RSS
wtorek, 30 lipca 2013
Srebrne gody

25 lat minęło dziś od 30 lipca 1988 roku.

W ramach uroczystych obchodów srebrnych godów wybraliśmy się na randkę we troje, albowiem w rodzinie wielodzietnej nie było z kim zostawić Najmłodszej Latorośli, żeby móc spędzić nieco bardziej romantyczny wieczór we własnym towarzystwie.
Sprytnie jednak wybraliśmy miejsce, żeby Latorośl nie nudziła się za bardzo i dala nam popatrzeć sobie głęboko w oczy i odnaleźć w nich 22 letniego P. i 21 letnią D.
Na miejscu szczęśliwie Truś zapoznał nową koleżankę i razem wyrywały chwasty z donic z kwiatkami i drzewkami, za co powinien nam się należeć chociaż mały rabacik, a potem szalały na pobliskim placyku zabaw. Zatem i Truś bawił się dobrze i my spędziliśmy miły wieczór prawie we dwoje.

Zdjęcia STrusi zrobiła komórką mama, natomiast zdjęcia starej-młodej pary nie miał kto zrobić :(
A wieczór spędziliśmy na ulicy Gazowej W Studiu Qulinarnym, które z czystym sumieniem polecić mogę na romantyczną randkę z dzieckiem- przy zielonym i cichym restauracyjnym ogródku jest bowiem plac zabaw Muzeum Inżynierii Miejskiej. Jedzonko zaś było przepyszne i chętnie znowu się tam wybiorę.

23:08, dsmiatek
Link Komentarze (17) »
niedziela, 28 lipca 2013
Wycieczka sobotnia trochę sentymentalna

Sentymentalna bo do miejsca, które darzymy oboje z P. sentymentem,  ale też takiego, z którym wiążą się wspomnienia z dzieciństwa P. i początków naszego małżeństwa oraz pierwszych lat życia naszych starszych dzieci. Gdzie zza drzewa uśmiechają się do nas bliscy, którzy odeszli do lepszego świata, gdzie w powietrzu unosi się zapach świeżych świderków z makiem, gdzie na ryneczku wciąż można usiąść w tej samej kawiarni. Ale ponieważ to drugie miejsce zmieniło się bardzo od czasów, które z rozrzewnieniem wspominamy, niekoniecznie na lepsze, ponieważ nie można się już napić wody ze źródełka Anna, zaś zieleń za torami rozkopano pod budowę obwodnicy centrum miasteczka, to wspomnień w drugiej części dnia nie będzie. Bo głównym stałym i niezawodnym elementem okazał się być czarny bocian, który przylatywał łowić ryby od zawsze i który i tym razem nie zawiódł- pewnie to już kolejne pokolenie.

A to, co warte jest zapamiętania z wczorajszego dnia, to Wierchomla. Żeby nie katować się podejściem w upale wjechaliśmy sobie krzesełkiem, a potem nie spiesząc się podziwialiśmy widoki, zbieraliśmy rozgrzane słońcem i wyjątkowo słodkie poziomki i jagody, obserwowaliśmy motyle i pasikoniki, słuchaliśmy ćwierkających ptaków i szumu traw. Było pięknie:

A na koniec dnia smakowity obiad w karczmie na Krzyżówce w postaci grillowanych oscypków w boczkiem i sosem chrzanowym, ziemniaczanych placków z kwaśnym mlekiem i pierogów z malinami i twarogiem.
Pysznie było.

22:54, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 lipca 2013
Czas na smoothie

Miksujemy codziennie- nareszcie Kohersen ma co robić. Z arbuza, malin, banana z lodem, bazylią i miętą, z kiwi, mango, banana- też z lodem i miętą, z ananasa, melona, brzoskwiń- o tam w ręce wpadnie.

I pijemy- wszyscy, chociaż Truśka czasem na raty

Pyszne witaminowe bomby, trzeba się nimi nacieszyć przed zimą. Może na chwilę pozwolą zapomnieć o nadchodzącej jesieni.

Czas też na Brata- fajnie, że wrócił, trzeba się nacieszyć, bo w poniedziałek znowu wybywa:

A dziś? Dziś był fajny dzień- prawdziwie letni. Truśka początkowo sceptycznie nastawiona i oponująca, na koniec szczęśliwa stwierdziła, że dzień był super.

O tym, gdzie byliśmy napiszę, mam nadzieję, jutro.

22:29, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 lipca 2013
Czas na pożegnanie przedszkolaka

Łezka mi się w oku zakręciła, gdy dziś rano żegnałam przedszkolne ciocie. Bo chociaż bywało, że narzekałam i marudziłam (ale ja tak po prostu mam, perfekcjoniści nigdy nie będą szczęśliwi), to był to dobry czas, Trusia zżyła się z tym miejscem i wracała tu po wyjazdach, jak do domu. Pierwszego dnia przywitała przedszkole z uśmiechem i tak już zostało, zawsze szła chętnie i z radością.

Cóż, kolejny etap za nami i, jak to u mnie zwykle bywa, żal, że skończyło się to wczesne dziećństwo, zamknął się okres małego dziecka, a zaczyna czas dziecka szkolnego. Za szybko mijają te kolejne etapy. Pamiętam, jak z rozrzewnieniem wspominałam okres noworodkowy, jak po skończeniu roczku zastanawiałam się, jakie miano nosi teraz moja Mała Córeczka, bo przecież już przestała być niemowlakiem, a do przedszkolaka jeszcze miała trochę czasu. Tymczasem ani się nie obejrzałam, a i czas przedszkolaka się zakończył. Jeszcze chwilka i będziemy musiały przeprowadzić się w sieciówkach z działu "małej dziewczynki" do działu "dużej dziewczynki". A za mgnienie oka skrzydelka Córeczki już porządnie obrosną w piórka, wzmocnią się i wyfrunie mi Truś z rodzinnego gniazda.

Ech życie- gdzie ty tak pędzisz i po co?

12:44, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lipca 2013
Jesień coraz bliżej

Ja wiem, że to trochę dziwnie brzmi, bo dookoła pełnia lata ,słońce i upał. Ale parę dni temu zauważyłam, że owo słońce o 21-wszej już dawno skryło się za horyzontem. W dodatku w sklepach kończą się letnie wyprzedaże i nieśmiało pojawiają zajawki kolekcji jesiennych, w przygnębiającym (przynajmniej w tym momencie) kolorze bordowym i szarym. Mam też wrażenie, że skończyły się czereśnie, bo w naszym warzywniaku już ich nie uświadczysz (na targ nie miałam czasu w tym tygodniu pojechać), a ja planowałam w tym roku dżem czereśnowy... W supermarketach właśnie wystawiają produkty na rozpoczęcie roku szkolnego....

Nic więc dziwnego, że przeważa w moim nastroju jesienna melancholia- z roku na rok coraz wcześniejsza. Ciekawe, czy za parę lat będzie mnie dopadać już wiosną?

A tak w ogóle to i u nas sezon ogórkowy. Jutro Trusia ostatni raz idzie do swojego przedszkola. Przed nią miesiąc w domu i domowe rozrywki w Pasią, ewentualnie ze mną, bo Bracia zajęci- Młodszy jeszcze nie wrócił z wyjazdu z koleżeństwem, ale jak tylko się pojawi, to zaraz wybywa "za chlebem", co będzie nas-rodziców odpowiednio kosztowało i raczej nie przewiduję, że się nam zwróci;-) Starszy co prawda powrócił, ale, jak to ma w zwyczaju, jest bardziej nieobecny niż obecny, za chwilę zresztą też prawdopodobnie odda się pracy. Starsza Siostra wpada z rzadka, za tydzien wreszcie i ona wyjedzie na wakacje.
Dobrze, że przed nami w drugiej połowie sierpnia jeszcze tydzień poza Krakowem- tylko wciąż nie wiemy, kto z nami w końcu pojedzie, bo sytuacja naszych współtowarzyszek troszkę się skomplikowała. Mam jednak nadzieję, że rozwiąże się pomyślnie i Trusia spędzi tydzień na Słowacji z ukochaną Tolą, jak to mają w zwyczaju już od paru lat.
NA pocieszenie- najbliższy weekend mam wolny pracy!

A do 25-tej rocznicy ślubu już tylko 5 dni.

15:29, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 lipca 2013
Etnomania

Dzisiejszy dzień spędziliśmy na super imprezie w Wygiełzowie, czyli na Etnomanii. Odbywa się ona już trzeci raz, ale my odkryliśmy ją dopiero w tym roku. W skansenie rozgościły się liczne stragany z rozmaitym rękodziełem, niekoniecznie ludowym, można było uczestniczyć w warsztatach, spróbować przekąsek slow-foodowych, posłuchać muzyki ludowej w uwspółcześnionej interpretacji. Można było też po prostu usiąść na trawie w cieniu, pogapić się na kolorowy tłumek i schrupać przywiezione z domu smakołyki. Truśka wybrała warsztaty - spośród wielu dostępnych możliwości wybrała kilka - wszystkich niestety się nie dało:( Uczyła się wyplatać wiklinowe koszyki, robić włóczkowe przeplatanki, malować na szkle i tworzyć zabawki z siana. Posadziła też kwiatka w wiejskim ogródku. Spróbowała pysznych lodów, naciągnęła Tatusia (ja po prawdzie też;)) na koronkową bransoletkę wykonaną techniką klockową i na uroczą szmacianą lalę. A na koniec stwierdziła, że dzień był super. Ja podziwiałam różne piękne i ekologiczne rzeczy, które różni utalentowaniu ludzie potrafią stworzyć, schrupałam owsiane ciastka, zjadłam pajdę domowego chleba ze smalcem i rydzami, wypiłam smoothie stworzone częściowo ze straganowych, a częściowo naszych własnych owoców (na stoisku akurat zabrakło truskawek i malin, zatem do arbuza, kostek lodu, bazylii i mięty dołożyliśmy własnego banana i brzoskwinię i powstało nasze własne autorskie smoothie), podglądnęłam, jak inni uczą się pisać ikony, szyją szmaciane Przytulanki, ozdabiają przedmioty z drewna. Były warsztaty z garncarstwa, kowalstwa, wicia wianków, wytwarzania klockowych koronek, można było stworzyć swoja własną torbę, nauczyć się, jak darować drugie życie T-shirtom (przegapiłam niestety:( ), pooglądać pokaz eko i etnomody. Muszę sobie Etnomanię wpisać do przyszłorocznego kalendarza, bo jest naprawdę super:)

Wiklina i włóczka:

Najpierw trzeba było wypleść wiklinowe "słoneczko"

potem wymierzyć pierwszy kawałek włóczki - na rozpiętość swoich ramion

a potem już tylko cierpliwie przeplatać włóczkę przez wiklinowe patyczki, dokładać kolejne kolorki i cierpliwie czekać na efekt końcowy

Truśka uplotła dwa wiklinowo-włóczkowe kwiatuszki - jeden przyjechał z nami do domu, drugi został umieszczony w ogródku

tuż obok samodzielnie posadzonej roślinki

Malunki na szkle:

najpierw kontury

potem kolorowanie środków

i na koniec tło.

Siano:

Z siana należało uformować ciasną kulkę i oplątać ją, także ciasno, mocną nitką

drugiej kulce trzeba było wyciągnąć dwa uszka i tez mocno je oplątać nitką

a na koniec miła pani dokleiła głowę do brzuszka, doczepiła fasolowe oczka i nosek oraz czerwoną kokardkę i pachnący siankiem króliczek gotowy.

Metaloplastyka:

Starsi pobawili się w tworzenie metalowych róż:

Oj, czego tam nie było! A jedno fajniejsze od drugiego! Z jednej strony dochodził zapach tradycyjnie prażonej na węglowym piecu kaszy, z drugiej aromat świeżych ziół - można było zakupić gotowe roślinki, albo nasionka i doniczki do samodzielnej hodowli. Tu kusiła koronkowa biżuteria, a tam lniane torby i szmaciane przytulanki. Można było posłuchać o właściwościach rozmaitych ziół, napić się ziołowej herbatki, podglądnąć pszczoły w ulu i dowiedzieć się czegoś o ich zwyczajach oraz spróbować miodu. Posmakować pierogów z suszonymi śliwkami, chleba z dodatkiem rydzów czy pieczonych ziemniaków.
Pod drzewami w cieniu w Strefie Dzieci maluchy tworzyły tekturowe koguciki i owieczki:

Wybór był naprawdę trudny, a jeden dzień to zdecydowanie za mało na nacieszenie się tym wszystkim.

Wytwarzania takich słomianych ozdób też można się było nauczyć.

Etnomania jest ekstra! :-)
Mamy w planach na najbliższy czas warsztaty garncarskie, wiklinowe i tkackie na Kazimierzu.

 

 

22:44, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
sobota, 20 lipca 2013
Truśka w TALC'u

Jako uzupełnienie modowego wpisu- oto jak się Trusia prezentuje we francuskiej sukience:

A tak na marginesie- zdjęcie zostało zrobione przed Trusiowym przedszkolem- zajmuje ono mieszkanie na parterze w bloku, zatem bazę lokalową ma taką sobie. Przed nami jeszcze ostatni tydzień Trusi w charakterze przedszkolaka i trzeba się będzie z przedszkolem pożegnać już na zawsze. I chociaż nie zawsze byłam zachwycona tą placówką, chociaż nadal uważam, że można z dziećmi zrobić coś więcej, zwłaszcza w przedszkolu prywatnym, gdzie jest mało dzieciaków w grupie, to jednak był to piękny czas,  ciepła rodzinna atmosfera to zdecydowany plus, Trusia lubiła tu chodzić i myślę, że nie raz zatęskni za przedszkolnymi ciociami.

Cóż, coś się kończy, co innego zaczyna. Miejmy nadzieję, że i podstawówkę za sześć lat będziemy dobrze wspominać.

10:22, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 lipca 2013
Trusia i cytryny

Ale na początku pochwała koleżeństwa- Trusiowego. Odkryłyśmy, że ulubiona i na dodatek mieszkająca po sąsiedzku Zosia nie wyjechała jeszcze na wakacje, chociaż do przedszkola już nie chodzi. Zaprosiłyśmy zatem Zosię do nas- dziewczyny utonęły pod stertą lalkowych ubranek, a Matka mogła leczyć depresję pichcąc lasagne ze szpinakiem (wyszła przepyszna) i muffinki z borówkami amerykańskimi (z tych tak do końca zadowolona nie jestem, ale ujdą).
Niech żyją przyjaciółki!

A nawiązując do tytułu- proszę- oto Trusia i cytryny:

Lemoniada wyszła znakomita, w sam raz na ciepły letni wieczór. A Truśka w cytrynce Bobo Choses też całkiem apetyczna. Chyba się polubiły, chociaż sukienka zdecydowanie na wyrost.

PS
Z Córkowych złośliwości:
" Mamo, to jest moja córeczka Mila (lalka-bobas). Ma sześć miesięcy. A Emilka (druga lalka-szmaciana) ma aż siedem lat. Ja jestem ich mamą. A ty? No zgadnij, kim ty jesteś?"
No ja oczywiście jestem ich ciocią, chociaż mogę tez być ich siostrą!
"No co ty, przecież w zabawie to są moje córeczki. A skoro to są moje córeczki, to kim ty dla nich jesteś, no kim?"- tu czeka złośliwie na słowo,  którego w kontekście mojej osoby wciąż nie akceptuję- szczęśliwie na razie nie muszę.
Ha, jak w zabawie, to mogę spokojnie być ich ciocią albo nawet siostrą!- nie poddaję się, jeszcze nie.

 

20:29, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 lipca 2013
Nie nadaję się

na bycie żoną mojego Męża, matkę mojej Sześciolatki, mieszkankę mojego mieszkania, opiekunkę moich psów, administratorkę domowego akwarium... Głowa mi pęka od migreny, a resztę zżerają wyrzuty sumienia i frustracja.  Wydaje mi się, że już nigdy nie poczuję się dobrze w swojej skórze i swoim otoczeniu.Chciałabym zacząć życie od nowa, ale wiem, że na to już nie ma szansy.

Ot taki wpis sfrustrowanej baby. Może choć trochę pomoże na frustrację.

PS
Do 25 rocznicy ślubu zostało 13 dni.

11:23, dsmiatek
Link Komentarze (10) »
wtorek, 16 lipca 2013
Zdemaskowana

Od pewnego czasu Truśka pozazdrościła mi okularów i, aby znaleźć pretekst do posiadania własnych, zaczęła narzekać, że źle widzi, obrazki jej się rozmazują itp. Co prawda podejrzewałam, że konfabuluje, bo chce być okularnicą, jak od niedawna mama (która wcale szczęśliwa z tego powodu nie jest), ale zaczęłam rozważać wizytę u okulisty- tak na wszelki wypadek, żeby nie czegoś jednak przeoczyć. A tu się Truśka sama zdemaskowała.
W sobotę na obiad mieliśmy tradycyjną smiatkową pizzę. Kawałek dla Truśki jest zawsze pozbawiany wszelkich "trucizn" w rodzaju wędliny, sera, oliwek czy tuńczyka. Po dokładnym oczyszczeniu zostaje ciasto i sos pomidorowy. (Właśnie przyszło mi do głowy,że po co my się tak męczymy, wystarczyłoby na fragmencie pizzy po prostu nie układać niczego za wyjątkiem sosu. Muszę tę myśl światłą zapamiętać do następnego pieczenia pizzy. A może ją sobie zapisać i na lodówce zapisek powiesić, bo oprócz słabszego niż drzewiej wzroku, pamięć też już jakby nie ta;)) I tym razem pracowicie zdejmowałam z Truśkowej porcji wszystko, co mogłoby jej psychicznie zaszkodzić. Niestety, Córka oceniła moją mrówczą pracę na niedostateczny i pomrukując pod nosem "Kto mi tak źle tą pizzę posprzątał" zaczęła sama wydłubywać z sosu jakieś homeopatyczne i całkiem niewidzialne kawałeczki sera i okruszki ziół I w ten to sposób udowodnione zostało, że Truś wzrok ma bystry niczym sokół, a wizytę u okulisty możemy sobie darować;-)

21:55, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Archiwum