RSS
czwartek, 13 kwietnia 2017
Wielkanocnie

Nie wiem, czy przed Świętami uda mi się jeszcze zaglądnąć na bloga. Ale świętowanie zaczyna się właściwie już dziś- tylko ja zamiast rozpocząć Triduum Paschalne od Liturgii Wielkiego Czwartku tkwię w pracy- jak co czwartek do 20-tej:-(

Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę pięknego przeżywania Świąt Wielkiej Nocy. Czasu na wyciszenie i zadumę nad Tajemnicą Śmierci i Zmartwychwstania.

I tych zwyczajnych rzeczy- radości i czasu dla najbliższych, frajdy z dekorowania jajek i dyngusa. I niech nam wszystkim zaświeci słońce- na przekór złowieszczym prognozom pogody :-)

Jak widać na załączonym powyżej obrazku nasza alternatywna choinka przerobiła się na stroik wielkanocny. Ja się jej już ta rola znudzi, to zamierzam ją przebranżowić na stojak na bransoletki. A na Boże Narodzenie znowu stanie się choinką;-)

 

18:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 kwietnia 2017
Na tropie zajączka

Święta Wielkanocne tuż tuż, a w naszym domu od jakiegoś czasu zalęgli się znajomi i przyjaciele królika. Długouszne stworzonka rozpanoszyły się dosłownie wszędzie, nawet w łazience ostatnio jakiegoś wytropiłam. Postanowiłam je zatem zewidencjonować komórką.

I oto proszę- spis domowych zajęcy.

Zające Kuchenne:

Zajączki Salonowe:

Zające Trusiowe:

Króliki Sypialniane:

Zajączki Kanapowe i Fotelowe:

Jeden z Zajęcy Bibliotecznych- tych nie udało mi się wszystkich wyśledzić, ale mam przeczucie, że na pewno jest ich więcej niż jeden:

I Królik Łazienkowy- rezyduje w tzw "małej łazience":

Właśnie sobie uświadomiłam, że to nie wszystkie Kłapouchy, bo w szafie snem letnim śpią sobie Zimowy Królik Poduszkowy oraz, także zimowe, Zające Pościelowe;-)

Skąd się ich tyle nabrało? Prawdziwa inwazja;-)

22:22, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 kwietnia 2017
Mocy brak

Nie pomogły kulki mocy, chociaż powstała ich druga edycja- z dodatkiem moreli i skórki z pomarańczy i cytryn. Kulki mniam oczywiście, działają uzależniająco i powoli nazwa ich ewoluuje w kierunku KWD;-) Ale mocy jakoś nie dodają. Niby wiosna w pełni, powinno przybyć energii, powinno chcieć się żyć, a tu wciąż czuję się jak na przednówku, ciągle śpiąca- już od rana marzę o chwili, kiedy wreszcie będę się mogła zapakować pod kołdrę.

Świat biegnie, życie goni, a ja zamiast biec wraz z nim i korzystać póki się da, to ziewam:-(

Trzeba się wreszcie spiąć i otrząsnąć z zimy! Tylko jak???

Nareszcie wolny weekend przede mną- może naładują się baterie. A za tydzień Wielkanoc (jak to, już????!!!), a potem majówka, którą w Holandii znowu planujemy spędzić. Muszę się trzymać tych dobrych myśli, może dodadzą chęci do życia.

A w okolicy ścięto kolejne drzewa- zaczynam mieć obsesję na tym punkcie, jakiś radar wewnętrzny na odgłos piły i trzecie oko wyłapujące nowe pniaki :-(

09:44, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017
Niech moc będzie z wami;-)

Wreszcie się zebrałam i ulepiłam moje własne Kulki Mocy. Co prawda moja koleżanka nazywa je inaczej, w skrócie KWD (ciekawe, czy rozszyfrujecie?), ale ja na razie trzymam się pierwszej nazwy.


To straszne, ale w moim zabieganym życiu brakowało mi czasu na zrobienie tych słodyczy, a przecież wystarczy pół godzinki i porcyjka gotowa. Pyszne są bardzo, ale się powstrzymałam i zjadłam tylko dwie. Nawet Trusia się skusiła i pochwaliła (bo składników kulek w większości Truś normalnie nie rusza).

Niech zatem moc będzie z wami- wystarczy namoczyć 200g daktyli w ciepłej wodzie na ok. 30 minut. Zmiksować 2 łyżki nerkowców, 2 łyżki słonecznika, 3 łyżki migdałów, 2 łyżki wiórków kokosowych. Potem dodać odsączone z wody daktyle i 2 łyżki kakao, zmiksować całość. A na końcu ulepić kuleczki, obtoczyć w czym się chce i pałaszować. Zresztą składniki można modyfikować- myślę, że z suszonych moreli też by były smaczne. A gdyby tak dodać skórkę startą z pomarańczy...

I jeszcze próby selfie o poranku- póki co trudno mi się budzić godzinę wcześniej, chociaż słońce na niebie dłużej o godzinę popieram jak najbardziej.

20:53, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 marca 2017
Zabiegana sobota

Jakaś taka sobota w biegu nam się trafiła, ale ponieważ był to w większości bieg związany z przyjemnościami, to można ją zaliczyć do sobót udanych.

Rano wyjazd na Kampus na warsztaty "Czy mam głos w sprawie hałasu?" i wykład "Ile jest języków na świecie?". A ja załapałam się na spacer w okolicy i wykład z zajęciach teatralnych w szkole- jakie korzyści z nich wynikają. Okazuje się, że dużo więcej niż tylko obycie ze sceną, mogą przynieść takie teatralne warsztaty.

Potem szybki domowy obiad i wspinaczka w Avatarze- Truśce bardzo się spodobało wdrapywanie się na ścianki i postanowiła powtórzyć zeszłotygodniowe emocje w gronie kilku koleżanek.

Ponieważ pogoda była ładna, spacer był absolutnie konieczny- Truśka zainaugurowała sezon rolkowy, a my zabraliśmy Herę, żeby się wybiegała, zatem i pies się wreszcie doczekał.

Późniejszym popołudniem/wieczorem udało nam się jeszcze zorganizować kanapowy seans filmowy. Pełni szczęścia dopełniła pyszna drożdżówka z kruszonką, którą szybko upiekł P. i którą wcinaliśmy jeszcze ciepłą.

Zatem akumulatory trochę się podładowały. Dziś Trusia jeszcze zaliczy nowy spektakl w Grotesce. ja niestety pracuję:-(

Z zaległości zdjęciowych- z mydlanych baniek chyba się nigdy nie wyrasta. Nie tylko Truśka i inne dzieciaki za nimi po Rynku biegały, dorośli też nie mogli się oprzeć;-)

12:56, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 marca 2017
Bratki na wiosnę

Warsztaty ogrodnicze urządziłyśmy Lulisi. Tia, czego się nie robi dla Najmłodszego Słodziaka- nawet kwiatki w salonie pozwoli mu się sadzić. Chociaż w trakcie i po skończonym dziele człek w duszy przeklina własną głupotę i naiwność, że cała ziemia grzecznie pozostanie na rozłożonej na podłodze ceracie.

No ale nic to, ziemię się zamiotło, Lulisia wytrzepało, a bratki na balkonie cieszą oko:-)

17:44, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 marca 2017
Avatar, czyli urodziny ze szczyptą adrenaliny

Miałam nadzieję, że się nam upiecze, ale Córka Młodsza nie odpuściła i wyegzekwowała na nas imprezę urodzinową dla koleżanek z klasy. I tak w minioną sobotę odbyły się, spóźnione o miesiąc z małym haczykiem, obchody urodzin Truśki. Na miejsce akcji Córka wybrała Centrum Wspinaczkowe Avatar. Przez półtorej godziny dziewczyny nie tylko wspinały się na ścianki, sprawnie jak pająki docierając pod sam sufit, ale też łaziły po coraz wyższych słupach i skakały w przepaść lub "na banana". Zabawa odbywała się oczywiście pod okiem instruktorek, w kaskach i uprzężach. Szczęśliwie przeżyła cala dwunastka i po emocjach wspinaczkowych dala się zaprosić na pizzę;-)

Najpierw byłą rozgrzewka:

Skok "na banana" wymagał najwięcej odwagi. Trzeba się było wspiąć po drabinie aż pod sam sufit, wejść na wąską belkę i skoczyć- w miarę możliwości starając się dosięgnąć banana.

Skupienie przed skokiem:

Skoczyła!

Następna impreza za rok. I co my tym razem dla już młodszej młodzieży wymyślimy?

20:23, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2017
Wiewióreczka zamiast Avatara

Ponieważ chwilowo zabrakło mi miejsca na zdjęcia, to zamiast planowego wpisu o zaległej imprezie urodzinowej Trusia, która wreszcie się odbyła w sobotnie przedpołudnie, będzie kilka zdjęć pewnej uroczej Wiewióreczki;-)

Sama słodycz, prawda? :-)

20:07, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
środa, 15 marca 2017
Tajemnice wesela 1900

W ostatniej chwili załapałyśmy się na bardzo fajne przedsięwzięcie dla dzieci w Ogrodzie Sztuki. Jakoś ominęły mnie wiadomości o tym wydarzeniu, na szczęście są czujni znajomi. I tak w ubiegłą sobotę mama jednej z Truśkowych szkolnych koleżanek zaproponowała wspólne wyjście w niedzielę na Rajską. Naprawdę było warto,

"Tajemnice wesela 1900" to rodzaj przedstawienia/gry "terenowej"/wystawy opartej na Weselu Wyspiańskiego.

Tak oto po raz pierwszy znalazłyśmy się w Ogrodzie Sztuki. Już sam budynek bardzo się Trusi spodobał- chyba po mnie odziedziczyła wrażliwość na architekturę.

W pierwszej sali czekały na dzieciaki poduchy ułożone na dywanie.

Jak się umościły, rozpoczęła się opowieść Isi, kuzynki Panny Młodej, która była jednym z gości na weselu. Potem Starosta Weselny podzielił nas na grupy i rozdał "zaproszenia- instrukcje" do dalszej zabawy. 

Weszliśmy do Labiryntu weselnego. Pierwsze  zadania polegały na odgadnięciu imion lub funkcji gości weselnych. Trzeba było podsłuchiwać pod drzwiami, przytulać ucho do poduszek, w których umieszczone były głośniki, a nawet zamknąć się w skrzyni, żeby z fragmentów tekstu Wesela wyłapać odpowiednią osobę.

 

Gdy już odgadliśmy wszystkich gości i kod do szyfrowego zamka, mogliśmy opuścić poziom Wieczoru i przejść do poziomu Nocy, gdzie czekały na nas zjawy i upiory, które, jak zapewne pamiętacie, też się na weselu w Bronowicach pojawiły. Pierwszy powitał, czy może przestraszył na Chochoł, który też udzielił nam instrukcji na dalszą drogę. 

Po odnalezieniu wszystkich dziewięciu zjaw i odgadnięciu kodu otwierającego kolejne drzwi, znaleźliśmy się w ostatnim poziomie. Świt wymagał współpracy wszystkich grup, biorących udział w zabawie. Zakończyła się zatrąbieniem w Złoty Róg, który naturalnie najpierw należało odnaleźć.

Przed opuszczeniem Labiryntu dzieciaki mogły jeszcze swoje wrażenia przelać na  ścianę.

W szatni Truśka i jej przyjaciele odreagowywali wrażenia z przedstawienia na ustawionych tam pufach.

Jeśli zatem zabłądzicie do Krakowa w okolice Ogrodu Sztuki i akurat będą tam grane Tajemnice Wesela, to koniecznie wejdźcie do Labiryntu i weźcie udział w zabawie- będzie się Wam podobało.

A po kulturalnych doznaniach można pokrzepić nadwątlone siły w Ogrodowej kawiarni.

Marzec zapowiada się bardzo "kulturalnie"- czeka nas jeszcze Szpak Mateusz w Grotesce i Don Pasquale w operze.

22:07, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 marca 2017
Dres code

Wszystko dookoła się zmienia i, poza pozytywnymi zmianami w przyrodzie związanymi z nadchodzącą wiosną, zwykle na gorsze. Może to po prostu kwestia wieku- na "starość" człowiekowi zaczynają przeszkadzać zmiany...

Dookoła coraz ciaśniej, na trawnikach "niczyich" wyrastają nowe bloki, znikają chaszcze, w których jeszcze do niedawna mieszkały zające i bażanty- ciekawe, gdzie się biedaki podzieją? Czy chociaż miały okazję znaleźć gdzieś nowy dom, czy zginęły pod kołami samochodów i ciężkich maszyn budowlanych?

W pracy też ostatnio emocjonalne huśtawki i brak stabilności, a to przeszkadza. Zamiast skupiać się na coraz trudniejszych badaniach, myśli uciekają do wciąż zmieniającej się sytuacji.

O sytuacji polityczno-gospodarczo-międzynarodowej w naszym kraju nie wspomnę, bo ciśnienie mi się podnosi, a to w moim wieku niewskazane. Nie oznacza to wcale, że się od tego odcinam, bo choćbym nie wiem, jak się starała (w końcu wpływu na to wielkiego nie mam), to odciąć się nie da. No ale spuśćmy zasłonę milczenia na tą kwestę...

Zmienia się też moje Najmłodsze Dziecko. Rozpoczęła pierwszy nasty rok życia i pomalutku odzywają się w niej wszystkie, związane z tym czasem w życiu, niedogodności. Z przytulaśnej i zgodnej dziewczynki wyłazi od czasu do czasu sfochowana, naburmuszona i spretensjonowana nastolatka. Na szczęście od czasu do czasu, ale mam świadomość, że może być gorzej.
Powoli zaczynamy odczuwać lukę pomiędzy ofertą kulturalną dla młodszych dzieci i dla dorosłych. Kreskówki w kinach zaczynają być zbyt dziecinne, spektakle w Grotesce takoż. Także większość ulubionych warsztatów skierowana jest do młodszych dzieci. Trzeba się zacząć rozglądać za czymś nowym, ciekawym i inspirującym dla młodszej młodzieży. Ukochane wydawnictwa książkowe również odchodzą do lamusa- już nie dla nas piękne wydania z Zakamarków. Leżą na półce i pokrywają się kurzem nieprzeczytane kolejne tomy Pożyczalskich i kilka innych nie ruszonych pięknych książek:-( Cóż, muszą poczekać aż dorośnie Lulisia.
Trusia zaczytuje się w przygodach Percy Jacksona, rodzeństwa Kane i Magnusa Chase'a, połyka kolejne tomy twórczości Brandona Mull'a, niecierpliwie wyczekując kolejnej opowieści z Pięciu Królestw i licząc na kontynuację Baśnioboru.


Zmieniają się też upodobania modowe mojej Córki. W sieciówkach w działach dla dziewczynek od 140cm coraz rzadziej udaje mi się znaleźć coś, co przykułoby moją uwagę, a moje ulubione marki często kończą ofertę na rozmiarze 140cm lub nawet mniejszym. Jak KOTM nie wypuści nowej kolekcji do 12 lat (poprzednia kończyła się na 10), to w tym roku pewnie i z nich z żalem będzie trzeba zrezygnować. A Grain de Chic, które miało rozmiarówkę do lat 12 niestety zamknęło swój sklep:-(
Martwi to bardziej mnie, gdyż zawsze z niecierpliwością wyczekiwałam przesyłek z pięknymi niesieciowymi ubrankami, zaś w sieciówkach z dużą przyjemnością wyszukiwałam czegoś fajnego- z tych ostatnich już tylko Zara i Tape l'Oleil mi zostały.
Truśka obecnie dość radykalnie zmieniła swoje ubraniowe preferencje. Jeszcze rok temu jej ukochana stylizacja opierała się o legginsy, spódnicę lub sukienkę. Spodnie nosiła tylko w lecie, wzorzyste i luźne albo krótkie.  Zaś od jesieni najchętniej chodziłaby w dresowych portkach (stąd wziął się  tytułowy dres code) i luźnej bluzie, przy czym najukochańsza jest ta we wzór moro, cienka z kapturem. I tak na okrągło, niezależnie od okazji- dres do szkoły, na urodziny koleżanki, do kościoła, do teatru... A wciąż jeszcze pasujące sukienki i spódnice kurzą się w szafie:-( Włosy, kiedyś obowiązkowo związane w kucyk, teraz najchętniej rozpuszczone i rozczochrane- o czesanie toczymy nieustanne wojny, bo Truśkowe włosy bardzo podatne są na tworzenie kołtunków i splątków. I tylko czapki i wszelkie inne nakrycia głowy wciąż się ostały- przynajmniej nie ma problemów, kiedy zimno grozi przemrożeniem uszu i zatok. Ale kto wie, może i to się kiedyś o 180 stopniu odmienić...

Ech życie....

Dres code:

Muszę się zacząć "wyżywać" modowo/ubraniowo na Lulisi! Może jej małą szafę u nas w mieszkaniu założę, bo u Buni i Grześka w mieszkaniu miejsca brakuje....

09:58, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
Archiwum