RSS
piątek, 29 marca 2013
Winter surprise

Czy ja mówiłam, że w Krakowie ma się ku wiośnie? Mówiłam, a nawet napisałam. To odszczekuję. Bynajmniej się nie ma. Wręcz przeciwnie- zima czuje się u nas doskonale i w tym roku wiosny już chyba nie będzie:(

A przy okazji odwołuję to, że lubię zimę. Już nie lubię. Niech idzie precz. Polubię znowu w grudniu.

07:32, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
czwartek, 28 marca 2013
Wielkanocny bałwan i inne dzieła, czyli radosna twórczość Trusi

Chociaż w Krakowie sytuacja pogodowa od dziś wygląda jakby lepiej i wydaje się, że wreszcie ma się ku wiośnie, Trusia, zainspirowana widać jeszcze niedawnym krajobrazem, ale też stęskniona za wiosną, stworzyła dzieło, w którym zawarła i tęsknoty i rzeczywistość:

Powstało też inne dzieło. które należy koniecznie na blogu upamiętnić, albowiem bardzo różni się od tego, co zwykle Truśka rysuje. Przedstawia ono złą wiedźmę i przyznać muszę, że udało się Truśce doskonale oddać wiedźmowatość w wyrazie twarzy i postawie:

Można się przestraszyć, prawda?

A jak już przy rysunkach Trusiowych jesteśmy, to na koniec z najlepszymi świątecznymi życzeniami koszyczek z pisankami, kurczaczkiem i królikiem:

Świętujcie radośnie, odpoczywajcie, malujcie pisanki, pieczcie, baby i mazurki najadajcie się wielkanocnych pyszności, ładujcie duchowe akumulatory. Wszystkiego dobrego dla Was. I niech wreszcie wiosna przybędzie i się rozgości na dobre. Wesołych Świąt :)

PS
Wszystkich, którym starałam się co roku wysyłać tradycyjne kartkowe życzenia świąteczne przepraszam, że tym razem nie znajdą w skrzynce kartki od nas. Przedświąteczne wyjazdy tak wybiły mnie z rytmu, że zabrakło mi czasu na pisanie. A kolejki, które ostatnio obserwuję na poczcie dodatkowo zniechęciły. Wybaczcie mi zatem i wiedzcie, że w mojej pamięci i sercu zamieszkaliście już na zawsze.

20:54, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 25 marca 2013
Przedszkolny wkurz

No po prostu muszę sobie ponarzekać i się wywnętrzyć, bo szlag mnie od rana trafia. Przychodzę z Truśką do przedszkola po tygodniowej przerwie i cóż widzę. Ogłoszenie, że "zgodnie z umową" przedszkole będzie nieczynne w Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Piątek to i owszem podejrzewałam, ale czwartek! Dla mnie oba te dni są dniami pracującymi, szpital, "zgodnie z umową", czynny jest 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i nikt nie przewiduje, że we czwartek i piątek pracownik ma się zająć dzieckiem. Na urlop, gdybym chciała go wziąć, szans nie ma, albowiem co najwyżej dwie osoby z zespołu mogą jednocześnie z niego skorzystać, a już te dni zaklepane ma szef i jedna z koleżanek. Nie wyobrażam sobie Trusi towarzyszącej mi w pracy. Całe szczęście, że jest Pasia- ale ona w piątek bierze sobie wolne i jedzie do swojej wnuczki. No ale w piątek liczę na Ciecha.
Kurczę, co to za przedszkole, które wymaga od rodziców posiadania na miejscu niepracującej babci albo zatrudniania opiekunki!
Szlag mnie trafia i chyba te swoje żale wyleję na stronie przedszkola, gdzie do tej pory rodzice wypisują na jego temat same pochwały!

13:39, dsmiatek
Link Komentarze (11) »
niedziela, 24 marca 2013
Wróciła

Znowu jakaś taka większa, wysmuklona, jak nie malutka tylko już całkiem spora dziewczynka. I znowu jakby jeszcze mniej moja, a więcej należąca już do świata i ludzkości. Tradycyjnie po zielonym przedszkolu zachrypnięta i z bolącym gardłem, ale dzisiaj wydawało się, że idzie ku dobremu. I twierdzi, że rusza się jej górna jedynka- ja tam jeszcze tego ruchu nie zauważam, chyba jest bardzo dyskretny i minimalny, ale Trusia zadowolona, wreszcie upodobni się do swojego bezzębnego koleżeństwa.
Poradziła sobie- spakowała się na wyjazd właściwie sama, z listą przygotowala wszystkie rzeczy, a ja je tylko sprawdziłam i powkładałam w osobne woreczki. Na miejscu okazało się jednak, że pewnej niezbędnej rzeczy, której na liście nie było, w bagażu Trusiowym zabrakło. Otóż co wieczór na wyjeździe odbywały się dyskoteki, a Trusia nie miała spódniczki. A bez spódniczki absolutnie nie dało się tańczyć, zatem nie tańczyła.  Popołudniami zaś Trusia brylowała na basenie- co prawda ciocie nie uwierzyły, że Truś pływa od niemowlęctwa i nie potrzebuje sprzętu do asekuracji, ale od czasu do czasu ktoś podbierał Truśce makaron, a ona mogła wtedy spokojnie ponurkować.
W ramach powitania wiosny utopiona została marzanna- jak widać za oknami nieskutecznie (Paweł też tradycyjnie z koleżeństwem marzannę topił i też nic to nie dało), zatem zorganizowano konkurs na najpiękniejszego wiosennego bałwana.

Od jutra zaczynamy przedwielkanocną gorączkę- mnóstwo jeszcze zostało do zrobienia. P. upiekł co prawda już dwa kajmakowe mazurki, ale stan na niedzielny wieczór wynosi jedna sztuka, zatem trzeba będzie piec nowe i na nowo zachlapywać kuchnię lepkimi brązowymi kropelkami.

Miłego tygodnia:)

21:44, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 marca 2013
Pożytek z wolności

Spacerując po Krakowie wieczorową porą, bez konieczności szybkiego powrotu do domu, natrafiliśmy na takie oto światełka na Placu Szczepańskim. Piękne były, a wirujące w powietrzu płatki śniegu skrzyły się  w nich jak brokat. Jedyna zaleta śniegu o tej porze roku.

Jutro nasza wolność się kończy, Truś wraca do domu. Stęskniłam się.

22:21, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 20 marca 2013
Jak zaoszczędzić na chirurgii plastycznej

Recepta jest prosta, aczkolwiek pewne koszty też się z nią wiążą. Na pewno jednak mniejsze niż wizyta u chirurga plastycznego. A w ciągu niecałej godziny stajemy się szczęśliwymi posiadaczkami  biustonosza mniejszego w obwodzie co najmniej o jeden, o ile nie o dwa rozmiary, bez uszczerbku dla wielkości samego biustu.
Otóż idziemy do specjalistycznego sklepu z bielizną i korzystamy z usług wykwalifikowanej brafitterki. Po pomiarach okazuje się, że z 75D spadłyśmy do 70E, a w trakcie przymiarek zmniejszamy jeszcze obwód do 65, zaś miseczka rośnie nam do F.
Po godzinnych dopasowywaniach tysiąca chyba staników, spocone stajemy z dylematem osiołka nad stosikiem naprawdę pięknej, ale niestety nie taniej bielizny. Z rozpaczą kontrolujemy stan portfela i rozpaczliwie w myślach analizujemy stan naszego konta. W końcu targane pożądaniem z bólem serca wybieramy jedną sztukę (a chciałybyśmy wszystkie!), z niechęcią oddając pozostałe śliczności. Przy kasie dajemy się jeszcze namówić na majteczki do kompletu- nie napiszę za ile, bo Mąż się dowie i będzie afera;-) Odmawiamy stanowczo zakupu fig w rozmiarze XS- bo o ile w 65 udało nam się uwierzyć (przekonałyśmy się naocznie i nabiustnie o tym fakcie), to jednak w taki cud, że nasze cztery litery obejmie dessous extra small uwierzyć już nijak nie możemy. Takie cuda się po prostu nie zdarzają! Idziemy zatem na kompromis i kupujemy rozmiar S, co i tak daje nam jedno oczko w dół.
A w domu zachwycone przymierzamy całość i dziwujemy się, że w dziestej którejś wiośnie życia nagle tak seksownie prezentujemy się w bieliźnie, starając się nie dopuszczać do siebie myśli, ile nas ta metamorfoza kosztowała (jakby, co zawsze można się pocieszyć, że wizyta u chirurga byłaby znacznie kosztowniejsza). Mąż średnio podziela nasz entuzjazm (w głowie kołacze mu się już pewnie podejrzenie o uszczupleniu konta), twierdząc podstępnie, że najbardziej mu się podobamy bez bielizny. Wiadomo, męska oszczędność środków płatniczych!

Proste? No to polecam na wiosnę ;-) I idę zarabiać pieniążki na co najmniej jeszcze jedną taką przyjemność- bo skoro już się w obwodzie wyszczupliłam, to wszystkie posiadane w szufladzie biustonosze powinnam wyrzucić i zakupić nowe we właściwym rozmiarze!

PS1
Z wizyty w profesjonalnym salonie bieliźnianym wyniosłam przy okazji dwie cenne informacje. Jedna jest taka, że do założenia bardziej rozbudowanego modelu biustonosza sportowego niezbędny jest giermek. A druga wyjaśnia fakt, dlaczego w normalnych, tańszych sklepach, nie mogę kupić stanika w swoim rozmiarze- otóż pani brafitterka uświadomiła mnie, że rozmiar mój jest jednym z najpopularniejszych (to zgasiło nieco moje samozadowolenie ze świeżo uzyskanej wizji siebie jako seksbomby). No i już wiem- po prostu wszystkie staniki wykupiono ze zwykłych sklepów przede mną!

PS2
Czy tematy bieliźniane wydają się wam niestrawne? Albowiem gdy na fali entuzjazmu dzieliłam się mymi przeżyciami ze Starsza Córką w trakcie rodzinnego posiłku, Syn Starszy zaprotestował, twierdząc, że w naszej rodzinie zawsze wybieramy w czasie jedzenia tematy, odbierające mu apetyt. Dziwne- a mi się wydawało, że kobieta w pięknej i dobrze dobranej bieliźnie wygląda bardzo apetycznie.

11:01, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
wtorek, 19 marca 2013
Pojechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni...

No może nie wszyscy, ale najbardziej Podopieczna pojechała. I może nie na wakacje jeszcze, a na zielone przedszkole. Po prawdzie zresztą wcale nie na zielone a na białe, wnioskując z tego, co mamy za oknem,

W domu zrobiło się nagle więcej miejsca, a ja nie wiem, co począć z nadmiarem wolnego czasu. Wykorzystując ten czas wczoraj poszliśmy z P. na kolację do Ganesh'a, dziś wybieramy się do kina, a na czwartkowe popołudnie mamy zaplanowane wybieranie farby i desek na podłogę do naszego pokoju. Narozrywkujemy się na najbliższe pół roku co najmniej;-)

Tęsknię- z naszego łóżka wyprowadziły się wciąż jeszcze trochę małe i trochę miękkie stópeczki, nikt mnie w środku nosy nie wali obuchem w nos, rozpanoszając się pomiędzy mną i ślubnym moim małżonkiem. Nie muszę się spieszyć z powrotem z pracy do domu. Nie mam komu poczytać "Potilli" na dobranoc i muszę cierpliwie czekać do soboty, żeby się przekonać, co dalej będzie z wygnaną ze swojego kopca wróżeczką.

Przed sTrusiowym wyjazdem obeszliśmy jeszcze urodziny Buniowego Grzesia. Tuz przed domową imprezką odbyło się nerwowe poszukiwanie świeczek, albowiem Trusia oświadczyła, że urodziny bez dmuchania świeczek sa nieważne. Wszystkie kąty i zapomniane po Bożym Narodzeniu świeczniczki zostały spenetrowane w celu ewentualnego odkrycia w nich nie do końca wypalonych tea-light'ów. Ostateczne obliczenia wykazał, że dwóch wciąż brakuje- P. znalazł co prawda wkład do znicza, ale propozycja wykorzystania tegoż nie spotkała się z entuzjazmem. Ostatecznie poświęciliśmy dwa tea-light'owe aniołki.

Świeczki zostały zdmuchnięte za jednym dmuchem i Grześ mógł po Bożemu rozpocząć kolejną wiosnę swojego żywota. Następnym razem odpowiednio wcześniej zakupimy dwie świeczki z cyferkami, bo zapalanie tej ilości plus jeszcze jedna też jest wyzwaniem (P. miał na swoje urodziny dwie świeczki, ale nie nadawały się do wykorzystania- w odwrotnej oczywiście konfiguracji, ja zaś zdecydowanie ze świeczki zbojkotowałam- może skoro niczego nie zdmuchnęłam, to urodziny się nie liczą i lat mi nie przybywa;-))

14:03, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 marca 2013
Trochę Wiednia

ECR- tak było dnia pierwszego i w kolejne trzy dni.

A tak dnia ostatniego po południu.

A poza tym:

I tyle. Pomijając wielka nieprzyjemność lotu i trochę mniejszą samotności było warto. Zarówno w aspekcie naukowym jak i estetyczno-poznawczym. Bo Wiedeń jest piękny. I nic się nie zmienił w ciągu tych kilkunastu lat, kiedy byłam tu ostatnio.

A tymczasem Truś dzisiaj jedzie do Korbielowa na drugie w swym życiu (i ostatnie, bo od września już szkoła) Zielone Przedszkole. Ja zamiast machać Córce i ocierać łezki tkwię na dyżurze. Ot, taki los matki-lekarki. Wraca w piątek i chwilowo nie wiemy, kto ją odbierze- bo P. przecież pracuje poza Krakowem i wraca wieczorem, ja będę w Kielcach na kolejnym szkoleniu, Paweł ma zajęcia, Bogna pracuje, a Ciech zaczyna kurs prawa jazdy. Może Grześ? To będzie dopiero numer, jak P. dzisiaj powie ciociom przedszkolnym, że w piątek po Trusię jej własny osobisty szwagier przyjdzie! :-)

10:01, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 marca 2013
Huśtawka made by Trusia

Skoro Tatuś od czasu remontu nie zdołał powiesić z powrotem huśtawki w drzwiach Truśkowego pokoju, a huśtanie się jest przecież fajne, musiała Truśka zadziałać samodzielnie. I tak oto powstała najprostsza huśtawka z przewieszonego na drążku Ciechowego sznura do capoeiry.

Proste, tanie, a ile frajdy:-)

20:27, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 marca 2013
Skąd się biora dzieci?

Czytamy Kasdepke "Horror, czyli skąd sie biorą dzieci." W przedszkolu wieść się poniosła, że wychowawczyni starszaków połknęła dziecko. Dzieciaki są przerażone, boją się, że Pani miłka pożre także ich. A wcześniej tak lubili swoją nauczycielkę. Prowadziła z nimi rozmowy na temat tego, skąd biorą się dzieci. Czytam Truśce wyliczankę, że dzieci biorą się z Allegro, ze sklepu, wyrastają w doniczkach itp. W pewnym momencie rzucam pytanie- a ty jak myślisz, skąd się te dzieci biorą, pewna prawidlowej odpowiedzi.
"Jak to skąd? Bocian je przynosi albo w kapuście wyrastają!"- odpowiada dumnie Truśka.
Aaa, jakie braki w edukacji, czyżbym czegoś zaniedbała? A może ona tylko tak sobie żartuje. No to pożartujmy.
A w zimie skąd się biorą. przeciez w zimie kapusta nie rośnie, bociany siedzą w ciepłych krajach, a dzieci się pojawiają. Na przykład ty masz urodziny w zimie.
"W zimie to je może przynosi Mikołaj. A wiosną zajączek albo kurczątko. Na a jak juz przyleca bociany, to one. Albo w kapuście rosną, bo w lecie kapusta już jest, prawda?"
O matko, czyżby jednak na serio tak myślała? Drążę zatem temat.
No ale przeciez ty wiesz, skąd się dzieci naprawdę biorą. Że nie z kapusty ani od bocianów.
"Wiem, ale nie chcę o tym rozmawiać. Nie chcę bo to jest obrzydliwe!"
Ratunku, kto ci takich rzeczy naopowiadał?
"Nikt, sama tak myślę. Myślę, że jak dzieci siedzą w brzuchu u mamy, to to jest obrzydliwe. To juz wolę, żeby je bocian przynosił. Albo żeby w kapuście rosły!"

Cóż, trzeba resocjalizować.  Na razie zaczęłyśmy od komórek, bo akurat były na ostatnim obrazku w książce. Komórki okazały się nawet fajne, a zwłaszcza rozważania, dlaczego tylko jeden plemnik może połączyć się z jajeczkiem. Dlaczego nie mogą dwa albo trzy- wtedy mogłoby być więcej dzieci.
Ciężka praca przede mną!

PS
Skończyłyśmy czytanie. Truśka była lekko zszokowana- "A to jest prawda, czy tylko taki żart? I ty z tatą też TAK robiłaś?" Ha, co najmniej pięć razy;-)
Trzeba było tłumaczyć, że miłość i seks wcale nie są obrzydliwe, ale do zrozumienia tego po prostu musi dorosnąć.
A książeczka fajna- na szczęście nie ma w niej Kuby i Buby- tego rodzeństwa z opowiastek pana Kasdepke po prostu nie trawię.

18:15, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
Archiwum