RSS
sobota, 31 maja 2008
Sobota prawie letnia

Co dziś robił Truś?
Nurkował na basenie- nawet służył jako obiekt wzorcowy dla owego nurkowania, Podobno pani instruktorka wypożyczyła sobie Trusię, żeby zademonstrować na niej innym rodzicom, jak zanurzać dziecko pod wodę. Trusiek zachowywał stoicki spokój, a nawet- wg relacji P.- udawał, że go nie ma, czyli patrzył w bok z miną- no o co chodzi, przecież ja wcale nie jestem zainteresowana, właściwie to wcale mnie tu nie ma.....Jakoś tak to P. opowiedział, bo ja niestety oddawałam się sztuce kulinarnej i tworzyłam obiad dla rodziny, więc świadkiem owych wydarzen być nie mogłam (lasagna ze szpinakiem i bakłażanem wyszła mniam). Pływał też Truś na tatusiowych plecach- tak jak to wcześniej czyniło jej rodzeństwo w analogicznym wieku (no, rodzeństwo wlaściwie trochę starsze było). Załapała, że trzeba usiąść tacie na plecach, złapać go łapkami na szyję, a on już będzie sobie pływał i posłuży dziecku za osobistego delfina.

A po południu Truś był na koncercie rockowym- czyli na występie Starszego Brata wraz z zespołem (nazwy nie pomnę owego zespołu) przy okazji festynu z okazji Dnia Dziecka zorganizowanego na jednym z osiedli nowohuckich przez tamtejszy dom kultury. Trusia bardzo się zachwyciła, jak zobaczyła Brata na scenie, z gitarą, nawet na ową scenę próbowała się wedrzeć- jak prawdziwa fanka. Podrygiwała, głośna muzyka wcale jej nie przeszkadzała, dążyła wręcz do miejsca największego hałasu, czyli pod głośniki. I, niestety, miała świetną zabawę śmieciami, zalegającymi wszędzie- cóż, kosze na śmieci nie wytrzymały naporu i jak się coś do nich próbowało wrzucić, to z drugiej strony wypadało. Tak więc wokół zalegały puste plastikowe butelki, patyczki po cukrowej wacie, opakowania po ciastkach i cukierkach. No radość wielka dla Mowlaka- zbierała butelki, postukiwała nimi do rytmu, wąchała papierki i napawała się aromatem Sevendays'ów. Nawet mi podstawiała pod nos papierki, żebym się również ponapawała. Znalazła też sobie orzecha i kawałek patyczka i próbowała nabić owego orzecha na patyczek albo rozłupać orzecha przy pomocy patyczka- i tak to człowiek (albo zięby darwina) wynalazł narzędzia;)

A wieczorem nastapiło zwodowanie mojej komórki. Dzieć dopadł telefon i popędził- o ułamek sekundy za późno zorientowałam się, że ten pęd to w ściśle określonym kierunku jest, czyli do łazienki, gdzie już czekała napełniona wodą wanienka. Zanim dopadłam Złoczyńcę,ten zdążył już wrzucić komórkę do wody:(
Teraz telefonik się suszy i zobaczymy, czy będzie współpracował. Szkoda by go było, bo tyle juz latek jesteśmy razem i jak dotąd był niezawodny, chociaż bez bajerów i "fontanny z wodotryskiem".

A zdjęć brak, bo jesteśmy ćwoki i aparatu nie zabraliśmy:(

20:32, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 28 maja 2008
Nowatorskie pomysły Pana Męża

P. wpadł na świetny pomysł- będzie hodował jeżyki. Na biustonosze dla matek chronicznie karmiących, mających dzieci uzależnione od matczynej piersi. A co, jeśli owe matki też są uzależnione? Kto te jeżykowe staniki będzie kupował? I czy jeżyki nie łysieją na starość- bo rozumie się nikt jeżyka nie ubije, żeby go "futerka" pozbawić, jeżyk dożyje w spokoju starości i dopiero po śmierci naturalnej może posłużyć za "materiał" gorseciarski. I ile latek przeżywa jeżyk? Bo od tego zależy, jak długo jeszcze będę Trusię karmić;-)

A dziś odkryłyśmy z Trusią truskawki- ja ze zdziwieniem stwierdziłam, że sezon już się na nie rozpoczął i trzeba z kobiałeczką na targ codziennie się udawać, żeby się natruskawczyć na cały rok. A Trusiek odkrył, że lubi truskawki. Co gorsza lubi je jeść sama, rączkami....Masakra.

No i wreszcie wypróbowałyśmy zestaw piaskowy- prezent od Kasi. Trusiek zachwycony posypywał się piaskiem z wiaderka. Radości Dziecko miało co niemiara. Załóżmy, że  matka owego Dziecka też. Odbyła się nawet próba spożycia piasku- nie smakował Trusi ani trochę, wystawiła zapiaszczony ozór w stronę rodzicielki z całym zaufaniem, że potrafi ona coś na ten problem poradzić.

Tak własnie wyglądało jedzenie truskawek- chwila historyczna, bo w ubiegłym roku chyba ich nie próbowała- albo raczej tylko w wersji przefiltrowanej przeze mnie ;)
Najpierw było obgryzanie truskawki, potem następował wsuw do paszczy. Czasem następował wysuw truskawkowej miazgi z paszczęki- zwykle poprzedzony złapaniem mojej reki i podstawieniem sobie pod dziób- taki to kulturalny Mowlak nam się wyhodował.

A tak wyglądało wczoraj kulturalne spożywanie herbatnika w czekoladzie (niestety chwila nieuwagi rodzicielskiej sprawiła, że Dziecko akurat tą wersję ciastka wybrało).
Najpierw następowało pracowite i pełne skupienia usadawianie herbatniczka na łyżeczce:

potem próba przeniesienia ciastka do paszczy:

i w końcu klasyczne spożywanie przy pomocy łapek:)

A w ogóle samodzielne odżywianie się Dziecka (co nieuchronnie coraz częściej następuje) wymaga od rodzica pokładów cierpliwości, dobrego humoru, dwóch jamników pod stołem i czasu po posiłku na odgruzowanie terenu wokół.

 

 

 

21:17, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 maja 2008
Fotorelacja z wczoraj

Proszę, obiecane zdjątka z Ogrodu Botanicznego

Próba zeżarcia żwirku

Chwilowe zainteresowanie przyroda ożywioną- Drań urwał jedną taką kwiatową kuleczkę

Idziemy sobie pod górkę- ta rozrywka Trusi odpowiadała, bo schodki były

Próbuje Łobuz zejść ze ścieżki- w tym momencie właśnie nóżkę w bok stawia, jednocześnie mówiąc "nie nie" i grożąc sobie paluszkiem

Jak widać kwitnące rododendrony Trusia olała- soczek był ważniejszy

Ale niezapominajki łaskawie raczyła powąchać

Chociaż ostatecznie zwyciężyła przyroda nieożywiona- kamyki są fascynujące

I chodzenie po schodkach- Dzieć to uwielbia

Duch domowy- tylko zamiast straszyć to umyka z chichotem:)

I tyle z wczoraj. A dziś był Dzień Matki i z tej okazji dzieci poukrywały mi różne prezenciki w domu- dostałam różę, czekoladę ciemną z malinami i mleczną z cytrynowym nadzieniem i jeszcze herbatę z różnymi ciekawymi "śmieciami". A Trusia z nianią nazrywały mi na spacerku kwiatków- głównie koniczynę i jeszcze jakieś żółte- nie mlecze. Fajnie:)
A ja zabrałam dzis po południu siebie i Trusię na spacer na plac zabaw w Parku AWF-u, Trusiek porywał innym dzieciom piłki i umykał z nimi przed siebie, wspinała się na zjeżdżalnie i chichotał zjeżdżając, z wielkim zainteresowaniem obserwował grajacych w koszkówkę, a po drodze z chusty kokietowała i podrywała przechodzących facetów- jak stałyśmy na czerwonym świetle, to w pewnym momencie zauważyłam, jak Trusiek to chowa sie za mną, to wychyna, miny robi, ślepki mruży i inne takie- obracam sie i cóż widzę- za nami stoi sobie rowerzysta i to do niego moje dziecko tak się wdzięczy:)

22:11, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
niedziela, 25 maja 2008
Rozrabiaka mała

Co ma Mały Człowiek dziś na sumieniu?
Rano wykonała próbę wytrzymałości jajka na miękko na rzucanie z wysokości- jajko nie wytrzymało, żółtko wylądowało na podłodze- zeżarła je Klucha. Żółtka z pozostałych jajek ugotowanych dla reszty rodziny wyżarła Trusia.
Potem nastąpiła- udaremniona szczęśliwie- próba wykąpania ojcowskiego zegarka w wannie.
Wizyta w Ogrodzie Botanicznym prawie zakończyła się zgubieniem nowego sandałka. Potem, zamiast podziwiać i wąchać kwiatki, Trusiek podziwiał i usiłował także posmakować żwirek z parkowych alejek, postanowił się wykąpać w sadzawce razem z karasiami oraz próbował upodobnić do otoczenia tarzając się na wilgotnych ścieżkach w wilgotnych opadłych cisowych igiełkach.
Po powrocie do domu Dziecko zainspirowane ogrodniczymi wizjami w Ogrodzie przekopało balkonową doniczkę z wysianymi i wzeszłymi aksamitkami przy pomocy szczoteczki do zębów.
Po południu nastąpiła kolejna "wodna" rozrywka- udaremniona próba utopienia Ciechowej komórki w kibelku i, tym razem zakończone sukcesem, zwodowanie kąpielowego hipka w owym kibelku- niestety :(
Zabawa proszkiem do prania była dodatkiem na deser- bo taki fajny i jak piasek w piaskownicy wyglądał.
I jeszcze udawanie ducha czy też białej damy oraz ucieczka przed goniącą Dziecko matką w firance (w firankę naturalnie Dzieć był zawinięty, nie matka), zakończona padaniem na glebę i kompletnym zaplątaniem się w ową firankę.

Fajnie było- wesoło, chociaż chwilami troszeczkę nerwowo.

Zapisałyśmy się na warsztaty chustowe ekodzieciaka (czy ekomamy?) w czerwcu w Krakowie- może opanujemy trudną sztukę mocowania Dziecia na plecach i na biodrze. Na razie noszenie z przodu nam wystarcza i całkiem nas satysfakcjonuje, ale należy iść naprzód i kształcić się dalej w chustonoszeniu. Może zasłużymy na kolejną chustę- niebieska by się nam jeszcze przydała...Albo ten limitowany didymos z jedwabiem- brzmi pięknie ;)

Pochwalę się jeszcze, że coraz rozumniejszą istotka Trusia się staje- na prośbę o wyrzucenie papierka do kosza maszeruje dzielnie do owego kosza i papierek wyrzuca- bywa, że niczego innego z owego śmietnika przy okazji nie wyciągnie. A dzisiaj, poproszona o przyniesienie mamusi małej miotełki i szufelki, grzecznie podreptała do kuchni i przyniosła, co trzeba:)

PS. Zdjęcia z dziś będą jutro, bo najpierw zastrajkował komputer, że niby miejsca na dysku mu brakuje, a potem zastrajkował aparat- skończyła mu się bateria :(

23:26, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
sobota, 24 maja 2008
Kultura

Byliśmy dziś z P. w teatrze- rzecz warta odnotowania, bo nie mogę się jakoś doliczyć, kiedy ostatnio wspięliśmy się na takie kulturalne wyżyny. A pomyśleć, że jednym z argumentów za pozostaniem po studiach w Krakowie były teatry właśnie...
Cena za prawie dwie godziny śmiechu do łez (bo wreszcie- po jakichś 10 pewnie latach wystawiania-dostaliśmy bilety na Mayday w Bagateli)- rozpaczliwy płacz Truśka jak tylko zaczęłam się ubierać, coby się do kulturalnego ludzia nawiedzającego przybytek sztuki upodobnić, wyrzuty sumienia w przerwach śmiechu w trakcie spektaklu i walka, żeby po telefon nie sięgnąć (bo ona łezki roniła jak groszki, jak wychodziliśmy) oraz wibrujący w torebce aparacik pod sam koniec przedstawienia i hasełko DOM na wyświetlaczu- nijak odebrać się nie dało, bo siedzieliśmy w pierwszym rzędzie. O co chodziło? To Ciech odczekał dwie godziny (taką dałam mu odpowiedź wychodząc, że pewnie ze dwie godziny potrwa przedstawienie) i trzy minuty po ich upływie zadzwonił sobie na moją komóreczkę, żeby zapytać uprzejmie, kiedy wracamy. A ja nie mogłam doczekać do końca braw, bo się niepokoiłam, że może coś się stało, skoro moje inteligentne dziecko aż do teatru za mną wydzwania!

A Mayday śmieszny do bólu brzucha. I wcale nie było widać znudzenia u aktorów, co w tej sztuce już tyle lat grają. Publiczności też się chyba jeszcze nie znudziło i nie wszyscy to już widzieli (patrz choćby nasz przykład), skoro bilety Starsza Córka rezerwowała nam prawie dwa miesiące temu i były już tylko miejsca w pierwszym rzędzie.

22:04, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
piątek, 23 maja 2008
Dziś wieczorem
Dziś wieczorem Trusia postanowiła troszkę inaczej zorganizować zasypianie. Zwykle po kąpieli P. zabiera ją do pokoju, puszczają muzykę (ostatnio Mozarta), zapalają świeczkę Ciszkowi i czerwone lampeczki pochoinkowe dla Trusi (zostały, bo Trusiek bardzo je polubił), siadają sobie w fotelu. P. przykrywa Trusię kołderką, wręcza jej butelkę z kaszką (zwykle 3/4 kaszki zostaje w butelce i potem się ją wylewa), bierze swoją książkę (obecnie jest to "Potęga Wyobraźni" Jacoba Bronowskiego, wcześniej był Ditfurth) i czyta jej głośno. I po jakims czasie Trusia zasypia. A dziś się okazało, że w międzyczasie Trusia sama nauczyła się czytać- jak zasiedli w swoim fotelu (właściwie moim fotelu, dostałam go w prezencie na Walentynki 2007) i P. sięgnął po swoją książkę, Trusia oświadczyła "cita', złapała za inną czytaną równolegle przez Męża książkę- "My rodzice dorosłych dzieci" Ewy Wojdyłło, otworzyła sobie gdzies tam w środku i zaczęła "citać"- ona cichutko, a P. na głos "Potęgę wyobraźni".  Czyli co- od jutra podstawówka, a za parę miesięcy studia- jak nam się Dziecko tak szybko będzie rozwijać ;)
A tak w ogóle, to zastanawiam się, czy jej faktycznie już nie zapisać do prywatnego przedszkola (skoro z państwowymi taki był w tym roku kłopot)- tylko nie wiem, czy już nie jest za późno, w końcu przedszkole już za dwa lata. To może chociaż do podstawówki jeszcze się załapiemy sióstr Salezjanek- ale i tu nie wiadomo, czy też nie jest już "po ptokach".  (Tak sobie tylko żartuję, bo niekoniecznie musi Truś do Salezjanek uczęszczać...Ale może na wszelki wypadek, gdyby za tych parę lat i z podstawówkami zrobił się problem....)
22:58, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Szczęście

 Śpiąca Trusia- w naszym łóżku, a jakże. Mogę się w nią wpatrywać bez końca, wdychać jej zapach, głaskać pulchne stópki (pozbawione w nocy skarpetek nie wiadomo kiedy i jakim sposobem), zachwycać się loczkiem, hodowanym na przyszłego warkoczyka. Ten spokój na pysiu, zamknięte oczki i sterczące rzęski- na pewno śni się jej coś dobrego. A wczoraj jak weszłam na chwilkę do pokoju po piżamę, Trusia właśnie była w trakcie zmieniania pozycji i przekładała się na drugą stronę łóżeczka. Ja weszłam, a ona otworzyła niebieskie ślepki, łypnęła, uśmiechnęła się do mnie i zamruczała "mniam mniam"- dobrze się jej kojarzę ;)

Albo jak się razem bawimy- na przykład wydmuchując bańki mydlane na balkonie- obie bardzo lubimy bańki. Trusiek się śmieje, ślepki mruży, nosek marszczy, próbuje złapać banieczkę. Albo stara się sama coś wydmuchać- niestety płucka jeszcze za słabo albo dmuch nie taki...

I goni te umykające banieczki- a one nie dają się złapać, pękają- dranie jedne.

Podobno wszystkie nasze dzieci były takie fajne- P. tak twierdzi. Tylko dlaczego ja tak malo pamiętam z ich wczesnego dzieciństwa. Jeszcze Bunię owszem, ale z maleńkości chłopaków tylko migawki.
Szkoda....

17:21, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 maja 2008
Magiczny Kraków

Dziś wreszcie nie padało. Nie powiem, żeby było pięknie- wydawało się, że deszcz wisi w powietrzu, ale na wiszeniu się skończyło. Zapakowaliśmy więc obie córki w samochód i udaliśmy się do Krakowa miasta. Bo my to w Nowej Hucie mieszkamy- Starsza Córka w Krakowie bywa codziennie, ale my z P. to już dość dawno Rynku i okolic nie oglądaliśmy.
Niestety, tak zwany "magiczny Kraków" jest raczej reklamowym chwytem, mającym przyciągnąć tu różnych naiwnych na owa magię liczących. Trzeba się napracować, żeby coś faktycznie pięknego w Krakowie znaleźć. Bo na pierwszy rzut oka- dramat- Grodzka akurat rozkopana- nowy bruk kładą. Kilka kamienic na Rynku akurat w renowacji, więc przysłaniają je banery reklamowe. wszędzie szyldy knajp, sklepów i innych instytucji, a każdy bardziej "fantazyjny" - przesłaniają ulice i architektoniczne detale. Na Kanoniczej parking meleksów- cudnych portali tutejszych kamienic-pałaców prawie się nie da zobaczyć. Do tego wszędobylskie parasole Okocimia, Lecha, Żywca- dramat. Z wawelskich murów widok na ogromne dźwigi "budujące" nowe apartamentowce czy coś podobnego.
No i tłum turystów szukających owej magii....
A oto, co nam się udalo znaleźć- żeby nie było, że jest tak całkiem źle i do Krakowa już przyjeżdżać nie warto. Warto, warto- tylko patrzeć należy trochę bardziej w górę. Czujcie się zaproszeni:)

Wawel- Trusiek zwalcza czapkę. Przy okazji okazał się, że wszystkie krakowskie muszki-owocówki uznały Trusię- z powodu braku właściwego słońca- za słonko zastępcze i unosił się nad naszą córką muszkowy obłoczek, muszki obsiadały nie tylko Truśkową bluzę,ale też Truśkową buźkę i łebek- na szczęście Mała nic z tego sobie nie robiła.

Też Wawel- Trusiek czapkę zwalczył. Teraz dopadła jakąś dziewczynkę i postanowiła się zaprzyjaźnić- dziewczynka wydawał się troszkę przestraszona

Samolocik- żeby oderwać Truśkową uwagę od dziewczynki i jej "czarodziejskiej" piłeczki, która była chyba bardziej fascynująca i bardziej godna Truśkowego pożądania niż sama dziewczynka. Myśmy "samolocikowały", a tymczasem rodzice zdążyli umknąć ze swoją pociechą i jej piłeczką.

Pierwszy aniołek z naszej dzisiejszej kolekcji

Wawelskie krużganki i rzygacze- uwielbiam rzygacze, w Paryżu były kamienne i każdy inny. Te Wawelskie też są fajne.

Też na Wawelu

Zaułek urokliwy, szkoda tylko,że ten domeczek, przed którym siedzą sobie zmęczeni zwiedzaniem turyści to WC

Takiegośmy smokowęża wypatrzyli

Truszonda w chustę ułowiona- można ruszyć dalej na poszukiwania krakowskiej magii

To wiadomo- Wawel po raz ostatni- i znowu fajny smok-rzygacz wystaje

A to piękny portal na Kanoniczej- dało się jakoś "ominąć" meleksy i dorożką, co tu zaparkowały

I kolejne aniołki- te są z Kanoniczej

Takie ogródeczki, jak ten w głębi bramy są w Krakowie w wielu miejscach- w większości jednak nawet nie wiadomo o ich istnieniu

Jednorożca też wytropiliśmy

I takie oto aniołeczki- ale dostrzec je trudno, bo bardzo skutecznie zasłaniane są przez wielkie parasole z logo Okocimia

Jest też lew- na Grodzkiej

I kolumny w Sukiennicach z takimi groźnie patrzącymi panami- jakoś wczesniej ich nie dostrzegłam, a dziś P. wypatrzył i uwiecznił

Za to ja wypatrzyłam ucztujące aniołki

I kota na Biskupiej

I w końcu powrót do domu- wreszcie można się zdrzemnąć

I tak to się dziś w świąteczny dzień rozrywkowaliśmy. Trusiek naturalnie nie mógł tracić czasu na spanie w trakcie spaceru, gdy wokół tyle ciekawego się działo. Bo poza poszukiwaniem piękna w Krakowie obejrzeliśmy kilka wystaw fotografii (teraz akurat obchodzony jest w naszym mieście "Miesiąc fotografii")- na Rynku i Małym Rynku. I trochę uczestniczyliśmy w procesji Bożego Ciała na Rynku- ale trochę tylko, bo nie to było naszym zamiarem, gdy udawaliśmy się do miasta. Na mariacką procesję natrafiliśmy przypadkiem.

No i co- przyjedziecie? Udało mi się troszkę was do Krakowa przywabić?


Po południu P. poszedł na naszą parafialną procesję- Trusi darowaliśmy w tym roku. Za parę lat, jak będzie potrafiła sypać kwiatki, to pewnie sama będzie chciała pójśc. Dziś kwiatki co prawda sypała- ale były to zwiędnięte (i nie tylko) bratki, a  wyrzucała je z balkonu- taki trening mały przed przyszłymi procesjami.

21:25, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 maja 2008
Miesiąc Dzieci

Tegoroczny maj to miesiąc nowych dzieci. Właśnie dowiedziałam się, że 9-go moja przyjaciółka z liceum urodziła córeczkę- Zosię. W niedzielę przyszedł na świat synek mojego brata. Na dniach ma się pojawić na świecie córeczka mojej pracowej koleżanki. Jak dodamy do tego jeszcze Idę Monitury, to zrobi się całkiem fajna gromadka.
Takie świeżutkie noworodeczki są jak czyste białe kartki papieru- ale już się pokrywają literkami, słowami, zdaniami. A z tych zdań tworzą się akapity i rozdzialiki. I powstaje opowieść o  życiu- oby każda z tych opowieści liczyła sobie tysiące stron i wiele tomów, oby była warta czytania i pamiętania.
Kochane Maluchy- życzę każdemu z Was pięknej opowieści :)

A w Krakowie leje, pada, siąpi. Nawet na zajęcia kreatywne pojechałyśmy z Trusią samochodem, bo na piechotę pewnie byśmy zmokły. Poza nami pojawił się tylko Franek, pozostałe dzieciaczki pewnie wystraszyły się pluchy. No więc razem z Frankiem i jego mamą oraz Anią bawiliśmy się troszkę w Indian- zbudowaliśmy duże tipi, a potem stworzyliśmy małe wigwamiki, Trusiek pomalował się pisakami na pysiu - w końcu Indianka z niej dzisiaj być miała. Było też wąchanie róznych wspaniałości- kawy, ziół, cynamonu...I przebieranki- co prawda indiańskiego pióropusza Truśka  założyć nie chciała, ale chętnie ustroiła się w chińską bluzę w smoki, a potem przymierzyła krakowski serdaczek- paradowała dookoła nas dumna jak paw i bardzo z siebie zadowolona.

Pochwalę się, że moja Córcia coraz więcej mówi- udają się jej nawet krótkie zdania typu "Buuła cita" (Bunia czyta), "Paeł śpi", "moje butki tiup tiup" (to właściwie ma znaczyć- załóż mi moje butki, idziemy na spacer). Mogłabym tak słuchać tego jej szczebiotu bez końca- zupełnie sfiksowałam na punkcie Najmłodszej Córki.

23:00, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 maja 2008
Ogród Doświadczeń

Będzie dużo zdjęć dzisiaj. Poszliśmy sobie rano do Ogrodu Doświadczeń- ja, P. Ciech, Trusia, Starsza Córka i oba jamniki. Jesienią często sobie z Truśką tam chodziłyśmy- wtedy było jeszcze za darmo, w zwykły dzień przed południem ludzi było mało, ale też Ogród nie był jeszcze skończony. Zresztą teraz też parę rzeczy czeka na wykończenie i uruchomienie.
A było tak:

 

Ruszamy, Trusiek średnio szczęśliwy, bo śpiący, a pogoda też średnia- gorąco i duszno, burzowo jakoś. Truś się w trakcie spaceru przespał i humor odzyskał, pogodzie się nie poprawiło, raczej pogorszyło, ale na szczęście burza nas nie dopadła.

P. i Ciech "robią" wiry. Urządzeń z kolorową wodą, które można pokręcić i zobaczyć, jak się owa woda układa, jest w Ogrodzie więcej. wszystkie dzieci są nimi zafascynowane.

A to kołyska Newtona- Trusiek nie chciał od niej odejść- "bom bam" było tak fascynujące.

Spacerek ścieżką fakturalną- są na niej fragmenty z drobnym żwirkiem, większymi kamieniami, kostką brukową, piaskiem, kostką drewnianą, torfem (albo ziemią) i jeszcze jakieś inne

Mały pikniczek- Truś zamiast trawy czy ławeczki wybrał żwirek- tak się żwirkiem zajęła, że prawie cały słoiczek zjadła i nie trzeba jej było gonić.

W nagrodę za ładnie zjedzone drugie śniadanko skoki na batucie z Ciechem- najpierw na rękach brata

a potem prawie samodzielnie- radocha wielka, przy wyjściu z batutu Dziecko się zaparło, łapami w ścianki wczepiło i opuścić miejsca tego nie chciało.

Znowu żwirek- matko, jak Ona go kocha :)

Pomiędzy dwoma ustawionymi naprzeciwko siebie zwierciadłami- mozna zobaczyć nieskończoność.

A to tarcza Newtona- też się podobała

Dysk Benhama. Podobnych tarcz z róznymi "rysunkami", które zmieniają się w trakcie wirowania jest w Ogrodzie jeszcze kilka.

Na tym kończą się zdjęcia z Ogrodu Doświadczeń, chociaż można by dużo jeszcze innych urządzeń tu pokazać. Krakowianów i odwiedzających Kraków zapraszam, zaglądnijcie do Parku AWF-u. A potem do nas na herbatkę- to juz całkiem niedaleko ;)

No i wracamy do domu:

Po drodze nastapiła ewakuacja z chusty i obowiązkowe wąchanie zielska.

No i "tiup tiup" do domku na własnych krótkich nóżkach.

A teraz jest podobnie jak na tym zdjątku- chociaż to akurat w wczoraj pochodzi- Trusiek zmęczony okrutnie poprzednią nocą bez mamy usnął znienacka przed kąpielą i spał tak mocno, że żadne próby budzenia nie poskutkowały, nawet przeniesienie na przewijak i próby uskutecznienia kąpieli się nie powiodły- Dziecko spało snem kamiennym, nie otworzyło oka przy przewijaniu i zostało odniesione do łóżeczka. Naturalnie nie byliśmy aż tak okrutni, żeby ją do wanienki włożyc śpiącą. Kąpiel została odroczona do rana dnia następnego.

21:10, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum