RSS
czwartek, 26 kwietnia 2018
Nie chwal dnia...

Taaak, nie należy się głośno chwalić, że życie z samych (pozornie oczywiście) przyjemności się składa. Jak tylko coś takie napiszesz, to od razu los płata niemiłego figla. Miał być lajtowy tydzień, bez dyżuru i innych dodatkowych obowiązków. Ale zrobiło się mniej lajtowo.

Mam nadzieję, że przetrwamy do jutrzejszego popołudnia, wszystko będzie OK i ze spokojnym sercem w sobotę wyjedziemy na czterodniowy weekend w pobliskie górki.

18:39, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 18 kwietnia 2018
Jeszcze dalszy ciąg ciągu dalszego, czyli Drzewa odsłona trzecia

W piątek znowu miałyśmy powtórkę z rozrywki- Truś zarządził wizytę w Muzeum Rowerów w Gołębiu. Zatem kolejny raz wysłuchałyśmy gawędy właściciela muzeum i konstruktora większości dwukołowych pojazdów, a Truśka miała okazję wypróbowania niektórych z nich. Była tez powtórka pogodowa- ostatnio, jak byliśmy w Gołębiu przechodził akurat front atmosferyczny, wiało okrutnie i było lodowato, dodatkową atrakcją była ulewa. Tym razem obyło się bez deszczu, ale również przemarzłyśmy na kość- pierwszą rzeczą w drodze powrotnej była wizyta w Tesco w Puławach, gdzie kupiłam Trusi dresowe spodnie, a sobie rozpinany sweter- takie praktyczne pamiątki z wyjazdu;-)

Oprócz Muzeum Rowerów w Gołębiu jest też piękny zabytkowy kościół i Domek Loretański:

Zaopatrzone w ciepłe ubrania mogłyśmy spokojnie udać się do Kazimierza- najpierw na pyszny obiad w klimatycznej Zielonej Tawernie z widokiem na zamek i kościół:

a potem na zakupy- bardzo polecam niewielki sklepik przy jednej z uliczek odchodzących od Rynku- sympatyczny młody właściciel, jego urocza kilkuletnia córeczka Zosia, lokalne wina (to, które kupiłam było bardzo smaczne), cydry, książki dla dzieci, fajna ceramika- myślę, że jeszcze się rozkręcą

i długi spacer nad Wisłą

A w sobotę przed południem trzeba się było pożegnać z Drzewami. Kiedy następna wizyta jeszcze nie wiemy, ale na pewno jeszcze nie raz tam zawitamy. Wczoraj kupiłam sobie wreszcie przewodnik po okolicach Kazimierza:-)

16:09, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 kwietnia 2018
CD nastąpił

Truś "terrorysta" wymusił na na mnie powtórkę z rozrywki. trochę ją rozumiem, bo sama mam miejsca, które mi się podobały i chętnie bym do nich wróciła. Zatem we czwartek udałyśmy się do Laboratoriów Wiedzy w Janowie Lubelskim w ZOOM Natury.

Warzywa atakują- widać chyba przerażenie w oczach Najmłodszej;-)

Trzy Gracje:

W drodze powrotnej z Janowa do Nałęczowa rozkosze podniebienia w Patataju, a po południu- dolce far niente:-)

Ciąg dalszy oczywiście znowu nastąpi, ale dopiero po weekendzie, albowiem na razie miejsca na zdjęcia mi już zabrakło.

Dziś czeka nas kolejna przyjemność- przedstawienie Ovo Cirque du Soleil. Będzie się działo:-) Jutro natomiast nawiedzą nas Drzewni Przyjaciele, którzy na Słoneczny Cyrk do Krakowa przybywają:-)
Wygląda na to, że nasze życie to ostatnio same przyjemności;-)

12:40, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 kwietnia 2018
Wiosenne wagary powielkanocne

Były zaplanowane już od jesieni. I chyba nietrudno się domyślić, gdzie nas znowu zawiodło niezawodne auteczko- oczywiście W Drzewa.  Zbyt długi czas bez Drzew skutkuje spadkiem energii i ogólnej radości życia. Zatem zawczasu zadbałam o swoje zdrowie psycho-fizyczne i zaklepałam cztery nocki w Grabie zaraz po Wielkanocy. Truśka oczywiście ochoczo mi towarzyszyła, a ponieważ Mąż tym razem nie mógł wziąć urlopu- a przynajmniej twierdził, że nie może- to pojechała z nami moja Mama.

Jak było? Pięknie oczywiście:-) Trochę leniwie, trochę spacerowo, trochę planszówkowo i książkowo. Przede wszystkim spokojnie i bez pośpiechu, zbędnego hałasu i napinki. A wszystko przy akompaniamencie ptasich treli od świtu do wieczora.

Struś poranny:-)

W Drzewach jeszcze wielkanocnie

Sowy są stałymi mieszkankami Grabu

W Nałęczowie w tym roku na początku kwietnia była jeszcze bardzo wczesna wiosna- dopiero zakwitły przylaszczki.

Oczywiście zadbałyśmy też o dopieszczenie kubków smakowych- drugie śniadanko pierwszego dnia zjadłyśmy w Ewelinie- ciacha są tam pyszne, herbata też była smakowita:-)

Po południu w Kazimierzu- pewnie nie raz już to pisałam- takie wyjazdy poza sezonem są najlepsze- pusty rynek i uliczki, można się włóczyć bez końca i gapić na piękne kamienice.

Nie ma konkurencji do fotografowania się przy studni

Warto też zboczyć z głównych szlaków turystycznych i powałęsać się po mniejszych uliczkach.

Małgosia też dbała o dopieszczanie naszych kubków smakowych- każdego popołudnia czekało na nas w domku ciasto-niespodzianka:-) Najlepiej smakowało oczywiście zjedzone na tarasie na leżaku w towarzystwie dobrej książki:-)

CDN

 

 

 

16:40, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2018
Nowalijka i migawki wielkanocne

Mam dylemat- czy pokazać Wam cośmy porabiały na drugich wagarach, czy może, idąc za ciosem/wpisem sprzed Świąt pociągnąć temat naszej Nowalijki.

Jutro Pisklę skończy dwa tygodnie, zatem niech będzie o Nim, żeby się nie przeterminowało- bo ani się obejrzymy a przestanie być nowalijką i całkiem nam spowszednieje;-)

Cóż, Pisklątko wykluło się w Wielki Czwartek o poranku. Wielkie nie było, ale dzielnie daje sobie, póki co, radę na tym wielkim, nieznanym mu jeszcze świecie. Jak to z Pisklętami bywa, leciutkie jest jak pióreczko, delikatne jak puszek i pięknie pachnie. No i, bo i to typowe jest dla świeżutkich pisklątek, raz jest śliczne do schrupania, a raz brzydaczne- też do schrupania;-)

Oto nasza Nowalijka- dobę po wykluciu- bardzo tu przypomina pewnego Osobnika- a nawet dwóch pewnych Osobników;-)

Ha, tu już Świeżynka ma całe dwa dni i jakieś sześć godzin. Królika w prezencie uszyła własnymi rękami Truśka:-) I zapewniam, wcale nie jest on ogromny, jaki się na zdjęciu wydaje!

Pierwsze zdjęcie w domu:

Kończę już prawie tydzień, ale wciąż jestem mniejszy od kota;-)- Kot, to ten kłąb po prawej stronie zdjęcia;-)

Uśmiech?

No dobra- czas wyjawić, kto sobie Pisklątko "wyhodował"- mili Państwo- oto Iju-Starsza Siostra- już nie jest najmłodszą w rodzinie:-)

A skoro już jesteśmy przy Starszej Siostrze- tak oto zagospodarowywała sobie czas czekania na wyjście ze szpitala Mamy i Braciszka:

Zapewniam, to nie MY zamknęliśmy ją w klatce naszych świnków (o pardon, teraz one noszą oficjalne miano Kawii Domowych;-)).

Nie my też skazaliśmy biedne Maleństwo na mieszkanie w "psiej budzie";-)

Ale to między innymi my oraz Trusia, w tym przypadku zwana ciocią, umożliwiła Dziecięciu świetną zabawę przy malowaniu jajek w towarzystwie innych Ciotek

Oj działo się na naszym stole!

Mimo emocji związanych z Nowalijkiem i oczekiwania na jego przybycie do domu (doczekaliśmy się dopiero w niedzielę wieczorem) udało się zdążyć ze święconką:

A jak już wszyscy przyzwyczailiśmy się do nowej rzeczywistości, to poszliśmy rodzinnie na lody- niech się Młody od pierwszych dni przyzwyczaja i poznaje nasze ulubione miejsca i smaki:-)

Piszą się kolejne karteczki w Księdze Życia, nieprawdaż:-)

A jakby ktoś pytał o imię Nowalijka, to my z Truśką aktualnie obstawiamy Zgredka,skoro Franklin i Koszałek-Opałek nie zostały zaakceptowane;-)

19:26, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2018
Pierwszych wagarów częśc druga

Wciąż mam zaległości- za nami Wielkanoc i kolejne wagary (coś się rozbisurmaniliśmy wagarowo tej wiosny), a tymczasem jeszcze nie skończyłam pierwszego wyjazdu. Ale nie moja to wina, to blog zwlekał z dodaniem mi miejsca na zdjęcia.

Zatem Kielc część druga:

jeszcze w Muzeum Zabawek- pamiętacie Kolargola- tego wiecznie łkającego misia?

A Plastusiowy Pamiętnik kto z was czytał? Moja Młodsza Córka już nie czytała...

W drodze powrotnej do Krakowa odwiedziliśmy jeszcze zamek w Chęcinach:

Córka początkowo trochę burmuszyła, więc postanowiłam zamiast niej fotografować lisa, który wydawał się zadowolony ze swojego losu:

Potem na szczęście i Trusi dobry humor powrócił:

Uff, dobrnęłam do końca przedwielkanocnego weekendu. Może wreszcie wyjdę na prostą- info o Nowiutkim Członku Rodziny, który wykluł się o poranku w Wielki Czwartek już przecież było:-)

20:29, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2018
Mały przedświąteczny przerywnik

Wiem, że już jest właściwie PO świętach, ale wobec ogromu atrakcji i wydarzeń PRZED najpierw o weekendzie tydzień temu.
Zamiast sprzątać, pucować, piec i oddawać się przedświątecznemu szaleństwu wybraliśmy się na małe weekendowe wagary;-)

Dzień pierwszy- Energetyczne Centrum Nauki:

Potem chwila szaleństwa na pobliskim edukacyjnym placu zabaw:

Wieczorem pyszna pizza- Truśka jak zwykle z nosem w książce- tym razem wielkogabarytowej;-)

Krótki spacer:

I błogie leniuchowanie w wynajętym apartamencie:

Nazajutrz:

Truśka lubi odwiedzać miejsca, które kiedyś się jej spodobały- zatem przed południem miejsce znane:

Ktoś pamięta Gąskę Balbinkę?

I na tym na razie koniec, bo zabrakło mi miejsca na zdjęcia. Ale ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

Jeszcze tylko jedno małe selfie- oto, co zdziałać może magia makijażu:

Starsza Córka "nasłała" na mnie panią kosmetyczkę, która postanowiła zachęcić mnie do kosmetyków Mary Kay. Rezultat powyżej- szkoda, ze to selfie, ale nie było nikogo w pobliżu, kto mógłby cyknąć mi lepszą fotkę.

19:28, dsmiatek
Link Komentarze (7) »
piątek, 30 marca 2018
Księga życia

Od wczoraj pisze się całkiem nowa. Na razie wpisy są krótkie i dość monotonne: "Śpię, ciamkam, jem, tulę się"- najlepiej wszysto na raz. Ale z każdą kartką będzie ciekawiej:-)

Poznajcie Koszałka- Opałka (to mój typ) alias Franklina (wersja preferowana przez Trusię);-)

22:11, dsmiatek
Link Komentarze (9) »
sobota, 17 marca 2018
W Warszawie w pierwszy weekend marca

To naprawdę jest przyjaźń- mam nadzieję na długie lata:

Jak na razie trwa już lat chyba prawie 10 i nie słabnie.

Chociaż były atrakcje w postaci nowej wystawy w Centrum Kopernik (zdjęć brak) oraz wizyty w Muzeum Warszawy połączonej z warsztatami dla dzieci "poszukiwanie Rzeczy", to i tak najważniejsze było, że mogą razem spać, pogadać o swoich dziewczyńskich sprawach i po prostu się spotkać:-)

Jednym z zadań było odnalezienie ornamentów na srebrach i platerach- chyba jeszcze nigdy w swoim życiu tak wnikliwie nie przyglądałam się rozmaitym cukiernicom, talerzom itp przedmiotom. Ale zadanie udało się wykonać, chociaż łatwo nie było.

Jedna z sal Muzeum jest poświęcona warszawskiej Syrence- nie miałam pojęcia, że kiedyś była ona płci męskiej i trochę przypominała naszego krakowskiego Lajkonika, tylko zamiast elementów końskich były rybie- a nawet smocze!

Bardzo polecam pożyczenie audioguide'a- nawet Tadzio z zainteresowaniem słuchał informacji szeptanych w słuchawkach.

Potem był obiadem w malutkiej pizzerii, poleconej przez Milę- pizza przepyszna:-)

Jeszcze krótki spacer po Starówce i do domu.

Dodatkowym bonusem warszawskiej wizyty była jazda pociągiem- Truśka po raz drugi znalazła się w tym środku lokomocji, więc dla niej niewątpliwie była to atrakcja. Tym bardziej, że z powrotem jechałyśmy Pendolino:-)

09:53, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 14 marca 2018
Trochę zimy u progu wiosny

Wreszcie udało mi się zgrać zdjęcia z ferii- przynajmniej te z komórki, bo tych aparatowych nawet jeszcze nie nie widziałam. Zatem póki jeszcze kalendarzowa zima trwa spieszę się podzielić widokami Dolomitów i Truśki w narciarskim rynsztunku.

Po raz pierwszy chyba udało nam się zobaczyć Cavalese w świetle dziennym- zwykle zachodzimy do miasteczka już po zmroku, tym razem, dzięki późnym feriom, słonko świeciło dłużej.

Chociaż w dolinach było już wiosennie, w górach zima nie odpuszczała i można się było rozkoszować białym śniegiem. (Chociaż niektórzy rodzinni malkontenci nazywają śnieg "białym paskudztwem" dla mnie i Trusi zimą, to co białe i zimne jest piękne:-))

Truśka z okazji ferii pofarbowała sobie włosy na zielony, co widać na powyższym obrazku.

Udało się uchwycić słynne różowe Dolomity.

Oprócz nart i deski niektórzy załapali się też na sanki:

Byli też i tacy, co oprócz rozkosznej bieli śniegu i jeszcze rozkoszniejszej jazdy na dwóch deskach, mogli też spożywać posiłek w, jakże rozkosznym, towarzystwie;-)

W czasie ferii Córka najmłodsza osiągnęła wiek nastoletni, co zostało oczywiście odpowiednio uczczone:

Przy okazji urodzinowego tortu pojawił się mały problem- otóż nikt w okolicy nie dysponował zapałkami- nawet Syn Młodszy, który z nami tym razem spędzał ferie i który zwykle dysponuje zapalniczką, tym razem nie posiadał żadnej. Także znajomi palacze przerzucili się na e-papierosy i zapałek nie posiadali. Mąż próbował wykrzesać ogień przy pomocy mikrofalówki tudzież innych urządzeń "krzeszących"- szczęśliwie przed wywołaniem awarii prądu czy podpaleniem hotelu , udało się odpalić pierwszą świeczkę.

Po powrocie do domu czekał na Solenizantkę niecodzienny prezent od Najukochańszej Przyjaciółki:

Prezent to oczywiście nie to rude i futrzaste udające krokodyla, tylko to srebrne i unoszące się do sufitu serduszko- przybyło kurierem w wielkim pudle i wyfrunęło do góry po jego otwarciu:-) A tak na marginesie nadmienię, że Truś od zawsze marzył o wypełnionym helem baloniku- ciekawe, czy Mila znała to Trusiowe marzenie?

Na tym się jednak przyjemności tegorocznej zimy nie skończyły. Ledwie wróciła Córka do domu, to zaraz pojechała w pobliskie Gorce- tym razem szkolić się w jeździe na jednej desce:-)

Chociaż wcześniej zarzekała się, że snowboardu nie spróbuje, to dała się przekonać i widać, że jazda na jednej desce sprawiała jej frajdę. Plan na ferie w 2019- dwa tygodnie w Dolomitach, jeden obie poświęcimy na deskę, drugi na narty!

Tak oto, z niewielkim opóźnieniem, udało mi się zakończyć temat tegorocznych zimowych ferii. Mam nadzieję, że może w niezbyt odległej przyszłości, wrzucę jeszcze, ku pamięci, kilka przyzwoitszych zdjęć aparatowych.
Ale póki co ferie są już wspomnieniem, wypatrujemy wiosny i Wielkanocy, a zanim nadejdą będzie jeszcze relacja z pierwszego marcowego weekendu- w stolicy! :-)

17:09, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
Archiwum