RSS
poniedziałek, 31 marca 2014
Migawki z weekendu

Mamy niestety trochę opóźnienia i dzisiejszy foto-wpis będzie dotyczył weekendu sprzed tygodnia, czyli za nami Świętokrzyskie po raz drugi (a właściwie licząc Pacanów i Kurozwęki to trzeci). Korzystając z tego, że 21 i 22 marca w Kielcach odbywało się moje radiologiczne copółroczne szkolenie postanowiliśmy powtórzyć nasz weekendowy wypad z jesieni i tym razem także Truś i  dojechali do mnie w sobotę i już razem wybraliśmy się Bałtowa, aby zapoznać się z tamtejszymi dinozaurami. Bałtowski jura-park powstał chyba najwcześniej, w miejscu, gdzie nieopodal odnaleziono tropy wymarłych gadów, nie ma więc rozmachu Krasiejowa- który na mojej prywatnej liście wciąż zajmuje miejsce pierwsze. Ale w porównaniu z kiczowatym Zatorem jest zdecydowanie lepszy. W sobotnie wiosenne popołudnie ludzi było niewiele, więc w ciszy i spokoju pospacerowaliśmy po alejkach, pooglądaliśmy dinozaury i ich tropy, a potem Truś pobawił się na placu zabaw i na chwilę zmienił w przewoźnika na promie. A jako że to przecież Świętokrzyskie, siedziba czarownic, znalazła się też chatka na kurzej stopce i upiorne dynie.

 

 

W niedzielę chwilka w Kielcach, spacer wokół katedralnego wzgórza, przypadkowa wizyta na eko-targu, z którego wyszliśmy z siatką sandomierskich jabłek, malinowym miodem, serem z dodatkiem żurawiny, niedźwiedziego czosnku i suszonych pomidorów oraz kiełków. I gdyby nie ograniczenia w ilości rąk do dźwigania, to pewnie zakupilibyśmy jeszcze więcej. W końcu obowiązkowe drożdżówki i wiśniowe lody w ulubionej cukierni i trzeba było pożegnać gościnne Kielce i wyruszyć w kierunku Krakowa.

Po drodze czekały nas jeszcze atrakcje w postaci Jaskini Raj, gdzie spotkaliśmy wciąż śpiące nietoperki- chociaż pojedyncze egzemplarze obudziły się i fruwały nam nad głowami. Odwiedziliśmy też Centrum Neandertalczyka, gdzie z audio-przewodnikiem zapoznawaliśmy się z tym wciąż tajemniczym człowiekiem sprzed tysięcy lat.

Jeszcze przepyszny obiadek w Karczmie w Antolce- mniam, zupa grzybowa z francuskim ciastem przepyszna, podobnie wątróbka- jak będziecie przejeżdżać, to zaglądnijcie- i wróciliśmy do domu.

A weekend kolejny, czyli ten, co tuż za nami, spędziliśmy trochę dalej na północ, bo w Warszawie- fotorelacja niebawem.



20:29, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 marca 2014
Tom Waits

Jeżdżę sobie od wczoraj samochodem (wiem, wiem, przydałoby się przesiąść na rower, ale na razie czarno to widzę, za dużo mam zajęć i bagaży do wożenia) i słucham CD z piosenkami Toma Waits'a. "Przedstawił" mi go Starszy Syn, płytę tez dostałam od niego- na Gwiazdkę. Wstyd lub może koszmar naszych zabieganych czasów, że do tej pory nie zdążyłam jej posłuchać. Ale w końcu się zawzięłam, zapakowałam do torebki, wsadziłam do samochodowego CD i teraz towarzyszy mi zachrypnięty głos Toma. Już zawsze Tom Waits będzie mi się mocno kojarzył z Pawłem. Jeżdżę, słucham i myślę ciepło o Starszym Synu, o tym, jak bardzo go kocham i jak bardzo bym chciała, żeby odnalazł w życiu swoją drogę i był szczęśliwy. Wzruszam się do bólu serca i łez w oczach. I tak już będzie pewnie zawsze, gdy zaśpiewa mi Tom Waits.

Natomiast Syn Młodszy będzie mi się kojarzył ze Starym Dobrym Małżeństwem i szantami. A Truśka to póki co Strachy na Lachy i  "Statek Piła tango", którą to piosenkę ostatnio wyśpiewuje, nad podziw dobrze znając tekst. Trochę zaskakująco dla niewtajemniczonych mogą brzmieć w usteczkach słodkiej blondyneczki słowa, jak to Grzesiek Kubiak "ganiał za mną z cegłówką", każdy w Pile "miał czerwone ryło", zaś Baca "halucynuje się Londynie". Mamy już za sobą stosowne wyjaśnienia, co to takiego cegłówka i na czym polega "halucynowanie się";-)

I tylko Bunia nie ma "swoich" piosenek"...

13:57, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 marca 2014
Wiosenna niespodzianka od Grain de Chic

Buszując po zaprzyjaźnionych internetowych sklepikach wpadłam do Grain de Chic, a tam od razu polubiłam tuniczkę z ptaszkami z nowej wiosennej kolekcji. A jak polubiłam, to oczywiście od razu zamówiłam. Przybyły zwyczajowe maile z potwierdzeniem zamówienia i ze skierowaniem go do realizacji aż tu zonk- zadzwoniła miła Pani z Grain de Chic i przepraszała za błąd na stronie- otóż tunika dla Truśka szyta jest tylko do rozmiaru 7 lat. Obiecywała, że jeśli rozmiarówka się rozszerzy, to oczywiście dostaniemy nasze "ptaszki". A parę dni temu niespodzianka- sms od poczty, że zostało do nas wysłane zamówienie z Grain de Chic. Myśląc, że to pomyłka i że dostaniemy rozmiar 7 zadzwoniłam do Pań- okazało się, że specjalnie dla nas uszyły jedną sztukę w rozmiarze 8 i że chciały nam zrobić tym miłą niespodziankę. Niespodzianka naprawdę była miła i bardzo Paniom dziękujemy:-)

A oto Truś o poranku w wiosennych ptaszkach przygotowuje się do wyjścia do szkoły:

Gotowa, możemy ruszać:

19:09, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 20 marca 2014
Kolor na wiosnę

Takie sobie ostatnio snułam rozważania na kolorystyczny temat, gdy robiłam przegląd wiosenny Truśkowej szafy. Z pewną zgrozą zauważyłam, że dominującą barwą jest....- nie bynajmniej nie różowy. W Truśkowej szafie dominuje szarość, czarny, bury, beżowy. Czyli kolorystycznie jest w niej raczej smutno. 
Przy kąpieli rozmowa też zeszła na tematy kolorów, a inspiracją do niej była pastylka do barwienia wody w wannie (Truś wciąż uwielbia tego typu kąpielowe gadżety). Przez ostatnie dni Truś kąpał się w wodzie zabarwionej na malinowy róż, a wczoraj wrzuciła pastylkę niebieską. Patrząc na otaczające ją błękitne fale stwierdziłam, że tym razem ma wodę o bardziej chłopczyńskim zabarwieniu (oj wiem, nie zgadza się to moje stwierdzenie z obecnie panującą modną ideologią ;-)). A Truś mi na to tak oto odpowiedział:
"No masz rację, że różowa woda była bardziej pasująca do dziewczynki, ale niebieski to niekoniecznie chłopacki kolor (widać Truś nie podziela opinii panującej w handlu, że dziewczynki są różowe, a chłopcy niebiescy). Bo męskie kolory to według mnie jest szary, brązowy i taki ciemnoczerwony. A czy zauważyłaś, że nie wymieniłam czarnego? Specjalnie go nie powiedziałam, bo czarny to MÓJ ulubiony kolor."
I tu mogę uspokoić skołatane nerwy i zdegustowane dusze tych rodziców, których córeczki są akurat w fazie słodkiego różu- nadejdzie taki dzień, że róż zastąpi inna barwa- na ten przykład elegancka i ponadczasowa czerń;-)

A wracając do szafy i wyzierającej z niej burości- na szczęście udało się wczoraj Truśce samodzielnie (ja miałam we wtorek dyżur i Truś rano sam wybierał sobie przyodziewek) skompletować stylizację weselszą i bardziej słoneczną;-)

Na wczorajszą pochmurną aurę z przelatującymi ulewami była ona bardzo akuratna:

 

Za to w dzisiejszy słoneczny poranek pomaszerowała Truśka do szkoły w "małej czarnej" i czarno-białych legginsach- cóż, skoro czerń i burość sama się jej narzuca, a do tego ją najbardziej lubi, to czemu nie;-)

11:06, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
środa, 19 marca 2014
Wakacyjne plany

Z pewnym przerażeniem uświadomiłam sobie, że dziś już środa, jutro nienawistny czwartek, a tu w tematach na bloga posucha. Po weekendzie powinno być lepiej, albowiem tym razem ma być ten z gatunku "wypaśniejszych", następny zresztą też się tak zapowiada, a w kolejny już kwietniowy Wrocław i spełnianie marzeń, czyli Dralion i Cyrk Słońca:-)

Czym zatem aktualnie żyje Truśka, co przede wszystkim zaprząta jej myśli. Ano wakacje, a konkretnie jej własne osobiste wakacyjne plany. Albowiem Truś postanowił się usamodzielnić i wyjechać na obóz taneczny, Ja tam początkowo miałam wątpliwości- przy jej zdolnościach gubienia rzeczy wszelakich już po paru dniach dostalibyśmy pewnie wiadomość, że musimy uzupełnić Córce garderobę, bo zdążyła już zapodziać gdzieś większość odzienia;-) (A tak a propos zaprzepaszczania, to z dwóch ostatnich basenów Truś powrócił bez majtek- co prawda nie zostały one zabrane z domu, ale zawsze można to uznać za zaginięcie;-))
Ale ad rem- Truś zapragnął wyjechać latem na obóz taneczny. Namówił nawet koleżankę i obie przypuściły atak na stawiające opór siły rodzicielskie. W końcu rodzice obu stron zmiękli i dziewczyny na początku sierpnia jadą na 10 dni w Góry Świętokrzyskie na Hokus-Pokus Dance. Idąc za ciosem i wizualizując sobie dni bez Trusi zapisałam ją jeszcze na szkolną kolonię na początku lipca. Oj, będę tęsknić, wiem. Ale może Dzieć się oduczy nocnych wycieczek do naszej sypialni- kto wie?

Obóz taneczny organizuje Dziecięce Centrum Tańca Majery, które prowadzi w Trusiowej szkole zajęcia z tańca współczesnego i na które to lekcje Truś pilnie uczęszcza i bardzo to lubi. A parę tygodni temu byliśmy nawet na pokazach tanecznych:

Czym jeszcze żyje u progu wiosny Truś? Ano Truś fotografuje:

Biega po domu ze swoim urodzinowym prezentem i znienacka pstryka fotki. Robi też "artystyczne" zdjęcia poduszek w swoim pokoju, szmacianych lalek, tulipanów w wazonie czy miseczki truskawek. Całe szczęście, że tych zdjęć nie trzeba wywoływać- to zdecydowana wyższość cyfrówki nad dawną fotografią "kliszową" ;-)

Poza tym Truś hoduje kryształy- dostane w prezencie urodzinowym od Starszej Siostry:

I to by chyba było na tyle.

20:11, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 marca 2014
ŻóŁte kalosze na poprawę nastroju;-)

Jak się już zdarzy weekend domowy, to oczywiście musi się popsuć pogoda:( Zatem spędziliśmy czas na gotowaniu, pieczeniu, rodzinnym świętowaniu urodzin Grzesia (pamiętam, gdy ja kończyłam tyle lat, co on teraz, to wpadałam w depresję z powodu swojej starości, a Mąż do urodzinowego prezentu w postaci wieży Philipsa dołączył mi CD z Requiem Mozarta- dla poprawienia nastroju).
A Truś w celu rozjaśnienia ponurego i wietrznego dnia wygrzebał z pudła żółciutkie jak kurczątka kaloszki Endo, które wraz z kolorową parasolką bardzo poprawiały deszczowy look przedpołudnia:-)

Zaś po południu wzruszyłam się do łez na Księżniczce i Żabie- ach, ten Świetlik Rey i jego ukochana Evangelina....

Jutro ja do pracy, a Truś z Tatusiem wieczorkiem na Muzyczne Przygody Pana Kleksa- ciekawe, czy będzie się im podobało?

20:22, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 marca 2014
Marzenie może się spełnić :-)

Właśnie zamówiłam bilety na Cirque du Soleil!! 6 kwietnia jedziemy zatem do Wrocławia:-) I tak oto jedno z marzeń ma szansę na spełnienie. W lipcu domek na drzewie. Może w takim razie, idąc za ciosem spełniania marzeń, w zimie Laponia i zorze polarne? ;-)

20:43, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Przelała się czara goryczy

Ano tak, wczoraj moja osobista czara goryczy i frustracji szkolnej się przelała, co objawiło się atakiem niewielkiej "furcji". Bo jak myślicie, ile piór w ciągu pierwszych sześciu miesięcy nauki może zużyć sześcio/siedmiolatka? Moja osobista przedstawicielka tej grupy wiekowej zużyła już około siedmiu! Ostatnie przebywało w całości w jej piórniku trzy szkole dni plus dwa dni weekendu (ale te się nie liczą), w trzecim uległo dezintegracji w formie zagubienia części środkowej- do domu ze szkoły powróciła tylko zakrętka i obsadka, część ze stalówką pochłonęła czarna szkolna dziura. Córka pamięta moment, kiedy pióro przestało pisać (skończył się atrament), chwilę, kiedy je rozkręciła, a potem nastąpił atak nagłej amnezji i zupełnie nie wiadomo, co działo się dalej, zatem los najważniejszego elementu pióra pozostaje nieznany. Podobnie długo trwała kariera najnowszej temperówki, ilości zagubionych kredek, ołówków itp nawet nie chcę sobie wyobrażać ani uświadamiać, bo dostaję nerwowej wysypki. Co prawda moja wiedza i doświadczenie podpowiada mi, że przecież prawo zachowania masy istnieje i to, co znika z Truśkowego piórnika musi się materializować w innym miejscu, może w piórnikach czy tornistrach szkolnego koleżeństwa, może w pudle z kredkami wspólnymi klasowymi, ale Truśka twierdzi, że nigdzie swoich zgub wypatrzeć nie zdołała, więc raczej czarna dziura jest odpowiedzialna za ich bezpowrotne zniknięcie.
No więc wpadłam w furcję, wykrzyczałam Truśce, co myślę o takim nieszanowaniu swojej własności oraz zagroziłam sankcjami w postaci niepojechania na obóz taneczny (ten temat ostatnio jest tematem wiodącym w rodzinnych rozmowach, albowiem Truś zapragnął w lipcu pojechać na kolonię organizowaną przez firmę prowadzącą u nich w szkole zajęcia taneczne). Obawiam się, że jeśli Truśka nie nauczy się do lipca pilnowania swoich rzeczy, to po paru dniach obozu dostaniemy telefon z prośbą o dostarczenie dziecku odzieży, szczoteczki do zębów, butów itp, bo wszystko, co zabrała z domu zdążyło się już zdematerializować!

A poza tym wiosna- w weekend Truśka i Tola zrzuciły nawet wierzchnie okrycia szalejąc na siłowniach i placu zabaw nad Odrą:

17:02, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 07 marca 2014
Mój szczerbaty uśmiech

Dziś byłam u dentysty i było bardzo fajnie . I mam plombę i wyrwanego zęba . a w szkole było bardzo fajnie . I Natalka miała pamiętnik na hasło . autor Struś

Takie oto są zgubne skutki odebrania telefonu przez zaprzyjaźnioną Ciocię-Dentystkę. Rozradowany Truś pozbył się prawej górnej jedyneczki i teraz sepleni. Przy okazji uzupełnił wypadniętą plombę. I twierdzi, że bardzo lubi chodzić do dentysty!

Raduje się zresztą nadal i z upodobaniem ogląda w lustrze świeżą wyrwę po zębie. Najwyraźniej nowy look bardzo jej odpowiada.

21:23, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 marca 2014
Czas na pomarudzenie

Tak mnie jakoś naszło, że nikt mnie nie lubi, przyjaciele o mnie zapomnieli, a ja utonęłam w pracy. I nawet nie odbierają moich telefonów (to zaprzyjaźniona "ciocia"-stomatolożka, do której od ponad tygodnia usiłuję się dodzwonić w sprawie Truśkowego uzębienia), nie dzwonią (a to akurat Starsza Córka i nie tylko) ani nie piszą :( No bywa i tak :(

Tylko Truś kocha, może nawet za mocno (czy można kochać za mocno?). A ja niechcący się o tym boleśnie przekonałam wczoraj, kiedy to Trusiek próbował uzyskać ode mnie zapewnienie, że zawsze z nią będę. No i ja oczywiście zapewniałam, że będę ją wspierać każdego dnia, nawet wtedy, gdy będzie daleko, nawet wtedy, gdy ja już odejdę, to z chmurki na niebie będę się do niej uśmiechać. Ot chlapnęłam bezmyślnie, a Truś usłyszał. I polały się łzy jak groszki, ciurkiem, jedna za drugą. Ale bez szlochów i wycia, takie naprawdę łzy smutku. Przytuliłam, szepczę do uszka, że przecież jeszcze bardzo długo nic takiego nie nastąpi, jeszcze długo będziemy się sobą cieszyć, przeżywać razem wspaniałe chwile, dzielić się radościami. A Truś szepcze mi do ucha- "Bo ty nie wiesz, że jakbyś umarła, to ja stracę mojego najbliższego przyjaciela, najukochańszą osobę, której wszystko mogę powiedzieć, która zawsze mi pomoże i poradzi. Jak umrzesz, to ja umrę razem z tobą."
To wielka odpowiedzialność być najbliższym przyjacielem siedmioletniego Człowieka- muszę uważać, żeby sprostać tej przyjaźni, żeby na nią zasługiwać każdego dnia. Muszę o siebie dbać, żeby żył długo i zdrowo i wciąż pozostawać najlepszym przyjacielem mojej Młodszej Córki.

A z tematów lżejszych- Truś ma nowego przyjaciela- został nim Tzatziki. Parę dni temu skończyłyśmy Baśniobór i istniały obawy, że będę musiała zacząć go czytać Trusi od początku. Sama to znam- jak się człowiek do jakiejś książki przywiąże, to nie bardzo wie, co ze sobą zrobić, gdy już skończy ją czytać. Ale udało mi się przemycić do łóżka na wieczorne czytanie pierwszy tomik opowieści o Tzatzikim i Trusiek haczyk połknął. Zaśmiewa się do rozpuku i woła o jeszcze. Trzeba będzie zamówić kolejne części, bo mamy tylko dwie.

22:50, dsmiatek
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2
Archiwum