niedawno nosiła ją Trusia, teraz przejęła Łucja:-)

Dzień po:

U nas wiosna grudniowa, u mojego brata w dalekim kraju śnieżna zima. Tak sobie myślę, czy jeszcze kiedyś w moim życiu doczekam się śniegu w Boże Narodzenie?

Miłego dalszego świętowania Wam życzę:-)

21:27, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 20 grudnia 2017
Jeszcze wróćmy na Słowację- Dolina Prosiecka

Pierniki upieczone i polukrowane, część zakupów świątecznych zrobiona, kartki wysłane, prezenty kupione, mieszkanie ogarnięte i już częściowo stosownie ozdobione. Można więc znowu zrobić skok w bok i wrócić do wakacyjnych wspomnień.

Dziś kolejny klasyk, czyli Dolina Prosiecka. Tym razem jednak połączyliśmy ją z Kwaczańską (tez pewniak) i zrobiła się całodzienna wycieczka. Nawet z emocjami, bo w drodze powrotnej złapała nas burza.

Herka jest dzielnym piechurem i świetnie sobie radzi w trudnym terenie. Niestety drabinek nie była w stanie pokonać i musiała się zgodzić na wniesienie przez P.

 

09:56, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Skoro bez zdjęć się wpis nie liczy, to są i zdjęcia;-)

Na razie te z komórki, ale mam nadzieję, że niedługo dołączą i te z prawdziwego aparatu- ufam, że będą lepsze.

Wokół domu Hundertwassera:

Budka telefoniczna prawdziwie Truśkę zafascynowała, tym bardziej, że w środku był telefon! Zdaje się, że takie urządzenie (budka plus telefon) Trusia zna tylko z filmów o Harrym Potterze. No i jeszcze ze skansenu w Sztokholmie i Aarhus;-)

Wokół Belwederu- niestety czasu na zwiedzenie środka nie było, trzeba nadrobić i następnym razem pokazać Trusi Klimta

Nie wiem, czy to dobrze widać, ale choinka poniżej została ułożona z drewnianych sanek

Na Kahlenbergu zima- śnieg, lodowaty wiatr, a odczuwalna temperatura na pewno oscylowała koło minus 10 stopni, zgodnie z zapowiedziami meteo. Sobota zresztą pogodą nas nie rozpieszczała- chociaż ubraliśmy się dość ciepło, to z radością wracaliśmy do ciepłego autokaru i zwiedzaliśmy wnętrza.

Na dziedzińcu Schonbrunn

Nasz hotel o poranku

W niedzielę na szczęście wiatr nie był już tak przenikliwy, zatem można było pospacerować po mieście i poszperać na adwentowych jarmarkach.

Tutaj właśnie rezyduje Zakon Krzyżacki- ten od bitwy pod Grunwaldem!

Katedra- ku memu wielkiemu zaskoczeniu pod wezwaniem świętego Szczepana, nie Stefana, jak błędnie przez całe dotychczasowe życie myślałam.

Jarmark pod Ratuszem:

Wieczorem:

śnieżna kula, choinki i śnieg na wystawie słynnej cukierni Demel podobno wykonane są z cukru

Stoisko z grzanym winem i ponczem było absolutnie obowiązkowe na każdym jarmarku. Napitek serwowano w ceramicznych kubeczkach, w każdym miejscu kubki były inne- pod Katedrą w kształcie czerwonych świątecznych skarpet. Za kubki pobierało się kaucję, ale chyba sprzedawcy nie liczyli na ich zwrot. Widziałam zaskoczenie ekspedientki, gdy ktoś postanowił jednak oddać naczynia i odzyskać swoją kaucję.

Z komórki to tyle. Mam nadzieję na więcej ciekawszych zdjęć z aparatu- oraz na to, że niebawem znajdę czas, żeby je zgrać i przejrzeć.

To co, teraz wpis już się liczy? ;-)

16:47, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 grudnia 2017
Pomysł na trzeci weekend adwentu

Początkowo wydawało mi się, że fajny taki trzytygodniowy adwent, ale teraz dochodzę do wniosku, że jednak nie fajny, za szybko ucieka. W naszym adwentowym "wieńcu" zapłonęła trzecia świeczka, trzeba się spieszyć- wigilia już za tydzień!

Najbardziej pracochłonne są pierniczki- ale jak się ma pomocników, to robota jakoś idzie;-)

Co prawda najmłodszy pomocnik miał nieco inną koncepcję i postanowił zrobić piernikową kruszonkę, którą to kruszonką następnie posypał podłogę, ale pozostałe cztery rączki dzielnie wałkowały i wycinały.

Najmłodszy Pomocnik, oprócz tego, że kruszył, to jeszcze wyjadał z poświęceniem, to, co się już upiec zdążyło:-)

Szczęśliwie zostało jeszcze sporo do polukrowania:

A z innych weekendowych rozrywek- zainaugurowałyśmy sezon łyżwiarski:-)

I jeszcze był czas na różową kawę:

i inne przyjemności:-)

A tak na marginesie- zawsze wydawało mi się, że różowy i żółty średnio do siebie pasują

A tymczasem niespodzianka- wcale nie jest źle:-)

A zdjęcia z Wiednia oczywiście uzupełnię:-)

21:31, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 grudnia 2017
Pomysł na drugi weekend adwentu

Bardzo krótki jest ten tegoroczny adwent- ledwie się zaczął, a tu już połowa za nami. Woreczków i skarpetek w adwentowym kalendarzu ubywa, przybywa za to ozdób, gdyż w każdym woreczku jedna się ukrywa. Mój tegoroczny "projekt kalendarzowy" zakładał, że każdego dnia adwentu znajdzie Trusia jedną ozdobę, którą będzie wieszać na miejscu opróżnionej z niespodzianki skarpetki na gałązkach kalendarza.

Pieczenie pierniczków już za nami- teraz czekają na lukrowanie i ozdabianie, które mamy nadzieję uskutecznić w najbliższy weekend.
Kartki z życzeniami wciąż nie napisane:-( Ale za to prezenty już się gromadzą i pomalutku kompletują.

Tyle tych miłych przedświątecznych prac, a ja zaplanowałam na drugi weekend adwentowy atrakcję specjalną- wyjazd na świąteczny jarmark do Wiednia. Pomysł zakiełkował mi zaraz po powrocie ze Sztokholmu- wtedy jeszcze bez konkretnego terminu, chciałam Trusi pokazać kolejną europejską stolicę- była już Kopenhaga, był Sztokholm, Rzym i Amsterdam, no i oczywiście Warszawa. Ale czas leci, trzeba się spieszyć, bo stolic do odwiedzenia jeszcze duuużo. Wiedeń od Krakowa rzut beretem, więc czemu nie wybrać się tu w odwiedziny. i tak oto moja kiełkująca idea zmieniła się w konkretną wyprawę.

Tym razem wybraliśmy wyjazd zorganizowany i wybór ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Sami na pewno nie zmobilizowalibyśmy się do zobaczenia aż tylu miejsc. A tak zostaliśmy dostarczeni i pod dom Hundertwassera, i pod jego spalarnię śmieci, pod Belweder, na Kahlenberg, zwiedziliśmy Schoenbrunn i Hofburg i oczywiście zakamarki starówki, docierając nawet do domu, w którym czas jakiś zamieszkiwał Mozart i pod siedzibę wciąż działającego Zakonu Krzyżackiego! A wszystko opatrzone bardzo ciekawym komentarzem naszego przewodnika Tomka i jego koleżanki Joasi.

Obowiązkowo odwiedziliśmy też świąteczne jarmarki, których w Wiedniu jest kilka, napiliśmy się grzanego wina i ponczu, zjedliśmy pieczonego kasztany (do tej pory nie byłam ich fanką, tym razem jednak bardzo mi smakowały), Truśka objadała się pieczonymi ziemniaczkami w kilku formach. Oczywiście nie mogło się obyć bez tradycyjnego wiedeńskiego obiadu, czyli rosołu z paskami naleśnikowymi i Wienerschnitzel- całe szczęście, że zapłacony obiad był właśnie taki, bo inaczej Struś wpadłby w depresję- gdyby na przykład zaserwowano czeskie knedliczki z kapuchą i gulaszem- oj, to by była rozpacz;-) no ale wszystko przed nami, bo zachęcona sukcesem wiedeńskim już planuję wyjazd do Pragi, Budapesztu i Bratysławy- w końcu są to stolice, podobnie jak Wiedeń dostępne dla nas w ramach weekendowego wyjazdu:-)

17:44, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 grudnia 2017
Jak kto, już grudzień?!!!

Czyli zaraz 2017 rok odejdzie do historii, a ja się jeszcze do końca nie zdążyłam z nim zaprzyjaźnić! No ale poszukajmy dobrych stron grudnia- adwent- czas przyjemnego oczekiwania. Mikołaj, Święta, choinka, prezenty... A wcześniej jeszcze pierniczki, zapachy korzennych przypraw, świece, lampeczki gdzie popadnie, gwiazdy w oknach- wciąż tak bardzo to lubię. Chyba z tego się nigdy nie wyrasta...

Kalendarze zrobione- w tym roku trzy, bo Łucja dostała swój, a ponieważ jej ma 25 kieszonek, to już od wczoraj zaczęła odliczanie.
Truśkowe jak zwykle dwa, z 24 skarpetkami/torebkami, więc Truśka zaczęła od dzisiaj.
Wiem, wiem, że adwent dopiero w niedzielę wystartuje, ale skoro w tym roku jest mniej dni niż niespodzianek, to można zacząć wcześniej i zrekompensować sobie te lata, kiedy okienek w gotowych kalendarzach brakuje.

Na pierwszy dzień było zadanie podzielenia się upominkiem z kimś, kto być może swojego kalendarza mieć nie będzie.

Jutro jedziemy świętować Barbórki, a przy okazji zainaugurujemy, także przed czasem, Mikołaja;-)

A gdzie wybieramy się na następny weekend? Oj, to niespodzianka, pochwalę się po powrocie:-)

22:22, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Archiwum