RSS
środa, 15 marca 2017
Tajemnice wesela 1900

W ostatniej chwili załapałyśmy się na bardzo fajne przedsięwzięcie dla dzieci w Ogrodzie Sztuki. Jakoś ominęły mnie wiadomości o tym wydarzeniu, na szczęście są czujni znajomi. I tak w ubiegłą sobotę mama jednej z Truśkowych szkolnych koleżanek zaproponowała wspólne wyjście w niedzielę na Rajską. Naprawdę było warto,

"Tajemnice wesela 1900" to rodzaj przedstawienia/gry "terenowej"/wystawy opartej na Weselu Wyspiańskiego.

Tak oto po raz pierwszy znalazłyśmy się w Ogrodzie Sztuki. Już sam budynek bardzo się Trusi spodobał- chyba po mnie odziedziczyła wrażliwość na architekturę.

W pierwszej sali czekały na dzieciaki poduchy ułożone na dywanie.

Jak się umościły, rozpoczęła się opowieść Isi, kuzynki Panny Młodej, która była jednym z gości na weselu. Potem Starosta Weselny podzielił nas na grupy i rozdał "zaproszenia- instrukcje" do dalszej zabawy. 

Weszliśmy do Labiryntu weselnego. Pierwsze  zadania polegały na odgadnięciu imion lub funkcji gości weselnych. Trzeba było podsłuchiwać pod drzwiami, przytulać ucho do poduszek, w których umieszczone były głośniki, a nawet zamknąć się w skrzyni, żeby z fragmentów tekstu Wesela wyłapać odpowiednią osobę.

 

Gdy już odgadliśmy wszystkich gości i kod do szyfrowego zamka, mogliśmy opuścić poziom Wieczoru i przejść do poziomu Nocy, gdzie czekały na nas zjawy i upiory, które, jak zapewne pamiętacie, też się na weselu w Bronowicach pojawiły. Pierwszy powitał, czy może przestraszył na Chochoł, który też udzielił nam instrukcji na dalszą drogę. 

Po odnalezieniu wszystkich dziewięciu zjaw i odgadnięciu kodu otwierającego kolejne drzwi, znaleźliśmy się w ostatnim poziomie. Świt wymagał współpracy wszystkich grup, biorących udział w zabawie. Zakończyła się zatrąbieniem w Złoty Róg, który naturalnie najpierw należało odnaleźć.

Przed opuszczeniem Labiryntu dzieciaki mogły jeszcze swoje wrażenia przelać na  ścianę.

W szatni Truśka i jej przyjaciele odreagowywali wrażenia z przedstawienia na ustawionych tam pufach.

Jeśli zatem zabłądzicie do Krakowa w okolice Ogrodu Sztuki i akurat będą tam grane Tajemnice Wesela, to koniecznie wejdźcie do Labiryntu i weźcie udział w zabawie- będzie się Wam podobało.

A po kulturalnych doznaniach można pokrzepić nadwątlone siły w Ogrodowej kawiarni.

Marzec zapowiada się bardzo "kulturalnie"- czeka nas jeszcze Szpak Mateusz w Grotesce i Don Pasquale w operze.

22:07, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 marca 2017
Dres code

Wszystko dookoła się zmienia i, poza pozytywnymi zmianami w przyrodzie związanymi z nadchodzącą wiosną, zwykle na gorsze. Może to po prostu kwestia wieku- na "starość" człowiekowi zaczynają przeszkadzać zmiany...

Dookoła coraz ciaśniej, na trawnikach "niczyich" wyrastają nowe bloki, znikają chaszcze, w których jeszcze do niedawna mieszkały zające i bażanty- ciekawe, gdzie się biedaki podzieją? Czy chociaż miały okazję znaleźć gdzieś nowy dom, czy zginęły pod kołami samochodów i ciężkich maszyn budowlanych?

W pracy też ostatnio emocjonalne huśtawki i brak stabilności, a to przeszkadza. Zamiast skupiać się na coraz trudniejszych badaniach, myśli uciekają do wciąż zmieniającej się sytuacji.

O sytuacji polityczno-gospodarczo-międzynarodowej w naszym kraju nie wspomnę, bo ciśnienie mi się podnosi, a to w moim wieku niewskazane. Nie oznacza to wcale, że się od tego odcinam, bo choćbym nie wiem, jak się starała (w końcu wpływu na to wielkiego nie mam), to odciąć się nie da. No ale spuśćmy zasłonę milczenia na tą kwestę...

Zmienia się też moje Najmłodsze Dziecko. Rozpoczęła pierwszy nasty rok życia i pomalutku odzywają się w niej wszystkie, związane z tym czasem w życiu, niedogodności. Z przytulaśnej i zgodnej dziewczynki wyłazi od czasu do czasu sfochowana, naburmuszona i spretensjonowana nastolatka. Na szczęście od czasu do czasu, ale mam świadomość, że może być gorzej.
Powoli zaczynamy odczuwać lukę pomiędzy ofertą kulturalną dla młodszych dzieci i dla dorosłych. Kreskówki w kinach zaczynają być zbyt dziecinne, spektakle w Grotesce takoż. Także większość ulubionych warsztatów skierowana jest do młodszych dzieci. Trzeba się zacząć rozglądać za czymś nowym, ciekawym i inspirującym dla młodszej młodzieży. Ukochane wydawnictwa książkowe również odchodzą do lamusa- już nie dla nas piękne wydania z Zakamarków. Leżą na półce i pokrywają się kurzem nieprzeczytane kolejne tomy Pożyczalskich i kilka innych nie ruszonych pięknych książek:-( Cóż, muszą poczekać aż dorośnie Lulisia.
Trusia zaczytuje się w przygodach Percy Jacksona, rodzeństwa Kane i Magnusa Chase'a, połyka kolejne tomy twórczości Brandona Mull'a, niecierpliwie wyczekując kolejnej opowieści z Pięciu Królestw i licząc na kontynuację Baśnioboru.


Zmieniają się też upodobania modowe mojej Córki. W sieciówkach w działach dla dziewczynek od 140cm coraz rzadziej udaje mi się znaleźć coś, co przykułoby moją uwagę, a moje ulubione marki często kończą ofertę na rozmiarze 140cm lub nawet mniejszym. Jak KOTM nie wypuści nowej kolekcji do 12 lat (poprzednia kończyła się na 10), to w tym roku pewnie i z nich z żalem będzie trzeba zrezygnować. A Grain de Chic, które miało rozmiarówkę do lat 12 niestety zamknęło swój sklep:-(
Martwi to bardziej mnie, gdyż zawsze z niecierpliwością wyczekiwałam przesyłek z pięknymi niesieciowymi ubrankami, zaś w sieciówkach z dużą przyjemnością wyszukiwałam czegoś fajnego- z tych ostatnich już tylko Zara i Tape l'Oleil mi zostały.
Truśka obecnie dość radykalnie zmieniła swoje ubraniowe preferencje. Jeszcze rok temu jej ukochana stylizacja opierała się o legginsy, spódnicę lub sukienkę. Spodnie nosiła tylko w lecie, wzorzyste i luźne albo krótkie.  Zaś od jesieni najchętniej chodziłaby w dresowych portkach (stąd wziął się  tytułowy dres code) i luźnej bluzie, przy czym najukochańsza jest ta we wzór moro, cienka z kapturem. I tak na okrągło, niezależnie od okazji- dres do szkoły, na urodziny koleżanki, do kościoła, do teatru... A wciąż jeszcze pasujące sukienki i spódnice kurzą się w szafie:-( Włosy, kiedyś obowiązkowo związane w kucyk, teraz najchętniej rozpuszczone i rozczochrane- o czesanie toczymy nieustanne wojny, bo Truśkowe włosy bardzo podatne są na tworzenie kołtunków i splątków. I tylko czapki i wszelkie inne nakrycia głowy wciąż się ostały- przynajmniej nie ma problemów, kiedy zimno grozi przemrożeniem uszu i zatok. Ale kto wie, może i to się kiedyś o 180 stopniu odmienić...

Ech życie....

Dres code:

Muszę się zacząć "wyżywać" modowo/ubraniowo na Lulisi! Może jej małą szafę u nas w mieszkaniu założę, bo u Buni i Grześka w mieszkaniu miejsca brakuje....

09:58, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 marca 2017
Zwiastuny wiosny

Nie mam złudzeń, jeszcze może wrócić śnieg i mróz. Ale ostatnie dni rozpieszczały nas słońcem i ciepełkiem. I dzień przecież już wyraźnie dłuższy. I ptaszki rano ćwierkają- jeszcze trochę drzew na gniazda im zostało, choć nie wiadomo, jak długo jeszcze.

W sobotę Lulisia zaprowadziła mnie do swojego ogródka, żeby mi pokazać krokusy.

Dziewczynka była podobno tak zafascynowana kwiatuszkami w swoim ogródku, że jednego zabrała ze sobą do domu i postanowiła się z nim zaprzyjaźnić. Krokus, dopóki nie zdechł z nadmiaru miłości i wrażeń, towarzyszył Lulisi przy posiłkach, na spacerze i w kąpieli.

W niedzielę wybraliśmy się wreszcie na prawdziwy spacer:-)

teoretycznie powinnam być naładowana energią na nowy tydzień, a tymczasem ziewam i marzę o wskoczeniu do łóżka. Niestety, marzenie chwilowo nie do spełnienia, bo w pracy spędzę czas do jutra:-(

15:20, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 marca 2017
Rzeź

Ze wszystkich dekretów w ramach "dobrej zmiany" ten zabolał mnie najbardziej. Do drzew żywię szacunek szczególny, boli mnie nawet wtedy, gdy obcinane są ich gałęzie, nawet jeżeli wiem, że to konieczne. Widok ściętych drzew sprawa, że czuję ucisk i kłucie w sercu.

Zgody na bezmyślne, masowe wycinanie drzew nie wybaczę temu rządowi nigdy! Płakać mi się chce, gdy codziennie widzę nowe drzewa skazane na śmierć.

Ostatniego lutego na moim osiedlu po drugiej stronie ulicy piły pracowały już po zmierzchu- pewnie, żeby zdążyć przed 1 marca, kiedy to drzewa chociaż trochę ratują ptaki, rozpoczynające budowę gniazd.

Boję się, że niedługo dookoła zostanie już tylko pustynia- betonowa, bo w miejsce drzew wyrosną nowe osiedla.

Na pocieszenie- Luliś w butach:

I dla porównania i wspomnień- zdjęcie Trusi w podobnych okolicznościach i analogicznym wieku:-)

12:25, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 lutego 2017
Wieczór do zapamiętania - koniecznie.

W ostatni piątek lutego- Trusia po raz pierwszy "zaszczyciła" swą szlachetną osobą ICE.

Już dość dawno temu zwróciłam uwagę na plakaty zapowiadające festiwal Materia Prima. 

A jak się dowiedziałam, że spektakl La Verita wystawia Compagna Finzi Pasca, to po prostu musiałam kupić nam bilety.
Z powodu pewnych zawirowań wylądowaliśmy pod samym sufitem.

Ale jak zaczęło się przedstawienie, to zapomnieliśmy o miejscach na jaskółce. Uwierzyć trudno było, że człowiek może takie rzeczy wyczyniać ze swoim ciałem. 
Wielkie WOW!

"Spektakl „La Verita” uznawany jest za teatralne arcydzieło. To olśniewające widowisko z pogranicza teatru, nowego cyrku, teatru akrobacji, teatru tańca, muzyki i śpiewu z udziałem jedenastu artystów-akrobatów. W tym przedstawieniu poetyckie obrazy następują po sobie jak we śnie. Składają się na nie zapierające dech w piersiach akrobacje, przeplatane dowcipnymi scenami wybornej klaunady. „La Verità” jest hołdem dla Salvadora Dali."

To cytat. Od siebie mogę tylko napisać, że było PRZEPIĘKNIE! Wielki zachwyt.

 

 

20:41, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2017
I znowu w chmurach

Ukochane od lat miejsce obiadowe- knajpa z czarownicami:

Ostatni dzień- nad chmurami:

Sopelki- mroczny przedmiot Truśkowego pożądania;-)

Chyba urosły;-)

Na koniec- selfie z krówką;-)

11:06, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 lutego 2017
Dolomity w słońcu

Po pierwszych pochmurnych i snieżnych dniach zza chmur wyszło słońce,  a świat dookoła stal się jeszcze piękniejszy. Bielutki śnieg skrzył się brokatem, małe brokaciki wirowały w powietrzu, z drzew co jakiś czas spadały śniegowe czapeczki. A dookoła GÓRY.  Bajka:-)

Nocne narty zaczęły się od drinka w barze;-) A tak naprawdę od małej uroczystości, którą włoskie koleje linowe zorganizowały, by uczcić 25-ty rok przyjazdu w Dolomity Adama- organizatora naszych narciarskich wypadów.

16:28, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 lutego 2017
Porcja pierwsza zdjęć z Cavalese- "komórkowa"

Cóż, nie chciało się Mężowi targać cieżkiego i dużego aparatu, zatem skazani byliśmy na komórki, mały aparacik Trusi, na którym ona łapę trzymała oraz Pawła, który zdjęcia zrobił ładne, ale jak dotąd nie było czasu ich zgrać.

Zatem porcja pierwsze będzie z mojej komórki. Jak zobaczycie- było zmiennie- pogodowo nie dało się narzekać na nudę. W dzień przyjazdu powitała nas deszczowa wiosna. W niedzielę było ciepło i pochmurno, a w drugiej połowie dnia zaczęło sypać. I tradycyjnie sypało noc całą i kolejny dzień, a z wiosny zrobiła się śnieżna zima. Potem na trzy dni wyjrzało piękne słońce i mogliśmy podziwiać Dolomity. Na koniec znowu się zachmurzyło i po raz kolejny w naszym ulubionym ośrodku Alpe Lusia jeździliśmy w chmurach i śnieżycy. Zaś ostatniego dnia szusowaliśmy nad chmurami:-)

Przygotowania do szusowania- stylówa odpowiednia musi być;-)

Narty w śnieżycy:

Ulepimy dziś bałwana? No jasne, taki śnieg koniecznie trzeba było wykorzystać. Powstał zatem kolejny bałwan do tegorocznej bałwaniej kolekcji:

Góra za naszym hotelem- jeszcze przed zachodem słońca:

i oświetlona przez promyczki idącego spać słoneczka:

Rok temu udało nam się zobaczyć tą samą górę w kolorze czerwonawym- niestety był to bardzo krótki moment dnia i akurat siedzieliśmy jeszcze w autokarze wracając z nart. Gdy tylko wysiedliśmy P. popędził z aparatem, ale było już za późno.

CDN

17:37, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 lutego 2017
To już 10 lat!

Moja ukochana Walentynka skończyła dziś 10 lat! Wierzyć się nie chce, że już tyle czasu upłynęło od chwili, kiedy pierwszy raz przytuliłam moje wyczekane i wykochane od początku zaistnienia Szczęście.

Zmienia się nasza Dziewczynka, ale wciąż jest fajnym kumplem i partnerem do rozmowy i zabawy. 

Kocham Cię moja Skarbonko*.

Z okazji dziesięciolecia Truś zapragnął zasiedlić nasze mieszkanie nowym domownikiem. 
Oto Świnek  Czubek Walenty:

Świnek jest łysiutki, tylko na nosie ma czuprynkę. Jest cieplutki, welurowy i, jak na nowe zwierzątko, całkiem przyjazny. Pomału się ze sobą oswajamy.

Relacja z nart mam nadzieję niebawem- muszę tylko zdobyć zdjęcia od Pawła.

*Skarbonka to w naszym domowym języku żeńska odmiana Skarbu;-)

20:55, dsmiatek
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 lutego 2017
Motto na następne półwiecze

W moim dodatkowym miejscu pracy Dziewczyny wywiesiły sobie na drzwiach taki oto tekst:

"Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami.
Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu.
Pozwól sobie być głupi.
Bądź przyjacielski. Bądź zabawny.
Nie ma czasu na nic innego."

I może tego trzeba się trzymać...

Z tą oto złota myślą Was zostawiam na tydzień- jutro jedziemy w Dolomity. I obiecuję jeść pyszne jedzenie, pić aromatyczną kawę, szaleć na nartach, zachwycać się widokami i pielęgnować w sobie tą resztkę radosnego dziecka, która wciąż gdzieś tam we mnie wciąż jest.

A jak wrócę, to opowiem, czy się udało. A może wcześniej się zgłoszę, jeśli internet na miejscu będzie wystarczająco szybki, żebym się nie wkurzyła czekaniem na połączenie.

:-*

19:24, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
Archiwum