RSS
piątek, 27 czerwca 2014
Żegnaj Prowansjo, witaj Italio

Niestety, winnice i lawendowe pola Prowansji już za nami, wczoraj elegancka Werona, dziś dolce far niente na kempingu prawie w Dolomitach nad jeziorem Levico. A jutro koniec tegorocznych wakacji- wracamy do domu:(

Prowansję pożegnaliśmy wizytą w Chateneuf-du-Pape

Spod ruin papieskiej rezydendcji na każdą stronę widoki na winnice, winnice, winnice

a w oddali Les Dentielles de Montmirail

Mont Ventoux

albo na leniwie płynący Rodan.

Była jeszcze wspinaczka pod twierdzę w Mornas i ponowna wizyta w Vaison Romain, tym razem ze zwiedzaniem rzymskich wykopalisk i Górnego Miasta. Marsylię pominęliśmy, wpadliśmy tylko podrzucić P. na lotnisko.

Wczoraj znowu wyprawa na lotnisko, tym razem już w Weronie, której nie olaliśmy tak jak Marsyliii, lecz zabawiliśmy w niej cały dzionek.

Miejsce, którego w Weronie pominąć nie można, chociaz akurat najbardziej zatłoczone i skomercjalizowane, czyli Casa di Giulietta- od naszej ostatniej wizyty zmieniło się na jeszcze gorsze:

Więcej zdjęć i szczegółów mam nadzieję wkrótce na osobnym blogu. A tymczasem do "zobaczenia" już w Polsce:-)

12:55, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Jeszcze garść widoczków

Pizzeria w Gigondas- niestety czynna tylko wieczorami:(

Po prostu okna

K

Knajpa z widokiem

Nie, niekoniecznie na P., on tu był tylko przejazdem;-) na Mount Ventoux, winnice.... Posadowiona na samym czubeczku maleńkiej średniowiecznej mieścinki Crestet- gdzieś na końcu świata, z kategorii miejsc "zakochanych"

Struś pozdrawia z Prowansji:-)

19:46, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 czerwca 2014
Pozdrowienia z Prowansji

Nasze pierwsze zabytki- u góry Łuk Triumfalny, u dołu Rzymski Amfiteatr w Orange



Pierwsze szaleństwo zakupowe (a wszystko przez Ładne Bebe;-))- sklepik w Orange z zabawkami Moulin Roty i Djeko- upatrzyłam sobie "swoją" lakę na wystawie, niestety Trusia wybrała inną- a w końcu lalki kupuje się tak jakby dla dzieci, chociaż trochę też dla siebie. Ale szmaciana Pipi też jest cudna:-)

Struś fotografuje Pałac Papieski w Avignon

"Tańczą panowie, tańczą panie na moście w Avignon"

Żródło rzeki Sourge w Fontaine-de-la-Vaclouse

 

Jest lawenda- wciąż jeszcze ledwie fioletowiąca się- tu przy opactwie w Senanque

 

Domek na sprzedaż gdzieś w małej mieścince w Prowansji- Gigondas- a dookoła winnice, winnice, winnice, a z nich wino, wino, wino...

Ochrowe "fiordy" w Roussillon

22:04, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 czerwca 2014
Miejsca do niezapomnienia

Do listy miejsc do zachowania w pamięci koniecznie i na zawsze i do wspominania w smutne dżdżyste i depresyjne popołudnia jesieni dołączyło Fontaine-de-Vacluse- kamienne prowansalskie miasteczko, a na jego końcu, gdzie drogę zamyka pionowa wysoka skała bije źródło rzeki Sorgue- wrażenie niesamowitej głębi zalanych wodą jaskiń gdzieś pod górą, majestatycznej skały wznoszącej się nad nimi i latających ptaków gnieżdżących się w skalnych szczelinach.
L'Isle-sur-la-Sorgue- miejscowość, gdzie czas płynie wolno, a kolorowe domki przeglądają się w czystych wodach odnóg rzeki Sorgue, z lasem zielonych roślin na dnie.
Dziś mój osobisty "konik", czyli kolejne opactwo dodane do zasobów pamięci- otoczone lawendą Senanque.
I Roussilllon, usadowione wysoko na ochrowych skałach, z wąskimi uliczkami wzdłuż których stoją malutkie domki pomalowane różnymi odcieniami ochry, z kolorowymi okiennicami.

A jutro? Jutro pewnie kolejne estetyczne doznania, trochę złagodzone porannym i wieczornym pluskaniem w kempingowych basenach.
Do usłyszenia zatem:-)

21:04, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 18 czerwca 2014
Pozdrawiamy z Prowansji

Za nami noc w "naszym" pokoiku na dachu z widokiem na wspaniałe mury Cittadelli i przepyszne tiramisu przygotowane dla nas przez Maddalenę. Pierwsze zabytki w Orange- rzymski teatr i łuk triumfalny. Pałac Papieski i słynny most w Avignon. Pierwsze lawendowe lody. Cztery pobyty na basenie i pierwsze dziurki po szaleństwach na zjeżdżalniach.
Przed nami mam nadzieję pola fioletowej lawendy,  bezdenne źródło rzeki Sorgue, czerwony pejzaż Roussillon, może Wietrzna Góra, a na pewno Marsylia, skąd w poniedziałek wieczorem musimy wyprawić P. w służbową podróż do Niemiec- cóż, dla pracodawcy urlop zaplanowany pół roku wcześniej nie jest żadną przeszkodą ani bynajmniej świętością nienaruszalną... Ale tym będziemy się przejmować w poniedziałkowe popołudnie. A na razie lawenda, cykady i błogie wakacjowanie. Do usłyszenia :-)

20:04, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 czerwca 2014
Żegnaj szkoło. A przy okazji syreny od Miszkomaszko.

Dziś Truś zakończył edukację w klasie pierwszej. Tak nieoficjalnie co prawda i bez pompy związanej z zakończeniem roku, wręczeń świadectw, nagród i kwiatów nauczycielom. Cóż- albo stosunkowo pusty i tańszy kemping, zielone jeszcze i kwitnące pola i brak nieprzebranych tłumów turystów oraz zachód słońca po 22-giej albo strój galowy i świadectwo wręczone przez wychowawczynię. Zresztą nie Trusia jedna zdezerterowała, jej klasowa koleżanka już opala się gdzieś na włoskiej plaży.

Zatem żegnaj szkoło, do zobaczenia za całą wieczność, czyli za dwa i pół miesiąca.

A na "dolnej połówce" Strusia urocze i bardzo do niej pasujące syrenki od Miszkomaszko. Jak to często z Trusiowymi ubraniami bywa- sama chętnie bym je włożyła;-) Wiem, wiem, są też w dorosłej wersji, ale obawiam się, że mogę się nie wpasować w dostępne rozmiary :-( Może jednak po powrocie z wakacji zaryzykuję....

18:59, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 08 czerwca 2014
Upał

Pół weekendu spędziłam w pracy, w tym czasie Truś rozrywkował się z Tatusiem w wesołym miasteczku i nabywał świeżych plamek i kropek na odnóżach krocznych i ręcznych- okazało się, że Struś w tym roku uczulił się na słoneczko:(

Dzisiaj pomalutku pojechaliśmy rowerkami zaglądnąć na Targ Śniadaniowy- w końcu obiecywałam popierać tą imprezkę. Pomalutku, żeby się za bardzo nie zgrzać w upale, dojechaliśmy do przykrytego kraciastym obrusikiem stoliczka w cieniu, padliśmy na krzesełka z kubkiem smoothie w ręce i ciastkiem owsianym i przez chwilę rozkoszowaliśmy się nicnierobieniem i slow-life'm.

A potem dalej pomalutku popedałowaliśmy nad Zalew Nowohucki, z nadzieją na wypatrzenie jednego z zamieszkujących tam żółwi czerwonolicych (dwa lata temu napotkaliśmy jednego, jak się wygrzewał na kamieniach).

Niestety, obserwację żółwi pokrzyżowały nam zawody wędkarskie. Panowie z wielkimi wędziskami okupowali prawie cały brzeg jeziorka, udało się tylko zaprzyjaźnić z łabędziami.

Obiad zjedliśmy w domu z pełnym gronie rodzinnym. A po południe spędziłyśmy z Trusiem w towarzystwie Diaboliny. Mi osobiście podobało się bardzo, Trusi też. A klimatyzowane kino jest idealne na taki gorąc jak dzisiaj. Ja jednak nie lubię upałów- w przyszłe lato muszę pomyśleć o wakacjach gdzieś na północy- marzy mi się Skandynawia.

21:42, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 czerwca 2014
Co się odwlecze to nie uciecze;-)

Dziś wreszcie trochę spóźniona fotorelacja z imprezy imieninowych Trusi. Zabawa odbyła się w niedzielę 25-go maja. Imieninowa dlatego, że urodzinowej fety nie było, jako że Walentynki obchodziliśmy w zasypanych śniegiem Dolomitach w rodzinnym gronie. Zwykle raczej unikamy świętowania poza domem i wyręczania się przy ich organizowaniu. Ale Truś tym razem chciał inaczej, bo koleżanki przecież zapraszały ją na imprezki do rozmaitych bawialni i kulkolandii. Wybór Trusi padł na Park Wodny, zatem obowiązywał strój kąpielowy i brak wodowstrętu. Zebrało się dziewięć siedmiolatek, które pod wodzą bardzo sympatycznej pani animatorki Basi szalały w wodzie przez ponad dwie godziny. I chyba, sądząc po uśmiechniętych buźkach, bawiły się dobrze:-) W każdym razie Solenizantka, mimo późniejszych sensacji chorobowych i nocnego pawiowania, raczej jednak nie mającego związku z imprezką (pozostałe uczestniczki nie chorowały), swoje wodne imieninki wspomina dobrze i już zapowiada powtórkę.

Po zabawie musiał byś oczywiście tort- bez świeczek, bo to nie urodziny. Z moich imprezowych obserwacji wynika, że tort spokojnie mógłby być plastikową atrapą lub plastikowym pudłem w kształcie tortu, w którym siedziałyby drobne słodycze. Bo wiadomo tort być musi, ale służy przede wszystkim do bycia i rozłożenia na talerzykach, do zjedzenia już niekoniecznie. Hmm, może opatentuję swój pomysł, porzucę radiologię i zajmę się wytwarzaniem atrakcyjnych sztucznych tortów urodzinowych;-)

Ten był prawdziwy i całkiem smaczny, design wybrany przez Trusiowego Tatusia.

Były też prezenty, impreza bez prezentów byłaby przecież nieważna;-)

I ja tam byłam, wina co prawda nie piłam, ale co widziałam, to wam pokazałam;-)

15:35, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 czerwca 2014
Plany na przyszłość najbliższą

Chyba jutro muszę przeprowadzić poważną rozmowę z panią ze świetlicy, a później zapewne z Młodszą Córką. Ciech, pełniący aktualnie obowiązki Opiekunki Dziecka doniósł mi uprzejmie przez telefon, że pani ze świetlicy powiedziala wczoraj, iż Trusia jest co prawda urocza, ale rozpuszczona jak przysłowiowy dziadowski bicz. Szkoda, że nie specyzowała, o co konkretnie chodzi, bo rozmowa z Córką na temat ogólnej grzeczności i nierozpuszczenia mija się z celem. Córka uważa, że grzeczna jest, a swoje zdanie ma prawo mieć. A z mojego punktu widzenia Corka oczywiście jest li i jedynie urocza;-) Co nie znaczy bynajmniej, że zachowuje się adekwatnie do swojego trusiowego przydomku;-) Ale już jedna "trusia" w rodzinie była i trochę taką zostala, z czym wcale jej w życiu dobrze nie jest.

A poza tym Ciech postanowił zrobić konkurencję Perfekcyjnej Pani Domu. Po opanowaniu trudnej sztuki gotowania jajek na miękko, ćwiczy się w wieszaniu prania, odkurzaniu i prasowaniu koszul, które to czynności zarzucił odkąd w domu nastały rządy Pasi. No ale teraz Pasi brak, zatem Ciech może się doskonalić w prowadzeniu domu. Postuluje nawet, że może Pasia nie jest nam już potrzebna. Szeroko pojętemu nam może i nie, za to mi jest niezbędna- zwłaszcza, że wciąż niezdecydowany co do swoich dalszych planów edukacyjnych Ciech co jakiś czas grozi wyjazdem na studia- w najlepszym razie do Wroclawia lub Łodzi, w wersji bardzij "pesymistycznej" wspomina o Szwecji lub o Oksfordzie;-)

17:22, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 czerwca 2014
Smoki w Krakowie

Nie dało się ich nie zauważyć ani ominąć ;-)

Ale 19 świeczek i prezenty urodzinowe oraz z okazji Dnia Dziecka też wieczorem były :-)

A od jutra dwa ciężkie tygodnie przedurlopowe :-(

22:05, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
Archiwum