RSS
sobota, 13 maja 2017
Dwa piękne miasta, czyli ostatnia częśc relacji z majówki

Można powiedzieć, że nic nowego, bo zarówno w Delft, jak i w Goudzie już kiedyś byliśmy. Ale oba miasta są tak urokliwe, że wcale bym się nie pogniewała, gdybym jeszcze kiedyś do nich zawitała.
W Delft mieszkaliśmy za pierwszą naszą bytnością w Holandii. Ale wiadomo, jak ma się coś blisko, to wydaje się, że zawsze znajdzie się czas, żeby to bliżej poznać, a potem nagle tego czasu brakuje. Tym razem do miasta Vermeera wybraliśmy się specjalnie, z przewodnikiem w ręku, zwiedziliśmy w środku Nowy i Stary Kościół, a także Centrum Vermeera.

Padało- ale na deszcz mieliśmy parasole i dobre humory;-)

Powyżej dwie Gertrudy;-)

W Centrum Vermeera- chociaż nie ma tu oryginałów obrazów Mistrza z Delft, to muzeum jest bardzo ciekawe.

Gorąca czekolada jak antidotum na deszczową aurę.

Do Goudy pojechaliśmy już spakowani, niejako po drodze do domu. Zwykle szkoda nam wyjeżdżać, więc jeśli się tylko da, to staramy się zaplanować jakąś atrakcję na drogę powrotną- żeby nie był to tylko dzień podróży. A Gouda jest taka piękna...

To tyle na razie o "naszej" Holandii na przełomie kwietnia i maja. Mam nadzieję, że powstanie osobny blog, w którym uda się zamieścić więcej zdjęć, zwłaszcza tych przepięknych tulipanów, portretowanych przez P.

 

 

 

14:21, dsmiatek
Link Komentarze (4) »
środa, 10 maja 2017
Był Keukenhof, teraz reszta

Reszta aż tak obfotografowana nie została, ale wspomnienia również pozostawiła dobre. Odwiedziliśmy "stare kąty", albowiem chcieliśmy pokazać Ciechowi i Ewie to, co nas kiedyś zachwyciło. Na nowe być może kiedyś jeszcze będzie czas. Chociaż tego czasu tak jakby coraz mniej pozostało :-(

No nic to, precz myśli o starości i przemijaniu. Cieszmy się tym, co tu i teraz i tym, co miłego za nami.

Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, ponieważ nasz domek na kempingu jeszcze nie był gotowy, pojechaliśmy zwiedzić "zaległy" wiatrak w Lejdzie.

Miałam jeszcze nadzieję na niespieszny spacer po urokliwych uliczkach Lejdy, ale towarzystwo było wyczerpane całonocną podróżą, wróciliśmy zatem zgodnie na kemping, gdzie czekał już nasz domek, a w nim miękkie łóżka. Tylko Truśka, niezmordowana, popędziła na basen.

W sobotę był Keukenhof. Zaś po sobotniej uczcie zmysłów zafundowaliśmy sobie Amsterdam. O ile po pierwszej wizycie zapamiętałam Amsterdam bardzo dobrze, to druga mnie rozczarowała. Może dlatego, że jakoś nie mogliśmy się początkowo odnaleźć i wydawało mi się, że miotamy się chaotycznie po mieście, zamiast smakować uroki miasta... Dlatego na komórce zdjęć ze stolicy Holandii niewiele- ale spoko, P. zrobić więcej, pojawią się na planowanym osobnym blogu.

Trzeciego dnia, nie zrażeni pogodą, która powróciła do tradycyjnego stanu deszczu i wiatru, postanowiliśmy pokazać naszym "gościom" skansen-wioskę z Zaanse Schans. Na szczęście deszcz nie dręczył nas bez przerwy, ubrani byliśmy wystarczająco wodoodpornie i ciepło, żeby przyjemnie pogapić się na wiatraki i leniwie płynącą rzekę Zaan, poachać i poochać nad małymi kaczuszkami, gąseczkami i łyskami. Na na rozgrzewkę było własnoręcznie przyrządzone  gorące kakao z piankami marshmallows i wielkie naleśniki. Tym razem zwiedziliśmy jeszcze, omijane poprzednimi razy, muzeum, które okazało się bardzo ciekawe. tematem przewodnim był w nim przemysł Holandii, ze szczególnym uwzględnieniem regionu, w którym się znajdowaliśmy. Z okazji stulecia fabryki słodyczy w muzeum była też prawdziwa linia produkcyjna herbatników i czekoladek- Truśka była zachwycona.

Na wstępie atrakcja wielka dla nietubylców, czyli podnoszący się most:

Zaś wieczorem, ponieważ się wypogodziło, a słońce w Holandii zachodzi co najmniej godzinę później niż u nas, pojechaliśmy jeszcze na plażę, nacieszyć uszy szumem fal. Truśka była na taką ewentualność przygotowana- spakowała do swojego bagażu silikonowe wiaderko na muszelki.

Taka plaża poza sezonem ma w sobie COŚ.

CDN

17:48, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 maja 2017
Po holenderskiej majówce

To będzie zaledwie zajawka, bo P. zrobił tyle pięknych zdjęć tulipanów, że zasługują na osobnego bloga.

Tym razem udała nam się wizyta w ogrodach Keukenhof- było słonecznie i ciepło, żaden deszcz nam nie przeleciał. Ale coś za coś- pogoda piękna, tulipany w pełnym rozkwicie, ale ludzi tłum- nie tylko my mieliśmy ochotę na tulipanową ucztę na oczu. Na szczęście ogrody są duże, trawniki ogólnie dostępne dla chętnych na mały piknik, zatem spędziliśmy bardzo przyjemne pięć lub sześć godzin na spacerowaniu po alejkach, wydawaniu ochów i achów zachwytu i łapaniu słonecznych promyków siedząc na wypielęgnowanej trawie.

Tematyczne ogródki i ogrodowe inspiracje:

w stylu Mondriana:

Porcelana z Delft:

Miejska plaża:

Ogródek farmerski:

W pawilonie Willem Alexander:

Tekturowe mebelki:

Selfie z flamingiem;-)

P. i Truś wśród lilii:

Doniczkowe siedzisko:

Hmm, czyżbym to ja pomykała po Amsterdamie;-)

P. w labiryncie

W pawilonie astromerii w tym roku tematem musieli być hipisi:

Kwiatowa mozaika- także w stylu Mondriana

Truśka w tulipanach-olbrzymach

i zielonym tunelu

Wzór moro to ostatnio Truśkowy numer jeden pośród ubraniowych printów:

Obowiązkowy spacer po ścieżce na wodzie:

Dalszy ciąg nastąpi- chociaż już nie z Keukenhof.

21:30, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 kwietnia 2017
Na chwilkę przed Majówką

Po paru latach przerwy znowu jedziemy na Długi Weekend Majowy do Holandii. Na razie pakowanie "w proszku", ale jak zwykle damy radę.

A przed wyjazdem jeszcze zaległy wpis z poprzedniego weekendu, spędzonego między innymi w mojej ulubionej przestrzeni, czyli w Cricotece. Okazuje się, że i Trusia zagustowała w tym miejscu i z ochotą wraca nie tylko na warsztaty, ale też na wystawę. Chociaż stała ekspozycja do radosnych nie należy, to Truś tutaj lubi się trochę bać. Zwiedza też z zapałem wystawy czasowe, choć i one nie należą do łatwych w odbiorze.

Sobota w Cricotece:

Podczas gdy Dziewczyny za warsztatach tworzyły lewitujące machiny, jak podziwiałam Wisłę i popijałam cappuccino.

Potem one też załapały się na małe conieco i podziwiały Wisłę:

Jedno z moich ulubionych miejsc w Krakowie:

A za parę godzin wyruszamy. Mam nadzieję, że tym razem nie czeka nas zimnica i nieustanny deszcz. Ale jakby co, nauczeni doświadczeniem, pakujemy parasole, kalosze i ciepłe swetry.

Do poczytania po powrocie:-)

18:01, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 kwietnia 2017
Wspominki wielkanocne

Wierzyć się nie chce, że dopiero przed chwilą piekliśmy mazurki z kajmakiem i malowaliśmy rodzinnie jajka, a tu już dawno mazurki wyjedzone do ostatniego okruszka, po pisankach śladu nie ma i powoli trzeba zacząć pakowanie na Wielką Majówkę.
Cóż, ie jest to żadne odkrycie, że czas biegnie, pędzi, galopuje i bije kolejne rekordy prędkości, a my, chcąc nie chcąc, musimy podążać razem z nim.

Przedświątecznie- Siostra z Bratem:

i z kuzynką jeszcze:

 

Wielkie rodzinne pisankowanie:

Koszyczki gotowe:

Idziemy do kościoła:

Niedziela

Po śniadaniu wyczekiwana przez Trusi i Łucję wyprawa do ogródka w poszukiwaniu prezentów. Zajączki, przygarnięte w dużej ilości przez nas przed Świętami, spisały się na medal:-)

I po świętach:-(

Lany Poniedziałek spędziliśmy osobno- ja musiałam wracać do Krakowa na dyżur, Trusia z P. zostali jeszcze u Babci. Przy tej okazji doświadczyłam czegoś zupełnie niezwykłego- spędziłam samotny wieczór i noc w domu, nawet Hery ze mną nie było, bo też została w O. A ponieważ sytuacja była dla mnie niezwyczajna, ale przejściowa, to muszę zaliczyć ten wieczór i noc do całkiem udanych- czas spędzony li i jedynie we własnym towarzystwie pozwolił mi zebrać myśli i obejrzeć wreszcie trzecią część perypetii Bridget Jones;-) 

21:56, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
środa, 19 kwietnia 2017
Urodziny Hery

Trochę przegapiłam właściwą datę, kiedy zawitała do naszego domu Hera. Było to 17 kwietnia w ubiegłym roku. I ten dzień uważamy za umowne urodziny naszej psiej Przyjaciółki. Zadomowiła się w naszym domu i sercach całej rodziny na dobre. I chociaż pewne wady jednak posiada, to w zdecydowanie przeważają zalety. Aktualnie wadą największą jest to, że postanowiła upolować Świnka Walentego Czubka i nie należy ich zostawiać sam na sam w pokoju, nawet jak Świnek teoretycznie bezpiecznie siedzi sobie w klatce. Wciąż mam nadzieję, że jej przejdzie, ale chyba szanse są na to niewielkie, podobnie jak na zaprzyjaźnienie się ze Zmorką.

No cóż, jakieś wady każdy musi mieć, nudny byłby pies bez wad;-)

Na szczęście z ludzkością Hera jest bardzo zaprzyjaźniona. Z Trusią kochają się ogromnie.

Ale nieskromnie się pochwalę, że najukochańszym człowiekiem Hery jest ja!

21:16, dsmiatek
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty

Wiosna trochę się jakby przyczaiła, zima nie chce na dobre odejść, zatem zanim będzie relacja e tegorocznej Wielkanocy, fotograficzne wspomnienie sprzed tygodnia, kiedy to o śniegu i zimnie nikt nie pamiętał, słońce grzało przyjemnie, ptaszki wyśpiewywały miłosne piosenki, a w Ogrodzie Botanicznym kwitły magnolie- i nie tylko.

A to wcale nie niezapominajka, tylko Ułudka Wiosenna;-)

Więc chociaż dzisiaj musiałam z czeluści szafy wygrzebać cieplejszą kurtkę i rozważałam sięgnięcie po krótkie kozaczki do pudła na górę szafy, chociaż gdzieniegdzie pada, a nawet ponoć prószy! ( ja za oknem w dyżurce szczęśliwie widzę nieśmiałe słonko), to jeszcze wróci czas, kiedy bez opatulania szyi i uszu pomkniemy na rowerach szukając kolejnych wiosennych skarbów:-)

Miłego drugiego dnia świętowania dla was :-)

13:11, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 kwietnia 2017
Wielkanocnie

Nie wiem, czy przed Świętami uda mi się jeszcze zaglądnąć na bloga. Ale świętowanie zaczyna się właściwie już dziś- tylko ja zamiast rozpocząć Triduum Paschalne od Liturgii Wielkiego Czwartku tkwię w pracy- jak co czwartek do 20-tej:-(

Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę pięknego przeżywania Świąt Wielkiej Nocy. Czasu na wyciszenie i zadumę nad Tajemnicą Śmierci i Zmartwychwstania.

I tych zwyczajnych rzeczy- radości i czasu dla najbliższych, frajdy z dekorowania jajek i dyngusa. I niech nam wszystkim zaświeci słońce- na przekór złowieszczym prognozom pogody :-)

Jak widać na załączonym powyżej obrazku nasza alternatywna choinka przerobiła się na stroik wielkanocny. Ja się jej już ta rola znudzi, to zamierzam ją przebranżowić na stojak na bransoletki. A na Boże Narodzenie znowu stanie się choinką;-)

 

18:35, dsmiatek
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 kwietnia 2017
Na tropie zajączka

Święta Wielkanocne tuż tuż, a w naszym domu od jakiegoś czasu zalęgli się znajomi i przyjaciele królika. Długouszne stworzonka rozpanoszyły się dosłownie wszędzie, nawet w łazience ostatnio jakiegoś wytropiłam. Postanowiłam je zatem zewidencjonować komórką.

I oto proszę- spis domowych zajęcy.

Zające Kuchenne:

Zajączki Salonowe:

Zające Trusiowe:

Króliki Sypialniane:

Zajączki Kanapowe i Fotelowe:

Jeden z Zajęcy Bibliotecznych- tych nie udało mi się wszystkich wyśledzić, ale mam przeczucie, że na pewno jest ich więcej niż jeden:

I Królik Łazienkowy- rezyduje w tzw "małej łazience":

Właśnie sobie uświadomiłam, że to nie wszystkie Kłapouchy, bo w szafie snem letnim śpią sobie Zimowy Królik Poduszkowy oraz, także zimowe, Zające Pościelowe;-)

Skąd się ich tyle nabrało? Prawdziwa inwazja;-)

22:22, dsmiatek
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 kwietnia 2017
Mocy brak

Nie pomogły kulki mocy, chociaż powstała ich druga edycja- z dodatkiem moreli i skórki z pomarańczy i cytryn. Kulki mniam oczywiście, działają uzależniająco i powoli nazwa ich ewoluuje w kierunku KWD;-) Ale mocy jakoś nie dodają. Niby wiosna w pełni, powinno przybyć energii, powinno chcieć się żyć, a tu wciąż czuję się jak na przednówku, ciągle śpiąca- już od rana marzę o chwili, kiedy wreszcie będę się mogła zapakować pod kołdrę.

Świat biegnie, życie goni, a ja zamiast biec wraz z nim i korzystać póki się da, to ziewam:-(

Trzeba się wreszcie spiąć i otrząsnąć z zimy! Tylko jak???

Nareszcie wolny weekend przede mną- może naładują się baterie. A za tydzień Wielkanoc (jak to, już????!!!), a potem majówka, którą w Holandii znowu planujemy spędzić. Muszę się trzymać tych dobrych myśli, może dodadzą chęci do życia.

A w okolicy ścięto kolejne drzewa- zaczynam mieć obsesję na tym punkcie, jakiś radar wewnętrzny na odgłos piły i trzecie oko wyłapujące nowe pniaki :-(

09:44, dsmiatek
Link Dodaj komentarz »
Archiwum