RSS
środa, 31 października 2012
Sezon na dynie i na straszydła

Tak się akurat składa, że sezon na dynie szczyt swój osiąga akurat w okolicy naszego święta Wszystkich Świętych. Już od lat po powrocie z cmentarza rozgrzewamy się zupą dyniową. A że moda z zamorskich krajów na świętowanie Halloween też do nas dotarła, to choć się człek broni rękami i nogami, jakieś elementy tej amerykańskiej tradycji i do naszego domostwa przeniknąć zdołały. I kiedy Matka udała się na halloweenowy spinning, Córka przygotowała halloweenowe party. Dynia w kuchni stała, z przeznaczeniem na jutrzejszą zupę (tak po prawdzie to dyniowe dania jemy już od dni paru- była dynia faszerowana grzybami i serem- raz w roku "szarpię się na to pyszne danie, były tagliatelle z dynią, papryką i pomidorami, była dziś zupa dyniowa z sokiem z pomarańczy, ziarnami kolendry i kardamonem, na jutro zaplanowana jest dyniowa zupa z curry i chilli). Zatem skoro dynia w kuchni stała to grzechem by było jej nie wykorzystać- jeśli nie wyciąć z niej dyniowy lampion, to chociaż wymalować straaszną twarz. Na lampie zawisły pająki, nietoperze i duchy, a Córka przyodziała swój najstraszniejszy T-shirt z czachą. Jeszcze tylko Mama po spaleniu kalorii skoczyła po ulubione puffy i można było świętować Halloween;-)

 

23:27, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 października 2012
Śnieg pada, śnieg pada cieszą się dzieci

Pewnie przynajmniej większość się cieszy. A Truśka jest wśród tej większości. Widok mokrej, aczkolwiek o poranku dość obfitej bieli za oknem wprawił ją w szampański humorek. I choć rękawiczki nieprzemakalne jeszcze ciągle ukryte w pudłach, to pierwszy bałwanek powstać musiał. Niewielki, ale za to z czerwonymi guziczkami. A żeby nikt go nie podeptał z powodu niskiego wzrostu, powstał ów bałwanek na masce Tatusiowego służbowego samochodu.

Radości z nadejścia zimy nie zmącił nawet upadek na pupę, gdy wieczorem mokre chodniki przeobrażać się zaczęły w lodowisko. Trusia jest zdecydowanie zimowym stworzeniem- zresztą, jaka ma być, w końcu zimą się urodziła. A i ja skrycie się wam przyznam, że widok śniegu za oknem wprawił mnie w niezły nastrój. Bo ja też lubię zimę. Choć cichą nadzieję mam, że jeszcze nie muszę na dobre chować jesiennego obuwia i wydobywać kozaków.

22:07, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 października 2012
Wróciła

Wróciła- ale jakaś taka inna trochę, zachrypnięta, lekko zakatarzona, wydaje się zmęczona. I jakby odrobinę upodobniona do swojej koleżanki Natalki. Oj, trzeba będzie Córkę zresocjalizować;-)

Podobno było fajnie- byli w teatrze lalek, u garncarza, malowali na szkle, bawili się w podchody. Obie dałyśmy radę- Trusia, bo po prostu jest dzielna. A ja, bo miałam zakamuflowane słoneczne grubaśne herbatniki, które Truś upiekł przed wyjazdem- zostawiłam kilka na "czarną godzinę". I mogłam sobie w chwilach większej tęsknoty wsadzić nos w jej poduszkę, żeby choć troszkę poczuć ten dziecięcy zapach. Specjalnie nie zmieniałam pościeli w Córczynym łóżeczku.

Dałam radę i nie zadzwoniłam ani razu do cioć z zapytaniem, jak tam Córka. Musiało być OK, skoro same nie dzwoniły. Zresztą chwaliły Trusia, że dzielny, zaradny. Jasne, a jaki ma być! W końcu to moja ukochana Najmłodsza:-)

A w pracy zostajemy wszyscy. Ale pod pewnymi warunkami, które dodatkowo utrudnią nam życie i tak naprawdę niczemu dobremu nie służą. Nie jest mi z tym dobrze. Ale mimo wszystko jadę się jutro szkolić zawodowo. Na szczęście tylko do Kielc i tylko na pół dnia.

18:45, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
środa, 24 października 2012
I żyli długo i szczęśliwie

Nie mogę się powstrzymać, zdjęcia pana Roberta są po prostu zachwycające. Trudno mi z nich wybrać te "ulubione".

Autorem wszystkich zdjęć jest pan Robert Krawczyk- www.fotokrawczyk.pl

A ja tęsknię sobie za Najmłodszą. Jeszcze dwa dni...

17:28, dsmiatek
Link Komentarze (10) »
wtorek, 23 października 2012
I ślubuję ci miłość

A potem żyli długo i szczęśliwie

nie zważając na prozę życia

Podążyli razem ku temu, co dobre i piękne, ku wspólnej radości, wspólnym troskom i smutkom.
I że cię nie opuszczę aż do śmierci

Tak im dopomóż Panie Boże Wszechmogący.

Amen

21:47, dsmiatek
Link Komentarze (15) »
niedziela, 21 października 2012
I frrr frrrr poleciała

Poleciała, a wieczorem "osieroceni" Rodzice poszli do kina, pragnąc zdusić tęsknotę i wykorzystać okazję.

Ale zanim poleciała była sobota. Za oknem słońce i ciepło. Wszystko aż prosi "wyjdź, wybierz się do lasu, do parku przynajmniej, no, na plac zabaw chociaż". Ale są takie soboty w życiu, kiedy muszę wsadzić zatyczki do uszu, by nie słyszeć wabienia, założyć ciemne okulary, żeby słońce mniej świeciło, spętać niespokojne nóżki, wyrywające się na wolność, zdusić w zarodku żal na zmarnowaną okazją i poświęcić czas domostwu. Bo dłużej już się nie da odkładać, nie ma co liczyć, że nadejdzie kiedyś dzień, kiedy wszystkie zaległości w cudowny sposób zostaną nadrobione. Trzeba zacisnąć zęby, zakasać rękawy i do roboty.

Kiedy ja oddawałam się rozkoszom sprzątania i odgruzowywania Córka Młodsza, uwięziona z nami w domu zgłosiła się do pomocy. Zaproponowała, że będzie kurz wycierać. I robiła to niezykle starannie.  W rezultacie dokładnie wytarła wilgotną ściereczką wszystkie kamyczki- pamiątki znad mórz i muszelki z podobnych miejsc. Po południu zerkam ci ja na regał i cóż widzą moje czerwone od kurzu oczy? Ano taki oto widok przecudny:

Zbiór cały zamiast spoczywać jak zwykle w szklanym pojemniku równymi rządkami ozdabia półki. I na pewno zakurzy się jeszcze dokładniej.

Jak już pomogła Rodzicielce, zainteresowała się, co też robi Tatuś. A tenże skręcał właśnie Truśkowy stoliczek, co to od miesiąca stał był sobie w gustownej paczuszce oparty o komodę w przedpokoju.

Jak się już napomagała, to zabrała się za pieczenie słonecznych ciasteczek Kuby i Buby dla koleżeństwa z przedszkola:

Powstały zatem pękate herbatniczki- no ale skoro pan Kasdepke napisał, że ciasto należy rozwałkować na pół centymetra, to Truśka starannie odmierzała, czy aby nie jest ono grubsze lub cieńsze od jej kciuka.

Jak się już pracą zmęczyła, to się zajęła domową wynalazczością i budowaniem konstrukcji wysokościowych. I tak powstała w pokoju Ciecha kolejka linowa:

A potem pas startowy. Trusia do lotu przygotowywała się bardzo uważnie. Wykopała z szafy zapomniane od jakiegoś czasu skrzydełka- "żebym miała czy trzepotać", założyła kask "bo przecież jest niezbędny do latania", specjalne gumki na rączki (ale nie powiedziała do czego mają służyć), omotała szyjkę szalikiem "bo przecież na górze może być zimno, a ja nie chcę zachorować na gardło przed zielonym przedszkolem"

Jeszcze tylko trochę oleju dla pojazdu latającego

I można startować

I frrr frrr- poleciała ;-)

Pierwszy wylot z domowego gniazda bez rodziców, całe pięć dni- jak MY sobie z tym poradzimy! Bo że ona da radę, w to nie wątpię.

22:44, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 października 2012
Kids on The Moon

Dlaczego o nim piszę? Ano dlatego, że stało się moją drugą dziecięco-ubrankową miłością (pierwszą jest Kuklo). Jak tylko zobaczyłam, dotknęłam i podziwnęłam tutu Milenki, zapragnęłam podobnej dla Trusi> A w głębi duszy także dla siebie. Trusiowa tutu dotarła do nas jeszcze w lecie dzięki Batorysi, a wczoraj wreszcie doczekałyśmy się koszulek. Dzianinki są delikatne, zwiewne, jakby utkane z pajęczyny i jesiennych mgieł. W sam raz się wpasowują w babie lato. Patrząc na Truśkę wracającą w tutu i Mr Moon do domu z przedszkola, w popołudniowym słońcu, z radośnie podskakującymi warkoczykami, po prostu nie mogłam się powstrzymać:

Za to w domu do "mojej" eterycznej elfiej stylizacji dodała Trusia coś od siebie i wyszedł miks słodkiego jesiennego duszka i małego złośliwego trollika;-)

A kiedyś nadejdzie taki dzień, że zbiorę się na odwagę, odrzucę nękające mnie wątpliwości typu "czy aby w tym wieku jeszcze wypada" i zakupię podobną tutu dla siebie, spełniając tym samym jedno z moich małych ciuchowych marzonek!

21:45, dsmiatek
Link Komentarze (5) »
czwartek, 18 października 2012
Jesienna inwazja

Jak to dziecko potrafi rodzicowi obciach zrobić!
Zielone przedszkole coraz bliżej, Trusia tworzy kolejne listy rzeczy do spakowania. Ostatnio pojawia się na nich laptop (Trusia "podzieliła" się ze mną moim laptopem, budząc tym sprzeciw u swych Braci, jako, że oni też się już czuli jego współwłaścicielami). Na moje protesty, że przecież laptop nie jest sprzętem niezbędnym i na pewno przedszkolne ciocie nie zgodzą się na to, żeby znalazł się w Trusiowym bagażu (moja niezgoda oczywiście ma zdecydowanie mniejszą wagę), Truśka argumentuje, że przecież na czymś musi oglądać dobranocki. Nadmienię, że laptop służy jej tylko do tego celu, wieczorem sTruś ogląda bajki, ostatnio na topie są Smerfy. Jak na razie nie wpadła Córka Młodsza w szpony gier komputerowych, zresztą uzależnieni Bracia dbają o to, by uchronić Siostrę przed nałogiem, z którego sami wygrzebać się już bez pomocy intensywnej psychoterapii nie potrafią;-) Próbuję ją przekonać, że być może na miejscu będzie możliwość oglądania dobranocek. Trusia jednak nie jest przekonana i od progu przedszkola pyta jedną z cioć, czy może zabrać swój komputer do Rabki i czy będzie można oglądać na nim filmy. Ciocia Natalka uspokaja, że przecież ciocia Madzia będzie im na dobranoc czytać bajki. Na co moja wyrodna Córka ogłasza wszem i wobec, że ona nie zaśnie bez filmowej dobranocki, a poza tym, to ona bajek słucha tylko na CD!
A to ci żmija wyhodowana na własnej piersi i zdartym od cowieczornego (i nie tylko wieczornego) czytania gardle! Która wczoraj, po masakrycznym przedłużeniu wieczornych zajęć, poproszona o położenie się spać bez mojego czytania (miałam mammografie do opisania, a było już dość późno) zalała się łzami żałości i chlipała z wyrzutem, że przecież NIGDY za wyjątkiem dni dyżurowych nie odmawiam jej wieczornego czytania!

Co do inwazji jesiennej, to sama nie wiem jak i kiedy w naszym mieszkaniu rozpanoszyły się kasztany:

żołędzie i suche liście:

oraz sowy:

Czyżby przyleciały przezimować? ;-)

A z rzeczy przylatujących- przybyły wreszcie długo przeze mnie wyczekiwane eteryczna Cloud Top i zabawny Mr Moon. Wiedziałam, że będę ich Trusi zazdrościć. Ale może kiedyś powstaną wersje w rozmiarze dorosłym? Chyba zapostuluję o to w Kids on The Moon.

Na koniec obrazek pod tytułem "Truśkowe mycie zębów", dedykowany specjalnie Panu Doktorowi z Gliwic;-) I cioci Małgosi :-)

21:03, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 października 2012
Pięć

Dziś mija pięć lat od pierwszego wpisu na blogu Gertrusi. Główna Bohaterka urosła od tego czasu o jakieś czterdzieści parę centymetrów,  wyhodowała warkoczyki, nauczyła się sama czytać i pisać drukowane literki. I ostatnio coraz częściej podkreśla stanowczo, żebyśmy przestali do niej mówić Trusia, bo ona nie jest żadną Gertrudą tylko Zosia ma na imię.

Zatem cóż, żegnaj Gertrusiu

witaj Zosiu?

Za te pięć lat spotkań z Wami, zostawianych życzliwych komentarzy, a także Waszą milczącą obecność bardzo Wam kochani dziękuję :)

23:02, dsmiatek
Link Komentarze (9) »
piątek, 12 października 2012
Księżniczka

O księżniczce miałam napisać, gdy już będę dla was miała zdjęcia ślubnej Buni, ale powoli mija pierwszy miesiąc od jej zamążpójścia, a poza zdjęciami na picassie (których za nic ściągnąć dla siebie nie potfaię za wyjątkiem formatu znaczka pocztowego) fotek z tego wydarzenia brak. Zatem opowiem wam o księżniczce na razie bez zdjęć Starszej.

Otóż z księżniczką było tak:
Bunia, w przeciwieństwie do swojej Młodszej Siostry, nigdy nie przepadała za falbaneczkami, różowościami itp, nawet we wczesnej swej młodości (po prawdzie nie miała wtedy wielkiego wyboru, wczesne lata 90-te nie pozwalały na grymaszenie przy wyborze stroju). Zatem wybór ślubnej kreacji stanowił dla niej prawdziwe wyzwanie- z jednej strony chęci własne, z drugiej presja szeroko pojętego otoczenia. Ograniczyła zatem Bunia w swoim ślubnym stroju do minimum wszelkie krynoliny, falbanki, szerokie spódnice, treny, bufki, a o welonie słyszeć nie chciała. Pewnie z owego antyksiężniczkowego trendu wziął się ów guzikowy bukiecik i dobrane do niego guzikowe kolczyki i ozdoby we włosach.
Na jedną z ostatnich przymiarek ślubne sukienki zabrałyśmy Truśkę. Jak zobaczyła swoją Starszą Siostrę tak bardzo odmienoną to aż zastygła w zachwycie. A jak uparta pani krawcowa doczepiła, tak na próbę tylko, skromny welonik do Buniowej głowy, to sTruś jęknął z zachwycenia. Jednak mina Buni nie podzielała siostrzanych gorących uczuć w stosunku do ozdoby nagłownej. Widząc Truśkowe okrągłe z podziwu oczęta i malujące się w nich pożądanie odczepiła pani krawcowa nieszczęsny welonik od Buni i usadowiła na głowie Młodszej, która zamieniła się w nieruchomy Posąg Panienki w Welonie, tak jej się podobało. Chyba po prostu ruszyć się bała, że jej ozdoba z głowy odpadnie.
W drodze powrotnej próbowała Trusia zrozumić, dlaczego Bunia odmawia włożenia czegoś tak pięknego:
"Buniu, dlaczego ty nie chcesz mieć welonu?"
Bo nie chcę wyglądać jak księżniczka.
"Ale Buniu, przecież bez welonu i tak wyglądasz jak prawdziwa księżniczka."
No to był cios dla Buni dosłownie w samo serce;-)

A po weselu, w trakcie którego welonik wykorzystany został do rzucania w chętne do zamążpójścia panienki, ozdoba dostała się Trusi. Chociaż ona w łapaniu udziału nie brała, bo już spała snem kamiennym. I może teraz Trusia od czasu do czasu podziwiac swoje księżniczkowe wcielenie;-)

 

19:17, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Archiwum