RSS
wtorek, 31 marca 2009
Lubię wtorki

Może już to pisałam- lubię wtorki. Bo we wtorki nie mam dyżurów, bo mam tylko jedną, mało absorbującą, pracę dodatkową, bo chodzimy z Trusią na zajęcia do Ani. A jeśli jeszcze po południu we wtorek wreszcie niebo się rozchmurzy i zaświeci słońce, umożliwiając nam wspólny spacer na zajęcia AAK, to czegóż chcieć więcej.

Udało mi się dzisiaj wrócić wczesniej do domu- na tyle wcześnie, że Trusia dopiero kończyła obiad i miała przed sobą popołudniową drzemkę. Mimo mojej obecności zgodziła się pójść z Nianią do swojego  pokoju i dość szybko zasnęła. Niania poszła, w domu poza nami i jamnikami, nie było nikogo- spokój, cisza- udało mi się ogarnąć chaosik podyżurowy, zorientować się w sytuacji lodówkowej i zaplanowac jedzeniowe zakupy na jutro. Nawet dwadzieścia mammografii pisnęłam. A Trusia spała sobie słodko. I gdyby nie głupia Klucha, która oczywiście musiała szczeknąć na dźwięk domofonu, to pewnie jeszcze trochę by pospała. Ale i ta godzinka jej wystarczyła do posiadania dobrego humoru przez resztę dnia. Sama wyszła z pokoju- wydłużyła się już tak bardzo, że do większości klamek potrafi sama dosięgnąć stając na paluszkach. I z uśmiechem od ucha do ucha zasiadła mi na kolanach, opowiadając, co też z Pasią na spacerze widziały, jak dzwon "duzi, nie mały dźwonił bim bam" na Anioł Pański, jak spotkała "Malysię w zielonym wóźku, miejsia była Malysia od Tlusi, Tlusia duzia jeśt", jak rozmawiała z panem na placu zabaw, jak się bawiła, że jest na spacerze z psami i jak je prowadziła na smyczy, a potem przywiązała do wózka... Długo tak nawijała.
A potem ja zjadłam sobie obiad, a Truska udawała, że pisze bloga na komputerze. I poszłyśmy sobie razem do szkoły na zajęcia AAK. Po drodze też się nagadałyśmy do woli. Zabrałyśmy ze sobą pomarańczowy wózek- tak na wszelki wypadek, gdyby Trusię rozbolały nóżki (a "rozbolewają i wtedy buzia woła "ma ląćki"). Trusia zaś zapytała, dlaczego wózek, a nie chustę- czyli pamięta i dobrze wspomina nasz ulubiony środek transportu. Ech, ciekawe, czy jeszcze uda nam się do niego choć na chwilę wrócić- póki nie nauczę się wiązać plecaczka raczej możliwe to nie będzie, Trusia przytroczona do mnie z przodu skutecznie załoni mi wszystkie dziury w chodniku i wystające płytki. Że o moim kręgosłupie trzeszczącym przy taszczeniu małego słonika nie wspomnę :(
Na zajęciach Trusia "karmiła kurki" kawałkami papierków, a potem owe "jedzonko" pracowicie z powrotem zbierała do koszyczka, zrobiłyśmy kurczątko na papierowym talerzyku (w domu rodzina uważała, że to spagetti), kolorowałyśmy króliczka, "wykluwałyśmy" z jajek kurczątka. Trusia zbuntowała się tylko przy ozdabianiu koszyczka, więc nasz pozostał biały.
A po zajęciach na niebie wciąż świeciło słońce (dobra strona wiosennej zmiany czasu), wiec można było chwilkę pograsować na placyku zabaw. I poszłyśmy zakupić psie łóżko (jako, że Krokiet ostatnio zeżarł to, które dostał pod choinkę). Nie obyło się bez podziwnięcia króliczków, skomentowania, że "w jedzionku siedzią, malchefki wyziuciły". Potem pokucałyśmy chwilę przy ukochanym krabie i pozostałych dwóch wodnych żółwikach. Obok jacyś ludzie kupowali rybki, co wprawiło Truśkę w euforię "pan lybki będzie łowił, a po cio będzie pan lybki łowił, po cio pan lybki do domu ziabiezie, cio źlobi w domku?". Na koniec pobytu w sklepie zwierzątkowym Trusia zaciągnęła mnie jeszcze pod akwarium z żabami, które odkryła niedawno. "Podobają ziabki mamusiu? Ładne sią ziabki?" Jasne, że ładne i że podobają, mamusia zasadniczo lubi żabki. Szczęśliwie w natłoku wrażeń nie zapomniałyśmy o psim łóżeczku. No i całkiem niechcący zakupiłyśmy Trusi wiosenną kurtkę, w której moja Córka dumnie wymaszerowała ze sklepu, ale zaraz za progiem zapragnęła z powrotem starej zielonej.

No i wróciłyśmy do domu, podziwiając księżyc i zachodzące słoneczko i sprawdzając, czy aby ulubione Trusiowe ślimaki już nie wstały z zimowego snu. A w domu było jeszcze całkiem sporo czasu na wieczorne pieszczoty.

Fajny dzień za nami. Mam nadzieję, że i jutrzejszy pozwoli mi naładować akumulatorki. Bo we czwartek znów praca do wieczora i już dostałam informacje o trzech dodatkowych badaniach w grafiku. A w piątek skoro świt wyjeżdżam na szkolenie- na szczęście wracam w sobotę na obiad.

A zagadka z poprzedniego odcinka została rozwiązana prawidłowo- faktycznie w języku Trusi "patyczkowanie" oznacza czyszczenie uszu patyczkiem. Trusia uwielbia to robić- ale spokojnie, nie wkłada sobie patyczków do przewodu słuchowego, tylko czyści wszystkie zakrętasy małżowiny. A potem podobne zabiegi spotykają mnie- w Trusinym wykonaniu oczywiście. I przy akompaniamencie ostrzeżeń "tylko nie zia głęboko, nie zia daleko patyćkujemy". Uwielbiam to jej słowotwórstwo- bo ona całkiem sama tworzy takie różne fajne słówka. I bardzo logicznie je tworzy. Dumna jestem z mojej Małej Córki. (Nie z jej jednej, ale blog do niej akurat należy).

Wieczorne przytulanki

Wiosenne dzieło "kreatywne" z ubiegłego tygodnia zostało rozpostarte na podłodze, a następnie zdeptane przez Trusię. A to żółciutkie na talerzyku, to wcale nie żadne spagetti, tylko nasze dzieło dzisiejsze, czyli kurczak wielkanocny :p

Truśka w domu uznała, że może jednak spagetti

I przytulanki na dobrą nockę i dobre senki

A teraz śpi w kolebusi na podusi z "lobakami", z jeżycem dużym na ramieniu.

Dobrej nocy wszystkim i słodkich senków:)

22:23, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 marca 2009
Niedziela wiosenna

Tzn. miala być wiosenna ta niedziela, ale rano przywitał nas deszcz. A takie miałam plany po slonecznej sobocie. Słonecznej- ale wiatr głowę urywał :(

Wróciłam ci ja w sobotni ranek do domu po ciężkiej pracy dyżurowej. Przywitał mnie uśmiechnięty Skrzat, oświadczając:
"Tlusia jeśt siamodzielna".
Samodzielnośc owa polega głównie na wrzeszczeniu do czasu do czasu "Tlusia siama".
Siama się ubierze- wkłada więc głowę nie w tą dziurę, usiłując przecisnąc ją przez rękaw. Kombinuje z rajtuzkami. Próbuje samodzielnie założyć sobie pieluchę. Siama myje ząbki, sama wyciska pastę (zurzycie owej wzrasta niepokojąco). Siama będzie jeść serek. No i dobrze, bo już myślałam, że mam bardzo niesamodzielne dziecko.
Ale pokładów cierpliwości trzeba na tą Trusiną samodzielność.  I czujności. Albowiem posadzona siama Trusia z łyżeczką i danonkiem i siama jedząca nakarmiła owym danonkiem i ową łyżeczką Krokieta. Pisa był zadowolony, Siamosia też.

A poza tym- mądra ta moja Córeczka. Czasem mądrzejsza od nas. My się kłócimy o kolejną bzdurę, a ona ze swojego fotelika na tylnym siedzeniu nas mityguje: "cichutko mamusiu, cichutko cieba mówić, nie ksić, cichutko". Staram się.

Praca mnie przygniotła, dlatego się mało odzywam. Czasem się juz nie chce do domu wracać ze świadomością, że na biurku piętrzy się stos mammografii do opisania. Wracam, a moja Trusia oplata mnie swoimi tłuściutkimi łapeczkami i szepcze do ucha: "jeśteś najpiękniejsia mamusiu, jeśteś najlepsia". I do razu jest trochę lepiej.

Na szczęście w Krakowie od wtorku ma świecić słońce, przegoni może ten mój brak energii, brak weny, brak pomysłów. I wreszcie pójdziemy sobie na obiecane huśtawki, na karuzelę, pojeździmy na rowerze (dziś zakupiliśmy Trusi kask), pojedziemy trwamwajem do Krakowa, powłóczymy się po Plantach, pobiegamy na Wawelskim dziedzińcu. I do ZOO pojedziemy. I pomyślimy o wspólnym wyjściu na basen. Że o obiecanej kawie z przyjaciółkami nie wspomnę;) Pierwsza kawka juz we środę:)

I zagadka na dziś- "Ciem siama patyćkować!"- co to może znaczyć?

22:09, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 marca 2009
Myszkowanie

Proszę bardzo, oto rozwiązanie zagadki- Trusia myszkuje.

Myszkuje, czyli robi coś myszką od komputera. Ale nie może to być mysz bezprzewodowa od dużego komputera. Nie, nie- myszkowanie liczy się tylko wtedy, gdy w użyciu jest mniejsza myszka od Tatowego laptopa :)

A tu Trusia nie myszkuje. Tu dowód na to, że Trusia wynalazła narzędzie, czyli stołeczek do pomocy. W tym akurat wypadku próbuje sforsować zamknięte drzwi do łazienki :)

 

21:01, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 23 marca 2009
Zagadka

"Będziem myśkować. Tlusia myśkuje. Tlusia lubi myśkować"

Czy ktoś wie, co Trusia lubi?

A w kąpieli- "Tlusia ma włośki rozplaścione. A we włośkach Tlusia kudełki ma."

:)))

21:10, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 marca 2009
Pływaczek

Oto dowód, że faktycznie Trusia pływa;) I na dodatek dobrze się przy tym bawi.

W sobotę podglądnęłam ich na basenie. Podobali mi się oboje w tej wodzie. A pani trenerka Trusiaka bardzo chwaliła- Mąż złośliwie twierdzi, że pani Magda wszystkich chwali. Cóż, Męża też chwaliła...

A takie zdjęcie odkryłam w aparacie dziś rano, jak wróciłam po dyżurze:

Hmm, może uda nam się "sprzedać" Trusię Krokietowi do łóżka i wreszcie będziemy mieć nasze tylko dla siebie ;) Bo co prawda na ogół zasypiamy w nim we dwoje, ale budzimy się rano w towarzystwie Młodszej Córki. Ale fajnie jest tak na nią popatrzeć, jak śpi, łaskocze człowieka w nos kudełkami, pachnie wciąż tak pięknie małym dzieckiem, stópki ma takie różowiutkie i delikatne... Kiedyś skończy się to wspólne spanie :(
Wczoraj spaliśmy trochę dłużej, Trusiek obudził się pierwszy, usiadł, rozejrzał się z uśmiechem dookoła i zapytał: "Lano jeśt? Wśtajemy juź? Budzimy się?" Po czym przyuważył stojącą pustą butelkę. "Nie ma mlećka?" Nie ma, będzie potem. "Kiedy będzie? Zia lok? Jak siopka- zia lok? Jak muzinek Bambo, cio kiwa główką? I aniołek na pieniąźki?" Nie Trusiu, na szczęście mleczko będzie nie za rok tylko wieczorem :)
A tak w ogóle, to nie możemy jej odzwyczaić od picia z butelki- mimo baterii niekapków, bidoników i kubeczków. W dzień się jeszcze daje oszukać, ale wieczorem bez mleczka w butelce ani rusz. Od picia w nocy też nie chce się odzwyczaić. A nocnikowanie, mimo światełek w tunelu, nadal kuleje :(

Z ostatniej chwili- "klopik".

"Mam klopik" powiada Trusia. Włapie trzyma butelkę, z której właśnie wydudlała soczek.
Jaki klopik Trusiu? To jest buteleczka i smoczek.
"Klopik to jeśt"- Truśka nie ustępuje i zaśmiewa się do rozpuku.
Staram się zrozumieć skojarzenie, ale nic nie przychodzi mi do głowy.
"Klopik mam. Będę klopić, klop klop"- Truśka zaśmiewa się z matki, która zapomniała, że Dziecko jeszcze "r" nie mówi.

17:33, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 marca 2009
Rozmowy w wannie

Przy okazji kąpieli przepytuję Trusie:
Co pływa w wodzie?

Foka. Pingwin. Ziaba. Meduzia. Wielolyb. Lak. Ziów.

I co jeszcze? (Czekam na rybki, które parę godzin wczesniej tradycyjnie podziwiałyśmy w sklepie zoologicznym.)

Delfin. Dluga ziaba. Slimaćki.

I jeszcze co pływa?

Tlusia pływa. I klab źły. I lekin żły.

A co dobrego pływa?

Mamusia :) Mydło teź pływa.

A rybki? Pływają w wodzie rybki?

Nie pływają w wodzie. Ziamknięte sią lybki. Nie wyjdą ź akwalium. Nie źlobią Tlusi ksiwdy.

20:36, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 marca 2009
W poszukiwaniu zaginionej szczoteczki zębowej

Wczoraj wieczorem nam zaginęła szczoteczka do zębów. Po południu Trusia testowala na niej nową pastę, a w czasie kąpieli szczoteczki już nie było. A tu Truś zęby sobie myć winszuje. Mówię, że szczoteczką gdzieś się zgubiła, na co Trusia stanowczo:
"Jśt u siula ściotećka"
U "sula"?- TYlko szczury Buniowe mi się skojarzyły, poszłam więc do pokoju Starszej Córki, przepatrzyłam biurko, na którym stoi klatka i okolicę też- szczoteczki ani śladu. Wracam i mówię, że koło szczurków szczoteczki nie ma. Na co Trusia dalej swoje
"Sciotećka u siula jeśt".
MYślę- ani chybi do klatki szczoteczkę wsadziła, kiedy pomagała Starszej Siostrze w sprzątaniu. Co prawda w takim przypadku szczoteczka już by się do mycia Trusinych zębów nie nadawała, ale poszłam sprawdzić. Polukałam do klatki, oględziłam szczury, czy aby szczoteczka z któregoś końca im nie wystaje- nic z tego, szczoteczki nadal ani śladu. Przyniosłam  Trusi szczoteczkę zapasową, ząbki zostały umyte, ale Truś nie wydawał się w pełni usatysfakcjonowany. Zniecierpliwiona moją nieudolnością w poszukiwaniach zarządziła wcześniejszą ewakuację z wanny:
"Tlusia siama ź wanny wyłowi. Połóź lęćniciek ziabowy na podłodzie. A po cio lęćniciek lezi? Zieby nóźki były siuche. Nóźki siuche sią. Ziałóź ślaflociek."
Ustrojona w szlafroczek nakazała otwarcie drzwi do łazienki.
"Tlusia idzie do mieśkania."
Poszła i po chwili wróciła triumfalnie dzierżąc w łapce zaginioną szczoteczkę.
Gdzie była szczoteczka? "W siulu" W siulu??? "Koło siula, w pokoju na śtole." Na stole w dużym pokoju leży cukierniczka, szczoteczka leżała koło niej. Tylko się Trusi cukier z solą pomylił ;)

Tak wyglądało popołudniowe testowanie nowej pasty.

Chichocze ze swojego pomysłu. Trusiu, co ty masz na kolankach? "Mam mysię. Lysować mysią będę."

21:20, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 18 marca 2009
Porażki ;)

Nie powiodły się moje plany edukacyjne względem Trusi. Siostry Salezjanki jakos nie były skłonne zapisać dwulatki do swojej szkoły. Mamy się zgłosić na rok przed rozpoczęciem przed Trusię edukacji, ale musimy mieć świadomość, że obecnie obowiązujące zasady rekrutacji dają pierwszeństwo dzieciom, których rodzeństwo do szkoły już uczęszcza/ło (niestety takowego Trusia nie posiada), dzieciom z przedszkoli katolickich (nie wiem, czy mamy takie w pobliżu), dzieciom z rejonu (też nie). Inne dzieci sa zapisywane, jesli jeszcze zostaną miejsca.
Do przedszkola prywatnego na rok 2010/11 też nas jeszcze nie chcieli zapisać, mamy się pojawić w lutym 2010.
Cóż, chciałam być sprytna i póki pamiętam pozapisywać Trusię do dobrych (jak wieść gminna niesie) placówek, żeby nie robić tego potem na ostatnią chwilę. Ale nie udało się :( Chociaż z tym pomysłem zapisania dwulatki do podstawówki, to sama miałam wrażenie, że przesadzam. Ale inni kazali się pospieszyć... Zresztą kiedyś zasady rekrutacji taką możliwość przewidywały.

No dobra, edukacyjne plany będziemy realizować później. Ale porażkę odniosłyśmy też w naszym założeniu, że wiosna nadeszła. Otóż w Krakowie zima nie daje za wygraną i co chwilę sypie śniegiem. Nie chciałam jednakowoż w to uwierzyć i dziś po południu (ach, wolne popołudnie, tylko jedna praca, mammografie dopiero wieczorem- już dawno mnie takie szczęście nie spotkało) zaprosiłam Trusię na mały spacerek. Za oknem słoneczko świeciło zachęcająco. Wyszłyśmy-ponoć szukać króliczków, które "śpią w śwoich nolkach"- nie wiem, gdzie one mają norki w naszym najbliższym otoczeniu, ale co tam, możemy szukać tych króliczków. Zamiast kłapouchów napotkałyśmy kotki. I tak się zapatrzyłyśmy, że zupełnie umknęła naszej uwadze wielka czarna chmura czająca się złowieszczo za blokiem nieopodal. Popodziwiałyśmy kotki i udałyśmy się do Manufaktury, zaprzyjaźnić się bliżej z wielkanocnymi ozdobami ręcznie udzierganymi, oględzić te cudnie zielone poduszki, co je z okien samochodu tylko oglądałam i powzdychać nad patchworkami. A jak się już napatrzyłyśmy i wyszłyśmy, to świat powitał nas zgoła inny. śnieżyca była taka, że natychmiast zamieniłyśmy się w bałwanki. Szczęśliwie Truś miał wózek, a w wózku folię, został więc zaworkowany i radośnie podśpiewywał "ulepimy bałwana, pada śnieziek biały". Bałwana lepić nie trzeba było, bałwan pchał wózek, całkiem na oślep zresztą, bo gruba biała mokra warstwa osiadła mi także na powiekach. Na szczęście droga była mi znana i instynkt doprowadził nas do króliczków w sklepie zoologicznym- bo suchy i bezpieczny w swoim schowanku Truś króliczków odpuścić za nic nie chciał. A jak juz wyszłyśmy, to na świecie świeciło złośliwe słonko i dziwiło się, co ja taka mokra jestem. Ale wyprawa owocna była- mamy dla was wielkanocne niespodzianki :)

21:20, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 marca 2009
Wieczorne teksty

Najpierw wspólnie tłukłyśmy kotleciki na jutrzejszy obiad. Potem ja je smażyłam, a Truś grasował nieopodal i mruczał do siebie. W pewnym momencie usłyszałam:

"Śłabo pisie ołowek po ścianie, ziepsiuty ołowek chyba"

Jakoś tak mnie zelektryzował ten tekst, obracam się i widzę to co słyszę- na szczęście słabo ołówek po ścianie pisze.

Po chwili Trusiek dopadł jedną ze swoich urodzinowych kartek, tą od Madzi. Zwykle prosi kogoś, żeby ją przeczytać, tym razem nastąpiła samoobsługa. Trusia czyta:

"Tatusiu kochany Magdusi kochanej ziciem ci wsiśtkiego najlepsiego"- Czyżby Tatuś kochany Madziusi kochanej urodziny w najbliższym czasie obchodził? ;)

Za kolejną chwilkę:

"Mamusi, otwóź tą siafę, będziem gziebać, ciukielków siukać.
Nalaźłam ciukielka. Siama otwielałam ciukielka. Nie źjem potem, telaź chciem źjeść. Na ląćki weź Tlusię, Klucha cie źjeść ciukielka Tlusi."

Z nowych zwyczajów przedwiosennych- Trusia zmieniła sobie trochę codzienne rytuały. Teraz na spacerze tupie z zapałem, potem zjada obiad (mięsko musi koniecznie być, bez mięksa obiad sie nie liczy) i usypia- sposobem, bo w "malańciowym wóźku"- łóżeczko nie służy do spania dziennego. Wtaszczają więc obie pomarańczowy wózek z suszarni- szczęśliwie tylko jedno piętro, a wózek lekki. Trusia układa się w nim wraz z Jeżycem dziennym, czyli małym białym. (Jeżyc nocny jest duży i brązowy). Pasia przykrywa Truśka kocykiem i Truś uspypia- śpi tak około dwóch godzin. Wykryłam, że drugim towarzyszem tych dizennych drzemek jest książeczka do nauki literek- czyżby Pasia wierzyła, że przez sen Truś się alfabetu nauczy? A może obie w to wierzą... Poczekamy na efekty. W każdym razie Truś wybiera się do szkoły:
"Pójdzie Tlusia do śkoły. Kupiś pleciak duzi mamusiu? Będziem w pleciaku chować ksiąźki, ziesity...Będzie Tlusia uciła citać, pisiać, lysować". OK, no to spróbujemy we środę zapisać Trusię do szkoły sióstr salezjanek- podobno trzeba to zrobić z kilkuletnim wyprzedzeniem. Nie wiem, czy cztery lata wystarczą, bo może już być za późno ;)

To nie kotlecików tłuczenie, ale wspólne krojenie wczorajszej kolacyjnej sałatki. "Ziodkiewki będziem wziuciać do miski. Jajeśko śkubiem. Glosiek inny wziuci Tlusia." Bardzo się jej podobało, dziś znowu chciała sałatkę robić, ale nie było z czego. Musiały wystarczyc kotleciki.

A tak wygląda popołudniowa drzemka- Jeżyc dzienny śpi koło łokcia Trusi- taka mała biaława kuleczka.

A na koniec moja śliczna dorosła dziewczynka, która chce do szkoły.

21:59, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 marca 2009
Plany na wiosnę

Zrobiłyśy sobie z Trusią nasze prywatne wiosenne plany.
Jak przyjdzie wiosna to:

1. Pojeździmy na rowerze
2. Pojedziemy tramwajem do miasta
3. Pojedziemy do "kokodyla"- czyli do Parku Wodnego, gdzie nową zjeżdżalnię rodzinną z krokodylem ponoć zbudowali
4. Wybierzemy się do ZOO zobaczyć małpki.

I niniejszym oświadczam, że nasza wiosna dziś się właśnie rozpoczęła. Wydobyłyśmy rower z suszarni, otrzepały go z kurzu i wyruszyłyśmy o parku. Trusiek liczył na "wiewiólecki, co będą hopały", niestety w naszym najbliższym parku wiewiórczki są towarem deficytowym i pojawiają się z rzadka. Dziś żadnej nie upolowałyśmy. Może innym razem. Trusiek i owszem, wyprawką rowerową zachwycony, ale nie uznał tego bynajmniej za spacer. Po powrocie zawrzasnęła, że na "śpacielek idziemy, tupać będziemy, nie lowelkiem:. No to potupałyśmy we dwie plus jamniki dwa, zdziwione wielce takim niespodziewanym wyjściem z domu o nietypowej porze. Obtupałyśmy okolice domu, a w drodze powrotnej odpoczywałyśmy na ławeczce. Albowiem Córka na widok naszego bloku zawrzasnęła "na ląćki", a dwie smycze z narowistymi jaworami w garści pluc jakieś 15 kg Dziecia na drugiej ręce to stanowczo za dużo. Dzieć łzy ronił, ale byłam twarda i zaproponowałam odpoczynek na ławeczce- zadziałało, do domu dotupałyśmy każda na własnych nogach.

W ramach rowerowej "wycieczki" usiłowalam nabyć Dziecku kask, ale Dzieć umknął wypróbować trójkołowy rowerek i z kasku chwilowo nici. Podziwnęłyśmy też papugę, która kiedyś bawiła się kółeczkiem leżąc na plecach. Dziś usiłowała zlizać pierwszą cyferkę ze swojej ceny (czyli 1600 przerobić chciała na 600- chytra, nie będzie musiała tyle czekać na nabywcę). Kotki rude urody przecudnej też podziwnęłyśmy, potem Trusia udawała, że na smyczy prowadzi kotka. Ale najpiękniejszy i tak okazał się wąż.
Zasiadłyśmy też na chwilkę w pijalni czekolady, łamiąc montignacowskie postanowienia dietetyczne. Zamówiłyśmy lodziki-dla Trusi i czekoladę różaną (to dla mnie- ale deserowa była, więc prawie zdrowotna i bez bitej śmietany). Niestety, zapomniałam, że wczoraj właśnie dopadło mnie przeziębienie jakieś okrutne, z katarem okropnym, przez który straciłam smak i węch- mogłam więc sobie tylko wyobrażać, jak dobra musi być ta moja czekolada:(
A jutro chcę do miasta Krakowa- zobaczyć, czy Adaś jeszcze na Rynu stoi, przejść się Królewskim Traktem, popatrzeć na Wawel.
Na deser w tym miłym dniu Starsza Córka zasadziła mnie przed TV/DVD puszczając film Once. "Podoba?"- tak pyta mnie Trusia, pokazując np. żółty samochód albo podziwiając siebie w lustrze. Podoba- bardzo :)

22:25, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Archiwum