RSS
poniedziałek, 30 maja 2011
A to już było

Szybko minęła wizyta naszych nowojorskich gości. Za nami 10 dni pełnych wrażeń, gwaru, rozgardiaszu, rozmów, zabaw, górskich wycieczek, dobrego jedzenia...

Wśród zabaw furorę zrobiło skakanie w kałużach po jednej z rozlicznych prześladujących nas burz:

W sobotę były rodzinne chrzciny- Truśka nie dopuszczała do siebie myśli, że jej strój mógły mieć inny kolor niż strój jej chrzczonej kuzynki:

Potem był obiad "z widokiem" (i kolejna burza;-) :

Był śnieg na Kasprowym (po burzy):

I słońce (a potem burza) w Kościeliskiej:

Były koszmarne stragany pod i na Gubałówce i Cmentarz na Pęksowym Brzyzku- mimo turystycznej nawałnicy wciąż trzyma się dzielnie. Były trzy puszyste białe szczeniaczki u naszych gospodarzy w Kościelisku, dojenie krowy, mleko nie z pudełka, paw rozłożony przed południem i poskładany po południu (widać uważał, że w porannym słońcu prezentuje się lepiej). Był obłędny widok z okna- na Giewont na pierwszym planie i resztę Tatr za nim.

Zakopane- chyba nieprędko znów się wybiorę. Przypomniałam sobie, dlaczego wiele lat temu porzuciłam je na rzecz Beskidów lub Tatr Słowackich.

A potem był jeszcze Dzień Matki Iwłaściwie Dzień Rodziców) w Trusiowym przedszkolu i najślimaczniejszy zielony Ślimaczek ("Mamusiu, tylko dlaczego ja nie mam śluzu jak ślimak? Czy umiesz mi zrobić śluz?"- Właściwie dałoby się wykombinować, trochę żelu do usg pożyczyć i śluz byłby przepiękny.)

* Ślimaczy strój wykonał Trusiowy Tatuś z pomocą Trusiowej Siostry.

Było jeszcze kilkugodzinne szaleństwo w Ogrodzie Doświadczeń, wielkie książkowo- filmowe zakupy (Trusia wzbogaciła się między innymi o trzy nowe Basie i kilka innych świetnych książeczek, ktore teraz leżą na półeczce nad łóżkiem czekając na swoją kolej do przeczytania).

A potem już nadeszła sobota, dom opustoszał, cisza aż w uszach dzwoni, mieszkanie jakby urosło. Żeby uciec trochę przed tą ciszą rzutem na taśmę poszliśmy jeszcze w sobotnie popołudnie na film o ogródkowych krasnalach (kupię kiedyś takiego i podrzucę do Buniowego ogródka, niech mi się tylko jakiś napatoczy po drodze;-).

W niedzielę Trusiowy Tatuś dzielnie przebiegł 10 kilosków, przyniósl Trusi swój medal za udział w biegu, a Trusia zaliczyła pierwsze w życiu wesołe miasteczko.

Teraz czas na rewizytę- może za rok polecimy z Truśką do NY...

I jeszcze- z życia jamnika:
Krokiet nie lubi deszczu, jak na dworze pada, to Krokiet udaje, że go nie ma i unika spaceru jak może. A jak uniknąć nie może, to omija starannie kałuże i chroni się pod parasolem. Ale suszące się parasole budzą jego lęk. Kombinuje zatem jak może, żeby owe straszydła ominąć. I tak konbinuje, że ostatecznie jeden parasol "rzuca" się na biednego jamnika, zahaczony jego ogonem. Krokiet wpada w panikę i utwierdza się w przekonaniu, że parasol to jednak straszliwa bestia czająca się na niewinnego psa.
Koniec, kurtyna.

Może jeszcze uda się jakiś wpis popełnić przed sobotnim wyjazdem na zasłużone dwutygodniowe wakacje.

PS
Co byś Trusiu chciała dostać na Dzień Dziecka?
"Coś takiego ogólnego."
?????
"No coś takiego mądrego, nie głupią gumę!"
Czyli wlaściwie co?????

19:19, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 maja 2011
Jeżeli jest zimno i pada, to znaczy, że mamy WEEKEND!

Goście odlecieli. W domu zaległa cisza i pustostan. Truśka kaszle. kicha, zużywa tony chusteczek higienicznych, ale wreszcie może poukładać swoje "imieninowe" puzzle z księżniczkami, ktore dostała od Pasi. Mam nadzieję, że do jutra się wypogodzi, bo Tatuś Trusiowy ma realizować swój prezent na Dzień Ojca (dostany w pewnym wyprzedzenim), czyli uczestniczyć w Interrun (biegu na 10 km)- nie ma to jak pomysłowe dzieciaczki;-) Mam nadzieję, że Trusia do jutra nieco ozdrowieje, albowiem gdy jej Tatuś oddawać się będzie rozkoszom biegania, ona ma obiecane wesołe miasteczko ze Starszą Siostrą- pierwsze w swym czteroletnim żywocie. Trusiowa Mama odda się "rozkoszom" pracy- odzwyczajona od nich przez tydzień urlopowania. A swój Dzieńmatkowy prezent zrealizuje we wtorkowe przedpołudnie- tym razem odda swe stópki w ręce pani kosmetyczki.
Dorosłe dzieci mają swoje plusy ;-)

Reszta wieści niebawem.

18:47, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 maja 2011
Telegraficznie

Jesteśmy, żyjemy, nie przestałam, póki co, pisać bloga. Tylko dzieje się tak wiele, nasi Goście pochłaniają cały nasz czas. Musimy się sobą nacieszyć na cały kolejny rok- miejmy nadzieję, że nie na dłużej. Jutro odlatują. Jutro może uda mi się zdać relację z tego, co za nami.

Przed nami powrót do normalności, tydzień wytężonej pracy, dwa dyżury, nadrabianie zaległych prac, "odruzowanie" mieszkania. A potem zasłużone dwutygodniowe wakacje w Chorwacji:)- wersja dla Trusi- wakacje w Dalmacji, albowiem w Chorwacji czają się straszliwe jeżowce;-)

No to do rychłego...

23:14, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 maja 2011
Najlepszy model

Trafiła nam się Supercórka. Doceniam ją na codzień, ale w ostatnim czasie jakby bardziej. "Dostaliśmy" model dla początkujących- na zachętę do dalszego powiększania rodziny lub (jak to jest w naszym przypadku) model dla zaawansowanych rodzićow (także wiekiem;-). Model lajtowy, deserowy. Bo gdyby nas los obdarzył na przykład modelem takim jak Trusiowy kuzyn Zen...To by było dopiero wyzwanie;-)

Mamy gości z NY, w związku z tym zero czasu. Pozdrawiamy wszystkich zaglądających i z niepokojem czekających na dalsze wpisy- będą czy też nie? Chyba będą. Odezwiemy się.
Wielkie dzięki za ciepłe słowa i wyrazy uznania- dla takich komentarzy warto prowadzić otwartego bloga. Dla wirtualnych przyjaciół, z których niektórzy stają się Przyjaciółmi w realu.
Dziękuję:)

22:35, dsmiatek
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 16 maja 2011

Nie chcąc razić niczyich wrażliwych oczu ani zachęcać potencjalnych zboczeńców, jak również wchodzić w polemiki z osobą, ktora postawila sobie za cel krytykowanie mnie i mojego nagannego postępowania usuwam zdjęcie z poprzedniego wpisu- dla mnie było ono po prostu zabawne i jak zobaczyłam Truśkę w tej bieliźnianej stylizacji, to padłam ze śmiechu.

 
Nie staralam się nigdy być osobą kontrowersyjną, nie zamierzam wdawać się w pyskówki i nie mam ochoty przechowywać nieprzyjaznych komentarzy. Tak jak w nagłówku do bloga Nulki napisała Ewa- ten blog jest w pewnym sensie moim domem i nie mam ochoty gościć w nim osób, których nie lubię.
Mam prawo? Myślę, że mam.

Zatem dziś wklejam dwie inne Trusiowe stylizacje- bo mi zalegają w plikach- być może ostatnie. A potem zapadnie decyzja bądź o likwidacji, bądź też zahasłowaniu bloga. Z tym drugim o tyle byłby problem, że pewnie przerosłoby mnie wysyłanie kluczyków chętnym do dalszego odwiedzania Gertrusi.

Muszę to przemyśleć...

PS
W prostocie swojego umysłu i ogólnym zaufaniu do ludzi, nie sądziłam, że mogę być postrzegana jako ekshibicjonistka lub osoba, która stwarza pożywkę pedofilom. Cóż, widać nie każdy patrzy na świat moimi oczami.

To na razie- idę przemyśliwać.

20:36, dsmiatek
Link Komentarze (36) »
sobota, 14 maja 2011
Lepiej

Trusia chyba dochodzi do siebie. Dziś rano w ramach "dochodzenia" owinęła się świeżo zawieszoną zasłonką (na cześć gości z NY zostały umyte okna, wymienione firanki i zasłonki), zmieniając nieco jej świeży wygląd w mniej świeży, za to bardziej pognieciony. A następnie przyskakała do mnie do kuchni do połowy (tej dolnej) "ubrana" w moją poduszkę- nie muszę nadmieniać chyba, że i poszewka poduszki była świeżo wymieniona, a na dodatek w przeważającej części koloru białego! Czyli idzie ku dobremu;-)

Z chorowania zostały rozważania wczorajsze:
"Wiesz mamo, ja prawie cały dzień byłam w piżamie. No bo w piżamie się lepiej choruje. Najlepiej się choruje w piżamie i jak człowiek jest wykąpany. "

 

PS
Dzisiaj i jutro jedna z moich ulubionych (a może nawet najulubieńsza) corocznych imprez, czyli Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego. Trusia brała w nich udział "od urodzenia" (ach, ten wspaniały kościół i klasztor norbertanów w Hebdowie!). A w tym roku kicha- w sobotę kibluję na dyżurze, jutro rodzinna komunia. Szkoda, że akurat tak wypadło :(

10:18, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 maja 2011
Jak nie urok to...

Albo nie chwal dnia przed zachodem słońca...

Uroki były we wpisie ostatnim. A od wczoraj mamy drugi człon zdania, chociaż nie dosłownie. I też nie, żeby się nam Trusia pod względem zachowania odmieniła. Po prostu od wczorajszego wieczoru dręczy ją wysoka gorączka, która nie bardzo chce spaść po Ibufenie. I mamy taki piecyk na stanie (co nawet mogłoby być przydatne, jako, że pogoda tradycyjnie na weekend się psuje), z rumieńcami na polisiach, oczkami błyszczącymi niezdrowo i lekko kaprawymi, słabiutki i bez werwy. Aż smutno patrzeć. A miałam jeszcze w ostatnim wpisie dodać, że zdrowiutka Trusia, jak rybka. Nie dodałam, ale i tak mam:(

A miało byc tak pięknie- w sobotni poranek konie ze Starszą Siostrą, potem basen, w niedzielę komunia kuzynki, a potem już oczekiwanie na środę i gości z NY.
Mam nadzieję, że Córka nam szybko wydobrzeje.

PS
Jakby Trusi było mało to jeszcze Ciech wczoraj "straszył" objawami podobnymi do zapalenia wyrostka...

09:35, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 11 maja 2011
Dobry czas

4 lata i kwartał- to chyba dobry wiek w życiu dziecka (puk puk w niemalowane, żeby się od jutra nie odmieniło). Zniknął buntownik, przepadla gdzieś płaczka, na razie nawet ukrył się gdzieś wrzaskunek i przedszkolny wygłupiak.
Można pogadać, ponegocjować, da się wytłumaczyć wiele rzeczy. Chwilowo odeszło w niebyt marudzenie "kup mi Polly Pocket na basenie, proszę, proszę"- Truśka składa grosik do grosika, żeby się do wymarzonej zabawki (dla mnie ona wymarzona nie jest i odwlekam moment zakupu jak mogę) dołożyć. Sama ze swoich oszczędności płaci za marketowe "jeżdżawki".
Podziwiam jej niesamowitą orientację w przestrzeni- chyba najlepszą ze wszystkich dzieci, zwłaszcza w analogicznym wieku.
Potrafi się fajnie sama bawić, bardzo często zupełnie prostymi niezabawkami- kawałkiem szmatki, sznurka czy patyka. 
Bystra jest- dziś na przykład po południu zwracam jej uwagę na to, że dzień jest, a świeci księżyc.
"Nie świeci wcale, tylko jest biały."- w zasadzie prawda to była, na niebieskim niebie księżyc wcale nie był świecący jak w nocy tylko taki białawy jakby.
Gdy zapomni jakiegoś słowa radzi sobie, wymyślając inne. Kiedyś powiedziałam przy niej, że w silnym wiosennym słońcu jej włoski na zdjęciach wychodzą tak białe, że prawie świecą, jakby miała aureolkę. Dzisiaj sobie o tym przypomniała, ale wypadło jej słowo "fotografować". Poradziła sobie:
"A jak ty mnie aparatujesz, to mam na głowie arłeolkę, prawda?"

Fajna jest taka czteroletnia Córeczka- mądra już, wrażliwa, troskliwa, samodzielna, a wciąż mięciutka, dziecięca i słodka jak najpyszniejsza czekoladka:)

A jaka pomocna... :)

22:17, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 maja 2011
Rio

Jakiś czas temu była Trusia z Bunią i Grzesiem na Rio. Dziś w drodze do Ikei zauważyła bilboard z plakatem z filmu. Oto, co sobie, między innymi, przypomniała:

"Na tym Rio była taka papuga i ona była najpierw nielotkiem, ale później się zmieniła w lotka."
"I był jeszcze zły biały gołąb (Bunia twierdzi, że to tez była papuga), który chcial wszystkich zabrzydzić."

Chociaż wyprawa do Ikei zabrała nam mnóstwo czasu i wróciłyśmy obładowane zakupamu, główny zakup dokonany nie został. Nie znalazłyśmy foremek do lodów z letniej oferty Ikei. Podobno z powodu wciąż trwającej przebudowy naszego sklepu oferty letniej w nim nie ma i, być może, nie będzie :(
Czy ktoś widział foremki do lodów na patyku w jakimś innym sklepie?

21:25, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 09 maja 2011
Ciąg dalszy

Następuje, zgodnie z zapowiedzią, dalszy ciąg fotoopowieści o tym, co jeszcze razem robiły czteroletnie Przyjaciółeczki.

Słuchały "Leśnych Głupków" (uwielbiam tą książeczkę) w "wykonaniu" Batorysi:

Z samego rana eksplorowały Trusiowe pudło ze "skarbami" do prac ręcznych- obie miały na sobie identyczne nocne koszulki (nie, wcale się z Marysią nie umówiłyśmy, tak wyszło po prostu), niestety nie widac tej identyczności, bo z powodu chłodu musiały przyodziać jeszcze sweterki:

Zjadały precle z solą na Rynku:

Wdrapały się na "Adasia"- z własnej inicjatywy i przy mojej niewiedzy, albowiem ja nie zgadzałam się dotąd na "profanowanie" wieszcza ;):

W Yellow Dog'u zamiast jeść obiad układały puzzle:

"Zwiedzały" wnętrze Mitorajowej rzeźby:

Z zapartym tchem przyglądały się, jak powstają karmelki- Trusia co prawda oglądały proces ich wytwarzania już co najmniej trzeci raz, ale co tam- za każdym razem przeciez powstawał cukierek o innym smaku;):

A pomiędzy uwiecznionymi na zdjęciach faktami razem spały w naszym "małżeńskim" łóżku- co uwiecznione niestety nie zostało. Razem kąpały się w zielonej wodzie- co uwicznione zostało i nawet fajnie wyszło, ale ze względów "przyzwoitościowych" umieszczone na blogu nie zostanie. Razem zwiedzały Podziemny Rynek- tu jeszcze kiedyś wrócimy, bo bardzo mi się podobało. Na kolanach każda swojej mamy słuchały zmodyfikowanej legendy o Wawelskim Smoku, ubierały księżniczkę, okrągłymi ślepiami wpatrywały się w "pożar", kilka razy nawiedzały chatę kowala i wypatrywały, czy pod szklanymi płytami nad podłogą nie uda się znaleźć jeszcze jakiegoś skarbu. Z Ciuciu wyszły z woreczkiem różowych karmelków i wielkimi lizakami. Łapały mydlane bańki na Szczepańskiej i próbowały się nie zamoczyć (a może jednak zamoczyć?) w fontannie nieopodal (tej naszej ulubionej).
Fajnie jest mieć przyjaciółkę, prawda? Tyle rzeczy można robić razem:)

19:51, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Archiwum