RSS
czwartek, 31 marca 2016
Plany powiększenia rodziny

Zakochałam się w pewnym Czworonogu. Odkąd poznałam tą piękną Kłapouszkę w sieci nie mogę przestać o niej myśleć. Przeszkadzała mi nawet "we mszy świętej nabożnie uczestniczyć", a wczoraj nie dawała zasnąć. Ale staram się nie przywiązywać jeszcze zbytnio do myśli, że mogłaby u nas zamieszkać. Bo być może to nie nam się uda, to nie my zostaniemy wybrani, by zostać jej rodziną. Na razie trzymam kciuki, żeby jednak do naszego domu przybyła...

A przy psiej okazji wróciły wspomnienia o naszych nieodżałowanych Jamorach. mam nadzieję, że biegają gdzieś w jamniczym niebie po zielonej trawie, w której Klucha kopie dołki. To już 2,5 roku minęło od śmierci Krokusia i ponad dwa od odejścia Kluchy. A ja wciąż łapię się na tym, że czasem rozglądam się za czyhającym na smakołyki psiakiem. Ech....

18:11, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Wielkanoc 2016 w ratach

Właściwie głownie w zdjęciach, a zdjęcia w ratach, bo muszę poczekać na miejsce, żeby wgrać nowe. Jakoś tak się pomału w fotobloga zmieniamy- bo cóż tu pisać, kiedy Dzieć Najmłodszy rośnie i tematów tak wiele nie dostarcza. Co nie znaczy oczywiście, że z dziewięciolatką jest nudno i nic się nie dzieje- pewnie, że się dzieje, ale wydaje się, że jest to mniej ciekawe dla szerszej publiczności.

Zatem Wielkanoc 2016- minęła jak piękny sen. W tym roku pogoda była wymarzona, chociaż obawiałam się, że zima, która w przeznaczonym czasie o nas zapomniała, powróci na Święta. Na szczęście nie wróciła i ob. już tak pozostało- mimo całej mej miłości do zimy w marcu i miesiącach kolejnych wolę wiosenną aurę. Zimę zapraszamy w grudniu:-)

Tradycyjnie Wielkanoc spędziliśmy rodzinnie wyjazdowo, czyli u naszych Mam. Zaczęło się w sobota od malowania jajek- także tradycyjnie wraz z Tolą w kuchni u niej w domu;

Tradycyjnie też gromadą poszliśmy poświęcić zawartość naszych koszyczków- w tym roku gromada powiększyła się o Lulisię, która w wózku oprócz przechwyconego od Trusi miśka wiozła własny malutki koszyczek.

 

I tyle z Wielkiej Soboty- reszta pewnie po weekendzie, jak przybędzie miejsca na nowe zdjęcia.

 

15:59, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 marca 2016
W sobotę byliśmy w Morskim Oku:-) A w niedzielę...

Zgadliście pięknie- w sobotę było Morskie Oko. I cieszę się bardzo, że aż sześć osób się odezwało. jasne, że mnie obchodzi, co wam się u mnie podoba i czy ta moja pisanina- poza tym, że ku pamięci- kogoś jeszcze interesuje:-)

Zaś w niedzielę moi państwo poczynaliśmy sobie nieco bardziej śmiało. Bo choć Morskie Oko niewątpliwie piękne, to dotarcie do niego nie jest żadnym wielkim wyczynem- mam nadzieję, że nikt nie wątpi, że doszliśmy tam na własnych nogach, a nie wysiłkiem koników ciągnących bryczkę!

Cóż więc w niedzielę? W niedziele potrzebny był sprzęt "specjalistyczny" ;-)

Niektórzy mieli pełne raki, inni raczki- jedne i drugie bardzo się nam przydały.

Wyruszyliśmy stąd;

Tu tez zresztą nocowaliśmy i, jak pisałam, dla większości był to pierwszy w życiu nocleg w prawdziwym schronisku. co prawda nie w śpiworach na podłodze, tylko w pokojach z łóżkami, co Córka Starsza obśmiała, że to żaden hardcore nie jest, tym niemniej było to schronisko w leśnej głuszy i w nocy przez okienka niektórzy wypatrywali wilków i niedźwiedzi;-)

Powędrowaliśmy do Doliny Pięciu Stawów:

 

ten księżycowy krajobraz to właśnie Dolina Pięciu Stawów Polskich. Obawiam się, że bez raków i kijków moglibyśmy się tu nie wdrapać, bo końcowe podejście było strome, mocno zaśnieżone i śliskie.

Trochę baliśmy się zejścia, ale było okazało się większą frajdą niż podchodzenie. Zwłaszcza dla tych, którzy zaopatrzeni w nieprzemakalne spodnie mogli sobie co stromsze kawałki zjechać na pupie:-)

Było PRZEPIĘKNIE. Po raz kolejny zostało udowodnione, że góry zimą są najpiękniejsze. i aż szkoda, że zima jednak pomalutku odchodzi- mam nadzieję, że wróci w grudniu:-)

 

17:28, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 23 marca 2016
Powitanie wiosny 2016

Cóż, nie tylko dwie osoby spróbowały odgadnąć zagadkę. A miała nadzieję, że więcej skuszę na malutki komentarzyk- ech mówi się trudno:( Mimo braku odzewu mam nadzieję, że więcej niż dwie osoby tu zaglądają;-) A gdzie powitaliśmy wiosnę? Ano nie w żadnym skandynawskim kraju, chociaż chętnie bym tam zawitała. Nie było też wcale tak niewiosennie i brrr, było całkiem powiedzmy wiosennie inaczej;-) Spod śniegu, przynajmniej na niższych wysokościach, wyglądały nieśmiało zielone kiełki, pączki i bazie na drzewkach też już się pojawiły, ptaszęta świergotały i słońce świeciło przepięknie. A tam gdzie śniegu jeszcze było dużo tak było bajkowo pięknie, że brak wiosennej zieleni w ogóle nie był przykry. Zresztą, zimy w tym roku mieliśmy tak mało, że z radością patrzyłam na skrzący się śnieg:-) A jaką radochę miały dzieciaki...

Najpierw były przygotowania do wyjazdu- Truś przypomniał sobie, jak fajnie jest coś samodzielnie upiec i zabrał się za tworzenie czekoladowych muffinów-oj pyszne były po powrocie do schroniska z wycieczki.

Pierwszy raz od wielu lat musieliśmy się spakować w plecaki. Ogromnie się stresowałam, że o tym zapomnę i do schroniska będę ciągnąć za sobą walizeczkę na kółkach;-) Nawet sen miałam taki koszmarny, że wlokę za sobą tą walizeczkę, tuptam w bucikach na obcasikach i w płaszczyku;-) Na szczęście Truś pilnował, żebym plecaka nie zapomniała;-)

Pierwszego dnia było całkiem mroźno, około minus pięciu stopni- ale byliśmy na to przygotowani, więc mróz nie był nam straszny.

Dotarliśmy do schroniska, w którym mieliśmy nocować (czy wiecie, że ja chyba nigdy jeszcze nie spałam w schronisku!- wstyd się przyznać, ale takie są fakty!).

Dzieciaki się pożywiły, my przepakowaliśmy się do mniejszych plecaczków i poszliśmy cieszyć się końcówką zimy i pięknymi widokami.

Przewrotnie nie napiszę, gdzie nas z Krakowa wymiotło- może jednak ktoś spróbuje odgadnąć i komentarzyk przy okazji zostawi...

A dalszy ciąg już jutro:-)

21:26, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
wtorek, 22 marca 2016
Wiosna wreszcie:))

Nie wiem jak wy, ale nam się udało zimę pożegnać godnie i z należytą atencją tudzież zachwytem. Truś sporządził odpowiednio wcześnie Marzannę, która została "pożarta" przez Zmorę, jako że w tej postaci nie mogła zostać ani spalona ani utopiona:

Zaś wiosnę witaliśmy w doborowym gronie w takiej oto scenerii:

Ktoś zgadnie, gdzie to było? Dla ułatwienia dodam, że nie polecieliśmy na Księżyc;-)

CDN

22:27, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 marca 2016
Plany na przyszłość

Tym razem plany Truśki dotyczą urządzenia mieszkania- przyszłego, swojego własnego. A wszystko wiąże się z tym, że skorupka jednak nasiąknęła już za młodu, za co niewątpliwie ja winę ponoszę.
Otóż Truśka, zapoznawana z dobrym designem, wartościową książką, alternatywną do komputera rozrywką, ładnymi zabawkami i nie tylko sieciówkową modą, zaczęła dostrzegać rzeczy piękne i pragnie nie posiadać. I tak oto tydzień temu przypadkiem weszłyśmy do małego sklepiku koło Cricoteki, a tam rzeczy, które do tej pory znałam tylko z obrazków w internecie. Nawzdychałam się nad pięknymi półeczkami Bloomingville, nad zabawkami Maileg... Cóż, rozsądek i zawartość portfela pozwoliły tylko na szaleństwo w postaci mini-króliczka i laleczki Sonny Angel. Zaś Córka zapragnęła domku dla lalek (czy też raczej rodzinki króliczków Maileg) wraz z wyposażeniem. Domek rzeczywiście piękny, trzy poziomy, a meble- sama mogłabym sobie takimi mieszkanie urządzić. Niezależnie jednak od ochów i achów cena była powalająca. Tak bardzo, że nawet gdyby Truśka była kilka lat młodsza i nie posiadała już, także pięknego, domku Bajo i tak szanse na zakup byłyby zerowe. Sam domek kosztuje bowiem powyżej 1000zł, zaś wraz z umeblowaniem ponoć około 4000! Truśka próbowała negocjować, obliczała jak długo musiałaby składać swoją tygodniówkę, żeby na domek naskładać, kombinowała, że możę w ramach prezentu komunijnego by się dało... Wobec niezłomnego oporu swojej Rodzicielki (mimo jej pełnego zrozumienia) oświadczyła:
"Kiedyś jak będę dorosła i będę miała swoje mieszkanie, to sobie kupię same designerskie meble. I ten domek też sobie kupię!"
Na moje nieśmiałe pytanie, na co jej ten domek w dorosłym życiu się przyda bez wahania odpowiedziała:
"Jak nie będę się już króliczkami i lalkami bawić, to taki domek może być świetną półką na książki albo na coś innego."

I sama sobie ją tak wyhodowałam....

A jakby ktoś chciał zobaczyć to wymarzone Truśkowe cudo, adres poniżej:

http://www.boominifriends.com/home/282-boomini-white-wraz-z-wyposazeniem.html

12:08, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 09 marca 2016
Wpis z cyklu: Jej styl

Czasem jest trochę teatralny, przebierankowy. Idealnie pasuje tu kupiona już pewnie z rok temu ( a może i półtora...) sukienka Efvva. Nie jest to rzecz do noszenia na co dzień, podobnie jak fraczek z guziczkami, który Trusia wypatrzyła w Małym Stylu i zapragnęła mieć. Na szczęście są inne okazji niż szkoła. Do teatru (tym razem Tomek Sawyer w Grotesce) oba ciuchy nadają się idealnie.

Rzadko zakłada spodnie, jeśli już to latem luźne we wzorki. Może dlatego dziś w czarnych spodniach z lampasami i białej koszuli w zebry  wydała mi się już taka dorosła.

Tylko coraz trudniej zrobić jej ładne zdjęcia:(

19:07, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 marca 2016
Cricoteka

Mój krakowski architektoniczny faworyt. Uwielbiam patrzeć na nią jadąc rowerem po drugiej stronie Wisły, uwielbiam przestrzeń wokół niej, ogromnie lubię gapić się na Wisłę z tarasu Cricoteki, zauroczyły mnie plamy słońca przefiltrowane przez jej ażurową konstrukcję kiedyś latem. I ta atmosfera wewnątrz- tajemnicza, trochę mistyczna, wprost zmuszająca do ciszy. A jeszcze księgarenka- dziś razem z koleżanką mogłybyśmy wykupić w niej połowę asortymentu;-) 

 Właśnie dzisiaj nastąpił Truśkowy Cricotekowy debiut- polowałam na wolny czas na warsztaty tamże i nareszcie się udało. Warsztaty inspirowane sztuką Kantora, ale podaną strawnie dla dzieci. Mobilne elementy, zatem dzieciaki z tektury, patyków itp konstruowały niesamowite pojazdy. Truśka wyszła zachwycona.

Przy kasie świetna mapa muzeum dla dzieci i zeszyt z ćwiczeniami nią inspirowany- za darmo!

No i wisienka na torcie, zupełnie z Kantorem nie związana, ale za to tuż obok Muzeum- dwa świetne sklepiki z pięknymi przedmiotami- nie dało się wyjść z pustymi rękami, wyniosłyśmy myszka Maileg i dwa Sonny Angel- ale apetyt mamy na duuużo więcej- tylko dlaczego to tyle kosztuje?!:(

Kolejna wizyta w Cricotece już za tydzień- warsztaty Bagażowe love. Tym razem Truśka pójdzie z Tatusiem, zatem szanse na uszczuplenie naszego portfela w sklepiku Boomini&friends nikłe;-)

Cricoteka raz jeszcze:


.

18:34, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 marca 2016
Teatralnie

Trusia od czasu do czasu uwielbia bawić się w teatr, w którym to ona jest reżyserem i głównym aktorem. Czasem do przedstawienia angażuje także innych. W czasie ostatniego pobytu u Babci naszła na nią znowu chęć wystawienia jakiejś sztuki. Dopołudniowo wybór padła na znanego wszystkim Czerwonego Kapturka. Zdaje się, że zainspirował ją czerwony kapelusik Babci, w którym udała się ona do kościoła. Jak wiadomo w Kapturku postaci jest kilka, zatem rozdzieliła Trusia role między siebie, Tolę, Babcię i mnie. P. się wymigał- on w ogóle jakiś taki mało zabawowy jest:( A żeby było sprawiedliwie, to sztuka wystawiona została kilka razy i role się zmieniały- raz Kapturkiem był Truś, raz Babcia, Tola lub ja, podobnie z pozostałymi bohaterami bajki. Oczywiście wtedy, gdy by się najbardziej przydał, porządny aparat leżał sobie w szafie w Krakowie, zatem dokumentacja z premiery (a może premier?) tylko mocno niedoskonała komórkowa:(

Truś-Czerwony Kapturek przybył właśnie do domku Babci, gdzie w łóżku leżała już Tola-Wilk z wielkim brzuchem pełnym połkniętej uprzednio  Babci.

Babcia Trusiowa w roli Gajowego- właśnie rozprawia się z chichoczącym opętańczo Wilkiem (ataku śmiechu scenariusz nie przewidywał).

Dorota, czyli tutaj Babcia, wydobyta szczęśliwie z trzewi Wilka, litościwie zaszywa mu rozprute brzuszysko.

Tego dnia widać potrzeba obcowania ze sztuka była u Truśki wielka, zatem po południu wystawiony został dramat kryminalny pod tytułem "Tragiczna śmierć Klejto". Autorką scenariusza była Trusia wespół z Tolą, one też przedstawienie reżyserowały i grały dwie główne ( i jedyne) role.

Chociaż sztuka była niewątpliwie tragedią, to publiczność z trudem powstrzymywała się od śmiechu.

Jak zapowiedziano w tytuł, biedna naiwna Klejto ginie w ostatnim akcie przy akompaniamencie złowieszczego śmiechu swojego podstępnego narzeczonego.

Na szczęście zmartwychwstaje na owacje;-)

Na koniec jeszcze teatralna przebieranka ikeowa:

11:11, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 02 marca 2016
Pożegnanie zimy

Co prawda zimowa aura wciąż nas nawiedza od czasu do czasu- dziś rano na przykład odśnieżałam auto, w południe po śniegu nie było już śladu- ale oficjalnie pożegnaliśmy zimę. Nasze ulubione lodowiska w niedzielę ostatni raz zapraszały na ślizgawki. Truśka, miłośniczka jazdy na łyżwach i ja także w ślizganiu rozmiłowana postanowiłyśmy godnie pożegnać Błonia/Park Jordana i Eisenberga. Zatem w niedzielę wczesnym przedpołudniem odwiedziłyśmy lodowisko "na Błoniach", zabierając ze sobą gościa, a wieczorem ślizgałyśmy się na Eisenberga.

Zatem żegnajcie łyżwy do kolejnej zimy, a my zaczynamy się rozglądać za rolkami i odkurzamy rowery:-)

W niedzielę wreszcie udało nam się dotrzeć do Muzeum Narodowego na wystawę "Modna w PRL". Bardzo żałowałam, że nie zabrałam nic przyzwoitego do robienia zdjęć. Bo wystawa jest naprawdę super. A że Trusia jest na etapie projektowania strojów i czasem jej pomysły są bardzo udane, to wystawa o modzie była jak najbardziej na temat. Może wybierzemy się jeszcze raz przed 17 kwietnia...

A niektóre eksponaty z wystawy chętnie bym do swojej domowej szafy zaprosiła...

17:47, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Archiwum