RSS
czwartek, 26 kwietnia 2012
Kubuś (*)

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że nie poradził sobie z życiem. Ukochany kiedyś kuzyn i prawie idol naszego Ciecha. Nie miał jeszcze 18 lat.

Cały czas myślę, czy mogliśmy temu zapobiec.

Dziś jedziemy Go pożegnać.

Kubuś, przecież tyle osób Cię kochało!

07:33, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
sobota, 21 kwietnia 2012
Pecha ciąg dalszy

Powinniśmy jeść kolację w domu mężowskiej siostry ponad 1000 km od Krakowa, a jutro po obiedzie ruszać w dalszą drogę do zaplanowanego celu. Ale plany planami, a życie figle płata. Rano Męża coś podkusiło i postanowił Truśce temperaturę zmierzyć. Bo mu się osowiała wydała. Ja tam wychodziłam z założenia, że niewyspana jest po prostu, bo bladym świtem wstaliśmy. Tymczasem ojcowska intuicja okazała się lepsza, termometr namierzył 37,4, dodatkowo Truś coś pokasływał. Zatem plany zostały zweryfikowane, wyjazd przełożony na wieczór, a u mężowskiej siostry zamówiliśmy śniadanie. Szybka wizyta w dyżurnej przychodni nie wykazała nic strasznego, ot czerwone gardło i tyle, zatem pani doktor przepisała Trusi zestaw standartowych syropków i kazała się nie niepokoić. Ale po obiedzie Truś wystrzelił z grubej rury- 39,3! Nastąpiła zatem kolejna zmiana planów- czekamy do jutrzejszego wieczoru, dzwonimy w miejsce docelowe, że spóźnimy się i przybędziemy w poniedziałek przed południem, a wizytę u Magdy zrealizujemy ewentualnie w drodze powrotnej. o ile oczywiście jutro Trusia zacznie zdrowieć. W przeciwnym razie żegnajcie tulipany :(((((
Synowie także w depersji- w końcu i oni mieli swoje plany, ściśle powiązane z naszą nieobecnością w domu. Próbowali nas nawet namawiać, żebyśmy jednak wyruszli dziś, a nie czekali do jutra!

Trzymanie kciuków za rychłe ozdrowienie Trusi bardzo by się przydało.

20:05, dsmiatek
Link Komentarze (8) »
piątek, 20 kwietnia 2012
Pech nas nadal konsekwentnie prześladuje

Tola się rozchorowała na zapalenie oskrzeli i nie jedzie:( Trusia w rozpaczy, bo już sobie wyobrażała, jak się będą razem bawić. A ja się kompletnie nie potrafię odnaleźć w sytuacji wyjazdu tylko we trójkę- zawsze jeździmy w większym gronie, zawsze kogoś dodatkowo zabieramy. A tu tylko my i Truś! Toż to kompletnie nienormalne!
Może też powinniśmy zostać... Może to znaki jakieś, żeby na czterech literach w Krakowie siedzieć, a nie fanaberie w postaci wiosennego wyjazdu w siną dal wyczyniać!

22:23, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2012
Wiosenne wakacje

Kiedyś sobie wymyśliłam, że optymalnie by było, gdyby się dało wyjechać na trzy tygodnie urlopu latem, tydzień zimą, tydzień wiosną i jeszcze jakiś przedłużony weekend jesienią- odetchnąć od pracy, codzienności, naładować akumulatory. No i wdrażamy plan, na swe, przynajmniej na razie, utrapienie. W sobotę wczesnym rankiem pomkniemy na zachód. A na razie nie tylko Reisefieber nas dopadł, ale i przedwyjazdowy chaos i nawał obowiązków. Bo trzeba było auto, w końcu niemłode i na pewno zimą trochę nawyrężone, oddać do przeglądu. A w tym, wiadomo, zawsze coś znajdą. tym razem jakieś poduszeczki w zawieszeniu zapragnęli mu wymienić. We wtorek Bunia Galaxy zawiozła, a ja z Trusia miałyśmy odebrać. Nie dośc, że jechałyśmy tramwajem dłuugo (jeszcze trochę i do celu naszych wiosennych wakacji byśmy dotarły;-)), wpdałyśmy na minutę przed zamknięciem warsztatu, to jeszcze moja karta (albo bank) zastrajkowały i zapłacić na naprawę nie chciały. Dobrze, że się pan zlitował i nas z autem wypuścił, zgadzając się na przelew.

Do niezaplanowanych przed wyjazdem obowiązków dołączyła się chora zmywarka- działała sobie przez latek sześć z okładem bezawaryjnie, az tu nagle strajk. Był pan, pogmerał, wodę wypompował- zadziałało. Niestety dziś w nocy choroba powróciła, dodatkowo nastąpił mały wylew podzywarkowy. Jeśli się do jutra nie da jej wyleczyć, to mam wizję góóóry brudnych garów i pustych półek na naczynia po powrocie- w końcu pozostająca w domu męska reprezentacja złozona z dwóch synów zdążyła przez te lata zapomnieć, że naczynia można też ręcznie pozmywać. Koleżanka pokazała mi też dobrą stronę- jak półki kuchenne opustoszeją, to wreszcie będzie można z nich dokładnie kurz powycierać. Ano można będzie, taaak, zawsze należy dostrzegać tą słoneczną stronę życia;-)

 W nocy śniło mi się, że zepsuła się pralka i że zalaliśmy pół klatki schodowej. Jak na razie pralka pierze, za to podobno zarysowałam dziś na parkingu zderzak w nowiutkim audi należącym do kogoś tam. Ja zdarzenia nie zarejestrowałam, fakt, parkowałam tyłem, fakt, musiałam wjechać na małą "górkę", fakt, że mną wtedy zakołysało, ale jak wysiadłam, to pomiędzy moim tylnym zderzakiem, a przednim zderzakiem audi było 3 cm powietrza. Ale właściciel audi zauważył malutką ryskę na swoim wypieszczonym samochodzie, zdjęcia robił, wykrzykiwał ponoć, że za swoje cud auto to on by co najmniej dwa, a może nawet trzy takie fordy jak mój kupił- podobno, bo mnie przy tym nie było, całą sytuację znam z telefonicznej relacji koleżanki, która lubi rzeczy wyolbrzymiać. Ale twierdzi, że ona na zderzaku audi ledwo zauważyła linijne zarysowanie lakieru, takie dosłownie do wypolerowania.
Pomyślę o tym później... Może po powrocie...

A na razie sen z powiek spędza mi wizja nas z dwójką pięciolatek (zabieramy mężowską siostrę z córeczką Trusiową równolatką), okutanych w przeciwdeszczowe płaszcze, pod parasolami, człapiących kaloszami w kałużach gdzieś daaaleko na zachód od domu. Kurczę, myśląc majowy weekend (nasz co prawda jeszcze kwietniowy, ale to już kwietniowe ostatki) inny obrazek stawał mi przed oczami- słońce, kolory, zieloność. No ale to jeszcze na głębokim przedwiośniu było...

PS1
Mąż zrobił listę niezbędności do załatwienia przed wyjazdem. Było na niej 34 punkty. Na razie odhaczył 17! Nie wiem, jak w ciągu niecalych dwóch dni uda mu się zaliczyć resztę.

PS2
Trzymajcie kciuki, do poczytania za jakies 10 dni. A może uda się wczesniej?

PS3
Zadzownił pan od zderzaka. Za jego wypolerowanie życzy sobie 180 zyla. Przy okazji oświadczył, że tu nie chodzi o uszkodzenie, które jest minimalne, nie chodzi o pieniądze, ale o to, że jak sobie już kupił auto za 250 tysiaków, to chce, żeby było nieskazitelne. Bo jakby nie chciał, to by sobie kupił za 30 tysięcy. Poczułam się jak ostatnia łachudra. Nigdy nie będzie mnie stać na samochód za cenę małego mieszkania. Durna jestem, poryczałam się, głupia baba!

17:53, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 18 kwietnia 2012
Nietakt i młodość siniaka

Trusia rozmawia ze Starszym z Braci. Oczywiście tematem głównym są węże, ze szczególnym uwzględnieniem pytonów i kobr. W pewnym momencie pada słowo
nietakt", którego Trusia jeszcze nie zna, zatem prosi Pawła o wyjaśnienie jego znaczenia.
P- Wyobraź sobie Trusiu taką sytuację, że pytony i kobry przychodzą do kogoś na przyjęcie bez zaproszenia i na dodatek jedzą rękami. To właśnie byłby nietakt.
T- No co ty Paweł, przecież kobry i pytony nie mają rąk! Ale nietakt byłby wtedy na przykład, gdyby przyszły na przyjęcie i bez zaproszenia zaczęły wszystkich dusić i jadzić.
Starszy Brat musiał przyznać rację Młodszej Siostrze. Niewątpliwie takie zachowanie byłoby dużym nietaktem;-)

Przy kąpieli Truśka przeprowadza inwentaryzację ostatnio odniesionych ran.
"Tu dziura nowa i na drugim kolanku mała dziurka od przewrócenia. O, jest też MŁODY SINIAK!"
A skąd wiesz, że on jest młody?-pytam
"Bo jeszcze jest prawie czerwony. Jak się zestarzeje to zmieni kolor i będzie fioletowy i żółty. A na razie jest młodziutki taki, czerwony! Dużo rzeczy jak się starzeje to zmienia kolor. Na przykład banany zmieniają."
Uff, odetchnęłam z ulgą. Bo już myślałam, że mi wypomni moje "starcze plamy" na rękach;-)

22:46, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2012
Warszawa wiosną 2012

Chociaż aura średnio sprzyjała, ja byłam po dyżurze, to przecież obiecaliśmy osobiście złożyć Nuli urodzinowe życzenia. Truśka nie mogła się doczekać spotkania z przyjaciółkami. Swoją drogą, to jest pewien fenomen, spotykają się rzadko, małe kilka razy w roku, a tak bardzo się lubią, tęsknią za sobą, wyczekują kolejnego spotkania. Fajne:)

W sobotę udało się jeszcze wykorzystać brak deszczu i późnym popołudniem wyskoczyliśmy do Łazienek:

A w Łazienkach wiosna Panie Dzieju. A jak wiosna, to i wiosenne amory;-)

Karpie z trudem udało się wypatrzeć w brudnej wodzie, ale Panienki bardzo się starały:

Potem nastąpiło Wielkie Polowanie na Wiewiórki:

Niestety wszystkie rude kitki zachowywały bezpieczny dystans od trochę zbyt głośnych i za ruchliwych Dziewczynek. Polowanie udało się tylko Marysi:

Skończyło się, jak zwykle, na małym conieco:

Przy Teatrze na Wodzie próbowałam naprowadzić Trusię, żeby odgadła, do czego może służyć taka dziwna trochę budowla. Na pytanie, co jej przypomina scena i rzędy siedzeń Truśka triumfalnie wykrzyknęła, że przecież Nranię, bo w Narni były podobne "słupki".

Niedziela była Dniem Nulki.

Tort stał się obiektem zachwytu wszystkich dziewczynek, w dorosłych wzbudził wątpliwość, czy aby na pewno nadaje się do jedzenia:

Nadawał się i to bardzo- mniam:-)

Potem nastąpiło tradycyjne wspólne i dość zgodne wypróbowywanie prezentów:

A jeszcze bardziej potem musieliśmy już wracać do domu. Trusia wydawała się być uszczęśliwiona weekendem- zwłaszcza, że jako dodatkową atrakcję zaliczyliśmy po drodze McDonalda i Truś zalapal się na pierwszego w życiu Happy Meal'a. Cóż, kiedyś musiał nastąpić ten moment- udało nam się utrzymać Córkę w nieświadomości tego typu przyjemności przez całe pięć lat i dwa miesiące;-)

Dzięki kochani za zaproszenie i gościnę. Czekamy na Was w Krakowie:)

22:59, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Oswajanie lęków

Chyba każde dziecko "musi" się czegoś bać. Trusia jakiś czas temu wmówiła sobie paniczny lęk przed pytonami, dołożyła do tego jeszcze wszelkie jadowite stworzenia, ze szczególny uwzględnieniem żmij i pająków. I od pewnego czasu nasze rozmowy krążą dookoła tych jadowito-duszących tematów. Całą podróż do i z Warszawy przegadaliśmy, a tematem wiodącym były czarne wdowy. Niebacznie wspomniałam przy Córce, że celnicy na Wybrzeżu znaleźli trzy w kontenerach, które przypłynęły z Kalifornii i się zaczęło:

"A czy te czarne wdowy na pewno złapali?"
"A co z nimi zrobili?"
"A czy te słoiki, w które je wsadzili są aby szczelne i dobrze zakręcone?"
"A czy ta trutka, którą rozpylili w kontenerach na pewno działa na pająki?"
"A czy jad czarnej wdowy może zabić człowieka?"
"A czy czarne wdowy zjadają ludzi?"
"A czy one mają mocne nogi?"

Przy tym ostatnim trochę wymiękłam. Mocne nogi? Ale właściwie o co chodzi i jak mocne mają być te nogi? I jakie to ma znaczenie, czy ich nogi są mocne czy nie? Czyżby sobie Trusia zwizualizowała trzy czarne wdówki maszerujące piechotką z Gdańska do Krakowa?
Ale się wyjaśniło- Truśka obawiała się, że jeśli te ich nogi są mocne, to one sobie nimi słoik od środka odkręcą. Wizja niedużego w końcu pajora zapierającego się odnóżami w zakrętkę i napinającego te odnóża w celu odkręcenia owej zakrętki i wydostania sie na wolność- bezcenna- chociaż przyznam też, że trochę straszna. W końcu i ja jestem arachnofobem;-)

A nawiązując do tytułowego oswajania fobii- Trusia nie tylko o nich gada, stara się jak najwięcej o swoich "strachach" dowiedzieć, ale też wizualizuje je sobie na rysunkach. Powstają dzieła pełne agresywnych pytonów, kobr i heloderm. Pewnie jutro po dyżurze powita mnie obrazkiem trzech czarnych pająków.

Mała próbka Trusinej twórczości z pytonem i kobrą w roli głównej:


Przy okazji nauczyła się Córka wszystkich rodzimych naszych gadów i z ulgą przyjęła do wiadomości, że tylko żmija zygzakowata bywa niebezpieczna. Spodobała się jej też wizja przeprowadzki na północ, do zimniejszych krajów, gdzie gady nie występują. Zaproponowała nawet przenosiny na Grenlandię!

Relacja z pobytu w stolicy i imprezy urodzinowej Nulki niebawem.

PS
A oprócz rozważań na temat pająków i dusicieli usłyszałam:
"Mamusiu, ja jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam nikogo, kto by był taki piękny jak ty."- słowa, od których zapala się słońce w sercu :-)

19:22, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2012
Poświąteczne reminiscencje

Za nami trzy dni świętowania w rodzinnym gronie. Było smacznie, trochę leniwie, trochę hardkorowo z powodów, o których pisać nie będę.
Na początku była przedwyjazdowa gorączką. A na tą, wiadomo, najbardziej cierpią najmłodsi. Truśka, której przedszkole ("zgodnie z umową") nieczynne było od czwartku, doczekać się wyjazdu nie mogła. Swoją listę do zapakowania spisała samodzielnie zupełnie już kilka dni wcześniej *:

* koniecznie zwróćcie uwagę na ortografię- oczywiście Trusia pisząc kieruje się fonetyką i logiką, stąd rozkoszne po prostu "KSIOŁSZKI", "PSZYTULANKA" z zagubionym gdzieś w emocjach igrekiem i nie mniej słodkie "ZABAFKI"

Potem szybko spakowała co spisała i mogła już jechać. Niestety tylko ona była gotowa tak szybko. Pracujący do ostatniej chwili rodzice wyjazd opóźniali pakowaniem własnym, a Trusię w tym czasie roznosiło. Bunia, chcąc ją czymś zając, zaproponowała, że będzie na kartce pisać rozmaite rzeczy, które może spakować Wojtek, a Trusia ma przeczytać, co Bunia napisała i przy faktycznie koniecznej rzeczy postawić "ptaszka"- co też Trusia całkiem dosłownie uczyniła:

W sobotę przed południem nastąpiły wreszcie wydarzenia wyczekiwane najbardziej, czyli po pierwsze zdobienie jajek z ukochaną kuzynką Tolą:

Jajek było wiele, zapału do ich zdobienia także. Techniki wykorzystywano różne, chociaż najbardziej ulubioną, bo dającą najszybsze, a spektakularne efekty, jest zanurzanie jaj w kolorowych barwnikach, a następnie obklejanie naklejkami.

Chociaż nie jest to technika zbyt ambitna, to bardzo lubię ozdobione w ten sposób pisanki.

Ale i ambitniejsze sposoby jajkozdobienia były wykorzystywane, na przykład specjalny pisaczek, który sprawiał, że pomalowanych nim miejsc nie imała się farbka:

I stworzone zostało turkusowe jajko w zygzaczki:



Pokusiła się też Trusia na ulubioną technikę swojego Dziadka (którego nie dane jej było niestety poznać:( ), czyli na śląskie kraszanki. I tak oto powstała pierwsza na świecie pisanka z postacią Enta (Pamiętacie Drzewców z Władcy Pierścieni? Są do dziś jednymi z moich ulubionych postaci.)

I tak oto, siłami wielu zręcznych rączek, powstał całkiem pokaźny pisankowy zbiorek;

Pozostało jeszcze tylko dopakować resztę koniecznych wiktuałów i udać się do kościoła:

Który to już raz stoi Trusia zafascynowana przed wielkim stołem pełnym zdobnych wielkanocnych koszyczków- jeśli by policzyć ten pierwszy, gdy miała zaledwie dwa miesiące, to w tym roku będzie piąty. Tola ma wynik gorszy- urodziła się po Wielkanocy, zatem teraz to jej czwarty raz ;-)

Najbliższy weekend też zapowiada się ciekawie i emocjonująco, albowiem wybieramy się w odwiedziny do Trusiowych Przyjaciółek do Warszawy :-)
A w kolejny rozpoczniemy Wiosenne Wakacje i wyprawimy się na tydzień z Krakowa- gdzie- o tym usłyszycie po naszym powrocie;-)

22:49, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Wielkanoc już tuż tuż

Na Truśkowym wielkanocnym kalendarzu wiszą już tylko dwie karteczki. Mazurki upieczone- dziś dziewczyny stworzyły pomarańczowego i czekoladowego z morelowym dżemem, a P. dzielnie się sprawił z kajmakowymi. Powstała też babka- murzynek- na specjalne życzenie Trusi. Ja żałuję, że nie ma drożdżowej, bo lubię drożdżowe ciasto. Pasztet upieczony- też dzieło P. Co prawda w domu po świątecznych porządkach ślad został jedynie nikły. Umyte okna zalewają strugi deszczu, wypastowane podłogi upstrzyły rysy, kuchnia wygląda tak, jak wyglądać musi po tworzeniu kajmaku, firanki przejęły kuchenne zapachy z ostatnich dni (a nie tylko słodki kajmak był na tapecie, ale też smażone ryby), psy sforsowały barykady, a Krokiet zdołał nawet napocząć narzutę na fotelu, dywany wyglądają tak, jakby od lat prane nie były:( Ale co tam, jutro i tak wyjeżdżamy. Truśka już się nie może doczekać sobotniego poranka i wspólnego z Tolą dekorowania jajek.
Dzieciaki od dziś świętują, nawet Truśkowe przedszkole (oczywiście "zgodnie z umową" nieczynne od czwartku!). Dobrze, że mamy Pasię i starsze rodzeństwo, bo oboje z P. pracujemy normalnie także jutro.
A wracając do przedszkola- dzieci miały zajęcia z ceramiki, tym razem tworzyły wielkanocne zające. I fajnie, pamiętam, że Bunia bardzo lubiła babranie się w glinie. Super, że od czasu do czasu ciocie oragnizują maluchom taką rozrywkę. Tylko jedną malutką uwagę mam- otóż zajączek trusi wygląda tak:

I chociaż naturalnie przekonana jestem o wyjątkowości mojego Najmłodszego Dziecka i jego niewątpliwych talentach. to jakoś nie mogę uwierzyć, żeby to ona była w całości autorką tego długoucha. Tym bardziej, że zające pozostałych dzieci wyglądają dość podobnie. I chyba bym wolała krzywego i pokracznego, ale ulepionego samodzielnie przez Trusię. Byłby zdecydowanie lepszą pamiątką z jej dzieciństwa- taką, jaką jest szopeczka stworzona kiedyś przez Bunię, która co roku zdobi nasz bożonarodzeniowy stół.

A poza tematami świątecznymi? Ha, nie ma to jak komplementy od ukochanej i niewątpliwie szczerej Osoby (Córkę Najmłodszą wciąż mam na myśli). Otóż wczoraj wieczorem grasujemy sobie w łazience i wsmarowujemy w siebie rozmaite mazidła i balsamiki (musiałam Truśce kupić jej własny dziecinny balsamik do ciała, bo mój mi podbierała). Truśka krytycznie patrzy na moją dolną kończynę
"A dlaczego ty masz takie inne niż ja udko?"
Inne? No udka nasze to chyba tylko się wielkością różnią!
"Nie tylko, ty masz większe od mojego i takie BUJAJĄCE! Moje się tak nie buja!"
Czekaj, czekaj, też ci się kiedyś będzie bujać. I jakaś wredna mała szczera do bólu córeczka ci to bezlitośnie wytknie;-)
(A poza tym sprawdziła- wcale aż tak się nie buja! Mogłoby być gorzej!)

No i wyhodowałam sobie żmiję na własnej piersi! Na nic moje diety (po prawdzie żadnej nie stosuję, a tak w ogóle, to zabierzcie ode mnie ten kajmak!!!), na nic katowanie się pilatesem, spinningiem, TRX-em, body-artem tudzież innymi BS-ami! Na nic ujędrniające i odchudzające oraz antycellulitowe balsamy! Na nic to wszystko, skoro i tak się buja :(((((

No to kochani, tym optymistycznym akcentem przeszliśmy do życzeń.
Niech wam słonko zaświeci na Święta. Wszystkiego dobrego- cieszcie się tym pięknym czasem i wcinajcie świąteczne pyszności:) Miłych Świąt!

Smacznego kajmaku:) Walczę bardzo, żeby go całego już dziś nie pożreć;-)

22:32, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Pozory kulinarności: kaimak

W odpowiedzi na zapotrzebowanie P.T. publiczności podaję przepis na masę kaimakową do mazurków świątecznych.

Składniki: 1/2 kg cukru, 1/2 l mleka (tłustego), 1/2 kostki masła, patelnia z płaskim dnem, drewniana łopatka (+ścierka do wycierania podłóg, wilgotne ściereczki do wycierania kuchenki).

Większość cukru na patelni delikatnie karmelizujemy, po zdjęciu z płytki grzejnej mieszamy go z resztką cukru (tak, żeby karmel odkleił się przynajmniej częściowo od dna).

Tak przygotowaną mieszankę zalewamy mlekiem (w pierwszej chwili mocno się gotuje, ale taka ilość mleka jest w stanie uspokoić całą masę). Stawiamy patelnię ponownie na płytkę i staramy się odkleić skrzep karmelowy od dna i podzielić go łopatką na drobniejsze części.

 

Teraz następuje najbardziej żmudna część: gotującą się masę nieustannie mieszamy dbając, żeby dobrze parowała (czyli dość intensywne gotowanie i mieszanie) ale nie wykipiała (trzeba zdobyć doświadczenie - na mojej kuchence to ~2/3 mocy maksymalnej). Masa stopniowo gęstnieje, a pęcherzyki pary robią się coraz większe. Pod koniec zagęszczania dodajemy masło (najlepiej po zdjęciu z płytki albo żeby ktoś pomógł - trzeba nieustannnie mieszać, żeby się nie przypaliło).

Po uzyskaniu pożądanej konsystencji (teoria mówi, że kropla położona na zimnym talerzyku nie powinna się rozlewać; praktyka, że niektórzy ludzie wolą miękką i ciągnącą a inni bardziej twardą i kruchą) dodajemy wybrane bakalie (rodzynki, żurawinę, migdały, orzechy, skórkę pomarańczową, posiekane suszone morele, etc. - ja do słodkiej masy wybieram raczej kwaskowate dodatki) i wylewamy na podpiek. Masę można oczywiście zostawić na kolejny dzień do dalszej przeróbki, ale istnieje ryzyko, że będzie jej ubywało "na chlebek".

Uwaga 1: panna G. też tutaj występuje - jako fotoreporter i komentator.

Uwaga 2: prezentowana porcja jest podwója, na dwie patelnie (lewa ręka miesza w lewo, prawa ręka miesza w prawo - świetne ćwiczenie na komunikację półkul ;) - nie polecam za pierwszym razem.

Wkleję zdjęcie mazurka jeżeli tylko kaimak dotrwa do tej fazy. Pozdrawiam blogerów,

nie-dsmiatek

23:52, dsmiatek
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2
Archiwum